Leszek Miller krótko do Natalii Panczenko: „To nigdy nie będzie twoja Polska”
Leszek Miller odniósł się do słów Natalii Panczenko, która podczas niedzielnej manifestacji w Warszawie mówiła o Polsce jako o „swojej Polsce”. Były premier odpowiedział na jej wystąpienie w mediach społecznościowych, nawiązując przy tym do zbrodni wołyńskiej i kwestii poszukiwania oraz ekshumacji szczątków polskich ofiar.
Panczenko, ukraińska aktywistka i prezes fundacji Stand with Ukraine, zabrała głos podczas manifestacji odbywającej się w Warszawie pod hasłem „Nie bądź obojętny”. W swoim wystąpieniu mówiła o przywiązaniu do Polski oraz sprzeciwie wobec – jak określiła – budowania państwa na „strachu, nienawiści i pogardzie”.
„Nie oddam Polski, mojej Polski, ludziom, którzy próbują budować ją na strachu, nienawiści i pogardzie. Bo oni nie mają monopolu na Polskę i muszą to wreszcie zrozumieć. Moja Polska jest dzisiaj tutaj” – powiedziała.
W dalszej części przemówienia aktywistka przekonywała, że Polskę współtworzą również ona, jej sąsiedzi oraz współpracownicy. Fragment jej wystąpienia został szeroko rozpowszechniony w mediach społecznościowych.
Do wypowiedzi Panczenko odniósł się Leszek Miller. Były premier udostępnił na platformie X wpis jednego z użytkowników i opatrzył go własnym komentarzem.
„To nigdy nie będzie twoja Polska. Moja Polska leży na polach i w lasach Wołynia. Idź, poszukaj i zwróć nam kości pomordowanych” – napisał Miller.
To nigdy nie będzie twoja Polska. Moja Polska leży na polach i w lasach Wołynia. Idź, poszukaj i zwróć nam kości pomordowanych. https://t.co/K3dSP6kuPh
— Leszek Miller (@LeszekMiller) August 10, 2026
W ten sposób polityk odwołał się do pamięci polskich ofiar zbrodni wołyńskiej oraz problemu poszukiwań i ekshumacji szczątków osób zamordowanych podczas tych wydarzeń. Wpis byłego premiera szybko zaczął być szeroko komentowany i udostępniany w internecie.
To nie pierwszy raz, gdy wypowiedzi Natalii Panczenko dotyczące relacji polsko-ukraińskich wywołują publiczną dyskusję. W lutym 2025 roku aktywistka komentowała dla ukraińskiego Kanału 5 sytuację polityczną w Polsce oraz pojawiające się postulaty ograniczenia części świadczeń dla obywateli Ukrainy.
Panczenko ostrzegała wówczas przed konsekwencjami pogarszania się stosunków między Polakami a Ukraińcami. Mówiła między innymi, że przy narastaniu wzajemnej wrogości na terytorium Polski mogą rozpocząć się „walki”, a także „podpalenia sklepów, domów i tak dalej”.
Po nagłośnieniu tej wypowiedzi aktywistka przekonywała, że jej słowa zostały wyrwane z kontekstu. Wyjaśniała, że nie zapowiadała takich wydarzeń, lecz ostrzegała przed możliwymi konsekwencjami podsycania konfliktów narodowościowych. Apelowała również o zapoznanie się z pełną treścią wywiadu, zamiast – jak twierdziła – opierania się na „przekręconych cytatach”.
Wypowiedź Panczenko o „jej Polsce” oraz odpowiedź Millera ponownie otworzyły dyskusję nie tylko o współczesnych relacjach polsko-ukraińskich, lecz także o pamięci historycznej i nierozwiązanych kwestiach dotyczących ofiar zbrodni wołyńskiej.
Imigrantka z Ukrainy mówi że Polska jest jej i że nie mamy monopolu na Polskę❗
🇺🇦Ukrainka Natalia Panczenko w centrum Warszawy próbuje nam wmówić, że Polska nie należy do Polaków, a jest jakimś wspólnym krajem wielu narodów.
TO BZDURA! Polska jest krajem Polaków i po to… pic.twitter.com/OfR1kGVeDO
— Krzysztof Szymański (@KSzymanskiKonf) August 10, 2026
Komentarz: Panczenko przekracza kolejne granice antypolonizmu.



Kazimierz Górski mawiał: „gra się tak, jak przeciwnik pozwala”. Miał rację.
Panczenko „gra” przecież tylko tak, jak jej Polacy pozwalają. Podobnie jak ona grają i inni „przedstawiciele mniejszości”. Jedni głośno inni cichutko ale wszyscy skutecznie!
Obsiadają Polskę niczym pijawki i żrą ponad miarę wciąż domagając się więcej i więcej.
Banderówka ma rację, Polin nie jest Polaków.
Wszystkie nacje z zewnątrz mają większe prawa niż tubylcy znad Wisły.
Serio „żrą ponad miarę”? Większość pracuje i w d*pie ma politykę. Fajnie jest pomyje wylewać na obcych, bo swoich wad lepiej nie widzieć. Wybrańcy narodu, co to dzioba maczają w państwowej lub samorządowej melasie, to chodzące kryształy, które myślą jedynie o tym, jak by tu nieba narodowi przychylić i wałków żadnych nie kręcą, nic a nic, nawet troszkę. Za PRL-u kradzież była powszechnie akceptowana, bo to nie „moje”, tylko „wspólne” i nie zostało ukradzione, lecz „zorganizowane”.
Tak serio.
Jednolity etnicznie kraj jest trudniejszy do podzielenia terytorialnego pomimo rozlicznych wad „tubylców”. Krzywa rośnie. Rzecz jasna nie mam na myśli tylko Ukraińców, choć wiodą prym. Wzrasta ilość Białorusinów, Hindusów, Gruzinów, Kolumbijczyków, Filipińczyków i diabli wiedzą kogo jeszcze.
Jeśli legalnie pracują, przyjmują polskie wzorce obyczajowe i nie przekraczają krytycznej ilości, nic złego się nie dzieje. Jednak jeśli dzieje się inaczej zaczyna się zagrożenie. Zagrożenie demograficzne i społeczne, bo mając pełnię praw obywatelskich będą zmieniać polityczną i gospodarczą rzeczywistość pod siebie, rugując z niej Polaków. Mając siłę ilości tworzą własne enklawy zwane „strefami no go”.
Spójrzmy na cyganów byli są i będą żyli poza społeczeństwem jednocześnie pozyskując wszelkie możliwe świadczenia. Podobnie dzieje się w krajach zachodu na większą skalę, gdzie problemy rosną z każdym dniem i każdym migrantem, z każdym politykiem nieeuropejskiego pochodzenia dochodzącym do władzy. Spójrzmy na prawa ustanawiane pod oczekiwania tych ludzi. O „mowie nienawiści”, rozsiewanym obficie „faszyzmie”, o ksenofobii, rasizmie… To już nie „pomyje” a tęga pała wzorowana na „antysemityzmie” którą posługują się zarówno durnie jak i dranie którym się wydaje, że immunitety i środki finansowe uchronią ich przed nieuchronnym spotkaniem ze swoimi protegowanymi. Zupełnie tak, jak spotkał się Henry Nowak w Southampton.
Największym zagrożeniem demograficznym jest fakt, że Polacy nie chcą się rozmnażać, a na to rady nie ma. Zasada jest prosta, więcej tubylców = mniej miglanców.
I tu się zgadzam!
To, że nastała moda na „wolność i swobodę” już nie jest zagrożeniem jest rozłożoną w czasie tragedią.
Tylko co ma do tego rozmnażanie? Przecież czuć na kilometr, że to są bzdury powielane przez wszelkiej maści polityków, którzy w ten sposób chcą głupolaków przekonać do tego, że imigranci są nam niezbędni, bo się nam system zawali. Estonia ma ile, 1,3 mln ludzi? W samej aglomeracji warszawskiej mieszka ich dwa razy tyle. I jakoś Estończycy istnieli za czasów ZSRR, istnieją i dziś, z mapy ich nikt nie wymazał. Warto policzyć, ile jako państwo wydajemy na tę rzekomą obronność i wsparcie ukrajinu, obsługę długu (o samej spłacie tegoż nawet nie mówię) itd. i wtedy się okaże, że my to w sumie bohato mamy w Polszy. To samo te rzekome podatki płacone przez harujących ukrów – przypomnę tylko, że do budżetu państwa odprowadza się stawki proporcjonalnie do wysokości zarobków, czyli tzw. tania siła robocza płaci niezbędne minimum. Pomijam fakt, że nabywają praw emerytalnych i jak zdecydują się odbudować swoją ukrajinu to nasze dzieci będą na nich w przyszłości pracować. Ale tego szanowny „Ad” nie rozumie, bo w telewizorach takich informacji nie podają – jest tylko aborcja, ksenofobia i tęczowa parada. No i obowiązkowo trzeba dodać, że Polaki na wszystkich patrzą z góry i nie doceniają cięzkiej pracy biednego magistra inżyniera ze Środkowego Konga, który porzuca swój kraj by budować dobrobyt przedmurza chrześcijaństwa. Polecam liznąć trochę psychologii czy socjologii – rozmnażanie się gatunku ludzkiego jest procesem naturalnym a nie narzuconym, żadne świadczenia pińcet plus czy inne nikogo nigdy do macierzyństwa nie zmuszą. Dużo większą szansę na osiągnięcie tego ma bezpieczeństwo, nie tylko od wojny, czy też systematyczne bogacenie się społeczeństwa, co da się osiągnąć bez trudu. Wtedy kraj będzie kwitnąć, także pod względem prokreacji. Mam znajomych, którzy mówią wprost – mam wszystko w d…, skoro ruski mają tu przyjść (sic!), to ja sobie będę żyć z dnia na dzień, podróżować i nie martwić się o jutro. Super perspektywa, którą pięknie ktoś reżyseruje. Ale to takich wniosków trzeba dojrzeć. Może niektórzy mają jeszcze czas żeby marnować go na te wszystkie bezsensowne teorie korwinistów i innych speców od bitcoinów, „wolności” i tego typu bzdur, dla mnie stał się on zbyt cenny, żeby głupotami zaśmiecac sobie głowę.
Niech czcigodny X przytoczy dane na temat, ile rąk do pracy potrzeba w Estonii, a ile w Polsce. Wtedy okaże się, że porównywanie rynków pracy tam i tu, jest irracjonalne. Jak również durne jest pisanie, że zamożność ludzi pozytywnie wpływa na prokreację. Za PRL-u tubylczy naród był materialnie uboższy niż dziś, natomiast dzietność była wtedy galopująca. Na koniec gratulacje dla czcigodnego X z powodu środowiska w którym żyje, któremu propaganda rodem z mediów głównego ścieku zabełtała błękit w głowach.
Panowie to mleko już się rozlało. Nawet jeśli teraz nagle w Polsce zacznie się „baby boom” to musi jednak minąć ponad dwadzieścia lat, by zaczęło to mieć wpływ na polską gospodarkę. Dlatego możemy mówić już teraz o tragedii, o ile nie zmieni się polityka, sposób myślenia i gospodarowania w naszym – jeszcze – kraju.
Piękno już było,prawda połyskuje od święta,tradycja nuży, kultura uwiera . Obyczaje zwolniły nawet sutenerów. Szmira,kłamstwo,rabunek,prostytucja zachowań.Kolonia! -nie państwo.