„Otwarty Dialog to bękart polityki wschodniej PiS”. NASZ WYWIAD z prof. Włodzimierzem Osadczym

Ludmiła Kozłowska/Jarosław Kaczyński
7 2 572

Dr hab. Włodzimierz Osadczy kandyduje do PE z lubelskiej listy Konfederacji. Osadczy pochodzi z Wołynia. Jest historykiem, absolwentem Uniwersytetu Lwowskiego. Od 1993 mieszka w Polsce, gdzie przyjechał jako stypendysta Fundacji im. Jana Pawła II. Wykłada na Wydziale Teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Jest dyrektorem Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich – Centrum Ucrainicum KUL. Autor licznych publikacji dotyczących katolicyzmu i prawosławia, a także stosunków polsko-ukraińskich.

Katarzyna Treter-Sierpińska: Dwa portale prorządowe, wPolityce i Niezależna, sugerują jakoby był Pan związany z Fundacją Otwarty Dialog. Dowodem w sprawie ma być to, że Ludmiła Kozłowska była Pana studentką i działała w Fundacji Dialog na Rzecz Rozwoju, w której był Pan członkiem zarządu. W tej fundacji pojawia się też Iwan Szerstiuk, późniejszy założyciel Fundacji Otwarty Dialog. Jak Pan odniesie się do tych „zarzutów”?

Włodzimierz Osadczy: W tym, co Pani wyliczyła nie ma żadnych zarzutów, a jest jedynie konstatacja faktów i pewna manipulacja, która jest oczywiście na wskroś fałszywa. Jeśli chodzi o początki Fundacji Otwarty Dialog to rzeczywiście są one związane z Lublinem. Fundacja jest dziełem, które realizował Iwan Szerstiuk, jeden z doktorantów Europejskiego Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów. W latach 2006 – 2009 byłem kanclerzem Kolegium, czyli osobą odpowiedzialną za koordynację działalności tej instytucji. Zostałem wybrany na to stanowisko i działałem wspólnie z wielkim gremium reprezentującym środowiska Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, UMCS i uczelni ukraińskich. Iwan Szerstiuk był wtedy studentem Kolegium. W 2006 roku, gdy objąłem urząd kanclerza, stanęło przed nami, jako władzami uczelni, wielkie wyzwanie. Kolegium, które funkcjonowało od sześciu lat, nie miało perspektywy rozwoju, a Prawo i Sprawiedliwość, które wtedy objęło rządy, planowało przeniesienie uczelni z Lublina do Rzeszowa. W tych okolicznościach zaczęto poszukiwać możliwości uratowania Kolegium jako dzieła lubelskiego, które mogłoby przynieść korzyść Lublinowi. Iwan Szerstiuk, będący doktorantem II-go roku Kolegium, poinformował mnie, że jest w bardzo dobrych relacjach z ministrem Kancelarii Premiera RP. Premierem był wtedy Jarosław Kaczyński, a tym ministrem był Adam Lipiński. Szerstiuk powiedział, że jest to bardzo wpływowa osoba, że jest trzecią osobą w kraju, którą nazywają „trzecim bliźniakiem”. Codziennie spotyka się z prezydentem i premierem i jest osobą, która może sprzyjać sprawie rozwoju Europejskiego Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów. Za sprawą pana Szerstiuka odbył się szereg spotkań z panem Lipińskim. Iwan Szerstiuk faktycznie miał swobodne wejście do kancelarii premiera. Wchodził tam, można powiedzieć, na żądanie i o każdej porze. Zawsze był chętnie przyjmowany przez ministra Lipińskiego. Na skutek tych rozmów, bardzo zresztą przyjaznych, udało się uratować siedzibę Kolegium w Lublinie.

Jednocześnie Iwan Szerstiuk wraz z ministrem Lipińskim realizował różnego rodzaju plany geopolityczne związane z wyjazdami do różnych krajów postsowieckich, do Gruzji, Kazachstanu i na Ukrainę w celu wspierania tamtejszej opozycji. Widziałem, że Szerstiuk wylatywał do różnych krajów, przy czym miał polecenie finansowe związane ze wsparciem opozycji. Po jakimś czasie Szerstiuk założył Fundację  Dialog na Rzecz Rozwoju w Lublinie, z ramienia której realizował programy strategiczne biura politycznego PiS-u. Nawiązując do rozmów z Adamem Lipińskim zaproponował też mnie, jako kanclerzowi Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów, czyli osobie funkcyjnej reprezentującej uczelnię, żebym przystąpił do tego środowiska pozyskując wsparcie dla działalności Kolegium. Był to byt wirtualny i niemający umocowania w przestrzeni prawnej, dlatego każde rozwiązanie powiązane ze wsparciem Kolegium po linii fundacji było czymś ważnym.

Fundacja założona przez Szerstiuka była wybitnie prorządowa. Jak mówił o niej Szerstiuk, była to „fundacja pana Adama”. Lipiński i Szerstiuk rozmawiali ze sobą w sposób bardzo zażyły, bliski, prawie koleżeński. Dowiedziałem się, że poznali się na Majdanie w 2004 roku. Środowisko PiS w oparciu o studentów z Ukrainy próbowało realizować swoje plany geopolityczne.

Ludmiła Kozłowska pojawiła się w otoczeniu Szerstiuka nieco później. Była przez niego zarekomendowana jako osoba bardzo ideowa i zaangażowana w działalność antyrosyjską. Była przedstawiona jako osoba, która uczestniczyła w akcjach blokady latarni morskich użytkowanych przez rosyjską Flotę Czarnomorską. Była polecona jako kandydatka na studia w Polsce. Jej kandydatura została zgłoszona do komisji rekrutacyjnej. Z tego, co pamiętam, Kozłowska rozpoczęła studia doktoranckie na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim na wydziale socjologii. Nie pamiętam, kto był jej promotorem. Po roku zmieniła kierunek studiów i uczelnię. Przeniosła się na UMCS. Będąc studentką tego uniwersytetu oczywiście rozmawiała z różnymi wykładowcami. Również ze mną, jako koordynatorem działalności Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów. Natomiast bezczelnym kłamstwem podawanym dziś przez prorządowe portale jest twierdzenie, że Kozłowska uczestniczyła  w moim seminarium doktoranckim. Nigdy nie prowadziłem seminarium doktoranckiego. Nigdy pani Kozłowska nie była wpisana na listę moich doktorantów. Kłamstwem jest również twierdzenie, że byłem promotorem pracy doktorskiej Ludmiły Kozłowskiej. W pewnym momencie, jako kanclerz Kolegium, zauważyłem, że pani Kozłowska bardziej poświęca się sprawom politycznym niż studiom. Zwróciłem jej uwagę na ten temat, a gdy nie wyciągnęła z tej rozmowy wniosków, zgłosiłem ją do skreślenia z listy doktorantów i na mój wniosek została wyrzucona z Europejskiego Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów. Byłem osobą, która pokazała jej drzwi i powiedziała „Won!”. Odniosłem wrażenie, że Kozłowska to osoba nieuczciwa, że to krętaczka i szachrajka, która wyłudza stypendium. Taką decyzję podjąłem w 2010 roku i Kozłowska została wyrzucona z Kolegium i z Lublina. Na tym nasze kontakty się kończą.

Jak potoczyły się dalsze losy pani Kozłowskiej, wiemy doskonale. Była to osoba, która przy każdej władzy doskonale sobie radziła. Osiem lat rządów koalicji PO-PSL było dla niej bardzo dobrym okresem. Wygrane wybory przez PiS zbiegły się w czasie z przewrotem na Ukrainie i wiem, że Kozłowska była osobą popieraną publicznie, medialnie i politycznie. Chętnie brylowali z nią na salonach prominentni politycy. Patrzyłem na to ze wstrętem i obrzydzeniem z racji tego, że drugi Majdan, który miał miejsce w 2013/14 roku, był to Majdan banderowski i antypolski. Kiedy politycy polscy pojawiali się na takich forach, było to odrażające i wstrętne. Wtedy cieszyłem się, że wcześniej zdążyłem się poznać na przewrotności Kozłowskiej.

Podkreślam, że nie prowadziłem seminarium doktoranckiego, więc nie byłem promotorem pracy doktorskiej Ludmiły Kozłowskiej. Zamieszczone w portalach prorządowych zdjęcie, na którym jestem z grupą studentów, wśród których jest Kozłowska, i które to zdjęcie zostało przedstawione jako dowód, że to moje seminarium, to manipulacja. To zdjęcie dokumentuje spotkanie Konsula Generalnego Ukrainy Oleha Horbenki ze stypendystami Europejskiego Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów. Oczywiście Kozłowska była w tym gronie, była promowana przez Lipińskiego, więc trudno byłoby, żeby nie była na tym spotkaniu.

Czyli według Pana wiedzy Kozłowska i Szerstiuk byli promowani przez polityków Prawa i Sprawiedliwości?

Oczywiście, jak najbardziej. Jak ktoś próbuje znaleźć pierwotną siedzibę Fundacji Otwarty Dialog, to taką prawdziwą siedzibą była Kancelaria Prezesa Rady Ministrów i gabinet pana Lipińskiego. Tam zapadały wiążące decyzje i tam prawdopodobnie zapadały decyzje finansowe. Wiem, że przechodziły potężne środki finansowe, natomiast nie znam mechanizmu i nie wiem jak to działało. Natomiast Szerstiuk był to ktoś, kto był na stopie bardziej niż przyjaznej z ministrem Lipińskim i dysponował sporymi środkami finansowymi. Chwalił się, że dość hojnie dysponował tymi środkami będąc w Gruzji i w Kazachstanie. I takie są początki Fundacji Otwarty Dialog, czyli „fundacji pana Adama”, która jest bękartem polityki wschodniej Prawa i Sprawiedliwości.

Portal Niezależna twierdzi, że został Pan odwołany z funkcji pełnomocnika wojewody lubelskiego do spraw współpracy z Ukrainą, na skutek „sugestii polskich służb, że może być Pan osobą wątpliwą w kontekście bezpieczeństwa państwa polskiego”. Czy to prawda?

Uważam, że jest to manipulacja wkomponowana w cały dyskurs zakłamanego artykułu, który został umieszczony na tym portalu. Zostałem powołany przez wojewodę na funkcję pełnomocnika do spraw współpracy z Ukrainą na rok czasu. Po skończeniu kadencji nie zabiegałem o kontynuację funkcji, min. dlatego, że podporządkowany wytycznym władz PiS urząd wojewódzki nie realizował polityki życzliwej dla Kresów i dla Polaków na Wschodzie. Nie wiem nic o żadnych sugestiach służb, ze mną nikt nie rozmawiał. Jeżeli ktoś ma jakieś podejrzenia i wątpliwości, to się rozmawia, a ze mną nie rozmawiano. Ale wiem doskonale, że jestem podsłuchiwany, a moje rozmowy są inwigilowane. Wielokrotnie miałem sytuację, kiedy w trakcie rozmowy przerywano mi możliwość jej prowadzenia i odtwarzano treść, która została przed chwilą powiedziana. Wobec tego zakładam, że jestem inwigilowany, ale jest to wpisane w moją działalność. Prawda na temat zbrodni ludobójstwa na Polakach i prawda na temat banderyzmu na Ukrainie oraz wypaczonych relacji polsko-ukraińskich jest obecnie na cenzurowanym. Wiemy, że wiele ważnych decyzji w Polsce wychodzi z obcych ambasad, np. ambasady Izraela lub Stanów Zjednoczonych, więc podejrzewam, że są służby, mogą wykonywać wytyczne z obcych ambasad i dla takich służb mogę być osobą niepewną.

Portal wPolityce określił Pana jako „historyka ukraińskiego pochodzenia”. Czy to właściwe określenie?

Dobierano się do mnie od różnych stron. Mój start w wyborach do Parlamentu Europejskiego z listy Konfederacji wywołał konsternację w środowiskach antypolskich, w środowiskach giedroyciowskich, czytaj też: banderowskich. Szukano na mnie różnego rodzaju kompromatów. Oczywiście nie mogę „pochwalić się”, że mam w swoim biogramie jakiś przetarg dotyczący wieżowców, czy, że szukałem rozkoszy w objęciach nieletnich przedstawicielek partnera strategicznego, więc takie rzeczy trudno na mnie znaleźć. Zaczęto więc bardzo szczegółowo badać moje pochodzenie i zaczęto, wbrew mojej woli, upowszechniać informację o moim rzekomym utożsamianiu się z narodowością ukraińską. Prawda jest taka, że jestem osobą o rodowodzie polskim. Jestem związany od samego jego powstania z Towarzystwem Kultury Polskiej im. Tadeusza Kościuszki w Łucku. Bo w Łucku spędziłem znaczną część życia. Moi rodzice też należą do tego stowarzyszenia. Najbliższa moja rodzina, która przyjechała do Polski, posługuje się Kartą Polaka. Związany jestem od zawsze z Kościołem rzymskokatolickim, jeszcze wtedy, gdy ten Kościół nie funkcjonował na tych terenach jawnie. Jestem osobą zaangażowaną w sprawy Polaków na Wschodzie. Zostałem odznaczony wyróżnieniem „Zasłużony dla kultury polskiej”. Tak więc ja nie muszę się z niczego tłumaczyć. Wiadomo, że jak nie ma podstaw, żeby w kogoś uderzyć, to sieje się wątpliwość, szuka jakichś dwuznaczności. To nie są jakieś wyłącznie lokalne metody. Wiemy, że banderowskie środowiska związane z prezydentem Poroszenką realizowały tego rodzaju retorykę w wyborach, które przegrały w sposób druzgocący i haniebny. Nie mieli czego zarzucić swojemu oponentowi, to wyciągali jego żydowskie pochodzenie i jego osobiste, rodzinne sprawy. To są metody środowisk podłych; środowisk, które nie posługują się etyką chrześcijańską tylko „etyką” związaną chociażby z dekalogiem ukraińskiego nacjonalisty, który mówił, że podstępem i nienawiścią będziesz traktował wrogów swoich. I tu jest widoczny ten podstęp i nienawiść charakterystyczna dla środowisk banderowskich.

Jak Pan sądzi – dlaczego prorządowe portale wybrały Pana na obiekt ataku?

Od pewnego czasu dość aktywnie udzielam się w życiu społecznym nagłaśniając problemy Kresów. Obnażam zakłamaną politykę rządu wobec Kresów. Byłem mocno zaangażowany w sprawę nowelizacji ustawy o IPN dotyczącej penalizacji banderyzmu. Już wówczas, na początku zeszłego roku, gazety, w tle których pojawiała się postać wicemarszałka Terleckiego, sugerowały w moich działaniach obecność „ręki Moskwy” i jakieś proputinowskie kontakty. To szkalowanie jest konsekwencją mojej działalności, ale też mojej uczciwej postawy i mojego statusu. Jestem osobą, która ma odwagę głosić pewne tezy będąc nauczycielem akademickim i mając społeczne zaufanie. Jestem osobą regularnie zapraszaną do Radia Maryja i TV Trwam. Taka osoba jest bardzo niebezpieczna dla środowisk banderowskich i związanej z nimi formacji rządowej. Prawdopodobnie nie podoba im się szacunek i autorytet, który potrafiłem sobie zaskarbić jako uczciwy, bezkompromisowy człowiek głoszący prawdę. Jak powiedział ks. bp Buczek w wywiadzie dla portalu Kresy.pl na temat szkalowania mnie: „Tam gdzie kończy się prawda, zaczyna się polityka”.

Dziękuję za rozmowę.  

Przeczytaj też:

Władze Lublina usprawiedliwiają pozdrowienie OUN. Prof. Osadczy: „To oswajanie Polaków z banderyzmem”

 

Wsparcie - darowizny

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. Meg mówi

    Pani Katarzyno, czy może Pani odnieść się do kandydatury niejakiej Liliji Moshechkovej na liście Konfederacji? Ja nie mogę zrozumieć z jakiego powodu taka osoba kandyduje do parlamentu UE z naszego kraju. Jest wątpliwej opinii miłośniczką Rosji. Czy predestynuje ją jedynie nienawiść do banderowców? Jako Polka nie mogę się zgodzić z tym, że ktoś taki będzie być może reprezentował nasz kraj… Jestem bardzo ciekawa Pani opinii.

    1. Katarzyna TS mówi

      Nie mam pojęcia, kim jest ta pani i co sobą reprezentuje. Mogę tylko powiedzieć to, co podczas dzisiejszej konferencji prasowej w Sejmie powiedział poseł Robert Winnicki, czyli że ta pani to osoba od pana Korwina-Mikke i to on powinien wyjaśnić wyborcom, z jakiego powodu znalazła się na liście. Ja mam ten komfort, że z Warszawy startuje Krzysztof Bosak i na niego będę głosować. Dlatego radzę wszystkim głosującym na Konfederację, żeby głosowali na nazwiska osób, co do których nie maja wątpliwości. Nie ukrywam tego, że nie mam zaufania do pana Jakubiaka po tym, jak kręcił w sprawie 100 milionów na kirkut i cieszył się z przejęcia Marszu Niepodległości przez PiS, ale to nie znaczy, że skreślam Konfederację jako taką. To samo dotyczy pana Liroya, którego wsparł Matthew Tyrmand, czyli chamek robiący karierę na nazwisku ojca. Było to żenujące, ale nie oznacza, że nie będę głosowała na Bosaka z Ruchu Narodowego, bo Tyrmand poklepał Liroya po plecach. Konfederacja jest sojuszem różnych środowisk, ale to od nas, wyborców, zależy kto z tych środowisk zostanie obdarzony zaufaniem, a kto potraktowany wzruszeniem ramion. Dlatego głosujmy na konkretne nazwiska, a nie na listę. Kto startuje w Pani okręgu? Proszę sprawdzić nazwiska i wybrać osobę, do której ma Pani zaufanie.

    2. JMP mówi

      Co to znaczy , że ktoś jest „wątpliwej opinii miłośniczką Rosji”? Czy ktoś, kto lubi Rosję i jej obywateli nie może być dobrym Polakiem? Wielu ludziom w Polsce a zwłaszcza naszym niby-politykom i będącym na ich usługach „dziennikarzom” rusofobia odbiera zdolność logicznego myślenia i wymyślają na temat tamtego kraju bzdury i kalumnie nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Warto, żeby pewna ich ilość przejechała się do Rosji i przekonała się jak tam jest naprawdę. Według tego co widziałem podczas mojego niedawnego pobytu w tamtym kraju poziom swobód demokratycznych napewno nie ustępuje polskiemu a raczej go przewyższa a kraj rozwija się pomimo kłód rzucanych mu pod nogi przez różnego rodzaju „obrońców demokracji” z naszymi amerykańsko-żydowskimi pieskami łańcuchowymi na czele.

      1. MEG mówi

        Ta Pani nawet nie jest Polką. To obcy element, mam wątpliwości czy kandyduje dla dobra naszego kraju, czy jedynie dla kasy… Wystarczy poszukać informacji na jej temat, ktoś taki nie powinien być w ogóle dopuszczony do list Konfederacji, może im tylko zaszkodzić.

  2. Aleksandra mówi

    Serdecznie dziękuję Pani Kasiu za ten profesjonalny wywiad: u Źródła, tj. bezpośrednio z Panem profesorem Osadczym, krótko, zwięźle i na temat, a wyjaśnia wiele spraw.
    +Z+Panem+Bogiem+

  3. Anna mówi

    Gratuluję Pani Kasiu! Świetny wywiad, interesujący, pouczający i wiele wyjaśniający.
    Z całego serca życzę Pani zdrówka, cierpliwości i wytrwałości w ujawnianiu PRAWDY.
    Znakomita sentencja „Tam gdzie kończy się prawda, zaczyna się polityka”!

  4. ANDRZEJ----- A.K.WALCZY mówi

    Liroy-lewak , Korwin-Mikke-rusofob . To oni maja rolozyc KONFEDERACJE . Dochodza do tego kandydaci kierowani przez Jakubiaka sympatyka PIS u . To jest jasne i oczywiste.
    Moje pytanie tyczy sie pana GRZEGORZA BRAUNA. Wniknalem w glab jego pochodzenia i rodowodu powiazanego z narodem wybranym prosze poczytac o jego ojcu, a takze o Juliuszu BRAUNIE.
    Bylem zafascynowany katolicyzmem, patriotyzmem a przede wszystkim wielka erudycja tego pana ..
    Jest wyksztalconym zlotoustym JEZUITA podobnie jak p.FRANCISZEK, ktory wraz z k.DZIWISZEM naleza do lozy masonskiej ROTARY . Jestem chrzescijaninem i znam przysige JEZUITOW to porazajaca lektura.
    JEZUICI, KAWALEROWIE MALTANSCY, ROZOKRZYZOWCY, RYCERZE KOLUMBA, ROTARY,
    LOZA ZYDOWSKA B-B , LOZA RYTU SZKOCKIEGO / fundament PIS -U/ LOZA WIELKIEGO WSCHODU / fundament komuny, PO i calego polskiego lewactwa /
    JA WIERZE W POSLANNICTWO ks. JACKA MIENDLARA i tylko jemu ufam.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Ta strona wykrozystuje pliki cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close