J. Bodakowski: Poparcie aborcji, negowanie nauczania katolickiego, katolicki pogrzeb – przypadek Jana Lityńskiego

Fot. Jan Bodakowski
3

Jan Lityński / Fot. TVP Info

Kodeks Prawa Kanonicznego w kanonie 1184 w paragrafie 1 stwierdza: „Jeśli przed śmiercią nie dali żadnych oznak pokuty, pogrzebu kościelnego powinni być pozbawieni: […] jawni grzesznicy, którym nie można przyznać pogrzebu bez publicznego zgorszenia wiernych”. Zaś kanon 1185 stwierdza: „Pozbawienie pogrzebu zawiera w sobie także odmowę odprawienia jakiejkolwiek Mszy świętej pogrzebowej”.

Co to oznacza? Publiczne popieranie aborcji, czyli – według nauczania Kościoła katolickiego – mordowanie nienarodzonych dzieci, jest sprzeczne z nauczaniem katolickim. Moim zdaniem osoba publicznie, np. poprzez artykuł w prasie, popierająca aborcje, o ile publicznie nie wyprze się przed swoją śmiercią grzechu popierania aborcji, nie ma prawa do pogrzebu katolickiego w Kościele. Zgoda na taki pogrzeb to demoralizowanie katolików, wmawianie im, że można bezkarnie grzeszyć, że zło nie różni się od dobra.

Zapewne wielokrotnie duchowni podejmujący decyzje o odprawieniu pogrzebu nie są świadomi tego, kim był zmarły. Jednak gdy zmarły publicznie negował nauczanie Kościoła katolickiego, wbrew intencjom duchownych takim pogrzebem wierni są zgorszeni.

SKLEP-WPRAWO.PL

Według niektórych skandalem było to, że na mszę pogrzebową odprawianą za Jana Lityńskiego nie została wpuszczona Zofia Romaszewska. Skandalem jest oczywiście bezsensowna walka rządu z covid polegająca na odbieraniu wolności wyznania (poprzez zakazywanie uczestnictwa we mszy) czy wolności słowa (poprzez zakaz zgromadzeń) oraz niszczenie gospodarki (poprzez lock down) i zmuszanie ludzi do szkodliwych dla zdrowia zachowań.

Mnie jednak bardziej bulwersuje to, że taka msza pogrzebowa za Jana Lityńskiego została w Kościele katolickim w ogóle odprawiona. Polityk za swoje publiczne popieranie aborcji, moim zdaniem, nie miał prawa do katolickiego pogrzebu i mszy w kościele. Msza pogrzebowa za Jana Lityńskiego odbyła się w warszawskim kościele Środowisk Twórczych.

8 listopada 2020 na stronie dziennika „Rzeczpospolita” ukazał się artykuł Jana Lityńskiego „Zakaz aborcji służy zniewalaniu kobiet, a następnie całego społeczeństwa. I to jest rzeczywisty sens całej antyaborcyjnej kampanii”. Z artykułu wynika, że polityk był przeciwnikiem ograniczania aborcji, ale nawet za zbyt restrykcyjny uważał kompromis aborcyjny.

Zdaniem Jana Lityńskiego kompromis aborcyjny „nosi więc wszelkie cechy hipokryzji. Nie chodziło o rzeczywiste ograniczenie aborcji, lecz o przepis pozwalający na zadowolenie z wypełnienia doktrynalnego przekonania i tani sentymentalizm”.

Według Jana Lityńskiego „od wielu już lat środowiskom przeciwnym ustawie pozwalającej na aborcję, przede wszystkim znacznej części hierarchii kościelnej, udało się narzucić język debaty publicznej. Wprowadzono pojęcie dziecka nienarodzonego, rodzaj oksymoronu, i rozpoczęto kampanię rzekomo za życiem. Według badań amerykańskich to środowiska pro-life są zarazem gorliwymi obrońcami kary śmierci i prawa do noszenia broni. Owo pro-life ogranicza się do pozostającego w łonie matki płodu. Podobnie wydaje się być w naszym kraju. Rzekomi obrońcy życia okazali się zupełnie nieczuli na los dzieci mordowanych w wyniku światowych konfliktów, wobec niedostatków służby zdrowia, przeznaczając ogromne dotacje na propagandę czy to w rządowej telewizji, czy to w działalności Rydzyka. Grzmiąc o morderstwach nienarodzonych, jakby sami sobie przeczą. Bowiem za zabójstwo kodeks karny przewiduje karę od ośmiu lat więzienia do dożywocia włącznie, kara za aborcję zaś jest niewspółmiernie łagodniejsza. Oznacza to, że sami „propagatorzy życia” nie wierzą w swe własne słowa. Bo nie potrzebują. Ów ruch pro-life jest przesiąknięty tanim sentymentalizmem i wyrazem niedojrzałości”.

W opinii Jana Lityńskiego aborcja nie jest tragedią dla „dla płodu będącego zaledwie potencją życia. I aborcję można i należy minimalizować – poprzez edukację seksualną, antykoncepcję, a także już na etapie podejmowania decyzji poprzez poważne rozmowy. Taki miała charakter propozycja Andrzeja Wielowieyskiego zgłoszona w 1993 roku w ówczesnym Sejmie”.

W swoim artykule Jan Lityński głosił, że „protestując przeciw aborcji, Kościół jednocześnie zakazywał używania środków antykoncepcyjnych i dość wyraźnie sprzeciwiał się edukacji seksualnej. W ten sposób napędzał aborcję i dodatkowo śmierć z powodu chorób wenerycznych i AIDS. Pro-lifowość pokazywała swe ograniczone oblicze. Dodatkowo znaczna część hierarchii kościelnej z niewiadomych powodów jest przeciwko in vitro, a androny, jakie wypowiadają na ten temat niektórzy duchowni nadają się raczej do kabaretu. Podobnie jak kampania przeciwko LGBT, gender i lewakom”.

Zdaniem Jana Lityńskiego „zakaz aborcji służy zniewalaniu kobiet i to jest rzeczywisty sens całej antyaborcyjnej kampanii. I taki jest sens ostatniej akcji dzisiejszych władz. Zniewolenie kobiet, a następnie całego społeczeństwa”.

W swoim artykule Jan Lityński uczestników marszów na rzecz aborcji, czyli według nauczania katolickiego na rzecz mordowania nienarodzonych dzieci, porównał ze studentami w marcu 1968 protestującymi przeciwko komunie.

Link do tekstu Lityńskiego: https://www.rp.pl/Publicystyka/311089954-Litynski-Nie-ma-powrotu-Zostaje-tylko-bunt.html

Przeczytaj także:

J. Międlar: Interes „arcypasterza”, czyli prawo kościelne a pochówek Adamowicza

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. Viking mówi

    katolickie nauczanie ? cholera moze w sprawie pedofilii ???!!!

  2. Wojciech mówi

    Artykuł o Lityńskim i ani słowa o psie? Zdechły PIES jest kluczem nie tylko do katolickiego pogrzebu ale może i do beatyfikacji…

  3. Bury mówi

    Zgodnie z”mową miłości”do bliźniego jeszcze nie narodzonego,ów osobnik powinien być zagrzebany gdzieś pod płotem,razem ze swoim pieskiem,inaczej Kościół staje się zgorszeniem dla wiernych
    a pośmiewiskiem i drwiną dla niewierzących.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.