Ziobro na „liście śmierci” handlarza dopalaczami. Dlaczego walka ze smartami jest taka istotna?

1 1 491

Dziennik Rzeczpospolita donosi, że minister sprawiedliwości, trzej policjanci i prokurator znaleźli się na „liście śmierci” sporządzonej przez Jana S., w światku przestępczym nazywanego „królem dopalaczy”. Diler miał zlecić zamordowanie Zbigniewa Ziobry, który „przeszkadza mu w biznesie”. Minister miał zostać otruty albo wysadzony w powietrze poprzez podłożenie ładunku wybuchowego pod jego samochów. Podobnie mieli skończyć żywot trzej policjanci i prokurator. Wśród sugerowanych przez 28-latka sposobów na usunięcie policjantów miało być m.in. podanie im substancji, powodujących zawał serca oraz zapaść krążeniową. Przygotowanie potrzebnych substancji, „król dopalaczy” miał zlecić swojemu chemikowi. Śledczy informują, że miejsce pobytu Jana S. wciąż jest nieznane.

Jak wyglądała walka z dopalaczami na przełomie ostatnich lat? I dlaczego Ziobro „przeszkadza w biznesie”? Zacznijmy od tego czy dopalacze są w rzeczywistości.

Dopalacze (designer drugs, smart drugs) znane są na całym świecie od połowy lat 80. XX w. Czym tak naprawdę są? Nazwa nie jest terminem naukowym, lecz potocznym określeniem substancji o rzekomym lub prawdziwym działaniu psychotropowym. Mogą być pochodzenia naturalnego lub syntetycznego. Występują w formie tabletek, kapsułek, proszku, suszu roślinnego i suszu grzybowego. Sprzedawane jako preparaty do usuwania rdzy, pochłaniacze wilgoci, lecznicze zioła, wspomagające napary, sole do kąpieli, roztwory do mycia monitorów czy produkty kolekcjonerskie (ukryte pod frapującymi nazwami np. „Mocarz” „Plastelinka”, „Wiśnia”, „Greenmoher”) mają na celu uśpienie czujności oraz obejście przepisów prawa o przeciwdziałaniu narkomanii.

Po raz pierwszy, społeczeństwo zwróciło uwagę na problem quasi-narkotyków w sierpniu 2008 r., kiedy w Łodzi rozpoczął legalną działalność pierwszy w Polsce sklep sprzedający nieznane dotąd szerszemu gronu substancje chemiczne, do tej pory dostępne wyłącznie za pośrednictwem internetu. Od tego momentu na terenie całej Polski powstało ponad 100 sklepów oferujących specyfiki, które przyniosły ogromne, niemożliwe do konkretnego oszacowania żniwo. Czym tak naprawdę są przypominające działania narkotyków środki, po które, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, sięga młodzież? Czym są substancje doprowadzające do kalectwa, a nawet śmierci tłumy młodzieży, chętnie sięgające po tanie specyfiki?

Jak twarde narkotyki

O niebezpieczeństwie, jakie niesie za sobą stosowanie dopalaczy, świadczy powszechnie znany fakt, że środki te poprzez oddziaływanie na ośrodkowy układ nerwowy pozwalają wywołać efekty podobne do tych powodowanych przez twarde narkotyki.

– Początkowo po zażyciu czułem się przyjemnie, odprężony, „naładowany pozytywną energią”. W czasie sesji egzaminacyjnej nie miałem problemu z nauką. Wszystko prędko zapamiętywałem, jednak po kilku dniach informacje ulatywały mi z głowy. Poza tym smarty chętnie brałem na imprezach, po czym czułem się bardziej wyluzowany i towarzyski – mówi Marcin, student V roku Politechniki Wrocławskiej, którego zażywanie dopalaczy przywiodło na oddział psychiatryczny.

Jak zgodnie przyznają lekarze psychiatrzy, dopalacze, podobnie jak popularne narkotyki, wyostrzają zmysły. Głębiej odczuwamy barwy, dotyk drugiego człowieka, towarzyszy nam radość i euforia, a takie pojęcia, jak: zmęczenie, poczucie bezradności i bezsilności, stają się nam zupełnie obce.

– Na imprezę najlepsza jest „W…”. Kosztuje tylko 8 zł. Jeszcze jak się ją przepije piwem, jest już totalny odlot – mówi gimnazjalista Kuba z Pabianic, który nie ukrywa przede mną uzależnienia od dopalaczy.

Błogi stan rozluźnienia, jakiego często szukają już nastolatkowie podczas imprez, nie trwa wiecznie.

– Po ustąpieniu impregnacji organizmu dopalaczem przychodzi już gorsze samopoczucie, zarówno fizyczne, jak i psychiczne, z pojawiającymi się myślami samobójczymi włącznie – tłumaczy lekarz psychiatra ze szpitala z Nowej Dęby.

Pozytywne doznania związane z przyjmowaniem dopalaczy prowadzą do uzależnienia, które podobnie jak w przypadku zwykłych narkotyków wiążą się z możliwością wystąpienia bardzo nasilonych objawów zespołu abstynencyjnego w momencie odstawienia tego typu substancji psychoaktywnych.

Śmierć w proszku

Różnorodność mieszanek oraz proporcje użytych substancji sprawiają, że efekty działania oraz skutki uboczne są niemalże niemożliwe do przewidzenia. Jak pokazują przypadki ubiegłych lat, często bywają nawet śmiertelne.

Psychiatra z Podkarpacia zajmujący się tematem dopalaczy wymienia całą listę niepożądanych skutków przyjmowania zażytych preparatów: zaburzenia uwagi emocji, świadomości, oczopląs, rozdwojenie jaźni, rozpad osobowości, bardzo silne halucynacje zmysłowe, sensytywność, nastawienia urojeniowe, derealizacja, napady agresji, stany depresyjne i lękowe, wtórnie bezsenność. Obok wspomnianych wymienia objawy somatyczne: bóle głowy, nudności, wymioty, bóle brzucha, podwyższenie temperatury ciała, zlewne poty, zaburzenia równowagi. Ciężkie przypadki zatrucia są powodem trwałych uszkodzeń mózgu oraz innych narządów wewnętrznych.

– Szybka reakcja lekarza często jest utrudniona z powodu braku wystarczającej wiedzy na temat zażytej substancji – tłumaczy lekarz psychiatra.

Dopalacze używane regularnie mogą stać się także czynnikiem spustowym przewlekłych chorób psychicznych, jak depresja czy schizofrenia.

– Ekstremalnym przypadkiem działań ubocznych dopalaczy jest popularny w Rosji „Krokodyl”, który już po zażyciu jednej dawki może spowodować bolesną śmierć poprzedzoną odwarstwieniem skóry od ciała i utratą kończyn z powodu martwicy tkanek – mówi specjalista. Jak się okazuje, również ta substancja znajduje się w popularnych sklepikach typu „Kiosk 24”.

Psychiatra z Nowej Dęby tłumaczy, że pacjentów przyjmujących niebezpieczne substancje wciąż przybywa. Zdając sobie sprawę, że w okresie wakacyjnym takich przypadków będzie z pewnością coraz więcej, zrelacjonował nam zachowania dwóch pacjentów, przyjętych na oddział po zażyciu dopalaczy. Są one nieprawdopodobne. Ma nadzieję, że lektura tych opisów odstraszy młodzież od sięgania po niebezpieczne związki.

Z karty chorób

Mężczyzna, 23 lata, potężnie zbudowany, około 100 kg masy ciała. Wykształcenie podstawowe, dorywczo pracujący jako ochroniarz na koncertach i w klubach nocnych. Dowieziony do szpitala przez pogotowie ratunkowe po interwencji przyjaciół z powodu podjętej próby samobójczej poprzez zażycie około 50 tabletek leku przeciwpadaczkowego. Po uprzednim wypłukaniu żołądka w warunkach SOR przetransportowany do Izby Przyjęć Oddziału Psychiatrycznego. Przy przyjęciu kontakt słowny jedynie okresowo logiczny, wyraźnie zaznaczona chwiejność uwagi i emocji – smutek i płaczliwość przeplecione wybuchami agresji w stosunku do otoczenia, afekt nieadekwatny do sytuacji. Nie wykazywał jawnej aktywności psychotycznej, jednak wciąż zdradzał myśli samobójcze. W trakcie hospitalizacji przez pierwsze noce zupełnie bezsenny, mimo podawanych dużych ilości leków sedujących i nasennych. Ksobnie interpretował zachowanie personelu i innych pacjentów. Ze względu na brak możliwości kontaktu z rodziną chorego dopiero w momencie ustabilizowania stanu psychicznego pacjenta możliwe było przeprowadzenie z nim wywiadu, który dał odpowiedź na pytanie o przyczyny wymienionych zaburzeń. Rozwiązanie zagadki było jasne – nadużywanie od kilku miesięcy dopalaczy, a w dniu podjęcia próby samobójczej przyjęcie podwójnej dawki „Mocarza”. Należy także dodać, że ów młody człowiek nie pamiętał kompletnie nic z okresu działania środka.

Środek nocy. Zza okien budynku docierał przeraźliwy krzyk, jakby zwierzęcia odzieranego ze skóry. Chwilę później do oddziału trafiła skrępowana kaftanem bezpieczeństwa, w asyście ratowników Pogotowia Ratunkowego, młoda, 19-letnia, drobnej budowy fryzjerka z okolicznej wsi. Pluła, gryzła, wykazywała siłę, której pięciu mężczyzn było się w stanie przeciwstawić. W krzyku dało się momentami usłyszeć pojedyncze zdania, np. „Zabiję cię”. Agresję kierowała w stosunku do personelu. Jednak dyskutowała najprawdopodobniej z omamami słuchowymi. Po zabezpieczeniu pasami bezpieczeństwa i podaniu odpowiedniej dawki neuroleptyku psychoza po kilkunastu minutach ustąpiła. Pacjentka zasnęła. O poranku, oczywiście nie pamiętając wydarzeń dnia poprzedniego, nie ujawniając agresji, prowadziła dialog całkiem logicznie. Na żądanie własne i rodziny została wypisana z oddziału przed ukończeniem procesu diagnostyczno-terapeutycznego. Według wywiadu zebranego od męża pacjentki w chwili przyjęcia, spożyła ona na imprezie drinka z dopalaczem niewiadomego pochodzenia.

– Warto dodać, że w obu opisanych sytuacjach standardowo przeprowadzane w szpitalu badania laboratoryjne na obecność narkotyków nie są w stanie wykryć obecności w organizmie większości dopalaczy i ich metabolitów – tłumaczy psychiatra z Nowej Dęby.

Wyżej wspomniane przypadki, jak również doniesienia medialne na temat przedawkowania dopalaczy uwidaczniają rosnący odsetek młodzieży chętnie sięgającej po niebezpieczne substancje.

Prokurator Nitra wygrał z dopalaczami

Począwszy od 2008 r., postępowania prawne w sprawie dopalaczy były prowadzone niezwykle nieudolnie. Prokuratorzy opierali oskarżenia wobec handlarzy niebezpiecznymi środkami na art. 160 §1 KK: „Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. Ów artykuł obrona z łatwością obchodziła.

3 lata temu, w walkę z dopalaczami włączył się prokurator rejonowy z Wrocławia – Maciej Nitra. Wypowiedział wojnę czterem handlarzom z lokalnego lombardu. Sprawa prokuratora Macieja Nitry doprowadziła do skazania czterech osób odpowiedzialnych za handel dopalaczami na wrocławskich Krzykach. Jak wynika z akt sprawy prowadzili swą działalność od czerwca 2013 do października tego samego roku. Andrzej D., bracia Dawid i Mateusz J. oraz Piotr U. prowadzili działalność handlową, w której obracano znaczną ilością substancji psychotropowych, sprowadzając w ten sposób niebezpieczeństwo dla zdrowia wielu osób. Skazani, w okresie zaledwie kilku miesięcy, sprzedali parę tysięcy saszetek z dopalaczami.

Wrocławskie postępowanie nie miałoby w sobie nic wyjątkowego, gdyby nie była to pierwsza wygrana sprawa z dopalaczami, w której winni nie przyznali się do winy, a której nie umorzyła apelacja. Kluczem do sukcesu był spryt wrocławskiego prokuratora. Spoglądając do Kodeksu karnego, zainspirowany treścią art. 165, od 19 lat znajdującego się we wspomnianym kodeksie, wypowiedział wojnę dopalaczom, którymi, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, nie z troski o młodzież, z roku na rok zajmują się zwłaszcza komercyjne media.

16 czerwca 2016 r. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu podtrzymał żądania prokuratury, by nałożyć na winnych kary od dwóch lat do roku i czterech miesięcy pozbawienia wolności „na sztywno”, stwierdzając, że nie ma wątpliwości, że wprowadzanie do obrotu dopalaczy wyczerpuje znamiona art. 165 §1 i 2 KK.

Problem z artykułem 160, na którym opierano się przez ostatnie lata, polegał na tym, że w postępowaniu wymagane były niezbite dowody i zeznania hospitalizowanych, którzy najczęściej po czasie rekonwalescencji wycofywali się z zeznań obciążających dilerów. Artykuł 165 tego nie wymaga. Opierając się na nim, nie potrzeba udowadniać związku rzeczowego i bezpośredniości, a jedynie potrzeba dowieść, że rozprowadzane niebezpieczne dla zdrowia środki są wprowadzane w obrót, nie spełniając swoich imitacyjnych celów.

Wojna trwa

– Nie będzie litości dla tych, którzy życie młodych, obiecujących ludzi chcą zamienić w piekło – kilka lat tamu kłamał premier Tusk. Za czasów jego rządów handel dopalaczami miał się doskonale.

Zaś w październiku 2018 roku Zbigniew Ziobro mówił: – Handlarze dopalaczami nie są bezkarni, także ci działający w Internecie. Czy minister sprawiedliwości mówił prawdę?

W oparciu o metodę walki z dopalaczami, opracowaną przez wrocławskiego prokuratora Macieja Nitrę, 21 sierpnia 2018 roku wprowadzono przepisy, które m.in. zakładają penalizację posiadania dopalaczy, a osoby sprzedające smarty są traktowane tak samo jak sprzedające narkotyki. Oczywiście, wprowadzone przepisy nie doprowadziły do zupełnego uporania się z „dopalaczowym biznesem”. Osiedlowych sklepików z dopalaczami jest coraz mniej, ale w Internecie nadal roi się od stron, które oferują „Sztywną Miszę”, „Gwiazdkę” czy „Thiothinone Cristal”. Jednak nie da się ukryć, że w walce z niebezpiecznym przemysłem Ziobro zrobił zdecydowanie więcej niż Donald Tusk i jego współpracownicy. Nie rzucał słów na wiatr. Nie wiem, czy sprawa „listy śmierci” Jana S. to jest medialna ustawka przed jesiennymi wyborami. Nie wiem czy to w ogóle jest jakaś ustawka. Pewne jest, że w ostatnim czasie resort Ziobry, rzeczywiście „przeszkadza w biznesie”, który, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, do grobu zaprowadza wielu młodych ludzi.

Zakończę krótko. Zbliżają się wakacje, czas leniuchowania i wygrzewania się młodzieży na słońcu. Grille, imprezy i wyjazdy nad jeziora staną się codziennością. Zadbajmy o to, by młodzi z naszego otoczenia, nie wpadli w sidła, które mogą odebrać im życie. Tylko tyle, i aż tyle.

W artykule wykorzystałem fragmenty z mojej publikacji, która ukazała się w tygodniku Polska Niepodległa. Publikowałem pod pseudonimem „Jarosław Gluziński”.

Przeczytaj także:

Taksi „POLSKA nie Polin” w Ostrowie Wielkopolskim! Lokalne media straszą więzieniem

Może ci się spodobać również Więcej od autora

1 komentarz

  1. as mówi

    to wyglada jak bardzo antydopalaczowy artykul.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Ta strona wykrozystuje pliki cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close