K. Żabierek: Afrykański kraj na celowniku Polaków. Mogliśmy mieć kolonię nie tylko na Madagaskarze

Fot. NGO Opole
4

II Rzeczpospolita pomimo bardzo wąskiego dostępu do morza Bałtyckiego, będącego swoistym oknem na świat starała się w miarę swoich możliwości wykorzystać przyznany jej pas wybrzeża dla podniesienia znaczenia politycznego i gospodarczego w kraju. Oprócz budowy portu w Gdyni i rozbudowy polskiej floty wojennej i handlowej, przedstawiciele polscy zwrócili uwagę na szansę pozyskania dla polski kolonii. Jednym z kierunków podjętych działań była Liberia.
KSIĄŻKA K. ŻABIERKA „Gród co Semper był Fidelis. Wojenna historia Lwowa w latach 1918-1944” – TUTAJ

Liberia jest państwem położonym w zachodniej części Afryki. Jego obszar obejmuje zaledwie 95 400 km² o klimacie gorącym i wilgotnym, niekorzystnym dla Europejczyka (Liberia-wolne państwo niewolników, Głos Wielkopolski, 1946, nr 247, s.5). Tym właśnie terenem zainteresowali się polscy pionierzy idei kolonii.
Realizacją tych planów zajmowała się Liga Morska i Kolonialna. W roku 1934 wysłała ona do Liberii delegację, która zawarła umowy z rządem liberyjskim. Od tego czasu zaczęły również na tym terenie powstawać polskie plantacje, mające stanowić szkołę pionierstwa kolonialnego (LMK pionierem idei kolonialnej, Gazeta Powszechna, 1938, nr 82, s. 5). Profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie Jan Hirschler odbył rok później wraz z żoną podróż badawczą do Liberii, z której przeżycia opisał w wydanej w 1938 roku publikacji pt. „Ze Lwowa do Liberii”. W swojej książce pozostawił on opis polskiego osiedla plantacyjnego: (…) Na tym samym pagórku (…) stoi szereg zabudowań o tym samym charakterze afrykańsko-tropikalnym, a więc chaty z drzewa i z gliny zbudowane i strzechami z liści palmowych kryte. W tym „stylu” jest utrzymany dom mieszkalny Giżyckiego i Szabłowskiego, dom poświęcony gotowaniu i praniu bielizny i mniejsze domki, służące jako łazienki (…) na tej samej wyniosłości mieści się podręczny ogród warzywny, w którym dojrzewają nasze pomidory, ogórki i fasole, doskonałe w smaku prawdopodobnie pod wpływem tropikalnego słońca (…) Pomiędzy domostwami (…) ziemia jest wszędzie starannie wygracowana, drogi obłożone kamieniami lub poobsadzane ozdobnymi krzewami, tak że człowiek porusza się po tej powierzchni, nie jak po afrykańskim bezdrożu, ale jakby po europejskim, folwarcznym podwórzu (za: J. Hirschler, Ze Lwowa do Liberii, Lwów 1938, s. 147-149).

28 grudnia 1934 roku statek handlowy „Poznań” rozpoczął rejs do portów Afryki Zachodniej. Na swoim pokładzie, oprócz uczniów państwowej szkoły morskiej, wiózł również blisko 200 rodzajów rożnych towarów polskiej produkcji. Na terenie Afryki Zachodniej statek zawitał do portów w Monrovii, Bouet, Takoradi, Akrze, Lome, Lagos, Winneba, Freetown. Polski okręt powrócił do gdyńskiego portu 18 kwietnia 1935 roku, przywożąc na swoim pokładzie kakao, orzeszki ziemne i palmowe, olej kokosowy (za: J. Pertek, Pół wieku dziejów s/s „Poznań” (1927-1977), Kronika Miasta Poznania, 1977, nr 3, s. 47-65).

W drugiej połowie 1936 roku na łamach „Gazety Powszechnej” ukazał się artykuł zatytuowany „Polacy w Liberji”. Oceniając dotychczasowe kroki, autor tekstu zwrócił uwagę na fakt, że kontakty polsko-liberyjskie mogą przynieść korzyści dla polskiej gospodarki, jeśli jednak uda się przebić przez czynniki handlowe obecne na tym rynku. Zwrócono uwagę na fakt, że czynnikiem hamującym dla polskich działań był brak bezpośredniej linji żeglugowej z Gdyni do portów Afryki Zachodniej (por. Polacy w Liberji, Gazeta Powszechna, 1936, nr 178, s.2).

Zbiórka na wsparcie dla Jacka Międlara i portal wPrawo.pl Opłata prawnika ws. pozwu od... Rafała Gawła

Czynniki powyższe: niechęć dotychczasowych państw kolonialnych do możliwości oddania wpływów w Afryce, brak dostatecznych środków na pokonanie konkurencji handlowej, słaba (choć bardzo ambitna) flota handlowa doprowadziły do sytuacji, że polskie marzenia o koloniach upadły. Pomimo tego warto pamiętać o tej historii, zdając sobie sprawę, że nasi przodkowie podejmowali rożne przedsięwzięcia, mające na celu podniesienie znaczenia Polski na arenie międzynarodowej bez patrzenia na „przyjaciół”, zdając sobie sprawę, że w polityce nie ma przyjaźni, są interesy.

Przeczytaj także:

K. Żabierek: Bitwa radiowa – przemilczana historia Lwowa

J. Międlar: „Wyzwolenie” przez Armię Czerwoną, czyli przemianowanie ludobójstwa. Kto gloryfikuje oprawców?

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. Artur mówi

    Akurat ze nie mieliśmy kolonii to nasze szczęście. Już dawno mielibyśmy u siebie całe spektrum inżynierów i lekarzy ubogacającym nasz kraj…

    1. verizanus mówi

      Niekoniecznie. Tam właśnie mogła być kontynuowana II RP i byłoby gdzie uciekać z PRL i budować polskość.

      1. Artur mówi

        Polskę mamy tu nad Wisła 🙂 i nie chce nigdzie indziej!

        1. verizanus mówi

          Jedno nie wyklucza drugiego :).

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Ta strona wykrozystuje pliki cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close