Postaw mi kawę na buycoffee.to

Problemy w polskiej służbie zdrowia

fot. pixabay
0

Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej, Jakub Kosikowski, ostrzega, że ograniczanie finansowania nadwykonań w szpitalach odbije się bezpośrednio na pacjentach. „Możemy ograniczyć wydatki na wizyty, ale kosztem zdrowia i czasu spędzonego w kolejkach” – podkreśla.

Temat nadwykonań pojawił się po słowach ministra Macieja Berka, który stwierdził, że płacenie szpitalom za świadczenia wykraczające poza ustalony kontrakt jest „nieuczciwe”. Minister argumentował, że szpitale powinny być motywowane do planowego realizowania świadczeń, a nie do generowania nadwykonań. Proponowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia zmiany przewidują obniżenie płatności za nadlimitowe procedury z 100 do 40 proc. – dotyczy to m.in. tomografii, rezonansu, gastroskopii, kolonoskopii i wizyt u specjalistów.

SKLEP-WPRAWO.PL

Kosikowski tłumaczy, że takie świadczenia nie przynoszą szpitalom wysokich marż, a koszty ich realizacji są znaczące. „Nadwykonania są rozliczane dopiero po roku i w ograniczonej wysokości. W tym czasie szpitale muszą finansować je z własnych środków lub kredytów, przy czym działa inflacja” – wyjaśnia. W praktyce oznacza to, że dyrektorzy placówek mogą ograniczać przyjęcia pacjentów, co prowadzi do dłuższych kolejek i konieczności korzystania z prywatnej opieki.

Rzecznik NIL podkreśla, że termin „nadwykonania” jest czysto techniczny i nie odzwierciedla rzeczywistej sytuacji. „To po prostu sytuacja, gdy potrzeby pacjentów przekraczają pierwotnie przewidziany budżet. Nie wynika to z nadużyć ani wyłudzeń, lecz z faktycznej potrzeby leczenia” – tłumaczy.

SKLEP-WPRAWO.PL

Kosikowski przypomina o konieczności odwracania piramidy świadczeń, czyli przenoszenia diagnostyki i leczenia z szpitali do poradni, gdzie jest to tańsze i bardziej efektywne. „Obniżanie finansowania nadwykonań jest de facto karą za leczenie pacjentów poza szpitalem. Takie podejście szkodzi całemu systemowi” – ocenia.

Brak dostępu do diagnostyki i leczenia skutkuje dłuższymi zwolnieniami lekarskimi, pogorszeniem stanu zdrowia pacjentów i wyższymi kosztami leczenia na późniejszym etapie choroby. „Ostatecznie za te koszty zapłacimy wszyscy – jako podatnicy i państwo. Kierunek tej debaty publicznej jest dla nas niezrozumiały i szkodliwy” – podsumowuje Kosikowski.

Komentarz: Jak widać, coraz więcej faktów przemawia za tym, że finansowanie świadczeń zdrowotnych z polskiego budżetu dla obywateli Ukrainy, całkowicie niszczy finanse naszego państwa. Polacy, najwyższy czas się obudzić!

Może ci się spodobać również Więcej od autora

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.