Postaw mi kawę na buycoffee.to

D. Wojciechowska: Rozpowszechnianie zakłamania o zbrodniach OUN na Zachodzie przy milczeniu Polaków

Banderyzacja na Ukrainie postępuje...
0

Po wojnie główne siły nacjonalistyczne osiedliły się w USA, Kanadzie i Wielkiej Brytanii. Rządy tych państw nie dopatrzyły się zbrodniczości w działaniach u boku Hitlera. W USA i Kanadzie obie frakcje OUN (Bandery i Melnyka) wznowiły działalność. W następstwie rozłamu w OUN-B w 1954 r. powstała jako „demokratyczna” trzecia frakcja – OUN za granicą. Wszystkie frakcje OUN rozwinęły szeroką działalność wydawniczą i propagandową. OUN-z, za którą stał propagandysta Łebed, za amerykańskie pieniądze zorganizowała wydawnictwo „Prołoh”. W Kanadzie wydano kilkadziesiąt tomów serii „Litopys UPA”. Zafałszowane interpretacje wydarzeń z okresu II wojny światowej miały decydujący wpływ na kształtowanie opinii publicznej i poglądy polityków, a nawet historyków. Ważną rolę w zacieraniu śladów ludobójstwa miały ukraińskie nacjonalistyczne ośrodki naukowe przy uniwersytetach w USA i Kanadzie. Wykształceni w II RP działacze OUN, zatrudnieni w Radiu „Wolna Europa”, przekazywali spreparowaną wersję historii ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, mieli także znaczący wpływ na redakcję paryskiej „Kultury”. Ukraińska literatura emigracyjna oskarża Polaków (polityków II RP), Niemców i partyzantów radzieckich o podsycanie „konfliktu polsko-ukraińskiego”, pomija tematy niewygodne, takie jak: ideologia, współpraca z Niemcami, rola policji ukraińskiej i „Służby Bezpeky”, a także masowe mordy na bezbronnej ludności cywilnej. Regułą jest używanie sformułowania „naród ukraiński” zamiast „ukraińscy nacjonaliści”.

Najważniejszą rolę w zasypywaniu śladów zbrodni OUN-UPA odegrał Mykoła Łebed. W 1946 r. napisał książkę pt. „UPA”, w której zamieścił wiele kłamstw, przemilczeń i manipulacji. Książka stanowiła podstawę do fabrykowania mitów o bohaterstwie UPA jako formacji narodowowyzwoleńczej. Łebed w książce wyeksponował walki UPA na dwa fronty: z Niemcami i Sowietami. On pierwszy napisał o podżeganiu Niemców i Sowietów do konfliktu polsko-ukraińskiego i o historycznej nienawiści Polaków do narodu ukraińskiego. To naród, według niego, odpłacił się za wiekami nabrzmiałe krzywdy. Łebed pisał: „Aby nie dopuścić do żywiołowej, masowej antypolskiej akcji i wzajemnej walki ukraińsko-polskiej UPA usiłowała wciągnąć Polaków do wspólnej walki przeciw Niemcom i bolszewikom, kiedy jednak nie dało to żadnego wyniku, UPA dała ludności polskiej rozkaz opuszczenia ukraińskich terenów Wołynia i Polesia”. Łebed wielokrotnie pisał o ochotniczym zaciągu do UPA, przemilczał udział policji ukraińskiej w likwidacji Żydów, działania „Służby Bezpeky”, której był twórcą, nie wspomniał o grabieży polskiego majątku ruchomego i paleniu całych polskich wsi. Przeglądu kłamstw Łebedia dokonał dr hab. Wiktor Poliszczuk w książce „Gorzka Prawda”, Toronto 2004, s. 28.

SKLEP-WPRAWO.PL

W 1993 r. wydawnictwo „Widrodżennia” wydało książkę Łebedia na Ukrainie. Autor został przedstawiony jako niestrudzony działacz rewolucyjny i najważniejszy członek OUN. Wydawnictwo informowało czytelników, że latem 1943 r. UPA była dobrze uzbrojoną regularną armią, liczyła 300 tys. ludzi, prowadziła walki z Niemcami, polskimi komunistami i węgierskimi interwentami. Badacz ukraińskiego nacjonalizmu Wiktor Poliszczuk udowodnił, że w maju 1943 r. UPA składała się w ponad 50% ze „zmobilizowanych” w drodze terroru chłopów wołyńskich i liczyła 30–40 tys. ludzi, ochotnicy pochodzili z Małopolski Wschodniej, a walka na frontach była tylko w wyobraźni Łebedia.

Tak więc na Zachodzie szerzono zakłamania o OUN. O Katyniu mówiło się bardzo dużo, natomiast temat ludobójstwa dokonanego przez Ukraińców na Polakach był przemilczany. Polska strona rządowa wywalczyła uzyskanie z archiwum rosyjskiego dokumentu w postaci uchwały Biura Politycznego WKP(b), nakazującej rozstrzelanie obywateli polskich, a w sprawie mordów banderowskich nie zrobiono nic – ani na Zachodzie, ani w Polsce. Zrobiono natomiast wiele w kierunku zaciemnienia prawdy historycznej. Ofiarami zbrodni katyńskiej były polskie elity, natomiast ofiarami zbrodni banderowskich byli prości ludzie, tacy jak moja rodzina. Podzielono ofiary. To tak, jakby mieli inne serca, inną wrażliwość na cierpienie, inny honor. Po ofiarach katyńskich pozostały rodziny bliskie elit, po ofiarach banderowskich – w większości tylko rodziny chłopskie. Jak inaczej to tłumaczyć?

WSPARCIE WPRAWO.PL

Skuteczna propaganda w kierunku szerzenia mitu bohaterstwa UPA i walk UPA o państwo ukraińskie przyniosła owoce. Wielką wagę przywiązywano do kształcenia młodzieży w duchu zakłamania kresowej prawdy. Znajoma opowiadała mi, że będąc na wymianie młodzieży w Kanadzie, jej grupa została zaproszona na wykład. Tam dowiedzieli się, że nie było żadnego ludobójstwa, a jeśli już, to Polacy mordowali biednych Ukraińców. Strach było podjąć jakąkolwiek dyskusję, bo oni są nieobliczalni. Całe pokolenia zostały wychowane na kłamstwie w temacie istoty nacjonalizmu ukraińskiego.

Po II wojnie światowej z Pragi do Monachium został przeniesiony Ukraiński Wolny Uniwersytet, który nie prowadził pracy dydaktycznej, tylko „produkował” magistrów i doktorów. W ciągu jednego semestru można było uzyskać magisterium, w ciągu dwóch semestrów – doktorat.

Oprócz monachijskiego został powołany do życia przy Uniwersytecie Harvarda Ukraiński Nacjonalistyczny Ośrodek Naukowy. W Edmonton w Kanadzie, przy Uniwersytecie Alberty, powołany został Kanadyjski Instytut Studiów Ukraińskich. W USA istnieje Ukraińskie Historyczne Towarzystwo, w Nowym Jorku działa Ukraińska Wolna Akademia Nauk.

Wszystkie trzy frakcje – OUN-Melnyka, OUN-Bandery, OUN za granicą – mają swoje organy prasowe, w których systematycznie prowadzona jest akcja fałszowania historii. W żadnym artykule nie znajdzie się wzmianki o zbrodniczych formacjach wspomagających zbrodniarza wszechczasów – Adolfa Hitlera, a było ich dwadzieścia siedem.

Podczas gdy na Zachodzie ukraińscy pseudohistorycy zaprezentowali światu zakłamaną historię OUN i jej struktury UPA, POLSKIE KOŁA NAUKOWE I POLITYCZNE MILCZAŁY. Ani jeden polski historyk nie podjął systematycznego badania podstaw nacjonalizmu ukraińskiego, nie sięgnął do archiwów niemieckich, w których po wojnie można było natrafić na bardzo ważne dokumenty. Nacjonaliści to zrobili i opracowali je wybiórczo, w taki sposób, żeby wybielić swoich zbrodniarzy.

W PRL-u nie mówiono o martyrologii Kresów w imię przyjaźni ze Związkiem Radzieckim. Temat był wyciszany i to był ogromny błąd. Trzeba jednak przyznać, że po przewrocie gomułkowskim ukazały się książki na temat ludobójstwa, głównie wspomnieniowe i faktograficzne. Naliczyłam 35 pozycji. W tym czasie nacjonaliści siedzieli cichutko. Dopiero rok 1989 wybudził ich z uśpienia. Poza tym na ziemie zachodnie i północne przesiedlono 140 tys. Ukraińców i Łemków. Duża liczba banderowców przyjechała do Polski na dokumentach zamordowanych Polaków. Ludzie pochodzący z Kresów bali się mówić, żyli w traumie, chcieli zapomnieć choć trochę o swoich cierpieniach. Banderowcy byli dalej niebezpieczni i ogromnie nienawidzili Polaków. Pomnożyli się, a nienawiść do polskości razem z nimi. Przykładem były akcje „kosy na sztorc”.

Tak więc u polskich historyków na Zachodzie nic nie stało na przeszkodzie, aby podjąć badania stosunków polsko-ukraińskich i oznajmić światu faszystowską istotę nacjonalizmu ukraińskiego. Świat zna banderowską interpretację historii, właściwie znał, bo to się zmieniło, odkąd ujrzał serial dokumentalny Jacka Międlara „Sąsiedzi”. Film w języku polskim z napisami w językach obcych: angielskim, hiszpańskim, włoskim, ukraińskim, rosyjskim, chińskim, węgierskim i czeskim pokazał piekło, jakie zgotowali Polakom w latach 1943–1947 ukraińscy sąsiedzi. Tym serialem Jacek Międlar dogonił prawdę i już nikt jej nie ukryje. Film został kilkukrotnie uhonorowany na prestiżowych międzynarodowych festiwalach filmowych.

Ukazała się również w języku angielskim książka dr Lucyny Kulińskiej „Children of the Borderlands” – „Dzieci Kresów”. To czterotomowa seria książek, w których dr Kulińska zebrała unikalne relacje osób, które jako dzieci przeżyły masowe ludobójstwo dokonane przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1942–1945 na Polakach zamieszkujących Wołyń i Małopolskę Wschodnią. Ta książka otworzy oczy międzynarodowej społeczności na kresową tragedię.

W podsumowaniu muszę wspomnieć osobę dr. Wiktora Poliszczuka, sprawiedliwego Ukraińca, bo to on właśnie niestrudzenie pisał prawdę o stosunkach polsko-ukraińskich. To jego tak zoologicznie nienawidzą wszyscy neobanderowcy. Dławi ich prawda i zawsze tak było. Dr Wiktor Poliszczuk wyemigrował z Polski do Kanady w czasach pierwszej „Solidarności” i podjął pracę w wydawnictwie melnykowskim. Tam zapoznał się ze źródłami i dokumentami na temat działalności melnykowców i banderowców. Zaczął pisać książki, oczywiście w oparciu o te dokumenty. Te właśnie książki oraz liczne artykuły stanowią podstawę dla tych, którzy chcą się rzetelnie zająć tematem gorzkiej dla Ukraińców prawdy.

```html

Druga część „Genocidum atrox” filmu dokumentalnego Jacka Międlara „Sąsiedzi. Ostatni Świadkowie ukraińskiego ludobójstwa na Polakach”.

Wspieraj pracę autora

```

Może ci się spodobać również Więcej od autora

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.