Cios kuflem mógł kosztować go życie. Poszkodowany nie zostawia suchej nitki na władzach Lublina
Brutalna napaść, do której doszło w centrum Lublina, wywołała szerokie poruszenie. 41-letni obywatel Zimbabwe zaatakował mieszkańca miasta, uderzając go ciężkim kuflem w tył głowy. Poszkodowany odniósł poważne obrażenia i trafił do szpitala. Dziś otwarcie krytykuje politykę migracyjną prowadzoną przez władze samorządowe, twierdząc, że przyczyniła się ona do stworzenia warunków sprzyjających podobnym zdarzeniom.
Do ataku doszło w nocy z 30 na 31 maja w jednym z lokali przy Krakowskim Przedmieściu. W tym czasie w mieście odbywał się Africa Days Festival.
Podczas konferencji prasowej zorganizowanej przez Ruch Narodowy głos zabrał poszkodowany, Grzegorz Jurak. Opisał okoliczności napaści oraz jej konsekwencje.
– Kilka dni temu zostałem napadnięty przez nieznanego mi mężczyznę. W wyniku ataku doznałem poważnego urazu głowy i trafiłem do szpitala. Początkowo lekarze podejrzewali nawet uszkodzenie rdzenia kręgowego. Na szczęście późniejsze badania wykluczyły ten scenariusz – relacjonował.
Jak podkreślał, przed tym zdarzeniem uważał Lublin za bezpieczne miejsce do życia.
– Nigdy nie przypuszczałem, że podczas spokojnego wieczoru spędzanego ze znajomymi mogę stać się ofiarą tak brutalnej przemocy. Świętowałem swoje urodziny. Zamiast wrócić do domu, walczyłem o zdrowie, a niewiele brakowało, by stawką było moje życie – mówił.
Według relacji uczestników zdarzenia napastnik znajdował się pod wpływem alkoholu. Po krótkiej wymianie zdań oddalił się od stolika, jednak po chwili wrócił z kuflem piwa i niespodziewanie uderzył nim Juraka od tyłu.
– Lekko się odwróciłem i nagle poczułem silny cios w tył głowy – wspominał poszkodowany.
Skutki ataku okazały się bardzo poważne. Jurak doznał rozległej rany wymagającej natychmiastowej interwencji medycznej. Jak przekazał, lekarze oceniali obrażenia jako wyjątkowo ciężkie. Według jego relacji chirurg dyżurujący na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym miał stwierdzić, że nigdy wcześniej nie widział tak głębokiego urazu w tej części głowy. Poszkodowany podkreślał również, że cios zadany kilka centymetrów niżej mógł zakończyć się tragedią.
Sprawca został obezwładniony przez ochronę lokalu i przekazany policji. Następnie trafił do izby wytrzeźwień. Początkowo usłyszał zarzut spowodowania lekkiego uszczerbku na zdrowiu, po czym został zwolniony.
Sprawa nabrała rozgłosu po interwencji wicemarszałka Sejmu Krzysztofa Bosaka, który zakwestionował kwalifikację prawną czynu. W swoim stanowisku wskazywał, że okoliczności zdarzenia mogą uzasadniać znacznie surowszą ocenę prawną, obejmującą co najmniej pobicie z użyciem niebezpiecznego narzędzia, a nawet próbę pozbawienia życia.
Ostatecznie wobec obywatela Zimbabwe podjęto decyzję o deportacji.
Podczas konferencji Grzegorz Jurak zapowiedział, że będzie nadal nagłaśniał sprawę. Jednocześnie skierował pod adresem władz miasta zarzut prowadzenia polityki, która – jego zdaniem – negatywnie wpływa na poziom bezpieczeństwa mieszkańców.
– Gdyby nie działania prowadzone przez Urząd Miasta i polityka otwartych drzwi, prawdopodobnie do tej sytuacji by nie doszło. Chciałbym, aby to zdarzenie stało się początkiem poważnej rozmowy o bezpieczeństwie i poczuciu bezpieczeństwa mieszkańców Lublina – powiedział.
Na zakończenie podkreślił, że podobne wydarzenia kojarzył dotąd głównie z państwami Europy Zachodniej.
– Wydawało mi się, że takie sytuacje zdarzają się przede wszystkim w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii. Dziś dzieją się również u nas. Dlatego temat bezpieczeństwa nie może zostać przemilczany ani odsunięty na bok. Powinien stać się przedmiotem szerokiej i uczciwej debaty publicznej – podsumował.
Komentarz: Doszliśmy do momentu, w którym każdy kolejny dzień upływa pod znakiem takich informacji.


