Na incydentalnych polskich odwetach pogrobowcy OUN-UPA zbudowali teorię o „spirali akcji odwetowych”
PIERWSZA CZĘŚĆ
W poście z 18 maja 2025 r. „Porównywanie UPA do AK jest absurdem” napisałam takie zdanie: AK dokonywała co prawda odwetowych i wyprzedzających ataków na ukraińskie wioski, w których ginęła także ludność cywilna, jednak był to absolutny margines jej aktywności. Tu zwrócił mi uwagę mój wnikliwy czytelnik: „…i tu tkwi margines działalności AK, na którym karmią się ci, o których piszesz — bez marginesu niedomówień…, bo ten margines zostanie zapełniony „właściwą treścią”…”.
Temat jest obszerny. Opracuję go w kilku częściach na podstawie analiz mojej mamy Moniki Śladewskiej — świadka i badacza zbrodni ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
W drugiej połowie 1943 r. nieliczne, jeszcze niescentralizowane oddziały partyzanckie AK podejmowały akcje prewencyjne, uderzając wyłącznie w przygotowane do napadu bojówki tzw. UPA. Pojedyncze odwety nie były mordowaniem — była to obrona przed przygotowanymi do wyrżnięcia Polaków bojówkami banderowskimi. Celem było powstrzymanie ataków UPA.
Odwety nie były planowane — przeciwnie, były zabronione i potępiane przez władze Wołyńskiej Delegatury Rządu i Wołyńskiego Okręgu AK. Zdaniem Władysława Filara działania ukraińskich nacjonalistów spełniają znamiona planowego ludobójstwa — zbrodni przeciw ludzkości, podczas gdy marginalne akty bezprawia dokonane przez Polaków były przestępstwami przeciw prawom człowieka, w szczególności przeciw nietykalności osobistej.
Piotr Zychowicz swoim „pisarstwem” tłumaczył, że musi pisać prawdę o odwetach, gdyż problem był ukrywany. Bezkrytycznie powołał się na ustalenia ukraińskich nacjonalistycznych historyków, z literatury wspomnieniowej wypunktował pojedyncze odwety i dostarczył wiele cennego materiału obrońcom OUN-UPA do dalszego szkalowania Polaków. Utwierdził ich w przekonaniu, że była II wojna polsko-ukraińska i że winy są po obu stronach. Pojedyncze odwety zdesperowanych ludzi, którym bandy UPA wymordowały rodziny, oraz incydentalny odwet na banderowcach w Pawłokomie (kobiety z dziećmi zostały zwolnione) nie stanowią podstawy do mówienia o spirali odwetów.

POLSKIE AKCJE ODWETOWE W PROPAGANDZIE OUN
Spadkobiercy idei Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), rezydujący w Polsce, podjęli szereg działań, których celem było wyrównanie krzywd i pomniejszenie znaczenia obchodów rocznic ounowskiego ludobójstwa dokonanego na narodzie polskim. Szczególnie nagłośnili skutki operacji „Wisła” oraz polskie odwety.
Dr hab. Wiktor Poliszczuk pisał: „polskie akcje odwetowe to wymysł ukraińskiej nacjonalistycznej propagandy ostatnich lat” („Gorzka prawda”, s. 303, Toronto 2004). O odwetach nie wspomniał organizator rzezi Polaków M. Łebed w swojej książce pt. „UPA”. W „Litopysie UPA” również się ich nie przytacza. W. Poliszczuk napisał, że przebadał setki dokumentów autorstwa struktur OUN-Bandery — nie ma w nich informacji o akcjach ludności polskiej skierowanych przeciw cywilnej ludności ukraińskiej.
Polacy na Wołyniu zostali zaskoczeni bestialstwem uzbrojonych watah, wyposażonych w broń palną i narzędzia gospodarcze — o odwetach nie było mowy. Zbyt późno rozpoczęto organizowanie oddziałów AK, które miały wspierać największe ośrodki samoobrony. 27 Wołyńska Dywizja AK powstała na początku 1944 r., gdy większość Polaków była już wymordowana. Obszar działania dywizji był ograniczony do niewielkiego terenu na styku trzech powiatów.
Dowódca 27 Wołyńskiej Dywizji AK, płk Kazimierz Bąbiński, wydał rozkaz zabraniający dokonywania samowolnych czynów odwetowych wobec ukraińskiej ludności cywilnej. Fragment rozkazu brzmi: „Nie odwzajemniajmy się w walce mordowaniem kobiet i dzieci ukraińskich… Z całą surowością będę pociągał do odpowiedzialności dowódców i żołnierzy, którzy posunęliby się do takich niegodziwych czynów”.
Podobne rozkazy wydało dowództwo AK i BCh w Małopolsce Wschodniej oraz na Lubelszczyźnie. Rozkaz Szefa Sztabu Generalnego WP był kategoryczny: „Nie wolno dopuszczać się żadnych aktów gwałtu w stosunku do ukraińskiej ludności cywilnej”.
Oczywiście na obszarze objętym operacją „Wisła” w walkach niezamierzenie ginęła ludność cywilna — za te tragedie odpowiada kierownictwo obu frakcji OUN. Rebelianci wystąpili przeciw państwu polskiemu, a nie — jak utrzymują obrońcy OUN — wyłącznie przeciwko władzy komunistycznej. Tego faktu nie przyjmują do wiadomości polscy prezydenci, poczynając od Wałęsy.

PRZYPOMNĘ HISTORIĘ PAWŁOKOMY
Wieś Pawłokoma uchodziła za jeden z najsilniejszych ośrodków nacjonalizmu ukraińskiego w powiecie brzozowskim. W 1938 r. mieszkało w niej 273 Polaków i 898 Ukraińców — wielu z nich przed wojną należało do UWO-OUN. Antypolską działalność wspierali ksiądz greckokatolicki oraz nauczyciel Mikołaj Lewicki.
W czytelni „Proswity” organizowano festyny upamiętniające terrorystów z OUN — Białasa i Daniłyszyna, odpowiedzialnych za zamach na polityka i posła Tadeusza Hołówkę. Na religijno-narodowych manifestacjach wzywano Polaków do wyniesienia się za San — „tu będzie Ukraina”. Prowodyrów aresztowano, ale konflikt narastał.
Miejscowi nacjonaliści wiązali nadzieje z powstaniem zalążka przyszłej Ukrainy na Rusi Zakarpackiej — przy wsparciu Hitlera. Entuzjazm oraz zbliżająca się wojna uświadomiły Polakom powagę sytuacji.
W 1939 r. do Pawłokomy weszły wojska niemieckie, witane przez część ludności ukraińskiej. Lewicki natychmiast złożył doniesienia na Polaków. Z 12 wskazanych osób Niemcy aresztowali 5, pozostali zdołali się ukryć. Ich życie uratował Austriak, który jednego z zatrzymanych znał z czasów służby w armii austro-węgierskiej.
Po ustaleniu granicy niemiecko-sowieckiej Niemcy opuścili Pawłokomę, a Lewicki wycofał się z nimi i współpracował z okupantem w Dynowie.
Podczas okupacji sowieckiej, na skutek donosów, wywieziono na Sybir 40 Polaków. Według relacji mieszkańców, ukraińscy sąsiedzi domagali się zgody na wymordowanie wszystkich Polaków, jednak radziecki komendant odmówił. Szykany trwały nadal — podrzucano broń, co prowadziło do rewizji i aresztowań.



