J. Międlar: Żołnierz NSZ wspomina walkę z ludobójcami z UPA. “W swoich szeregach mieli SS-manów. Ukraińcy byli wrogo usposobieni”

Konstanty Kopf / Zdjęcie i grafika: nsz.com.pl
3

Skończyłem pisać pierwszy tom książki ze wspomnieniami Świadków ukraińskiego ludobójstwa na Polakach. Materiał jest tak ogromny, że w najlepszym wypadku zmieszczę go w 7 tomach. Ta książka to zapis traumatycznych doświadczeń Świadków ukraińskiego ludobójstwa na Polakach, o których mi opowiedzieli podczas spotkań w latach 2019 – 2022. Takich rozmów przeprowadziłem ponad 60. Nikt wcześniej nie spisał tych relacji. Wspieram je ponad 400 wspomnieniami złożonymi w archiwach, do których dotarłem, a które nie były dotychczas nigdzie publikowane. Ta książka będąca materiałem historycznym, okraszona pisanym przystępnym językiem komentarzem, ma na celu spopularyzować fałszowany temat ludobójstwa na Polakach wśród społeczeństwa polskiego i ukraińskiego. Dziś zaprezentuję Państwu bardzo wartościowe wspomnienia kapitana Konstantego Kopfa, który opowiada o relacjach polsko-ukraińskich, hodowaniu antypolonizmu wśród Ukraińców oraz o walce z sotniami Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Ze Świadkiem ukraińskiego ludobójstwa na Polakach Marią Fradel, jej córką i wnuczkami / Fot. Jacek Międlar
Ze Świadkiem ukraińskiego ludobójstwa na Polakach Marią Fradel, jej córką i wnuczkami / Fot. Jacek Międlar

Te wspomnienia potraktujcie Państwo także jako zachętę do zapoznania się z ogromnym materiałem historycznym, w którego jestem posiadaniu i konsekwentnie będę wydawał. Tom I najnowszej książki, której tytuł podam niebawem, powinien ukazać się na początku roku 2023. Materiały filmowe są dostępne w aplikacji wPrawoTv.

Wsparcie - darowizny
Podkarpacie we krwi

Jak już wielokrotnie podnosiłem ukraińskie ludobójstwo na Polakach nie rozegrało się tylko na Wołyniu i województwie stanisławowskim, ale także na Zamojszczyźnie i Podkarpaciu. To na tych dwóch terenach objętych operacją “Wisła” poprzedzonej regularnymi walkami w latach 1944-1947 rozgrywały się regularne walki Armii Krajowej (por. wspomnienia Stanisława Krzaczka z Kompanii Żelaznej AK), Batalionów Chłopskich i Narodowych Sił Zbrojnych z Ukraińską Powstańczą Armią. Polacy do 1947 roku, w tym żołnierze NSZ i po ’45 byli partyzanci AK i BCh, mężnie walczyli z ukraińskimi ludobójcami, którzy Polaków mordowali bez opamiętania (por. np. wspomnienia Władysława Zimonia, Bolesława Pryszcza, Stefana Konowała).

Operacja “Wisła”

Bardzo rzadko podnosi się, że z UPA walczyli bohaterowie polskiego podziemia niepodległościowego oraz byli partyzanci z AK i BCh, po ’45 zasilający Wojsko Polskie, Ochotniczą Rezerwę Milicji Obywatelskiej i Milicję Obywatelską. Częściej spotykamy się z fałszerstwami historyków z politycznego nadania, którzy podnoszą, że po wojnie biorący udział w walkach z UPA np. na Podkarpaciu, umacniali sowiecką okupację w Polsce. A to wierutna bzdura, historyczne kłamstwo. Jeśli na tamtych terenach Polacy wstępowali do WP, ORMO czy MO i brali udział w walkach z UPA, to nie po to, by umacniać stalinowską okupację, ale by bronic swoich rodzin przed hajdamackimi rezunami.

Kapitan Konstanty Kopf

Dziś zaprezentuję Państwu wspomnienia mojego krajana z rzeszowszczyzny, kapitana NSZ Konstantego Kopfa (w wieku 98 lat zmarł w styczniu 2022 roku), który opowiada o walkach z ludobójcami z UPA. To bardzo ważne wspomnienia, zwłaszcza, że coraz częściej banderofile, operując zmanipulowanymi, szczątkowymi informacjami. z partyzantów NSZ próbują zrobić współpracowników z UPA.

Konstanty Kopf, ps. “Pewny” był obrońcą Rzeszowa w ’39, żołnierzem Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowych Sił Zbrojnych. Podczas drugiej wojny światowej walczył z hitlerowcami, UPA i Sowietami. Otrzymał Krzyż Walecznych za wyniesienie rannego dowódcy z pola walki. W 1946 został aresztowany przez UB i torturowany w rzeszowskim więzieniu. Już ta informacja, dla historycznych fałszerzy winna być jasną wskazówką, że ci co walczyli z UPA, nie byli żadnymi stalinowskimi kolaborantami, a wręcz przeciwnie, jej wrogami, bo zabiegali o suwerenność i bezpieczeństwo polskich rodzin.

Hodowanie antypolonizmu

Kapitan NSZ wspomina obronę Rzeszowa w 1939 roku, służbę w ramach Rady Głównej Opiekuńczej oraz walki w ramach Narodowych Sił Zbrojnych na terenie powiatu lubaczowskiego w województwie podkarpackim. Zaznacza, że przed wojną relacje z Rusinami (do tej grupy nie zalicza jedynie Ukraińców) były poprawne, wszak sami Ukraińcy do naszych rodaków byli “wrogo usposobieni”. Przywołuje nazwisko byłego nauczyciela języka polskiego okrutnego i niebezpiecznego przywódcę UPA na Podkarpaciu Iwana Szpontaka ps. “Żeleźniak”.

Jak wynika ze wspomnień, relacje między Polakami a Ukraińcami popsuły ekspansjonistyczne i brutalne bandy UPA, ukraińscy nauczyciele oraz greckokatoliccy kapłani, przez kapitana Kopfa zwani tzw. inteligencją ruską. Dodajmy, że dziś ich postawa nie została potępiona przez współczesną Ukrainę. Co więcej, stawiani są na piedestał. Tezy artykułowane przez kapitan Kopfa pokrywają się z dziesiątkami innych wspomnień z Podkarpacia, w których jestem posiadaniu.

Wspomnienie*

Urodziłem się w Lubaczowie powiat Lubaczów województwo Lwów. W lubczowie tylko się urodziłem, tam zamieszkiwali bowiem dziadkowie ze strony matki. Zamieszkałem z mamą i ojcem w Rzeszowie. Ojciec był oficerem a potem jako zasłużony otrzymał posadę w Starostwie w Rzeszowie w referacie wojskowym, którego był kierownikiem. Nie pamiętam gdzie urodził się mój brat Marian, ale było to w 1926 r. i zamieszkał wraz z nami w Rzeszowie. W momencie wybuchu wojny ja byłem absolwentem I Gimnazjum im. Stanisława Konarskiego w Rzeszowie. Ojciec jako oficer poszedł na wojnę, tak że w domu zostałem ja z bratem i mamą. Do 7 września 1939 r. uczestniczyłem w cywilnej obronie Rzeszowa. Miałem za zadanie ochronę obiektów wojskowych. W tym czasie nie byłem zrzeszony w żadnej organizacji. 8 września 1939 r. przed wkroczeniem oddziałów niemieckich do Rzeszowa wyjechałem z matką i bratem do dziadków w Lubaczowie. W Lubaczowie byłem świadkiem spotkania wojsk niemieckich i sowieckich 22 lub 23 września 1939 r. Ja to zdarzenie pamiętam dokładnie gdyż szczegółowo je obserwowałem. Na Rynku w Lubaczowie zasiedli przy jednym stole, do dziś pamiętam okryty zielonym suknem, przedstawiciele wojsk niemieckich i sowieckich na rozłożonej mapie wykreślali linię demarkacyjną. Widziałem tę mapę z okien przyległej do Rynku kamienicy. Granica ta przebiegała przez rzeki San, Bug, Narew i Pisę. Wszystko co na wschód od tej linii z niewielkimi wyjątkami przeszło pod okupację sowiecką wraz z częścią powiatu lubaczowskiego i Lubaczowem. Wszystko zaś co na zachód od tej linii przeszło pod okupację niemiecką. Lubaczów pozostawał pod okupacją sowiecką do 22 czerwca 1941 roku. Podczas okupacji sowieckiej ja praktycznie cały czas z rodziną uciekałem. Jako rodzina oficera i majętna – dziadkowie byli właścicielami okazałem willi w Lubaczowie i kilkunastu hektarów gruntu byliśmy narażeni na wywóz na Syberię. Stąd nasze życie w tym czasie polegało na ciągłych ucieczkach do biednych domów, do których NKWD-pograniczne nie zaglądało. Udało nam się uniknąć wywózki. W czasie okupacji sowieckiej uczęszczałem na tajne komplety szkolne i religijne – do dzisiaj mam obrazek z pieczątką z podpisem dziekana Sobczyńskiego, organizatora kompletów. 22 czerwca 1941 roku Niemcy uderzyli na Sowietów, a wojsko niemieckie wkroczyło do Lubaczowa. W naszym domu zamieszkiwał od czasu wkroczenia niemieckich prokuror goroda – gwardyjski major – Gordion z rodziną. Tenże w dniu wkroczenia wojsk niemieckich został przez nich zastrzelony 500 metrów od willi dziadków. Pod koniec 1941 roku zostałem zwerbowany do RGO – Rady Głównej Opiekuńczej Delegatura [polska organizacja charytatywna działająca podczas II wojny światowej – przyp. JM] w Lubaczowie przez notariusza Miliana Mieczysława. W swojej opiece miałem ODdzia RGO w Oleszycach. Bywałem w Oleszycach z racji kontaktów “służbowych”. Ja bezpośrednio podlegałem pod RGO Rawa Ruska a kolejnym szczeblem był Lwów, gdzie delegatem był znany adwokat Leopol Tesznar. W Krakowie na czele RGO stał ksiądz arcybiskup Adam Książe Sapieha. RGO zajmowała się wszechstronną pomocą więźniom, jeńcom wojennym oraz udzielała wszechstronnej pomocy biednej ludności (żywność, odzież, medykamenty i zapomogi pieniężne).

Prowadziłem podwójną działalność pod okupacją niemiecką pracując w Delegaturze RGO w Lubaczowie oraz konspiracyjnie najpierw w Związku Jaszczurczym podlegałem Rawie Ruskiej i Lwowowi. A od połowy 1942 r. byłem żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych. W tym czasie mój brat był jeszcze stosunkowo młodym chłopcem, nie prowadził żadnej działalności i myślę, że praktycznie nie mógł o żadnych zdarzeniach w tych czasach wiedzieć.

Jak już wspomniałem, znałem Oleszyce z kontaktów z Oddziałem RGO w tej miejscowości. Kontaktowałem się z panią Krystyną Ejsmund i kierownikiem szkoły o nazwisku Bogusz. Ja znałem z racji tych kontaktów strukturę narodowościową tej miejscowości, która była etnicznie taka jak w Lubaczowie: 1/3 ludności polskiej, 1/3 ludności żydowskiej i 1/3 ludności ruskiej określanej jako ukraińska. W skład ludności ruskiej wchodziły różne grupy: Rusinów, Starorusinów i Ukraińców. Rusini i Starorusini ogólnie pozytywnie ustosunkowywani byli do ludności polskiej i pokojowo z nią współżyli. Natomiast Ukraińcy byli do Polaków wrogo usposobieni.

W Kronice księdza Mroczowskiego, proboszcza Oleszyc znajduje się opis napadu sotni Szuma [Ukraińskiej Powstańczej Armii – przyp. JM] na stację kolejową w Oleszycach w celu odbicia Ukraińców wysiedlanych przez LWP na Zachód. Ja nie byłem świadkiem tego zdarzenia a znam je jedynie z zapisu tej Kroniki. UPA była silna i dobrze zorganizowana. Była zaopatrzona w broń niemiecką i niejednokrotnie w swoich szeregach posiadała SS-manów.

(…) Wiadomym mi jest, że sotnia Szpontaka ps. “Żeleźniak” [jeden z najbrutalniejszych i najbezpieczniejszych przywódców UPA na tamtych terenach – przyp. JM] byłego nauczyciela polskiego wymordowała 60 kilka osób we wsi Ruska koło Brusna oraz 3 maja 1944 roku spaliła miasteczko Cieszanów, gdzie więcej było Polaków niż Ukraińców. Wiem, że spalili miasteczko i wymordowali kilkadziesiąt osób, ale szczegółów dotyczących zarówno ofiar jak i sprawców nie mogę podać.

Jako żołnierz NSZ brałem udział w walce z sotnią Szuma pod Nową Groblą i pod Brusnem oraz Horyńcem. Bliższych szczegółów tych akcji już nie pamiętam. Brałem też udział w miesiącu marcu 1944 r. w walce z kolumną samochodową niemiecką pod wsią Laszki [powiat jarosławski – przyp. JM], która została zniszczona przez Oddział NSZ.

Przed wojną stosunki między różnymi nacjami w Lubaczowie były poprawne a nawet przyjacielskie, mogę to powiedzieć na przykładzie moich dziadków. Obok mieszkali Żydzi, a z tyłu Rusini. W sytuacjach, gdy pomoc sąsiedzka była potrzebna, udzielali jej. Żydówka nosiła chorej babci obiad, a Rusin pomagał dziadkowi w gospodarstwie. Zresztą on sam nazywał się Rusinem a nie Ukraińcem. Pamiętam, nazywał się Łóziński. Stosunki te uległy zmianie po wymordowaniu przez Niemców Żydów i po opanowaniu przez UPA części obszarów powiatu lubaczowskiego. Ludność ruska była zmuszana przez UPA do zaopatrywania jej i udzielania wszelakiej pomocy. Nieliczni tylko Rusini byli nadal dobrze usposobieni do ludności polskiej. Przykładowo informowali o planowanych napadach na Polaków. Część ludności ruskiej była spokrewniona z Polakami poprzez mieszane małżeństwa. Ukraińcy wywodzili się z tzw. inteligencji ruskiej: pop, nauczyciel, którzy kształtowali świadomość ukraińską i głosili konieczność powstania wolnej Ukrainy. W oddziałach Ukraińców przebywali kapelani ruscy – popi. Będąc na patrolu słyszałem z niedalekiej odległości w nocy śpiewy ukraińskich sotni – “jeszcze nie umarła Ukraina”. Byłem żołnierzem NSZ w latach 1943-46 do chwili aresztowania przez WUBP z Rzeszowa przez NKWD, na którego czele stał major Pyłypeńko – doradca WUBP Rzeszów.

* Z uwagi na wciąż prowadzone prace archiwalne, dokładne źródło publikowanych wspomnień zamieszczę dopiero w kolejnych tomach najnowszej książki.


Nie zarabiamy z reklam. Wspieraj naszą publicystkę dokonując zakupu w SKLEPIE lub dokonując donacji. Dziękuję.

TYLKO U NAS wywiady ze Świadkami ukraińskiego ludobójstwa na Polakach:

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. Dumny Polak mówi

    Cudownie, jacku, ze podjales sie tego zadania, aby przyblizyc wszystkie te okolicznosci dawnych czasow na tej ziemi.
    Coraz czesciej trafia to do mnie, ze normalni, prosci ludzie, nawet roznorakiego pochodzenia, o ile nie zostana zainfekowani jakas satanistyczna idea, swietnie sie potrafia rozumiec i jest wszystko dobrze.
    Ufam, ze wnet przyjdzie czas, gdy pozbedziemy sie wreszcie tych zainfekowanych, ktorzy nie potrafia dopasowac sie do swoich sasiadow i ponownie odnalezc pokojowe zasady wspolnego zycia, szukajac wciaz nowych prowokacji, zadajac pomocy i wspolczucia.

    Po to jest sie dojrzalym czlowiekiem, aby nauczyc sie podejmowac wlasciwe decezje, inaczej, jest sie sobie samemu winny, gdy nie bedzie juz nikogo, komu daloby sie przypisac wine, ani nikt nie bedzie juz zalowal, ani pomagal!
    Czekam z ciekawoscia na Twoje nastepne odcinki wspomnien!

    Zycze Ci spokojnych i pelnych ufnosci Swiat Bozego Narodzenia, ze wkrotce minie czas ponizenia nas wszystkich i wnet odzyskamy nasza, w pelni zasluzona, ludzka Godnosc Czlowieka, Polaka i szczesliwego Narodu, naszego Duzego, bardzo Kochanego, Slodkiego Taty, ktory juz sie na nas cieszy, aby nas po kolei, poprzytulac!

  2. Radom mówi

    Panie Jacku, z całym szacunkiem i WARSZAWSKIM geszeftem na pochybel wszystkim paparuchom! Jest Pan dla mnie czołowym klarniakiem zasługującym na dozgonny szacunek! Cała frajernia polityczna niech kitra pióra za wafle! Goldziacha z ferahną zawsze w pogotowiu! Pozdrawiam

  3. z-k mówi

    Wspaniała inicjatywa pana Międlara. Historia ukraińskich zbrodni podlega intensywnemu wykreślaniu ze świadomości Polaków. Wspominanie o tych zbrodniach wkrótce będzie karane bo banderowskie lobby rośnie w siłę. Widać to już w polityce, nauce i oświacie, w kulturze, w policji, podobno w straży granicznej. Wkrótce pojawią się terrorystyczne bojówki. Niech owe dzieło pomoże zachować pamięć straszliwej tragedii naszych Kresowych Rodaków. Wiele w dziejach świata było przykładów ludobójstwa całych narodów ale nigdzie kaci nie nie byli takimi psychopatami in nie czerpali tyle radości ze swoich wyrafinowanych sposobów zadawania cierpienia ofiarom. To niewątpliwie w nich zostało i można mieć obawy, że odżyje.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.