D. Wojciechowska: Ile przecierpieli kresowi Polacy, tego żadne pióro w pełni nie odda
W 1983 roku ukazała się książka ks. bp. Wincentego Urbana „Droga Krzyżowa Archidiecezji Lwowskiej w latach II wojny światowej 1939–1945”. Patrzę na nią od wielu lat z łzami w oczach, bo martyrologium ludności polskiej w tej archidiecezji było niezmiernie krwawe i ciężkie.
„Ile przecierpieli Polacy kresowi, tego żadne pióro w pełni nie odda” – pisał bp Wincenty Urban. Ukraińcy mordowali ludność polską z premedytacją. Mieli przewagę, bo byli w większości na tych terenach. Opisy Stanisława Padlewskiego podane w „Przemarszu przez piekło” są jeszcze niczym w porównaniu z wyrafinowanymi zbrodniami popełnianymi przez banderowców na kresowej ludności polskiej – czytamy we wstępie.
Jest też rozważanie o cierpieniu, które jest udziałem człowieka na drogach ziemskiej, doczesnej pielgrzymki. W świetle wiary ma ono wszelką moc ekspiacyjną, a jego znaczenie nigdy nie zginie. Zachodzi jednak konieczność utrwalenia, przynajmniej w uchwytnych zarysach i dostępnych możliwościach, wielkiego wkładu cierpienia człowieka bezprzykładnie niewinnego, cierpiącego w bezwzględnej większości nie za swoje winy, ale jedynie z powodu wiekowych, dziejowych następstw, układów geograficzno-historycznych i machinacji politycznych – pisał ks. Urban w 1971 r.
Danina krwi wiernych i księży była ogromna.
Przed wybuchem wojny w 1939 r. Ukraińcy deklarowali się jako sprzymierzeńcy Niemców i w czasie okupacji rolę tę wykonywali bardzo wiernie. Ich dzieło przeciwko Polsce to donosy, napady na oddziały Wojska Polskiego i uciekinierów oraz szpiegostwo.
Najpierw całowali czołgi sowieckie, które miały ich wyzwolić spod jarzma polskiego, potem całowali czołgi niemieckie. Ich wielkim dziełem był wywóz Polaków na Sybir 10 lutego 1940 r. oraz w kwietniu i czerwcu 1941 r. Ich dziełem był także wywóz akowców w 1944 r. Od 1939 r. wywieziono w głąb Rosji blisko 2 miliony Polaków.
Po wejściu Niemców w 1941 r. do Małopolski Wschodniej księża ukraińscy i nauczyciele przyjeżdżali do ludności polskiej i publicznie głosili, że Ukraińcy są „sprzymierzeńcami Niemców, a Polacy stanowią naród podbity, stąd postępowanie w stosunku do ludności polskiej musi być inne aniżeli do ukraińskiej”. Od 1939 r. głosili uparcie, że Polacy muszą się wynieść za San, ponieważ tutaj od wieków jest ziemia ukraińska.
Do Lwowa przyjeżdżało wielu Wołyniaków i mówiło o straszliwych mordach dokonywanych na ludności polskiej. Już w 1941 r. Ukraińcy mieli wydać instrukcję, by porywać polską inteligencję, zwłaszcza księży, i mordować ich tak, aby zginęły po nich wszelkie ślady.
Polacy widzieli naocznie, że banderowcy mieli wszelkie poparcie ze strony niemieckiej administracji, aby robić z nimi, co im się żywnie podoba.
7 października 1943 r. miała miejsce narada Ukraińców w Skałacie. Temat brzmiał: czy należy nadal mordować Polaków. Jedni byli zdania, że wobec zbliżającej się Armii Radzieckiej należy zaprzestać mordów, inni utrzymywali, że „każdy prawdziwy Ukrainiec powinien wysłać na tamten świat przynajmniej jednego Polaka”. W 1944 r. jeden z księży ukraińskich w dekanacie Czortków, w obecności polskiego księdza Jana Smutka, twierdził, że jego współbracia Ukraińcy, mordując Polaków, nie popełniają grzechu ciężkiego, ponieważ ulegają „ogólnej psychozie mordowania”.
Księża z Łemkowszczyzny twierdzili, że Polacy uczynili „wiele krzywd” Ukraińcom i dlatego oni muszą „wyciąć polski naród”.
Masowe rzezie rozpoczęły się w 1943 r. na Wołyniu. Zbrodnicza akcja przeszła do Małopolski Wschodniej. Mordowano w myśl hasła: „Za jednego Polaka metr wolnej Ukrainy”. Krew lała się strumieniami. Metody zabijania były niewyobrażalnie okrutne. Ukraińcy delektowali się oparami cierpienia.
Wierni i duchowieństwo ponosili męczeńską śmierć. Książka zawiera drastyczne opisy, które trzeba czytać z przerwami, jeśli w ogóle można je czytać. Te opisy wracają w snach. Zamordowani księża wymienieni są z imienia i nazwiska.
I tak ojca Włodarczyka uprowadzono i uwięziono w Karpiłówce, gdzie wydano na niego wyrok śmierci i wykonano go w ostatnich dniach grudnia 1943 r. Ostatniego aktu nienawiści na polskim kapłanie dokonały kobiety ukraińskie w lesie Ostrówek koło Karpiłówki. Obnażyły go, na jego głowę włożyły koronę uplecioną z drutu kolczastego i zbitego do omdlenia ukrzyżowały głową w dół na dębie. O. Włodarczyk umierał ze słowami: „Jezus… Maria…”.
Nie znam nazw tysięcy wsi, w których dokonano mordu na Polakach w wyrafinowany sposób. Bandy ukraińskie miały nakaz wytępienia całej ludności polskiej na Kresach. Zdzierano żyletkami skórę z twarzy, palono żywcem, wbijano kołki dębowe między żebra, rżnięto piłą. We wsi Okopy Ukraińcy, powaliwszy kobiety na ziemię, wbijali im kołki do brzucha, przeszywając je na wylot i utwierdzając w ziemi. Pozostawiali je tak do powolnego, straszliwie bolesnego skonania. Mężczyzn rąbali siekierami, dzieci kroili nożami na kawałki i rozrzucali je dookoła. Niektórzy mieszkańcy, którzy skryli się w lesie, po powrocie do wsi wariowali i kończyli życie śmiercią.
Książka zawiera takie porażające opisy z następujących dekanatów: Bełz, Borszczów, Brody, Brzezany, Buczacz, Busk, Czortków, Dolina, Gliniany, Gródek Jagielloński, Horodenka, Jazłowiec, Kołomyja, Konkolniki, Lwów pozamiejski, Lubaczów, Podhajce, Skałat, Stanisławów, Stryj, Świrz, Szczerzec, Tarnopol, Trembowla, Zborów, Złoczów, Żółkiew.
Książka jest oparta na autentycznych dokumentach, oświadczeniach i relacjach świadków, jakie udało się zebrać autorowi. Zachowały się zgromadzone przez ks. abp. Eugeniusza Baziaka, metropolitę lwowskiego, dwa zbiory dokumentów – niestety niekompletnych – sygnowanych osobistym podpisem.
To nie jest jedyna pozycja obejmująca ten temat. Jest ich wiele. W siedzibie SUOZUN można nabyć za 14 zł pozycję „Ludobójstwo dokonane na duchownych obrządku łacińskiego przez OUN-UPA oraz zniszczenia obiektów sakralnych rzymskokatolickich na Kresach Południowo-Wschodnich 1939–1947”.
Nie mogę pojąć, dlaczego na temat ludobójstwa papież Jan Paweł II cały czas milczał. Podczas pielgrzymki na Ukrainę w czerwcu 2001 r. nie wspomniał o inspiratorach i sprawcach polskiego holokaustu, mimo że dysponował wiedzą o losach Kresowian. Wiedział o paleniu kościołów wraz z wiernymi i dziećmi przystępującymi do Pierwszej Komunii Świętej, o masowej zbrodni popełnionej przez OUN-UPA na niewyobrażalną skalę, a jednak nie potępił zjawiska, jakim był ekstremizm galicyjski wspierany przez Cerkiew greckokatolicką. Ten fakt natychmiast wykorzystały środowiska sprzyjające OUN-UPA w Polsce i na Ukrainie.
Jan Paweł II nie był zainteresowany ujawnieniem prawdy, chociaż głosił maksymę: „Żyjcie w prawdzie”. Pamiętał o ludobójstwie Ormian i Indian, zajął stanowisko wobec inkwizycji i starszych braci w wierze, a o potwornie skrzywdzonych rodakach zapomniał. W ostatnim dniu pobytu na Ukrainie beatyfikował 28 grekokatolików, w tym 27 księży – ofiar reżimu stalinowskiego. W homilii wygłoszonej we Lwowie papież mówił: „…Wstawiają się za wami święci i błogosławieni, którzy na ukraińskiej ziemi zdobyli koronę sprawiedliwości, którym dzisiaj oddajemy szczególną cześć…”. I dalej: „W ciągu ostatnich stuleci nagromadziło się zbyt wiele stereotypów w myśleniu i zbyt wiele wzajemnych uraz i nietolerancji, aby usunąć przeszkody z tej drogi, nie ma innego sposobu, jak zapomnieć o przeszłości, wzajemnie się przeprosić za krzywdy zadane i doznane”.
Według Stowarzyszenia Upamiętniania Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu w latach 1939–1947 z rąk nacjonalistów ukraińskich zginęło 160 księży, 17 zakonników i 22 zakonnice, ponad 20 zostało rannych, a ponad stu ratowało się ucieczką przed niechybną śmiercią. Polscy hierarchowie o nich zapomnieli. SUOZUN dysponuje wykazem nazwisk pomordowanych.
Udokumentowano różne zachowania duchowieństwa ukraińskiego na dawnych Kresach Południowo-Wschodnich II RP. Najczęstszą jednak reakcją duchowieństwa na mordy dokonywane na Polakach przez SB OUN, UPA i inne organizacje nacjonalistyczne była milcząca zgoda. Część duchowieństwa greckokatolickiego i część prawosławnego była zaangażowana w kształtowanie nienawiści Ukraińców do Polaków, swoich sąsiadów. Duchowni nieraz nawet ze swoimi dziećmi brali udział w mordach na Polakach.
Banderofil Paweł Kowal sprytnie wykorzystuje słowa Jana Pawła II, mówiąc: „Pracuję nad relacjami polsko-ukraińskimi, idąc za Janem Pawłem II i Giedroyciem, a nie tą drogą co komuniści z Moczarem i KGB. Bo to w rzeczywistości jest taki wybór. Jan Paweł II jak mało kto gasił konflikt polsko-ukraiński”.
Nauka polska nie zrobiła żadnego wysiłku, aby ustosunkować się do znanej uchwały Krajowego Prowidu OUN z 1990 roku, dlatego konieczne jest jej przytoczenie we fragmencie dotyczącym Polski:
„…Stanowczo rozprawiać się z antyukraińskimi poglądami na historię i działalność UPA: Edwarda Prusa, W. Hryniewskiego, J. Sobiesiaka, H. Cybulskiego, ks. J. Kuczyńskiego, J. Jastrzębskiego, W. Romanowskiego, J. Popiela, M. Fijałki, ks. W. Szetelnickiego, J. Giertycha, Z. Alberta, A. Oliwy, W. Kobylańskiego, J. Węgierskiego, S. Myślińskiego, M. Juchniewicza, A. Szczęśniaka i W. Szoty, J. Turowskiego i W. Siemaszki, J. Sereta. Najlepiej robić to piórem samych Polaków, WŚRÓD KTÓRYCH ZNAJDĄ SIĘ OSOBY SPRZEDAJNE, OBIECAĆ WYSOKIE HONORARIA I STYPENDIA ZAGRANICZNE.
Wskazane jest opanowanie niektórych polskich pism, w tym „Semper Fidelis”, „Tak i Nie” i innych. Wejść do władz Archiwum Wschodniego; infiltrować Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce (GKBZHwP); przeszkadzać w zbieraniu obciążających Ukraińców materiałów z wydarzeń II wojny światowej; nie dopuszczać do publikowania materiałów obciążających ukraiński nacjonalizm rewolucyjny OUN.
Zestawić ściśle poufne listy osób (nazwiska, adresy, numery telefonów) nieprzychylnych ukraińskiemu ruchowi rewolucyjnemu…
Niektóre towarzystwa kresowe czy niektórzy ich członkowie prowadzą – diametralnie odmienną od celu określonego przez założycieli – działalność przeciwko pamięci o martyrologii narodu polskiego. Niektórzy rozwalają te towarzystwa od środka. Są jeszcze tacy, którzy wybielają zbrodniczą działalność UPA i coraz częściej robią ukłony w stronę neobanderowców. Ja wiem, dlaczego.


