Sprawa odebrania Orderu Orła Białego Zełenskiemu wywołała dyskusję w światowych mediach o ukraińskim ludobójstwie na Polakach
Spór wokół Orderu Orła Białego oraz coraz bardziej konfrontacyjna postawa władz w Kijowie sprawiły, że temat zbrodni wołyńskiej niespodziewanie znalazł się w centrum międzynarodowej debaty. To, co przez lata pozostawało przede wszystkim przedmiotem polsko-ukraińskich sporów historycznych, zaczęło być szeroko opisywane przez zagraniczne media. W efekcie do światowej opinii publicznej coraz wyraźniej dociera polski punkt widzenia dotyczący ludobójstwa dokonanego przez Ukraińską Powstańczą Armię na ludności polskiej.
19 czerwca 2026 roku prezydent Karol Nawrocki, po konsultacji z Kapitułą Orderu Orła Białego, zdecydował o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu najwyższego polskiego odznaczenia państwowego. Bezpośrednim powodem była zgoda ukraińskiego przywódcy na nadanie jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy nazwy „Bohaterów UPA”. W odpowiedzi Zełenski odesłał odznaczenie, a śladem prezydenta poszli także inni ukraińscy urzędnicy, zwracając polskie ordery i odznaczenia. Kijów określił decyzję Warszawy mianem „błędu strategicznego”, co jeszcze bardziej zaostrzyło napięcia między oboma państwami.
Z polskiej perspektywy decyzja prezydenta nie była jednak błędem, lecz reakcją na kolejną próbę honorowania formacji odpowiedzialnej za masowe mordy na Polakach. W latach 1943–1945 oddziały UPA przeprowadziły na Wołyniu i w Galicji Wschodniej akcję eksterminacyjną wymierzoną w polską ludność cywilną. Ofiarami były przede wszystkim kobiety, dzieci i osoby starsze. Polska od wielu lat określa te wydarzenia mianem ludobójstwa, podczas gdy Ukraina konsekwentnie odrzuca taką kwalifikację i jednocześnie utrzymuje politykę upamiętniania działaczy oraz formacji związanych z ukraińskim nacjonalizmem.
Zamiast wycofania się z decyzji dotyczącej nazwy jednostki wojskowej, ukraińskie władze przyjęły kurs konfrontacyjny. W rezultacie spór szybko przestał być wyłącznie problemem bilateralnym. Światowe media zaczęły wyjaśniać swoim odbiorcom historyczne tło konfliktu, opisując zarówno skalę zbrodni dokonanych przez UPA, jak i przyczyny polskiego sprzeciwu wobec gloryfikowania tej formacji.
Temat podjęły liczne zagraniczne redakcje i agencje informacyjne. W publikacjach pojawiły się informacje o liczbie ofiar, charakterze zbrodni oraz wieloletnim sporze dotyczącym pamięci historycznej. Dla wielu zagranicznych odbiorców był to pierwszy kontakt z historią rzezi wołyńskiej i argumentami strony polskiej. W efekcie kwestia ta przestała być postrzegana jako lokalny konflikt pamięci, a stała się elementem szerszej dyskusji o odpowiedzialności historycznej i granicach polityki historycznej państw.
Można odnieść wrażenie, że właśnie konfrontacyjna reakcja władz ukraińskich przyczyniła się do nagłośnienia problemu na niespotykaną dotąd skalę. Im mocniej Kijów broni symboliki związanej z UPA, tym częściej zagraniczni dziennikarze przypominają fakty dotyczące działalności tej organizacji. W rezultacie narracja przedstawiająca UPA wyłącznie jako formację niepodległościową coraz częściej konfrontowana jest z informacjami o masowych mordach na ludności cywilnej.
Dla Polski oznacza to istotny sukces w walce o międzynarodowe uznanie własnej pamięci historycznej. Przez wiele lat temat Wołynia pozostawał na marginesie światowej debaty, a głos polskich środowisk domagających się pełnego nazwania tych wydarzeń bywał ignorowany lub marginalizowany. Obecnie sytuacja ulega zmianie. Coraz więcej osób poza Polską poznaje historyczne fakty i zaczyna rozumieć, dlaczego kwestia UPA pozostaje dla Polaków tak ważna.
Nie oznacza to jednak końca sporu. Można spodziewać się, że władze Ukrainy będą podejmować działania mające ograniczyć negatywne skutki wizerunkowe związane z nagłośnieniem tej sprawy. W polityce międzynarodowej walka o pamięć historyczną jest jednocześnie walką o narrację, wpływy i wizerunek. Dlatego kolejne miesiące mogą przynieść nowe próby przesunięcia uwagi opinii publicznej na inne tematy lub przedstawienia konfliktu w sposób bardziej korzystny dla Kijowa.
W tej sytuacji Polska powinna zachować szczególną czujność, opierając swoje stanowisko na udokumentowanych faktach historycznych i spokojnej argumentacji. Im większe znaczenie będzie miała prawda historyczna w debacie międzynarodowej, tym trudniej będzie ją zastąpić bieżącą propagandą czy politycznymi interpretacjami wydarzeń sprzed kilkudziesięciu lat.
Komentarz: Bardzo dobrze, że tak się stało. Niech prawda o męce naszych rodaków stanie się powszechnie znana.


