J. Matysiak z USA: Zrozumieć oryginalnego ducha Ameryki

Podpisanie Konstytucji Stanów Zjednoczonych - obraz Howarda Chandlera Christy'egoFoto: Wikimedia Commons/dp
2
SKLEP-WPRAWO.PL

Kiedy Amerykanie mówią o swoich judeo-chrześcijańskich fundamentach, to nie mamy to do czynienia z przenośnią, amerykańscy purytanie tworzący swoje państwo wierzyli, że są nowym narodem wybranym, któremu Bóg pobłogosławił i dał szansę na zbudowanie państwa według najlepszych biblijnych wzorców. Jeśli ktoś chce dzisiaj zrozumieć siłę bezwarunkowej więzi amerykańskich ewangelików z Izraelem nie może pominąć tegoż biblijnego aspektu.

Każdy naród powstawał na jemu właściwych fundamentach, które poznając zdobywamy wiedzę odnośnie czynników, które przez wieki go kształtowały i odcisnęły swoje piętno na jego charakterze. Walcząca o swoją samodzielność kolonialna Ameryka izolowana od większych niebezpieczeństw przez ocean Atlantycki pojawiła się na mapach świata wtedy, kiedy znikała z nich I Rzeczypospolita, właśnie otoczona wzrastającymi w siłę sąsiadami. W porównaniu do rozdzieranej wewnętrznymi i zewnętrznymi intrygami wieloetnicznej i wieloreligijnej Rzeczypospolitej, powstająca Ameryka była skłócona z królestwem Wielkiej Brytanii na tle ekonomicznym i religijnym. W tej wypowiedzi postarajmy się spojrzeć na ogromne znaczenie w historii Ameryki właśnie czynnika religijnego.

Europejscy emigranci, którzy osiedlili się w angielskich koloniach na wschodnim wybrzeżu Ameryki byli protestantami, purytanami uciekającymi najpierw przed prześladowaniami z Anglii do Holandii i dalej do Ameryki (1620 r. statek “Mayflower” wylądował w Plymouth Rock). W okresie rewolucji amerykańskiej protestanci stanowili prawie 85% tutejszej europejskiej emigracji, choć w ciągu następnych dekad ich liczba powoli się zmniejszała, jednak do dziś stanowią ogromną siłę (WASP). Purytanie stworzyli konieczne mity niezbędne do zbudowania nowego państwa, tymi mitami i wynikającym z nich swoistym posłannictwem wypełnili kulturową tkankę społeczeństwa.

Kiedy Amerykanie mówią o swoich judeo-chrześcijańskich fundamentach, to nie mamy to do czynienia z przenośnią, amerykańscy purytanie tworzący swoje państwo wierzyli, że są nowym narodem wybranym, któremu Bóg pobłogosławił i dał szansę na zbudowanie państwa według najlepszych biblijnych wzorców. Jeśli ktoś chce dzisiaj zrozumieć siłę bezwarunkowej więzi amerykańskich ewangelików z Izraelem nie może pominąć tegoż biblijnego aspektu. Oczywiście inną sprawą jest głębokość i stopień penetracji amerykańskich elit politycznych przez żydowskich lobbystów.

W rozumieniu purytanów Bóg dał grzesznym ludziom drugą szansę i po mniej udanym eksperymencie z pierwszym narodem wybranym, nową szansę otrzymali właśnie nowi, Amerykanie. Tak więc stali się oni nowymi Izraelitami również uciekającymi przed prześladowaniami złego władcy faraona (BTW w Egipcie nie było “faraonów”, byli królowie, słowo to odnosi się do władcy z półwyspu arabskiego przy granicy z Jemenem). Oczywiście “złym faraonem” purytanów była królowa Elżbieta I, która ich prześladowała i w ich opinii nie była dość protestancka (zbyt lubiła wykwintne witraże i figury świętych, nie lubiła długich np. 3 godz. mszy). Jak pamiętamy purytanie w Anglii niszczyli figury świętych, Matki Boskiej etc. gdyż uważali, że ich twórcy i sponsorzy chcieli bezczelnie tym sposobem zaskarbić sobie łaski Boga, co było nieuprawnione (tu np. Calvin). To Bóg decyduje kto będzie zbawiony, a ty nie masz na to większego wpływu, nawet jeśli usilnie się starasz.

Jeśli Elżbieta I była zatrudniona w roli faraona, to dla nowych Izraelitów Morzem Czerwonym przez które uchodzili przed represjami złego władcy był Ocean Atlantycki. Przypomnę tylko, że Izraelici nie uciekali z Egiptu przez Morze Czerwone, ale co najwyżej na północy przez bagna i rozlewiska delty Nilu, gdzie mogły ugrząźć ówczesne konne ciężkie zagony siepaczy przysłowiowego faraona, ale co tam, mit jest mitem. Jeśli Mojżesz, który przeprowadził uchodźców przez “Morze Czerwone” i pustynie był ojcem Izraelitów, to gen. George Washington został ojcem nowego narodu w Ameryce. Oczywiście każda religia w ramach buntu i walki z korupcją rodzi w swoim łonie sekty, które z czasem stają się religiami. Mówi się, do sekty przystępujesz, w religii się rodzisz. Dobrym tu przykładem są Mormoni, którzy powtórzyli drogę purytanów, dla nich chrześcijaństwo wschodniego wybrzeża stało się równie skorumpowane jak przedtem elżbietańska Anglia. Dlatego dyskryminowani Mormoni aby móc wyznawać Boga i żyć według jego zasad zdecydowali się wybrać w głąb amerykańskiego kontynentu (dzisiaj stan Utah).

Pamiętamy, że Bóg Izraela nadał mu we władanie ziemię kananejską (Liban, Syria, Jordania, Izrael, Palestyna), którą Izraelici musieli jednak krwawo zdobyć . Dzisiejsza archeologia nie znajduje dowodów na podbój tych ziem przez Izraelitów, np. słynne mury Jerycha runęły dekady lat wcześniej, zanim na tamtej scenie pojawili się Izraelici, którzy zasiedlali te ziemie powoli, bez większych wojen. Powracając na chwilę do Mojżesza, słynny Żyd z Wiednia Zygmunt Freud napisał książkę w której analizując dostępne źródła doszedł do wniosku, że Mojżesz był Egipcjaninem i został zamordowany przez młodych Izraelitów. Przyczyną domniemanego zabójstwa miał być konflikt z młodymi bojownikami o dostęp do młodych kobiet, które kontrolował Mojżesz…

Przywołałem wyżej biblijny przekaz o Bogu Jahwe, który polecił przejęcie ziemi “obiecanej” przez swój naród wybrany poprzez krwawy podbój. Amerykańscy purytanie jako aspirujący do miana nowego narodu wybranego w podobny sposób traktowali zamieszkujących amerykańską ziemię Indian (biblijnych Kananejczyków). Tu pewnie tkwi klucz do zrozumienia powiedzmy bezpardonowo okrutnego traktowania Indian. W tej narracji purytanie odnawiali kowenant, umowę z Bogiem w której na wzór starożytnych plemion izraelskich otrzymywali prawo do nowej ziemi “obiecanej” pod warunkiem zorganizowania życia społecznego według biblijnych norm. Uważali, że Ameryka została namaszczona przez Boga i przez to nie może żyć sama dla siebie ponieważ ma obowiązki wobec świata. Cokolwiek dzieje się w Ameryce nie jest dziełem przypadku, ale dzieje się zgodnie z wolą Boga. Jednocześnie wierzyli, że w razie niedotrzymania warunków umowy Bóg może cofnąć im swoje błogosławieństwo i swoją opiekę (tak jak to uczynił wobec Izraela). Taki pogląd o wyjątkowości Ameryki i jej posłannictwa i odpowiedzialności za przestrzeganie porządku i sprawiedliwości na całym świecie jest obecny do dziś.

Z tradycji purytańskich wypływa również amerykański indywidualizm i pragmatyzm, który nie przypomina europejskich tendencji do teoretyzowania. Ten indywidualizm bierze się z purytańskiego modelu kontaktu i obcowania z Bogiem w celu osiągnięcia osobistego zbawienia. Sedno filozofii amerykańskiego pragmatyzmu (Charles Peirce, William James, John Dewey) czasem sprowadzane jest do popularnego stwierdzenia: “jeśli coś nie jest zepsute, nie próbuj tego naprawiać” i oznacza praktyczne podejście do problemów tego świata. Teoria i nauka mają o tyle znaczenie o ile mogą być skutecznie zastosowane w praktyce i przynieść owoce, inaczej szkoda na nie czasu. Pogląd jest prawdziwy jeśli jest sprawdzalny. Więc w konkluzji takie ultra praktyczne podejście do życia nie sprzyja jednak promowaniu religii i modlitwy…

Odwiedzający szukającej swojego modelu życia Amerykę Europejczycy jak Alexis de Tocqueville, czy później socjalista (fabian, propagator komór gazowych i propagator sowietów) G. B. Shaw byli zaskoczeni rolą religii. Shaw kąśliwie zauważył, że Ameryka jest jedynym krajem, który przeszedł drogę od barbarzyństwa do dekadencji, bez ocierania się o cywilizację (!). De Tocqueville miał lepsze zdanie o młodej amerykańskiej demokracji, ale również był zaskoczony ogromną rolą jaką religia i protestantyzm odgrywał w każdym przejawie życia w Ameryce.

Dziś w dotąd tak gloryfikowanym amerykańskim tyglu ras, grup etnicznych, religii, orientacji politycznych i genderowych wrze. Wydaje się, że mamy do czynienia z silnie sponsorowaną strategią twórców NWO, w której nie już miejsca na państwa narodowe. Sytuacja ta przypomina tę w której przed swoim upadkiem doświadczyła I Rzeczypospolita, której nie chroniły dwa oceany, ale w dzisiejszych warunkach szybkości przemieszczania nowoczesnych broni i stopnia korupcji elit nie ma to większego znaczenia. Problemem jest też to, że w Ameryce obserwujemy już daleko posunięty proces niszczenia wartości religijnych, które były fundamentem powstania i rozkwitu Ameryki jaką znamy. Niestety wzorem innych kultur i mocarstw Ameryka inwestując poza swoimi fundamentami jest na kursie i na ścieżce ku swojej zgubie.

Kalifornia, 2021/12/26

Przeczytaj także:

J. Międlar: „Objawy” Covid-19. Z lekarskiej kartoteki

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. SKLEP-WPRAWO.PL
  2. Maksymilian mówi

    Autor artykułu jest chyba baptystą, bo chętnie używa paralel biblijnych, porównując angielską królową Elżbietę do faraona, prawdopodobnie Echnatona z XVIII dynastii. 🙂 Według teorii egiptologa Ahmeda Osmana, podobnie kontrowersyjnej jak teoria Freuda o pochodzeniu Mojżesza, Echnaton i Mojżesz to ta sama osoba. Echnaton wierzył, że Aton jest ojcem całej ludzkości. Izraelici, tak jak i muzułmanie zaczerpnęli później z tego źródła i w ten sposób powstał Jahwe oraz Allah. Fantastyczne teorie, jednak Stary Testament jest tak pięknie napisany, że nam, ludziom wierzącym, łatwo jest uwierzyć, że to wszystko działo się naprawdę 🙂. Pan Matysiak wieszczy rychły koniec Ameryki, która już jest na ścieżce swojej zguby. To prawda, że w Ameryce jest coraz mniej chrześcijan i trend ten utrzymuje się. Niewątpliwie będzie to miało swoje skutki polityczne, kulturowe czy językowe. Trudno jednak dokładnie przewidzieć, jak te zmiany będą wyglądały.

  3. Zbigniew mówi

    Cytat: „wieloetnicznej i wieloreligijnej Rzeczypospolite””

    To jest fragment propagandy a nie rzeczywistosc. Wpajano nam taka bzdure ale nie przystawala do niczego.

    Nie bede szukal artykulow na ten temat, ze Polska byla Polska a nie jakims luznym zbiorem – pan Matysiak powinien sam sie zastanowic, poszukac i nie pisac takich antypolskich wymyslow.

    Cytat „”kiedy znikała z nich I Rzeczypospolita, właśnie otoczona wzrastającymi w siłę sąsiadami”

    Dobroduszni, ludzcy, porzadni sasiedzi wzrastali w sile – chyba w sile barbarzynstwa wzajemnego.
    Zgodzilbym sie na okreslenie: u sasiadow wzrastala bieda i barbarzynstwo, chec rabowania, jak zwierzeta, dokladnie wilki.

    Wataha poluje razem a potem walczy miedzy soba, lupem odzywia sie elita watahy a innych nie dopuszcza aby wzrosli w sile. Dzisiaj mamy nawrot tego barbarzynstwa i omijac to to nie warto nic pisac – z gola dupa na mroz nie wypada wychodzic., latem tez nie wypada.

    Trzeba dodac, ze wilki odzywiaja sie glownie padlina i to, ze w napasci na Polske brali udzial dokladnie wszyscy, czesc tylko gospodarczo i finansowo zarabiajac krocie – np Grecja.

    Pan Matysiak o tym nie wie, nie wzbudza to w nim odrazy i gniewu, nawet jako u swiadomego swiadka?

    Jakby byl swiadkiem napadu grupy penerow na przechodnia, to powiedzialby, ze penery wzrosli w sile?

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.