Ukraińcy hucznie witali Sowietów! Mordowali Polaków uciekających na dworzec! Wywiad z Zenoną Majewską, Świadkiem Rzezi Wołyńskiej [WIDEO]

Zenona Majewska / Fot. Jacek Międlar
5

Dożyliśmy czasów, w których zastrasza się mówiących prawdę o ukraińskim ludobójstwie na Polakach, podobnie jak niegdyś zastraszano głoszących prawdę o sowieckim ludobójstwie w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Mówiącym o Wołyniu zarzuca się próbę skłócania Polaków z Ukraińcami i zniechęcania społeczeństwa do udzielania pomocy kolejnym milionom obywateli kraju zza Buga, którzy przybywają do naszej Ojczyzny. W istocie walka o prawdę nie wyklucza ewangelicznej pomocy na czas niebezpieczeństwa. Nie jest ona także antagonizacją. Może jedynie rozwścieczać tych, którzy za idola mają Diabła – ojca kłamstwa. Prawda wyzwala, daje szersze spektrum spojrzenia na świat i – co najważniejsze – umożliwia otwarcie nowego rozdziału w historii i międzypaństwowych relacji. Warunek jest jeden: prawdę należy uszanować, za błędy przeprosić i poprosić o wybaczenie. Czy stać na to stronę ukraińską, w dobie największej pomocy dla uchodźców udzielonej przez Polaków, jakiej nie widziano w Europie przez dziesięciolecia?

Dziś publikuję wywiad z Zenoną Majewską (z d. Kwiatkowskich). Urodziła się 15 maja 1929 roku w wiosce Skurcze (potocznie wioskę nazywa się „Skurcz” i taką formę przyjmuję w niniejszej publikacji). Wieś znajduje się na terenie powiatu łuckiego w województwie wołyńskim, na ziemi, od której wzięło się powszechnie znane określenie na ukraińskie ludobójstwo na Polakach w latach 1939-1947 – Rzeź Wołyńska.

Była zgoda…

W Skurczu więcej Ukraińców było jak Polaków. Polaków było bardzo mało – wspomina Pani Zenona i dodaje, że przed wojną były bardzo dobre relacje między Polakami a Ukraińcami.
Moi rodzice za chrzestnych mieli Ukraińców i sami kilkukrotnie byli chrzestnymi Ukraińców. (…) Jak jakieś święto, jak była jaka uroczystość, wesele, to bardzo często zapraszali moich rodziców – opowiada.

W Skurczu mieścił się kościół rzymskokatolicki, do którego co niedzielę przyjeżdżali także Polacy z okolicznych miejscowości. Ukraińcy chodzili do cerkwi w Błudowie (7 km na płd.).

Na pytanie czy Polacy dopuszczali się jakichś ataków na Ukraińców, Pani Zenona z przekonaniem odpowiada:
Z mojej wiedzy nie było żadnych ataków Polaków na Ukraińców.

Ukraińskie dzieci biły ją po twarzy

W Błudowie mieściła się szkoła podstawowa, do której chodziła Pani Zenona.
– Nas było tylko dwie dziewczynki Polski. Uczyliśmy się w języku polskim. Oni też uczyli się w języku polskim.

Zanim Ukraińcy zaczęli mordować Polaków na słupach telegraficznych rozwieszano plakaty z napisem „Smert Lachom”. Pani Majewska miała także przykre doświadczenia z ukraińskimi rówieśnikami. Gdy z polskimi koleżankami wracała z lekcji do domu, wielokrotnie zaczepiali ją i bili po twarzy ukraińscy chłopcy.

Ukraińcy witają Sowietów

Jak do wybuchu II wojny światowej i sowieckiej agresji ustosunkowali się Ukraińcy? – pytam Świadka.
No, tak przyjaźnie. Stroili takie bramy, tak jak ja pamiętam – odpowiada Pni Zenona.
Ukraińcy cieszyli się, że Sowieci napadali na Polskę? – dopytuję.
Tak, chcieli by ich Sowieci wyzwolili. Oni się bardzo cieszyli, brawa, wszystko, takie uroczystości organizowali. (…) Od tego czasu baliśmy się Ukraińców i Sowietów. Bo nie wiedzieliśmy jaki będą mieli stosunek do Polski, ale nie powiem, Sowieci byli w miarę łagodne… – dodaje.

W roku 1939, Ukraińcy, podobnie jak Żydzi w wielu polskich miejscowościach, entuzjastycznie witali wojska sowieckie, które na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow, ramię w ramię z III Rzeszą Niemiecką, wtargnęły na teren II RP, by Polskę zmieść z powierzchni ziemi. Wniosek jest prosty: narodowe mniejszości, ukraińska i żydowska, nie były przyjaźnie ustosunkowane do polskiej niepodległości, którą przy pierwszej możliwej okazji zbojkotowano pozdrowieniami dla okupantów.

W roku 1939, Dominik Kwiatkowski, ojciec Pani Zenony, został wywieziony do obozu pracy z Niemczech, gdzie przebywał przez całą wojnę.

Polakom pomogli… Niemcy

Wiosną roku 1943 do rodziny Kwiatkowskich zaczęły docierać wiadomości o konieczności chronienia się Ukraińcami. Prawdopodobnie informacje docierały z okolic Parośli, gdzie Ukraińcy dopuścili się pierwszego, masowego ataku na Polakach. Z Parośli pochodził Pan Roman Strągowski, z którym wywiad jest dostępny w aplikacji wPrawoTv na Androida i iOS. W tym czasie w Skurczu warty trzymali polscy mężczyźni, którzy sformowali samoobronę. W jednym z bogatszych gospodarstw zamieszkali Niemcy.
Niektóre Polaki potrafili rozmawiać z Niemcami i dogadali się. I te Niemcy postawili zepsuty czołg pod kościołem na postrach. Tak byli zgodni z Polakami – opowiada Pani Zenona i dodaje, że Niemcy mieli podarować Polakom kilka karabinów (bez amunicji).
I Polacy dumnie chodzili z tymi karabinami, żeby Ukraińcy widzieli, że jesteśmy uzbrojeni – wspomina.

Pani Zenona wspomina jak pewnego razu Ukraińcy napadli na jednego z niemieckich żołnierzy, co niemalże zakończyło się odwetem, czyli spaleniem całej wioski z Bogu ducha winnymi Polakami włącznie.
Ukraińcy, ta banda napadła na Niemców, co w tym majątku mieszkali. I jednego ranili, na szczęście, że nie zabili, bo gdyby zabili to byłoby jeszcze gorzej. W odpowiedzi na to całe wioski obstawili żołnierzami niemieckimi i mieli spalić te wioski. Ale za jakieś parę godzin przyszedł rozkaz, że wszystkie bydło, świnie, cały dorobek, żeby na dworzec wieść. A dworzec był, nie wiem, może 10 kilometry. To był rozkaz niemiecki. Z początku mieli rozkaz, żeby spalić całą wioskę – opowiada. – I tak gospodarze, co kto miał brał na wóz. Mój stryjek to na taki drabiniasty wóz wszystkie świnie powiązał. Sąsiad pomógł przywiązać krowy i zawiózł. I tak zostali bez niczego, bez świni i bez krów.

Chowali się w zbożu

Latem roku 1943, Ukraińcy zaczęli mordować Polaków w Skurczu i okolicznych wioskach. Nocami rodzina Kwiatkowskich chowała się w zbożu lub po domach Ukraińców o dobrych sercach.
Koleżanka moja, my do szkoły chodzili, i ojciec mówi tak: „wy sie kolegujecie to idźcie tam kilometr do mego brata i nic nie mów, że to Polka”. Byli dobrzy Ukraińcy i źli. I ona tak zrobiła. Nic nie mówiła. Ja z nią poszła to tam była tydzień czasu. Ona mnie chroniła – wspomina. Jednak zdecydowaną większość czasu, rodzina Kwiatkowskich oraz pozostałe 4 polskie rodziny ze Skurcza, spędzali noc pod gołym niebem.
Było ciężko. Brat miał 4 latka, to mama nosiła go, musiała mu buźkę zatykać, żeby nie płakał – opowiada. – Była taka sąsiadka, że nas przyjmowała na noc. Nazywali się Kumy. (…) Mówiła: „przychodźcie w nocy, bo tak już ciemno, po cichutku przychodźcie do mnie, ja Was będę chronić”. I tak może tydzień czasu przychodziliśmy, aż ktoś już podpatrzył, ze my tam chodzimy. I mówi ona: „mnie ciężko Wam to powiedzieć, ale muszę, bo ja już Was nie obronię, bo już dowiedzieli się, że Wy do nas przychodzicie”. No to potem druga taka sąsiadka zaczęła nas tam zabierać, bo już było zimno. (…) Chowaliśmy się w zbożu dopóki było zboże i było ciepło, a potem już jesień, zimno, już nie ma schroniska…

Oczy wydziobywali…

Zbrodnie jakich na Polakach dopuszczali się Ukraińcy są przerażające. I nie ma różnicy, czy zbrodni dopuszczono się na Zamojszczyźnie, Podkarpaciu w Małopolsce Wschodniej czy na Wołyniu. Sposoby mordowania Polaków były równie bestialskie, co oznacza, że ludobójstwo na Polakach było systemowo zorganizowane i podyktowane tym samym, demonicznym priorytetem: „Smert Lachom”.
Była wioska obok, nie pamiętam jak się nazywała. To tam było parę polskich rodzin. To tam oni napadli, powyrzynali takiemu mężczyźnie, może 30 lat miał, język, oczy wydziobali i kilku tam… dzieci małe, też strasznie ich tam poturbowali. To nawet moje siostry tu pilnowali jednego chłopczyka. Był poraniony. To go bandażowali, przemywali czym co ktoś miał – opowiada. – Jak był dzień to Ukraińcy się rozchodzili. Oni w nocy tylko napadali.

Mordowali sąsiedzi

Pani Mejewska wspomina, że w ciągu dnia Polacy zwozili ciała pomordowanych rodaków.
Tam pod kościołem była matka i tego syna przywieźli. Język wycięty, oczy wydziobane, ona nie poznała, że to syn. Jakoś potem dogadała się z tymi co przywieźli, że to jej syn. Boże, co to było, jaki lament, jaka rozpacz patrzeć na takiego człowieka… straszne – relacjonuje i dodaje, że ciężko było jej na to patrzeć. I dodaje, że ma pewność, że tych zbrodni dopuścili się Ukraińcy. Na pytanie kim byli Ukraińcy mordujący Polaków, bez zastanowienia odpowiada:
Sąsiedzi, tam zamieszkali w tych wioskach…

Szczęśliwy pierwszy transport

Rodzina Kwiatkowski mieszkała w Skurczu do jesieni 1943 roku, czyli do momentu, aż Niemcy nie wyjechali z ich wioski. Zaznacza, że to Niemcy dawali im poczucie bezpieczeństwa i prawdopodobnie dzięki nim, oni oraz pozostałe 4 polskie rodziny zamieszkujące wioskę, nie padły ofiarą ukraińskich ludobójców.
Zaczęli Polacy, każden gdzie mógł… moja mama i mamy bratowa wyjechaliśmy do Horochowa. Takie miasteczko – Horochów. Tam było dużo Niemców, żołnierzy, to tam nie napadali te Ukraińcy. I nas nawet Ukrainiec przyjął do mieszkania, bo musieli gdzieś się ulokować. I tak poszli, mama z tą ciocią, prosili i ten Ukrainiec przyjął do mieszkania – wspomina. Mieszkali u niego trzy, może cztery miesiące.

Potem taka kuzynka przyjechała tam do Horochowa do nas i mówi tak: szykujcie się, bo my szykujemy taki transport, bo na Wołyniu to rzadko były te dworce, że będziem jechać do Stojanowa. Tam jest dworzec kolejowy i będziem starać się o wagon, żeby dojechać do centralnej Polski – opowiada.

Podczas rzezi wołyńskiej Horochów stanowił schronienie dla ponad tysiąca polskich uciekinierów z okolicznych wsi. Korzystając z tego Niemcy utworzyli w mieście 150 osobowy Schutzmannschaft złożony z Polaków, który zwalczał Ukraińską Powstańczą Armię i bronił miasto przez napadami. W styczniu 1944 roku Niemcy wycofali się z Horochowa ewakuując także schutzmanów oraz polską ludność. Miasto zostało zajęte 18 lipca 1944 roku przez wojska radzieckie 1 Frontu Ukraińskiego.

W Horochowie polscy cywile poprosili Schutzmannów o jakąś ochronę. Cywilom wręczono wtedy kilka karabinów bez amunicji.
Na co trzeciej furmance siedział Polak z przewieszonym karabinem dla postrachu. I ten transport zorganizowali, może dwadzieścia furmanek. Ukraińcy nie napadli na nasz transport ci Ukraińcy, ale drugi transport, co ta kuzynka powiedziała, że z drugiej miejscowości organizują to na nich napadli to wytłukli ich i mało co zostało. (…) I tam do Stujanowa my dotarli na ten dworzec gdzie był i po prostu sołtys nas przeznaczył do Ukrainki, żeby my przenocowali…

Ostatecznie, po tygodniowej podróży wagonem towarowym, rodzina Kwiatkowskich dotarła do (obecnie, gdyż wtedy jeszcze okupowanej) centralnej Polki.

Strach i przebaczenie

Kogo się Pani bardziej bała w czasie wojny: Niemców czy Ukraińców? – pytam.
Ukraińców – odpowiada Pani Zenona, która nieraz budzi się w środku nocy i ma przed oczami rozczłonkowane polskie ciała i Ukraińców, którzy na Wołyniu zgotowali jej piekło.
Ja już im wybaczyłam – mówi bez zastanowienia.

Cały wywiad i kilkadziesiąt pozostałych rozmów ze Świadkami ukraińskiego ludobójstwa na Polakach znajdziecie Państwo w aplikacji wPrawoTv na Androida (TUTAJ) oraz iOS (TUTAJ). Rejestrując się i subskrybując aplikację za niecałe 5 złotych miesięcznie, wspieracie Państwo moje działania w realizacji tego niezwykle ważnego projektu.

Opracowane wywiady:

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. SKLEP-WPRAWO.PL
  2. szalom mówi

    Dziękuję Panie Jacku za prezentację zeznań świadków ludobójstwa Kresowych Rodaków na Ukrainie. Było to tak wyrafinowanie okrutne, że zapomnieć tego się nie da. Oby nic z tego okrucieństwa nie pozostało w genach potomków zwyrodnialców. Realizowana akcja osiedleńcza zmieniająca narodowościową strukturę ludności Polin może już w niedalekiej przyszłości przynieść nam wiele niespodzianek.

  3. z-k mówi

    W 1939 witali sowietów, w 1941 jeszcze serdeczniej witali hitlerowców, w 1944 znowu witali sowietów ale ci już się nie dali nabrać i rezunom kota pogonili tak skutecznie, że ci uciekali na Zakierzonnyj Kraj i z przyzwyczajenia oraz przyjemności wyrezali jeszcze w latach 1944 -1948 tysiące Polaków w Południowo -Wschodniej Polsce. III-cia okrągłostołowa jednak herojów doceniła i kto dożył dostał status pokrzywdzonego przez PRL i odpowiednie odszkodowanie. Co nam przyniosą następne miesiące i lata to jeszcze nie wiadomo ale ci co zamienili mózgownice na telewizory będą niewątpliwie zdziwieni.

  4. Jozef mówi

    A teraz rzad bolszewicki POPIS w Polsce przez media..i prase antypolska….nakazuje WAM POLACY–wpuszczac do waszych domow–BANDERE MORDERCOW UPA ..mordercow niewinnych Polakow–waszych przodkow!!
    Opamietajcie sie …. opamietajcie sie Polacy~~~~~~~!!!
    https://youtu.be/N2RPlKuk0dA

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.