SKLEP-WPRAWO.PL

K. Baliński: IDIOCI BEZUŻYTECZNI

10

Scenariusz, w którym Polska nie ugrała nic, wydawał się koszmarnym snem. A tak się stało w przypadku Ukrainy. Polska przegrała z kretesem, Polaków wystrychnięto na dudka, a telewizja rządowa pokazywała obrazki:  Bohaterski Majdan zwyciężył; krwawy dyktator Janukowycz ukrywa się na Kremlu; oswobodzony z ruskich okowów poczciwy lud ukraiński wyciąga rękę o pomoc, prezydent RP, lamentując nad ukrzywdzoną Ukrainą, apeluje: „Obywatele, Ukraińcy czekają na waszą pomoc”. O stworzenie pakietu pomocy apelowała też opozycja. Rząd mówił o 20 miliardach euro, ale Jarosław Kaczyński nie zadowolił się tak skromną kwotą – ogłosił w Sejmie, że to za mało. Tymczasem, w wyniku okrągłego stołu w wersji banderowskiej do władzy w Kijowie dorwali się złodzieje, którzy zrujnowali Ukrainę, a majątek oligarchów sięgnął 70 mld dolarów. Ihor Kołomojski, rezydujący w Genewie posiadacz paszportu izraelskiego, który finansował „spontaniczną rewolucję”, zgodził się zostać gubernatorem Dniepropetrowska, skąd, broniąc zdobyczy rewolucji, głosił, że poniósł biznesowe straty, i że jako demokratyczny oligarcha czeka na pomoc. Powołany gabinet rządowy były dokładnie tym, który zapowiedziała Victoria Nuland „Fuck the EU”. Z tym że „wydymano” nie Unię, lecz… Polskę. Nawiasem mówiąc Nuland jest dziś nr 2 w Departamencie Stanu, zajmuje się Europą Wschodnią, i przy najbliższej okazji znowu „wydyma” warszawskich idiotów.

Bronisław Komorowski
Bronisław Komorowski

Gdy słyszało się Bronisława Komorowskiego, który (strojąc głupawe miny) głosił, że stosunki z Ukrainą są bezalternatywne, a członek Rady Politycznej PiS (namaszczony na ministra spraw zagranicznych w gabinecie cieni) na zarzut, że Ukraina nigdy nie zwróci nam kilkumiliardowego kredytu, bo pieniądze trafiły do kieszeni oligarchów, mówił: „Powstrzymanie Rosji musi kosztować. Odda, nie odda – warto zainwestować”, a inny ekspert PiS apelował: „na dozbrajanie Ukrainy Polska powinna przeznaczyć wszystkie dostępne środki, nie pytając nikogo o zdanie” – to musiało chodzi o idiotów. „Mężów stanu” ogarnął amok. Cytowany już profesor z długim z długim wąsem: „Pierwszym krokiem wobec Rosji powinny być sankcje tak ostre, jak już stosowane przeciw budującemu broń jądrową Iranowi. NATO i UE powinny nałożyć embargo na import z Rosji ropy, gazu i ewentualnie innych bogactw, w tym złota, platyny i diamentów. Nie postulował zagłodzenia Ruskich, ale tylko dlatego, że oni sami wymierzyli sobie karę w postaci sankcji na import polskiej wieprzowiny i jabłek. Przy dziarskim zawołaniu „Sława Ukrainie, na pohybel polskiej wieprzowinie” zabrakło refleksji, że sankcje szkodzą Polsce, a nie Rosji. Nie przyszło otrzeźwienie, że wychodzimy na świrów, ze Polska jest jedynym kraje, który wprowadza sankcje, że sama Ukraina jest pierwszym partnerem handlowym Rosji, a ukraińscy oligarchowie mają w Moskwie biznesy. No i. Co my mieliśmy z wyprawy na Kijów? Z giełdy „wyparowało” 47 miliardów; nasz eksport do Rosji załamał się, przed firmami, które handlowały z Ukrainą pojawiło się widmo bankructwa. A wszystko to z przemożnej chęci podzielenia się z „braćmi Ukraińcami” skokiem cywilizacyjnym w postaci Pandolino i 100 km ścieżek rowerowych oraz pomocy, jaką udzielamy Anglikom w zmywaniu brudnych naczyń.

Andrzej Duda
Andrzej Duda

Pomoc dla Kijowa objęła politykę historyczną. Cytowany już wąsiaty ekspert PiS zdiagnozował: Uchwała Sejmu o ludobójstwie na Kresach jest sprzeczna z polską racją stanu. Stworzył przy tym genialną doktrynę dyplomatyczną: „Lepsza Ukraina banderowska niż sowiecka”. W swym ogłupieniu zachęcał, by Polacy przestali używać pojęcia „Kresy”, bo jest zbyt kontrowersyjne i wywołuje negatywne odczucia u licznych Białorusinów, Litwinów i Ukraińców. Wielbiciele Bandery nie naruszają prawa – za to podziękować możemy wystrychniętemu na dudka Dudzie. Bo to za jego sprawą z ustawy o IPN zniknął paragraf penalizujący gloryfikację UPA. Także prezesowi PiS nie przysporzyły chwały telewizyjne migawki z Majdanu, gdzie, wyglądając spod pachy Kliczki, wydawał kabotyńskie okrzyki „gierojom sława”. Ukraińcy, w zamian za to, plują nam w twarz. Uznali Banderę za bohatera narodowego, a nikt już nie jest w stanie zliczyć ulic, placów, szkół, stadionów jego imienia. Towarzyszy temu zohydzanie ludzi niewykazujących entuzjazmu wobec Ukraińców i głośno przypominających o ukraińskim ludobójstwie. Zidioceniu polityków, wyjątkowo przy tym dumnych ze swej głupoty, towarzyszy zachwyt nad „wyjątkową jednomyślnością” polskiej klasy politycznej”. Ale czy z drugiej strony idiotami nie są także ci, którzy myślą, że w podejściu do Ukrainy chodzi o banderowców. Przecież to nie oni rządzą na Ukrainie, ale żydowscy oligarchowie, którym trzeba pomóc, a nie molestować w sprawie pomników!

Kaczyński i Kliczko
Kaczyński i Kliczko

Zacznijmy od  sondaży – 58 procent Niemców sprzeciwia się wysłaniu Bundeswehry na pomoc Polsce, gdyby została napadnięta przez Rosję. Niemcy i Francja sprzeciwiają się integracji Ukrainy z NATO i z UE, czyli nie chcą umierać za Kijów, za ważniejsze uważają dobre relacje z Rosją, a nawet po cichu mówią o uznaniu aneksji Krymu. Oznacza to, że Polska wybiega przed szereg,  macha szabelką, ośmiesza się zabawą w mocarstwowość, Polacy wychodzą na frajerów, a Duda i Morawiecki na durniów. W dodatku Ukraińcy ich nie szanują, a nawet nimi gardzą. W Donbasie naparzają się ludzi o mentalności sowieckiej. Ukraina to nie demokracja, lecz republika oligarchów. I nic tam po nas. Jesteśmy częścią Zachodu i niech tak zostanie.

Są tacy, którzy uważają, że proces zidiocenia dyplomacji III RP zaczął się w 1989 r. wraz z inwazją ludzi Geremka na MSZ. Inni uważają, że od Holokaustu. Przeważa jednak przekonanie, że wszystko zaczęło się od Radka Sikorskiego. W MSZ – trzymając się stylistyki polskiego poety – Było cymbalistów wielu, Ale żaden… przy Radku. Ten pobił wszystkich na głowę. Urzędował tam najdłużej ze wszystkich ministrów. Dyplomacja w jego wykonaniu przyniosła same straty. Nie było w niej ani ładu, ani składu, a jedynym stałym elementem był idiotyzm.

Były szef dyplomacji dużego europejskiego kraju i wójt Chobielina Dworu, czyli osady, której oddzielenie od wsi Chobielin załatwił sobie, gdy był ministrem, żeby „goście z zagranicy nie mieli go za wieśniaka”, zagadał nt. rosyjskich wojsk na granicy z Ukrainą: Ale to jest też szansa dla przyjaciół Ukrainy, tu w Waszyngtonie rozmawiam o tym z wysokimi przedstawicielami Białego Domu. Skoro Putin zagraża Ukrainie wojskowo, to jest dobry czas, żeby Ukrainę wojskowo wzmocnić. Najwięcej w tej sprawie mogą oczywiście Stany Zjednoczone. To jest kolejny argument za wzmocnieniem europejskiej obronności. W knajpianej rozmowie ten sam Sikorski o polsko-amerykańskim sojuszu powiedział:  „wręcz szkodliwy, bo stwarza Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa”. Drugi cytat z rozmowy: „Bullshit kompletny. Skonfliktujemy się z Niemcami, z Rosją, i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy. Kompletni frajerzy”. Przypomnijmy też jego słowa na Majdanie: Jeśli nie poprzecie tego porozumienia, będziecie mieli stan wojenny, będziecie mieli wojsko, wszyscy będziecie martwi! A chodziło o narzucane Radzie Majdanu „porozumienia” z Janukowyczem. I tu można zapytać: Czy chodziło tylko o głupotę? Czy nie krzewił demokracji za korzyści osobiste? A może był zaprogramowany, bo „idioci” wiedzą, że losy ich kariery ważą się w kręgach „Wyborczej” i Sorosa, a nie wśród wyborców w Polsce? I wreszcie – czy czegoś się nie napalił i nie nałykał? I jeszcze jedno – gdy Radek, z poduszczenia i za pieniądze Sorosa, angażował się w krzewienie demokracji, od tyłu (jak mawia S. Michalkiewicz) zaczęli zachodzić nas Judejczykowi, naciskając na premiera polskiego rządu, aby zadośćuczynił żydowskim roszczeniom.

Pytany, czy Polska jest w stanie wesprzeć białoruskie dążenia do wolności, Radek prognozował: A może Putin zgodziłby się na prorosyjskiego przedstawiciela opozycji, który by wygrał w nowych wyborach. Wypada się o to modlić. Modląc się, nic nie mówił o tym, że on sam swym partactwem i całą nędzą intelektu, doprowadził do tego, że Białoruś, spośród sąsiadów na Wschodzie kraj nam najbardziej życzliwy i najlepiej traktujący żyjących tam Polaków, przekształcił się w jeden z najbardziej nam wrogich. Przy tym w nagonce na Łukaszenkę, symbol przegranej polskiej polityki na wschód od Bugu, tak się w swym ogłupieniu zapędził, że wyczerpał wszystkie możliwości. Pozostało mu tylko wypowiedzenie Łukaszence wojny (ale tu przeszkodą okazał się remont fregaty „Gawron”, którą kupił, gdy był ministrem obrony). Za to Łukaszence nie sposób było odmówić inteligencji – zgrabnie balansował między Rosją a UE, i grał na siebie. Nie był naszym bohaterem, niemniej gdy patrzyło się, jaką wściekłość wywoływał u naszych idiotów (i u Sorosa), to aż korciło, żeby trzymać za niego kciuki. Sytuację można było podsumować: dyrektor kołchozu ograł sromotnie absolwenta Oksfordu, a nawet go upokorzył. I jeszcze jedno – gdyby Radek czytał coś więcej niż „Wyborczą”, to by zauważył, że Amerykanie doceniają skuteczność polityki Łukaszenki, czego nie da się w żaden sposób powiedzieć o idiocie z Chobielina.

Radosław Sikorski
Radosław Sikorski

Media białoruskie sugerowały, że Sikorskiemu przydałyby się konsultacje u dobrego lekarza. Zadawały też pytanie: „Gdzie Tusk znalazł takiego dziwaka?”. Ta trafna diagnoza lekarska pozwala także zrozumieć zachowania Radka w wielu innych sytuacjach i styl rządów w MSZ. Diagnozy nic lepiej nie potwierdza, niż jego zdjęcie na motocyklu sowieckiego sołdata. Poraża bufonada i pycha. Uderza twarz pospolitego cwaniaczka, strojącego miny, zaciskającego usta. Miny Sikorskiego to prawdziwy cymes: wybałuszone oczy, nerwowe potakiwania, buzia w ciup, głupawe uśmieszki. Przyznać jednak trzeba, że konkurs na najbardziej idiotyczną minę bezkonkurencyjnie wygrywa Komorowski. Niezła też była mina Tuska na lotnisku w Smoleńsku – gdy Putin patrzy na niego zimnym spojrzeniem z odcieniem pogardy.

To, że Sikorski „mówi, co wie, a mądry wie, co mówi”, to jedno. A to, że wydeptaną przez niego ścieżką idzie dziś premier Morawiecki, to drugie. Nasuwa się też refleksja: To, że Łukaszenko jest molestowany przez organizatorów kolorowej rewolucji nie dziwi. Ale dlaczego grilluje go rząd PiS, czyli potencjalna ofiara kolorowej rewolucji? I refleksja druga – czy, tak jak za Sikorskiego krzewiącego demokrację na Ukrainie, Judejczykowi nie zachodzą od tyłu Morawieckiego? I jeszcze jedno – dlaczego, jako narzędzie do zdetronizowania Łukaszenki, Sikorski obrał Fundację Batorego, której szefem jest syn Hersza Smolara, sekretarza Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi? I dlaczego jego „finezyjna” i „misterna” dyplomacja polegała na powierzeniu polityk wschodniej mniejszościom etnicznym? Bo czy jest normalne, że duża część dyplomatów jest – jak mówił poeta – „nie z Ojczyzny mojej”, że konsulaty (a także posterunki Straży Granicznej) obsadzone są Ukraińcami z Warmii i Mazur, którzy swą misję widzą w psuciu stosunków z Białorusią i z białoruskimi Polakami?

To miał być pokaz dyplomatycznych sukcesów. Chodzi o  zwołaną 24 kwietnia w Krakowie konferencję PO. Problemem w tym, że główny mówca, przypominając się z pasmem klęsk w polityce zagranicznej w jego wykonaniu, dał pokaz bezdennej głupoty, niebywałego wręcz aktu okrucieństwa, ze szczególnym udręczeniem wobec samego siebie. Przypomniał swą wypowiedź: „Rosja nie powinna być wykluczana z procesu rozszerzania NATO” oraz propozycję stworzenie europejskiego legionu ochotników do walki z Rosją („Wstępnie nazywam to legionem europejskim, co trafnie może się kojarzyć z francuską legią cudzoziemską, która mogłaby nam ten legion wyszkolić”). W jednym z raportów sporządzonych dla amerykańskiego think tanku, z którymi był związany przez żonę, postulował reformę polskiej armii tak, aby mogła wysłać na bliskowschodnie misje nawet kilkanaście tysięcy żołnierzy. Tłumaczył przy tym, że żołnierze z Polski są tańsi w eksploatacji, a ich strata nie wywoła niechęci do wojny. W innym raporcie atak na Irak porównuje do Monte Cassino. Postawił też śmiałą tezę: „bez Afgańczyków nie byłoby Okrągłego Stołu w Polsce” (ale nie wystąpił o pokojową nagrodę Nobla dla Ben Ladena?).

W 1996 r. na łamach „Foreign Affaires” prognozował: „Polska mogłaby się o wiele łatwiej reformować, gdyby pozbyła się wyeksploatowanych regionów przemysłowych, takich jak Śląsk”. Ale to nie tylko wina Sikorskiego. Durniów, którzy bezkarnie demolowali Polskę, wybraliśmy sobie sami. W sprawie kopalń trudno nie solidaryzować się z górnikami, ale i górnicy powinni zrobić rachunku sumienia, przypominając sobie, jak głosowali na Buzka, który wygasił połowę kopalń i zwolnił 100 tysięcy górników. Czy to tylko przejaw „dupowatości” i „ciulowatości”, jak mówił Kazimierz Kutz (też zresztą przez śląski lud hołubiony)? Czy może przejaw innej przypadłości? A może prawdą jest, że śląscy górnicy wstecz pamiętają, co najwyżej, jak zakończył się ostatni odcinek „Kiepskich”?

Co do nagród – czempion praw Polaków za granicą odznakę Bene Merito „za działalność wzmacniającą pozycję Polski na arenie międzynarodowej” nadał prezesowi ukraińskiego IPN, gdy placówka ta właśnie zainicjowała program ustanawiania świętami narodowymi rocznic „zwycięstw zbrojnej formacji OUN-UPA nad okupantem polskim”. Tenże odznakę nadał szefowej Centrum Taubego Helise Lieberman, która w tym samym czasie dzieliła się z izraelskim „Haaretz” obawami związanymi ze wzbieraniem wśród Polaków wrogości wobec Żydów: „To że jeszcze nie doszło do rozlewu krwi, nie znaczy że nie czujemy się tu niepewnie”. Jej przemyślenia rozpowszechnił rosyjski „Sputnik”, opatrując nagłówkiem: Zanim poleci pierwszy kamień – polscy Żydzi niespokojni pośród wzrastającego antysemityzmu. Odznaczeniem „Zasłużony dla kultury polskiej” wyróżnił litewskiego ministra, mimo że ten popierał rugowanie języka polskiego ze szkół. Kazał też przeprosić rząd litewski za zorganizowane przez IPN warsztaty historyczne dla młodzieży polskiej o 17 września ‘39.

W listopadzie 2012 r. Radek znalazł się na liście „100 Top Global Thinkers” magazynu „Foreign Policy”. W uzasadnieniu umieszczenia go na liście czołowych myślicieli świata napisano, że wyróżnienie przyznano za „mówienie prawdy, nawet gdy nie jest to dyplomatyczne”. Magazyn przypomniał i podkreślił jego słynne berlińskie przemówienie, w którym mówił, że „mniej zaczyna obawiać się niemieckich czołgów niż niemieckiej bezczynności”. Za równie ważne uznał wystąpienie w Oxfordzie, w którym przekonywał Brytyjczyków do „powrotu do Europy”. To wszystko nie skończyło się jednak na wygłupie gazety. Podbechtany tytułem „myśliciela”, zaczął ubiegać się o tytuł unijnego ministra spraw zagranicznych, a nawet sekretarza generalnego NATO. Argumentował przy tym, że mówi dobrze po angielsku. I już tylko ten fakt świadczy, że z niego taki myśliciel,  jak z mysiego tyłka torba podróżna albo z koziej dupy trąbka. Przy czym nam bliższe jest to ostatnie porównanie, bo współbrzmi ze staropolskim powiedzeniem: Lach bez konia jak Żyd bez kozy., Popierając kandydaturę Radka, Tusk po prostu  go wykiwał, czyli zrobił z niego idiotę. Wbrew pozorom, także unijni decydenci nie upadli na głowę, by powierzyć taką funkcję politykowi, któremu język lata jak łopata, tylko dlatego, że po angielsku. Dość wspomnieć porównanie przez Sikorskiego niemiecko-rosyjskiego gazociągu do paktu Ribbentrop-Mołotow i równoczesne namawianie Merkel, by była führerem Europy. À propos – w języku angielskim jest wiele słów podobnych do polskich. Weźmy na ten przykład słowo „bufon”. A wiele jest identycznych, np. „idiota”.  Strach tylko pomyśleć co by się działo, gdyby Radek zaczął mówić po niemiecku. Był już Bartoszewski i to była masakra. Skoro widzimy jak na dłoni, że Radek nie kuma, to czy nie należałoby przejrzeć dokładnie wszystkich porozumień międzynarodowych zawartych przez niego w ciągu 7 lat, kiedy był ministrem? Bóg wie, co on tam popodpisywał.

Był kiedyś zastępcą Geremka w MSZ. „Profesor był szefem, od którego dużo się nauczyłem. Współpraca z nim była przygodą intelektualną”- mówił. Publicznie zaklinał się też: „To nie nowojorscy rabini kazali Geremkowi wziąć mnie do rządu”. Dopiero jednak za jego rządów ugruntowany został system wyłaniania dyplomatycznych – Aby zrobić karierę w polskiej dyplomacji, zdobywać zaszczytne tytuły i stanowiska, należało spełniać jedno z trzech kryteriów: żydowskie pochodzenie, wojskowe przeszkolenie lub rekomendację Michnika (chociaż ten dawał ją tylko przy spełnieniu pierwszego warunku). W resorcie Radka zaroiło się nie tylko od oficerów wojskowej bezpiek. Jego podwładni z dyplomacji uczynili coś z pogranicza kabaretu. Ambasador w Chinach w klipie video tańczył w stajni do koreańskiego przeboju. Ambasador w Paryżu promował spożywanie serów francuskich i wiązanie krawata (wcześniej poplamionego serem). W konsulacie w Monachium podrzucono kartkę z napisem „pokój, prawda, sprawiedliwość boska” – konsul generalny zaalarmował miejscową jednostkę antyterrorystyczną oraz postawił na nogi cały MSZ. Agnieszka Morawińska do dyplomacji trafiła z Muzeum Narodowego. Pytana w Sejmie, jak sobie wyobraża swoja misję w Australii, odpowiedziała: „planuję „napisanie czegoś o współczesnej sztuce australijskiej”. Mówiła też, że wie, na czym polegać będzie jej praca, bo „ambasador Holandii wyjaśnił jej, jak być ambasadorem”. Nie potrafiła jednak przypomnieć sobie, jaka jest stolica Australii i jak nazywają się jej rdzenni mieszkańcy.

Doszło do drastycznych przypadków wdzierania się do służby dyplomatycznej posiadaczy różnych egzotycznych kompetencji, bardzo dalekich od potrzeb dyplomacji (którzy do dziś pełnią wysokie i odpowiedzialne funkcje dyplomatyczne). Monter urządzeń grzewczych, klawisz więzienny, krawcowa, specjalista od małży i kalmarów, wykładowca wieczorowego uniwersytetu marksizmu-leninizmu, inżynier-wiertnik, pracownik zakładu dezynsekcji i deratyzacji, asystent pracowni biologii wód i krajobrazu rolniczego, fotograf, ekspertka od miłości arabskiej i średniowiecznej poezji orientalnej. Ale czemu się dziwić, mistrz Sikorskiego był znawcą obyczajów średniowiecznych francuskich żebraków i kurew. Takie kompetencje budziły uśmiech zażenowania nie tylko obcych dyplomatów. Kiedy na zjeździe Polonii ktoś chciał rozbawić towarzystwo, to opowiadał o swoim konsulu i łapał się za głowę: Gdzie oni takie typy znaleźli, jak znam Polskę, to musiało być trudne.

Ambasador w Algierii postulował podzielenie się z tym pustynnym krajem naszymi doświadczeniami w zapobieganiu i zwalczaniu powodzi. Inny, przed udaniem się na placówkę w Kuwejcie, pytał, czy ma zabrać ze sobą narty, czy lepiej kupić je na miejscu. Korespondencja dyplomatyczna daje możliwość „wykazania się” wobec Centrali. Przełożeni cenią sobie najbardziej tą opatrzoną gryfem tajności, zgodnie z zasadą, „czym głupsi jesteśmy, tym bardziej nam tajność pomaga”. Ambasador w Damaszku napisał w takiej depeszy: dokonano już pierwszych posunięć antykorupcyjnych. Informowała o tym prasa libańska. Ze względu na źródło i poufny charakter informacji proszę o ich nierozpowszechnianie. Szef placówce w Bagdadzie informował: Nad Bagdadem przeleciały samoloty. Nie wiadomo czyje. Ambasador w Ułan Bator radził: Wywiad mongolski ma wielowiekową, od Dżyngis Chana tradycję i doświadczenie w wywiadowczej penetracji Rosji. Nasz wywiad powinien nawiązać z nim współpracę i korzystać z jego wiedzy, doświadczenia i kwalifikacji. W innej depeszy pisze: „Mongołowie nie mają powodów do obaw, że Chiny wchłoną ich, tak jak Hongkong, bo ChRL postawiła 1300 słupków granicznych bardzo solidnych i wszystkie na koszt Chin”. Ambasador w Kairze raportował: premier kraju zemdlał, o czym wcześniej informowały gazety. Kraj stoi na historycznym rozdrożu i zanosi się, że postoi jeszcze długo. Jeszcze inny donosił: X wyleciał dziś do Waszyngtonu. Nie wiem, po co. Do dyplomatycznych orłów nie należał profesor Stefan Meller, który karierę zawdzięczał miłosierdziu gminy żydowskiej. „Właściwy Żyd na właściwym miejscu”, pilnujący w Moskwie „spraw polskich”, informował: spotkałem się X. Nic mi nie powiedział. A profesor Gerard Labuda kiedyś powiedział: „Odsetek idiotów wśród profesorów jest taki sam jak wśród woźniców”.

Najlepiej opisał ich (w tym samego Radka?) nieopatrznie Władysław Bartoszewski – „dyplomatołki”. Inna sprawa, że określenia tego użył wobec współpracowników, którzy pokpiwali z jego przemówień. Jeszcze inna sprawa, że poziom intelektualny jego wypowiedzi często graniczył z matołectwem, że słynął z manii wygłaszania pełnych pychy tyrad i mów, którym towarzyszyły pokraczne gestykulacje kończyn, sprzeczne z wypowiadaną treścią. Mówiąc, wrzeszczał do rozmówcy, ślinił się, a nawet pluł. W Niemczech, gdzie był ambasadorem, uważany był za „eine Witz Figur”. W październiku 1998 r. w Jerozolimie obrońców krzyża na Żwirowisku nazwał „skrajnymi idiotami”. W Knesecie wyzwał Polaków od „ciemniaków z prowincji, którzy dobrze pisać i czytać nie potrafią”. Musiał mieć przy tym nie lada tupet, aby mając tak charakterystycznie głupawy wyraz twarzy (jednym z jego przezwisk w MSZ było – „nietoperz”), obrzucać innych wyzwiskami. Nie za bardzo wypada w tym kontekście odwoływać się do filozofów, ale Platon powiedział: „Mądrzy mówią, ponieważ mają coś do powiedzenia. Głupcy mówią, ponieważ muszą coś powiedzieć”.

Na koniec pytania: Skąd się wziął? Kto go wyznaczył do tych głupich dyplomatycznych posług? Bo nie da się ukryć, że Sikorskiego KTOŚ postawił na najwyższych urzędach. Odpowiedź dała „Wyborcza”, w dniu mianowania Sikorskiego na stanowisko ministra: „niezależnie od tego, kto akurat kieruje MSZ-em, tak naprawdę rządzi tam ekipa pozostawiona przez Bronisława Geremka”. Ale jest też inny sprawca – ten, którego akolici PiS nazywają „genialny strateg”. Kto zrobił z Radka wiceministra obrony? Bracia Kaczyńscy, bo z ich poręki 29-letni Radek dostał się do rządu Jana Olszewskiego. Kto odkurzył fircyka robiąc go wiceszefem polskiej dyplomacji, gdy do władzy doszedł AWS? Kto po kilku latach przerwy wyciągnął mydłka z niebytu? Do Senatu Sikorski trafił  z listy PiS i został ministrem obrony. Prezesowi PiS służył tylko pół roku, dołączył do Tuska, przez 7 lat był ministrem, a później (za „dorzynanie watahy”)  marszałkiem Sejmu. Reasumując: Zawsze, gdy PiS tworzyło rządy, zawsze pojawiał się pomysł z bucem znikąd. I zawsze oburzonym polityką kadrową Prezesa wciskano kit: „Kaczyński się na nim nie poznał”. Do problemu idiotów jeszcze powrócimy. Do Radka Sikorskiego, wolelibyśmy już nie.

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. SKLEP-WPRAWO.PL
  2. Rebih mówi

    Dziś coraz więcej wskazuje na to, że Kaczyński to tylko kukła na usługach każdego, kto jej zapłaci. Z wyjątkiem Polaków, bo tym nie służył nigdy. Z Sikorskim (jego niegdysiejszym pupilem) łączy go głupota i narcyzm, ale dzieli styl – Kaczyński, „Widzący z Żoliborza”, pozuje na świętego cadyka , który widzi zdarzenia przyszłe, „Wielki Szu” Sikorski pozuje na cynicznego, ale sprytnego łobuza, mistrza gry w polityczne karty (choć żadnej partii jeszcze nie wygrał). W porównaniu do nich kolejny narcyz polskiej polityki, Komorowski, wypada najlepiej: to prymitywny tępak, którego sprzedajność i brak hamulców moralnych wynika prawdopodobnie z ograniczonej poczytalności, oraz z przebywania w środowisku patologicznym, w które nawet się wżenił.

    1. verizanus mówi

      Sikorskiemu z tego co wiem powodzi się nienajgorzej. Coś jednak ugrał i niezłą partię wygrał ;). Komorowskiemu też chyba niczego nie brakuje, W czym (patrząc niereligijnie) przeszkodził mu brak hamulców moralnych.? On jest niepoczytalny czy ci co się składają na niego do Urzędu Skarbowego na niezłą wypłatę?? To jest tępak czy ci którzy pozwolili na to żeby ich reprezentował i w ICH IMIENIU zaciągał zobowiązania itp??? Kto tu jest niepoczytalnym tępakiem??? 😉

  3. Rafał mówi

    Jedyna polityka z UPAdliną powinna być polityką siły!! Wywalamy z Polski całe ukraińskie bydło, nakładamy na nich 100% cła, nie pomagamy!!! Oficjalnie uznajemy polskość Kresów i mówimy o nich jako o ziemiach zagrabionych!!! Za każdy wyskok ( taki jak upadlińca który przerobił polskie godło, albo tego który chwalił rzeż Wołynia- 1000 batów, a jak wcześniej zdechnie to trudno!!!!! I nie mówcie mi, że to niehumanitarne, moja rodzina do dziadków włącznie mieszkała we Lwowie i w jego okolicach. Klnę się na przodków że nie zadrży mi ręka gdy będę żywcem obdzierał ze skóry ukraińskie ścierwa i kurwy!!!!!!!

    1. verizanus mówi

      Wystarczy, że na nich krzywo się spojrzy a już SS (spec słuzby) wybiją każdemu Kresy z głowy. Żeby móc w Polsce realizować polskie interesy to wpierw trza pokonać wrogów Polski 😉

  4. verizanus mówi

    Dla Polski działania opisanych tu dygnitarzy są bezużyteczne a może nawet szkodliwe. Ale dla nich OSOBIŚCIE i dla innych mogą to być działania bardzo korzystne. Jak ktoś zna historię (zwłaszcza jak jest z wykształcenia historykiem) i jest niereligijny (patrzy tylko na doczesność) to wie że przeciwko Polakom warto działać. Bo jak np będzie działał dla ościennych mocarstw to te mocarstwa go wynagrodzą a Polacy NIC ZŁEGO mu nie zrobią (np Jaruzelski, Kiszczak itp) a jak będzie działał na korzyść Polaków przeciw obcym mocarstwom to te mocarstwa go skrzywdzą a Polacy z pewnością nie obronią (np zabili Kuklińskiego i jego dwóch synów przedtem)

  5. Maksio mówi

    To jakie elity mamy to my wiemy. Po morderstwie katyńskim, po komunistycznych, powojennych czystkach, zostało niewielu mądrych ludzi. Jest ich jednak wciąż wielu i do nich zaliczyłbym pana ambasadora Krzysztofa Balińskiego. Jest przede wszystkim znakomitym znawcą Bliskiego Wschodu i tłumaczem arabskiego. Wierzę, że oprócz szyderstwa i kpin z Sikorskiego czy Komorowskiego, stać go na ambitniejszy felieton. Lepiej mieć w Niemczech lub innym kraju „eine Witz Figur” niż bezmyślnego, nieciekawego i niewykształconego, często za młodego ambasadora. Tacy co nie robią nic, szkodzą Polsce bardziej niż Sikorski. Biorą za to takie same pieniądze. Myślę, mimo wszystko, że znajomość angielskiego, świetna rodzina i inteligencja to mimo niektórych jego poglądów, świetna rekomendacja. I choć dużo młodszy Sikorski napisał chyba więcej książek niż Baliński, nie podejrzewam autora artykułu o zazdrość. Chociaż to jest także cecha ludzka, podobnie jak śmieszne gestykulacje kończyn, przewracanie oczami i ślinienie się. 😄

    1. verizanus mówi

      Czasami to chyba lepsi tacy co nie robią nic niż szkodzą. Jeśli chodzi o pisanie książek to dla wielu nie liczy się ilość tylko jakość. Tak samo jak dla wielu ludzi większe znaczeni ma treść wypowiadanych słów niż forma w jakiej się to robi. Ale co dla kogo ważniejsze to zależy od poszczególnego człowieka. Czasem mały Kazio czy tam inny, jak się to mówi zazdrości ludziom bardziej doświadczonym bo oprócz tego że może i dużo pisze to treści w tym…;) (trawersując Sthura „Pisać każdy może….'” ;).

  6. edekzzawody mówi

    Najgorsze jest to ze autor tego felietonu ma racje.Najbardziej niepokojacym jest fakt ze wladza jest nie tam gdzie byc powinna (czyli jej konstytucyjne organy).Polska jest jak folwark bez plotow i gospodarza ,zarzadzany przez poganiaczy oplacanych i najetych przez pana ktorego nie znaja ale panicznie sie go boja.Caly ten sejm senat rzad i prezydent to figuranci. Rzadza starsi i madrzejsi. a Kaczorek tylko skacze z galezi na galaz aby nie spasc na ziemie.Smutne to ale prawdziwe

  7. dlaczego PiS nienawidzi Polaków? mówi

    Nie uważam, żeby PiS składał się z idiotów (potrafią się zatroszczyć o swoje portfele). Uważam natomiast, że antypolski PiS wściekle nienawidzi Polaków i antypolskie akcje przeprowadza z pełną premedytacją. Pytanie: dlaczego PiS tak bardzo nienawidzi Polaków? Chociaż udaje katolików i polskich patriotów…

  8. AmerginMacEccit mówi

    Czytając o różnych cepach polskiej dyplomacji przypomina mi się postać Adama Ponińskiego z sejmu rozbiorowego, wyjątkowej kanalii, jednak umiejącej się zatroszczyć o własny interes…

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.