Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha zaapelował o niewzniecanie napięć pomiędzy Polską a Ukrainą, argumentując, że pogarszanie wzajemnych relacji nie służy interesom żadnego z narodów. Jego wypowiedź była reakcją na decyzję prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA” – formacji, która w Polsce powszechnie kojarzona jest z ludobójstwem dokonanym na ludności polskiej podczas II wojny światowej.
Według Sybihy w ostatnich latach oba państwa prowadziły konstruktywny dialog dotyczący trudnych kwestii historycznych. Wskazywał on między innymi na wznowienie prac ekshumacyjnych oraz rozwój współpracy naukowej pomiędzy historykami obu krajów. Jego zdaniem właśnie taka droga – oparta na rozmowie, wzajemnym szacunku i uczciwości – powinna stanowić fundament relacji polsko-ukraińskich.
Ukraiński minister podkreślał również, że decyzja o wyborze patrona dla jednostki wojskowej była inicjatywą samych żołnierzy i nie miała charakteru antypolskiego. W jego ocenie chodziło o upamiętnienie osób, które w ukraińskiej narracji historycznej walczyły przeciwko sowieckiej dominacji i rosyjskiemu imperializmowi. Jednocześnie zaznaczył, że współcześni ukraińscy żołnierze bronią nie tylko własnego państwa, lecz także bezpieczeństwa całej Europy przed agresją Rosji.
Słowa te nie rozwiały jednak kontrowersji, jakie wywołała decyzja władz w Kijowie. W Polsce UPA pozostaje symbolem jednej z najtragiczniejszych kart wspólnej historii. Według ustaleń historyków, w lipcu 1943 roku oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz związani z nimi działacze Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów przeprowadziły skoordynowaną akcję eksterminacyjną wymierzoną w polską ludność Wołynia. Ataki objęły około 150 miejscowości, a ich skutkiem była śmierć dziesiątek tysięcy cywilów. W polskiej historiografii wydarzenia te określane są mianem ludobójstwa lub rzezi wołyńskiej.
Rozbieżności w ocenie działalności OUN i UPA od wielu lat pozostają jednym z najpoważniejszych punktów spornych pomiędzy Polską a Ukrainą. Polska strona podkreśla odpowiedzialność tych organizacji za masowe zbrodnie na ludności cywilnej, podczas gdy na Ukrainie są one często przedstawiane przede wszystkim jako ruch niepodległościowy i antysowiecki. To odmienne spojrzenie na przeszłość powoduje, że każda próba publicznego honorowania UPA spotyka się w Polsce z ostrą reakcją społeczną i polityczną.
Potwierdza to również stanowisko wielu badaczy zajmujących się historią regionu. Jak wskazuje prof. Mirosław Szumiło, choć UPA deklarowała walkę ze wszystkimi przeciwnikami ukraińskiej niepodległości, to w okresie swojej największej aktywności na Wołyniu za głównego wroga uznawała przede wszystkim Polaków. Dopiero po ponownym podporządkowaniu zachodniej Ukrainy Związkowi Sowieckiemu po 1945 roku działalność tej formacji skoncentrowała się głównie na walce z władzami komunistycznymi.
Właśnie dlatego decyzja o nadaniu współczesnej jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” została w Polsce odebrana jako gest wyjątkowo niefortunny. Dla wielu Polaków trudno bowiem oddzielić pamięć o późniejszej walce UPA z ZSRR od odpowiedzialności tej organizacji za zbrodnie popełnione na polskiej ludności cywilnej. W konsekwencji gest, który w ukraińskiej przestrzeni publicznej miał podkreślać tradycję walki o niepodległość, w Polsce został odczytany jako lekceważenie pamięci ofiar Wołynia i kolejny dowód na to, że kwestia historycznego rozliczenia zbrodni OUN-UPA pozostaje nierozwiązana.
W obliczu rosyjskiej agresji zarówno Warszawa, jak i Kijów deklarują wolę utrzymywania strategicznego partnerstwa. Jednocześnie wydarzenia ostatnich dni pokazują, że bez uczciwego i jednoznacznego podejścia do najbardziej bolesnych kart wspólnej historii trudno będzie budować trwałe zaufanie między narodami. Dialog historyczny pozostaje potrzebny, lecz nie może oznaczać pomijania faktów ani relatywizowania odpowiedzialności za zbrodnie, które na trwałe zapisały się w pamięci Polaków.
Komentarz: Muszę przyznać, że impertynencja Sybihy nie zna granic. Za niedługo może dojść do tego, że Ukraina zacznie żądać naszych ziem…


