Borownica we krwi. Wspomnienia Bolesława Pryszcza, świadka ukraińskiego ludobójstwa na Podkarpaciu [WIDEO]

Bolesław Pryszcz z Borownicy / Fot. Jacek Międlar
3

Bolesław Pryszcz (ur. 12 stycznia 1941) to kolejny Świadek z Borownicy na Podkarpaciu, który cudem uniknął śmierci z rąk ukraińskich ludobójców.

Co prawda, w czasie oblężenia Borownicy przez Ukraińców, Bolesław Pryszcz miał nieco ponad 4 lata, to jednak tragiczne wydarzenia, które zgotowali mu Rusini (rzadziej nazywa ich według współczesnej nomenklatury Ukraińcami), wbiły mu się głęboko w pamięć.

Co ważne z punktu widzenia wartości merytorycznej wywiadu, wspomnienia Bolesława Pryszcza zazębiają się z z relacją Władysława Zimonia z Borownicy (wywiad jest dostępny w aplikacji wPrawoTv).

Borownica

Borownica to malownicza wieś na Podkarpaciu. Jest położona na terenie powiatu przemyskiego i gminy Bircza, w której przed i w trakcie II wojny światowej, zdecydowaną większość mieszkańców stanowili Polacy. Ukraińców było tam zaledwie 40.
W Borownicy byli także trzej Żydzi – opowiada Pan Pryszcz.

Z uwagi na fakt, że do okolicznych wsi zamieszkałych niemal w całości przez Polaków można było zaliczyć Dylągową i Borownicę, miejscowość, w której wychowywał się mój rozmówca określano mianem „polskiej stolicy” tego terenu.

Mord na wikarym i planowana zbrodnia

12 lipca 1944 roku na miejscowej plebanii dwóch Ukraińców zastrzeliło kapelana Armii Krajowej, księdza wikarego Józefa Kopcia. W Borownicy i okolicy niektóre Polki wstępowały w związki małżeńskie z Ukraińcami. W tamtym czasie od mężów dowiadywały się o organizowanych spotkaniach dla Ukraińców, na których już wtedy szykowano masową zbrodnię na polskiej ludności w Borownicy. Mimo, iż ta przerażająca wieść roznosiła się po polskich domostwach, mord na duchownym dosłownie wstrząsnął mieszkańcami.
W tamtym czasie Ukraińcy dopuszczali się pojedynczych mordów – opowiada Pan Pryszcz, który wskazuje, że te informacje przekazał mu ojciec, śp. Andrzej Pryszcz. Warto zaznaczyć, że te relacje są spójne ze wspomnieniami Władysława Zimonia, którego ojca chcieli zamordować Ukraińcy w 1943 roku. Jemu samemu zaś rok później w Oluczu Ukraińcy przystawili pistolet do skroni.

20 kwietnia 1945

Na odprawie w okolicach Posady Rybotyckiej w dniach 13-15 kwietnia 1945 roku miejscowe kierownictwo OUN podjęło decyzję o zniszczeniu Borownicy, a także Dylągowej. O ataku na Borownicę zadecydowało położenie wsi na trasie przemarszów oddziałów UPA oraz to, że była siedzibą polskiej administracji. 17 kwietnia wyznaczeni na dowódców atakującej grupy Mychajło Duda „Hromenko” i Stepan Stebelski „Chrin” ustalili szczegółowy plan ataku, który miał nastąpić o godz. 3 w nocy z 19 na 20 kwietnia. Borownicę miały zaatakować oddziały Samoobronnych Kuszczowych Widdiłów i „oddziałów ochronnych” w sile 230 ludzi.

Pomnik w Borownicy / Fot. Jacek Międlar
Pomnik w Borownicy / Fot. Jacek Międlar

Atak na Borownicę rozpoczął się z opóźnieniem około godziny 4. Po sygnale rakiety wystrzelonej przez „Hromenkę”, grupa dowodzona przez „Chrina” ostrzelała przysiółek Czarny Potok z karabinów maszynowych i granatników. Od amunicji zapalającej ogniem zajęły się domy. Nacierający Ukraińcy zdobyli stanowiska polskich wartowników na skraju lasu, następnie cały przysiółek, łamiąc stawiany w niektórych miejscach opór samoobrony. Jeden z domów, którego mieszkańcy stawili szczególny opór, został spalony wraz z obrońcami. Ludność cywilna rzuciła się do ucieczki do lasu, do uciekających strzelano. (por. A. Brożyniak, Zagłada Borownicy 20 Kwietnia 1945 r., http://web.archive.org/web/20150402090606/http://www.horyzont-podkarpacki.pl/index.php/wydarzeniaprzemyski/1287-1, dostęp: 31.03.2022).

 

Lista Polaków z Borownicy zamordowanych przez UPA / Fot. Jacek Międlar
Lista Polaków z Borownicy zamordowanych przez UPA / Fot. Jacek Międlar

Ja miałem 4 lata. I też ojciec wyleciał na pole, a tych banderowców wyszło z tego lasu do jasnej cholery. I gada: „uciekajcie, no bo napad jest”. No i matka złapała z kołyski [kilku miesięcznego brata – przyp. JM], no i mnie z łóżka zdarła to było rano, dziecko było rozespane i jak matka gada: „byłabym uciekła do tego potoka z nim”, ale gada, że ja się trzymam spódnicy, no ja miał ze 4 lata… i tu jak nas zobaczyli te banderowcy, że ona ucieka i krzyczeli: „strelaj, bo ucieka” – wspomina Pan Bolesław Pryszcz. – I matkę wtedy ranili, no niżej tu [obok domu, w którym rozmawiamy – przyp. JM]. Matka była przestrzelona. Do tego potoka doszła, ojciec byli i sąsiady w tym potoku siedzieli… To już było 20 kwietnia 1945 roku. No i gada, krew się leje, chustkę miała na głowie, zdjęła, przepasała się. I tak w potoku wszystko siedzi, no i tutaj ta walka trwała do popołudnia czy przedpołudnia. I ludzie pouciekali, ale dużo wybili ludzi. Tam na Czarnym Potoku chłopa złapali za kark i poderżnęli… I potem Ukraińcy się cofali, bo dawali jakieś znaki do Birczy i Przemyśla i przyszło do nas wojsko i oni wtedy się ich bali i uciekli. To wojsko wtedy tych nieboszczyków zakopywali – pamiętny dzień wspomina mieszkaniec Borownicy.

Wojsko dopiero przybyło po fakcie. Było troszkę wojska, ojciec gadał, ale było za mało. Bo Rusiny byli też filozofy, zrobili jakieś zatargę za Birczą… I wszystko wojsko tam pojechało na obronę, a banderowcy już byli przyszykowani, żeby zrobić atak na Borownicę – opowiada. – Nasz dom został spalony do szczętu. Wszystko było wypalone. (…) Palili w ciągu dnia. Jedne bili, byli, że rabowali, poduszkę, bydło… To bandyci byli.

Druga tablica przy pomniku w Borownicy / Fot. Jacek Międlar
Druga tablica przy pomniku w Borownicy / Fot. Jacek Międlar

 

Szczęścia nie mieli dwaj sąsiedzi Bolesława Pryszcza, których bestialsko zamordowano oraz kuzyn Andrzeja Pryszcza, Andrzej Stryk. Gdy 20 kwietnia Polacy uciekli do potoku, Stryk próbując uratować bydło, podbiegł do stajni, by wypuścić zwierzęta. Zobaczył to nacierający na Borownicę Ukrainiec i zastrzelił Polaka.

Ucieczka

Bolesław Pryszcz wspomina, że po ataku Ukraińców, w którym zginęło przynajmniej 60 Polaków, wszyscy mieszkańcy udali się pod kościół, w którym do niedawna posługiwał ksiądz Kopeć.
Nawet te ranne było koło kościoła. Z Birczy przyszli furmanki i tych chorych na wóz. O, ja pamiętam też żem na wozie, na słomie tam siedział. To Polaki z Birczy, ich milicja przyprowadziła, te furmanki, bo w Borownicy już wszystko było popalone, bydło pozabierali, jak spalili dom to bydło się spaliło – wspomina. – I wtedy to wojsko wszystko brało tych ludzi pamiętam do Przemyśla. Bylimy tam w Przemyślu, ile to nie powiem, ale ja był za mały. W tym Przemyślu pamiętam my w jakichś barakach my byli.

Do czasu operacji „Wisła” teren był pod okupacją zbrodniarzy z UPA. Ukraińscy bandyci mordowali każdego Polaka, który pojawił się na terenie swojej zagrody. Później, własnym wysiłkiem, część Polaków, która po 20 kwietnia 1945 roku była zmuszona opuścić swoją wioskę, odbudowała swoje gospodarstwa i ponownie na stałe zamieszkała w Borownicy.

Kilkadziesiąt wywiadów ze Świadkami ukraińskiego ludobójstwa na Polakach znajdziecie Państwo w aplikacji wPrawoTv na Androida (TUTAJ) oraz iOS (TUTAJ). Rejestrując się i subskrybując aplikację za niecałe 5 złotych miesięcznie, wspieracie Państwo moje działania w realizacji tego niezwykle ważnego projektu.

Opracowane wywiady:

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. SKLEP-WPRAWO.PL
  2. Jozef mówi

    Cyt. „Nasz dom został spalony do szczętu. Wszystko było wypalone. Polakom gardla poderzniete, brzuchy rozprute (…) Palili w ciągu dnia. Jedne bili, byli, że rabowali, poduszkę, bydło… To bandyci byli.”

    Polacy obudzcieeeeeee sie… ratujecie mordercow bandere UPA….Sluchacie media i wrogi Polakom NIErzad … Opamietajcie sie ………………ukraincy to sa mordercy! Ukranicy-bandera upa – WARA od Polski i z POLSKI!

  3. szalom mówi

    Gdy na początku 1944 roku Rosjanie weszli na tereny Ukrainy to zaczeła się rozprawa z bandyckimi rezunami i krasnoarmiejcy byli w tym zdecydowani i niezwykle skuteczni. Banderowscy zbrodniarze uciekali w popłochu na Zakierzonnyj Kraj a tutaj mieli pole do popisu. Rekruci KBW wzięci z poboru nie radzili sobie z bezwzględnymi i wyszkolonymi striłcami wzmocnionymi niedobitkami z SS. Dopiero akcja Wisła przyniosła spokój . Trochę rezunów uciekło za granicę a część aresztowano. Trzecia żydolewacka okrągłostołowa wszystkich rehabilitowała, uznała za pokrzywdzonych przez PRL i sowicie wyfutrowała pieniędzmi polskich podatników. Akcję „Wisła” 'polski sejm potępił i ogłosił to na cały świat.
    Jeśli ktoś myśli, że te 200 tys zarżniętych Rodaków to tylko jakaś zamierzchła i nierealna historia ten kiep. Ona może się powtórzyć i obserwujemy jej przygotowanie na wypadek gdyby niepokornym Lachom przyszło do głowy nie zgadzać się z chazarskimi porządkami w Europie Środkowo-Wschodniej.

  4. samoobrona mówi

    Co robić, jak się jednoczyć przed potomkami rezunów. Na razie wjechały kobiety z dziećmi ale niedługo przyjadą ci zaprawieni w rezaniu.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.