R. Kurski: Ostracyzm i beztroska w dobie koronawirusa

2

Rząd Stanów Zjednoczonych, który jako ostatni wprowadził restrykcje związane z koronawirusem – wycofuje się z nich jako pierwszy. To wszystko mimo największej liczby zakażonych i zmarłych wśród wszystkich krajów, a przynajmniej tych, w których prowadzi się jakiekolwiek statystyki. Główną przyczyną są masowe protesty, na które w perspektywie listopadowych wyborów nie może sobie pozwolić Donald Trump. Choć wygląda na to, że w Polsce wybory odbędą się w terminie, a więc już za dwa tygodnie, to nie wiedzieć czemu nastroje w naszym kraju są zupełnie odmienne, a prezydent Andrzej Duda cieszy się rekordowym poparciem.

W Polsce, jak to w Polsce. Kiedy tylko pojawia się jakiś problem – poszukuje się winnych i godnych potępienia. Toteż europoślica Sylwia Spurek jako winnych wskazała mięsożerców. Nie tylko polskich, jak to ma w zwyczaju, ale mięsożerców w ogóle, pouczając ich jednocześnie o dziejowej konieczności przejścia na weganizm. Wiadome środowiska i ich papierowe oraz elektroniczne media nie mają wątpliwości, że koronawirus jest skutkiem niedostatecznej integracji unii europejskiej poszczególnych państw, takich jak Polska, czy Węgry. Nie przypadkiem prezydent Europy, Donald Tusk, potępił totalitaryzm węgierski za wprowadzenie stanu wyjątkowego, a jednocześnie totalitaryzm polski za zwłokę we wprowadzaniu stanu wyjątkowego, otrzymując tym samym owacje na stojąco naszych salonów intelektualnych za potępienie obu totalitaryzmów. Nie brakuje również głosów, jakoby koronawirus był skutkiem globalnego ocieplenia, zgubnego wpływu człowieka na środowisko i dwutlenku węgla. Niebagatelne wpływy na koronawirusa według pewnych kręgów, mają także rosnące w siłę faszyzm, nacjonalizm, homofobia i ksenofobia.

Podobnej alienacji na wzór naszych elit poddaje się społeczeństwo. Na grupach społecznościowych, pewnego popularnego portalu internetowego można się natknąć na setki przykładów ostracyzmu, wręcz ocierające się o publiczne lincze i samosądy. Na forum publicznym wystarczy zapytać o fryzjera, a już po kilku minutach przeczytać setki komentarzy wzburzonego tłumu, który od oskarżeń o brak odpowiedzialności i krótkowzroczność, przez najróżniejsze obelgi, aż po groźby denucjacji próbuje na wzór Judenratu wymusić dyscyplinę na krnąbrnym kołchoźniku. Sieć podbija nagranie zarejestrowane przez człowieka, któremu wzburzony tłum – w osobie starszej kobiety – wymierza sprawiedliwość sklepowym koszem na zakupy, uderzając nim w twarz delikwenta za to tylko, że ten ośmielił się wejść do sklepu bez lateksowych rękawiczek. Obecnie, człowiek objęty kwarantanną, traktowany jest jak wróg, zdrajca i zamachowiec. Bomba, która za chwilę może wybuchnąć. Najbliższa rodzina chorego spotyka się ze społecznym linczem, wykluczeniem oraz wyzwiskami. Jedynymi, którzy odzywają się do chorego są przyjeżdżający codziennie policjanci. Ze strony najbliższych sąsiadów nie ma mowy o jakiejkolwiek pomocy czy wsparciu. Głośna była także sprawa listonosza z Pozezdrza, który wobec oskarżeń o zarażenie całej gminy obawiał się samosądu wymierzonego przez sąsiadów. Z policyjnych statystyk wynika, że skala ostracyzmu zarażonych, lub podejrzanych jest niepokojąca, a większość takich przypadków na bieżąco monitorują lokalne władze, zapowiadając determinację w walce z problemem, które same stworzyły.

Samodyscyplinujące się społeczeństwo w Polsce, poddaje publicznym linczom nie tylko zakażonych i łamiących zasady kwarantanny. Bynajmniej Robert Lewandowski, który na walkę z koronawirusem przekazał okrągły milion euro – nie uniknął publicznego linczu. Część portali i komentatorów życia publicznego w Polsce zwróciło uwagę, że przekazana kwota jest zdecydowanie za niska, biorąc pod uwagę możliwości finansowe piłkarza, w związku z czym zarzucono mu pijarową zagrywkę. Z zupełnie odmiennymi komentarzami, lub ich całkowitym brakiem spotkała się deklaracja Togijskiego piłkarza nigeryjskiego pochodzenia, Emmanuela Adebayora. Zapytany, dlaczego wzorem innych piłkarzy i sportowców nie wspiera finansowo walki z koronawirusem bez żenady odpowiedział, że to jego pieniądze i wyłącznie jego sprawa, na co je przeznacza, co nie spotkało się z żadnym ostracyzmem ze strony naszych mediów i komentatorów, a z wręcz aprobatą wypowiedzi i stanowiska samego piłkarza przez internautów. Na ostracyzm naraził się także Netflix, bez którego żaden młody, wykształcony i wielkomiejski millenials nie przetrwałby kwarantanny dłużej, niż kilka dni. Na wniosek unii europejskiej, a więc organizacji darzonej nieograniczonym zaufaniem przez tychże millenialsów, Netflix obniżył jakość streamingów, zwiększając tym samym jakość połączeń internetowych dla szpitali i ludzi pracujących z domu.

Poza samodyscyplinującym się społeczeństwem warto odnotować także inne zjawisko, którego zdaje się nie dostrzega zdecydowana większość Polaków. Kwarantanna dobitnie wykazała, jak bardzo uzależnieni jesteśmy od zagranicznych korporacji, koncernów i sklepów wielkopowierzchniowych. Okazuje się, że gdyby w ramach kwarantanny zamknięto granice i wstrzymano przepływ towarów, zwłaszcza w Polsce najprawdopodobniej zabrakłoby żywności. Jeszcze 20 lat temu nikt by tego nie zauważył. Każdy z nas miał kogoś z najbliższej rodziny mieszkającego na stałe na wsi, gdzie niemal każdy posiada krowę, kury i kilka świń, lub przynajmniej coś sadził. Gospodarka rolna opierała się na lokalnych gospodarstwach rodzinnych, nie na wielkich zagranicznych producentach żywności, a więc zupełnie odwrotnie niż to ma miejsce obecnie. Jeśli zabraknie energetyki i paliw, to nie mamy koni, aby ratować komunikację, czy choćby handel. Nie mamy fabryk, produkujących podstawowe narzędzia domowe, ani nawet przemysłu włókniarskiego, produkującego odzież. Szybko okazałoby się, że w przypadku hiszpanki, czarnej śmierci, lub czegokolwiek innego ze śmiertelnością 30%, jeśli tylko zgaśnie światło, jako nieprzystosowane społeczeństwo spadamy do czasów kamienia łupanego i człowieka pierwotnego, ponieważ w tych warunkach jesteśmy mniej przystosowani i poradni, niż ludzie żyjący tysiąc lat przed nami. A przecież prędzej, czy później jakiś wirus o śmiertelności nawet 70% może komuś wymknąć się z laboratorium, więc piszę tu o sytuacji jak najbardziej realnej. W zglobalizowanej gospodarce każdy kryzys w dowolnym miejscu świata, jest odczuwalny na drugim jego końcu. Zdawać mogłoby się, że w obecnej sytuacji poza nagminnym potępianiem i poddawaniem wszelkim ostracyzmom swych rodaków za niedostateczną samodyscyplinę, powinniśmy wyciągać jakieś konstruktywne wnioski, które pomogą nam przestawić gospodarkę tak, abyśmy nigdy więcej nie musieli się obawiać żadnych epidemii, które w przyszłości mogą okazać się znacznie tragiczniejsze w skutkach. W Polsce jednak nie ma komu o tym myśleć. Nie myśli o tym ani rząd, ani zdecydowana większość beztroskiego społeczeństwa.

Przeczytaj także:

R. Kurski: Czy można suwerennie rządzić Polską?

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. Bosman mówi

    Szkoda czasu i nerwów na zajmowanie się komentowaniem wynurzeń jakiejś eurooślicy, która już dawno powinna być na leczeniu.

  2. fajera mówi

    „gdyby w ramach kwarantanny zamknięto granice i wstrzymano przepływ towarów, zwłaszcza w Polsce najprawdopodobniej zabrakłoby żywności.”
    jakieś dyrdymały… większość żywności sprzedawanej w Polsce pochodzi od polskich producentów

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.