K. Baliński: Pozbyliśmy się broni, czas na generałów
Gdy pytają, co sądzisz o wojnie, to pytają: Czy Donald Trump, dał się opętać syjonistom? Czy miał żydowski pistolet przy głowie? Czy szantażowała go „Koalicja Epsteina”? A w ślad za tym rozpowszechniają mit, że to najbardziej prożydowski prezydent w historii USA, że prezydentem został dzięki Żydom, że jest prowadzony na sznurku przez lobby żydowskie. Tymczasem, prezydentem został wbrew Żydom, bo lobby żydowskie popierało i to z całej siły jego konkurentów, bo 90 procent Żydów głosowało na Kamalę Harris, bo wśród najbardziej jadowitych krytyków Trumpa są wyłącznie żydowskie nazwiska, bo za poprzednią wyborcza porażka krył się żydokomunistyczny spisek. No i wiedzieć trzeba, że:
- Osobliwością, a nawet istotą systemu amerykańskiego są przeróżne lobby. Nie tylko żydowskie, ale kilkanaście innych, równie znaczących i równie wpływowych, żeby tylko wymienić lobby farmaceutyczne i przemysłu zbrojeniowego, i że bez ich poparcia nie sposób wygrać wyborów i rządzić.
- W amerykańskiej politycznej unikalności Izrael to praktycznie 51. stan, w dodatku stan o nieproporcjonalnym przedstawicielstwie w Kongresie. I z tego powodu relacje USA-Izrael to w znacznym stopniu domena polityki wewnętrznej, a nie zagranicznej.
- 3. Nie jest winą Trumpa, że Ameryką rządzą od dekad, że dominują w mediach, że w ich rękach są banki i że najsilniejszym lobby są ADL i AIPAC, dla których ten, kto nie popiera, i to z entuzjazmem, zbrodni Izraela jest antysemitą.
- 4. Mitem jest to, że Trump decyzję o włączeniu się do wojny podjął samodzielnie i wbrew swemu otoczeniu, bo wojny chciało także lobby przemysłowo-zbrojeniowe i większość amerykańskich kongresmenów z obu partii.
- 5. Mitem jest, że Trump, ot tak sobie, deus ex machina wszedł w konflikt z Iranem, bo do bliskowschodnich awantur wciągnęli USA poprzednicy Trumpa, bo przed Trumpem i jego „America First” przez kilka dekad rządzili wyznawcy doktryny „Israel First”.
Są i tacy, którzy uważają, że Trump to idiota, że decyzja o przystąpieniu do wojny to przejaw szaleństwa, że „prowadzi nieprzewidywalną politykę i jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa na świecie”. Tymczasem, gdy spojrzymy wstecz, to widzimy, że za jego pierwszej prezydentury Ameryka żadnej wojny nie rozpoczęła (a toczące się wygaszała), Chiny nie zagrażały Tajwanowi, nie było wojny Rosja-Ukraina, Korea Północna przestała wysyłać rakiety nad Japonię i zniszczono Państwo Islamskie. A pod rządami Obamy i Bidena Ameryka wojowała z całym światem i powodowała zamęt w każdym zakątku świata: Chiny zajęły Hongkong, wojska amerykańskie tak wycofywały się z Iraku, aż powstał islamski kalifat. No i była tzw. „Arabska Wiosna”, która skończyła się przejęciem władzy przez islamistów w wielu krajach arabskich, a podpalony świat z niecierpliwością czekał na strażaka zza oceanu.
Mitem jest, że po jednej stronie konfliktu stoi Izrael i wodzony przez Netanjahu za nos Trump, bo po tej samej stronie stoją przywódcy prawie wszystkich państw arabskich. Urojeniem jest też solidarność świata islamskiego z Iranem, jak i to, że odwiecznym przyjacielem Arabów i Iranu jest Rosja. Bo Putin jest w kordialnych relacjach z Netanjahu, bo duża część mieszkańców Izraela to sowieccy Żydzi, którzy zachowują rosyjskie obywatelstwo, głosują na Putina, a kilkadziesiąt tysięcy z nich jest zatrudnionych w izraelskiej bezpiece. I, co ważne – uważają, że Putin to najbardziej filosemicki przywódca w historii Rosji (tej sowieckiej i tej dzisiejszej).
A co do pokutującego mitu o biednych Palestyńczykach oraz zwycięskim Izraelu, to powiedzmy: To Palestyńczycy odnieśli zwycięstwo nad „niezwyciężoną armią”, bo w Gazie przez 75 godzin osiągnęli więcej niż wszystkie armie arabskie przez 75 lat, bo to Izraelczycy przegrywają, robią ze strachu w portki i chowają się po piwnicach, bo na całym świecie wzrosły nastroje antyżydowskie, a Żydzi, mający jeszcze niedawno w oczach światowej opinii status ofiar Holokaustu, stali się faszystami, rasistami, którzy mordują palestyńskie dzieci, którzy z Gazy zrobili getto i powstanie w tym getcie likwidują. Z wojny obronną ręką wyszedł także Iran, bo zmienił zasady gry, bo zmusił rywali do rozmów jak równy z równym, bo był bombardowany, a dziś bombarduje, bo nie kontrolował cieśniny Ormuz, a dziś kontroluje.
I nie dajmy się złapać w emocjonalną pułapkę. Nie ustawiajmy się w jednym szeregu z islamistami na zasadzie „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Bo nie ważne, że Trump nie lubi muzułmanów (i nie zawsze to, co antyislamskie jest antypolskie), ale ważne, czy lubi Polaków. Pamiętajmy też, że to nie nasza wojna, bo my mamy swoje „wojny” o wiele ważniejsze: Ukrainizacja, zalew imigrantami (w tym Żydami z terytoriów bombardowanych przez Iran) i banderowców (ale nie tych we Lwowie, tylko tych w polskim rządzie). I nie patrzmy na świat oczami innych, tylko zawsze pytajmy: Co na w tym Polska zyskuje, a co traci? Nie wyklucza to naszej sympatii po stronie Palestyńczyków i Irańczyków, Bo w naszym interesie jest maksymalne osłabienie Izraela i tym samym żydowskiego lobby – obu Polsce wrogich. No i nie oznacza, że nie możemy wyciągnąć z tej wojny pouczających konkluzji:
- Iran, Palestyna, Izrael to części znacznie większej układanki, obejmującej także Ukrainę i Rosję. Że tak jest, potwierdzają dwie rzekomo wrogie sobie telewizje – TV Republika i TVN, zgodnie wzywające do rozprawienia się z „krwawym ajatollahem” w Teheranie i „krwawym satrapą na Kremlu”. Potwierdza to także to, że wrogami ogłosili Iran i Rosję, dwa państwa, które żadnych roszczeń wobec Polski nie mają, a za najbliższych przyjaciół uznali Izrael i Ukrainę, dwa państwa, które roszczenia mają, a nawet publicznie je głoszą. Dowodzi tego również to, że do wojny z Iranem nawołują ci sami, którzy nawołują do wojny z Rosją.
- Izraelowi nie chodzi o obalenie reżimu ajatollahów w Teheranie, ale o obalenie reżimu Trumpa w Waszyngtonie. Bo to nie wojna Trumpa z Iranem, ale starcie Trumpa z Netanjahu, z którego Trump – jak dotychczas – wychodzi obronną ręką, a pomaga mu w tym to, że Izrael znalazł się na progu wojny domowej i że opinia publiczna w USA szybko ewoluuje na niekorzyść Izraela.
- Netanjahu chce wciągnąć Trumpa w wojnę totalną (i Trump o tym wie). Na dziś nie osiągnął tego celu, ale to tylko rozejm, którego Izrael nie będzie przestrzegał, będzie systematycznie naruszał oraz… prowokował. I dopilnowanie, aby nie wywrócił stolika z kartami nie będzie łatwe.
- Izrael niczego nie obawia się bardziej, jak pokoju na Bliskim Wschodzie (a lobby żydowskie w Waszyngtonie nic tak nie jednoczy, jak „zagrożenie” pokojem na Bliskim Wschodzie). Izrael chce też, żeby USA ugrzęzły w bliskowschodnim bagnie na wieki.
- 5. Trump jest zainteresowany spokojem i pokojem na Bliskim Wschodzie, a Izrael chaosem i wojnami, bo niszczenie bądź destabilizowanie otaczających go państw i uwikłanie w to amerykańskiego mocarstwa służy koncepcji budowania Wielkiego Izraela. Stąd ciągłe zapotrzebowanie na „śmiertelnych wrogów, którzy zagrażają istnieniu Izraela” i stąd „śmiertelne zagrożenie” ze strony Hezbollahu, a nawet obutych w sandały z opon samochodowych Jemeńczyków.
- 6. Cel Izraela to: Niszczyć. A jak mu się nie uda z Iranem to zabierze się za Turcję. A jak będzie trzeba, to podpali cały świat. I z tego powodu nie jest zainteresowany zmianą reżimu w Teheranie na bardziej demokratyczny, bo chce radykałów przy władzy, którzy dadzą mu pretekst do wojen. Innymi słowy – Trump chciał zmiany reżimu w Iranie na taki, z którym można się dogadać, a Netanyahu na taki, z którym nie można się dogadać.
- 7. Trump chce negocjacji z Iranem, a Netanjahu negocjacje torpeduje (i likwiduje negocjatorów). Trump chce ugody z Iranem, a Izrael wprost przeciwnie – chce Iranu w stan permanentnego chaosu.
- 8. Trump wiedział, że wojna jest nie wygrania, ale kalkulował: Jak Izrael uderzy sam, to i tak wciągnie nas do wojny, i pozwolił Netanjahu się skompromitować. Pozyskał też nową kartę – Netanjahu i lobby żydowskiemu może powiedzieć: „Chcieliście wojny, to ją macie”. No i osłabił siłę nacisków lobby izraelskiego. Bo mówi: „Przecież zrobiłem dla was wszystko? Czego jeszcze chcecie?”.
- 9. Taka „klęska” USA (w cudzysłowie) i taka klęska Izraela (bez cudzysłowu) pozwoli Trumpowi sfinalizować zamysł z redukcją militarnego zaangażowania na Bliskim Wschodzie. Przy czym nie chodzi o rezygnację z biznesu, a wprost przeciwnie – o ekspansję gospodarczą. I nie przypadkiem „dyplomatyczne” działania prowadzą tam wyznaczeni przez niego
- Trump demontuje ostatni bastion City of London na Bliskim Wschodzie. I odchodzi świat, kiedy Londyn miała tam coś do powiedzenia. Przy czym City of London to nie tylko sabotażysta pokoju w regionie, ale także pokoju Rosja-Ukraina. No i wiedzieć trzeba, że trwa ostra walka między starym układem globalistów z City of London (który obejmuje UE) i którego częścią były USA za prezydentury Bidena, a odradzającym się nurtem nacjonalizmu, szczególnie widocznym na przykładzie Ameryki.
A co do podejścia Trumpa do bliskowschodnich awantur, to przypomnijmy, co mówił dekadę wcześniej: „Wojna w Iraku była bardzo wielką pomyłką. Nigdy nie powinniśmy się tam znaleźć”; „Wydaliśmy 4 biliony dolarów, aby obalić jednego człowieka (…) gdybyśmy przeznaczyli te pieniądze na budowę dróg i mostów, żyłoby nam się o wiele lepiej”. Nawiązując do lobby żydowskiego, które otorbiło poprzednich lokatorów Białego Domu, pytał: „W pierwszym rzędzie zajmijmy się własnym narodem i własnym krajem. Wychodzimy z tego biznesu. Nigdy więcej składania ofiary z suwerenności na ołtarzu globalizmu”. Lobby żydowskie natychmiast wszczęło rwetes, bo słowo „globalista” jest w jego oczach synonimem „Żyda”. Później wielokrotnie pokazał Izraelowi środkowy palec i sprzeciwił się izraelskiej strategii wyciągania kasztanów z ognia amerykańskim rękami. Wywołał tym atak furii Żydów, a kiedy powiedział o neutralnym podejściu do rozmów palestyńsko-izraelskich, pojawiły się jego karykatury z hitlerowskim wąsikiem, a nawet zdjęcia hajlującego Trumpa. I to właśnie z tego powodu w 2020 r. przegrał.
Jednak mitem największym jest to, że na wojnie wszyscy, Izrael, irańscy strażnicy rewolucji osiągnęli swoje cele, tylko nie Ameryka (a Chiny i Rosja otworzyły szampana). Żydowskie gazety dla Amerykanów suflują, że to „największa w historii USA klęska, większa niż w Wietnamie”. O tym, że Trump przegrał sromotnie na wszystkich frontach pisze też żydowska gazeta dla Polaków. I tu pytanie: Jak to jest, że w bzdury takie wierzą wytrawni narodowcy, a nawet wypróbowani antysemici?
Skupiając się nad militarnymi aspektami konfliktu, uwadze naszej umknęło, że Trump dobrze wykorzystał wojnę, do której – przypomnijmy – został wciągnięty. Doskonale zarządza światowym kryzysem energetycznym. Osłabia konkurentów i przejmuje ich rynki. Koszty wojny rekompensuje sobie zwiększonym eksportem ropy i gazu. Nadzoruje coraz większe ich zasoby. Przydusza Chiny (a nawet oferuje kupowanie ropy z Teksasu). I przede wszystkim zwiększa dochody USA, bo amerykański eksport ropy wzrósł o 40, a przemysłu rafineryjnego o 80 procent. To samo w gazie ziemnym i LNG. Ponadto egzekwuje od swoich bliskowschodnich sojuszników zobowiązania do potężnych inwestycji.
Zarządzanie coraz większymi zasobami ropy i gazu staje się dla USA narzędziem globalnej władzy i kontroli nad światowym handlem. Trump obronił petrodolara (a przypomnijmy, że na petrodolara był atak ze strony Chin, Rosji i…Iranu) i powstrzymał tym samym erozję dolara, jako światowej waluty. Innymi słowy – w ropie i gazie powtarza to, czego USA dokonały z dolarem, czyniąc go światową walutą. W Ameryce jest powiedzenie: Nie pozwól, by kryzys się zmarnował, bo możesz dzięki niemu osiągnąć to, czego wcześniej nie byłeś w stanie. Podsumujmy zatem: Trump nie pozwolił, by taki piękny kryzys się zmarnował. To już kolejny, po Wenezueli, świetnie wykorzystany kryzys. I jaki będzie następny?
A Polska? Na wojnie Ukraina-Rosja, do której (podobnie jak Ameryka do wojny Izrael-Iran) została wciągnięta, nie zyskała nic. A mogła (podobnie jak Ameryka) nie pozwolić, by „taki piękny kryzys się zmarnował”, chociażby sprzedając broń i pobierając opłaty tranzytowe, bo biegnący przez nasz kraj korytarz transportowy to taka „polska cieśnina Ormuz”. Zamiast tego została bankrutem. Wzięła na utrzymanie drugi naród, w tym miliony „uchodźców”, którym zapewnia pełny wikt i opierunek. Pozbyła się całej broni (zostały jej tylko zardzewiałe pepesze na sznurkach). A wszystko to w sytuacji, gdy stała się państwem frontowym NATO, gdzie o biegu wydarzeń decyduje siła militarna. Obok takiej, wydającej ostatnie tchnienie armii ukropolińskiej, powstaje armia ukraińsko-niemiecka, która weźmie udział w przejęciu pełnej kontroli nad Polską i zmuszeniu jej do zakupu (za gigantyczny kredyt spłacany przez 45 lat) pancerfaustów z niemieckich fabryk.
Polska największym przegranym. Oddana bez jednego wystrzału. Zmuszona dzielić terytorium z milionami przesiedleńców, do których wkrótce dołączą zdemobilizowani bojcy brygady „Bohaterów UPA”. Z przepotężnym, rozzuchwalonym ukraińskim lobby, świadomym swej dominującej pozycji, panoszącym się, wtrącającym w nasze sprawy, działającym coraz bezczelniej, nakazującym wywieszać banderowskie flagi, terroryzującym, przejmującym władzę w Polsce, przejmującym całą Polskę. Ukrainizacja Polski idzie pełną parą. Ukraiński młot i niemieckie kowadło działają coraz bezczelniej. Mamy już rząd niemiecko-ukraińskie. Bezkarnie hasa ukraińska V kolumna. Ukraińska bezpieka robi, co jej się żywnie podoba. A dla sprzeciwiających się temu będą obozy, do których Polaków wyłapywać będzie Ukrainische Hilfspolizei i których pilnować będą ukraińscy strażnicy.
A kto będzie trzymać w garści skonfliktowane strony? Żydzi i Niemcy! I właśnie na tej zasadzie powstaje UkroPolin – niemiecko-ukraińskie kondominium pod żydowskim zarządem powierniczym, składające się z obcej elity, z milionów łupiących Polskę przesiedleńców z Dzikich Pól i z kilkunastu milionów niemających nic do powiedzenia Polaków. Taka ukropolińska Rzeczpospolita będzie wypłacać Ukrainie coroczny haracz, wydawać na obronę dominującą część budżetu (lecz nie na obronę własną, lecz obronę Ukrainy). Ale na tym nie koniec – będzie finansować pokój, a to będzie jeszcze bardziej kosztowne niż finansowanie wojny. I jeszcze jedno – Polska wraca na Wschód, jest wpychana w strefę chaosu, w obszar cywilizacji turańskiej.
Na naszych oczach spełnia się koszmarny sen, w którym Polska nie uzyskała niczego, a najwięcej straciła. Gdy bitewny kurz opadnie, dla Polaków, jako współwinnych ukraińskiej tragedii (bo podżegali do wojny, bo mało pomagali, bo wbili nóż w plecy nie chcąc żreć zgniłego, „technicznego” zboża z Ukrainy) nie będzie miejsca na defiladzie zwycięzców. Będzie za to pełna kapitulacja przed Brukselą. Przy czym członkostwo Ukrainy wywalczy Tusk, który ogłosi, że jakikolwiek sprzeciw to „agenda Putina”. Co robić? Na początek rzućmy hasło: Broni pozbyliśmy się. Czas na pozbycie się generałów. A politykom, w tym ministrowi obrony pozwólmy zabrać ze sobą do Berlina tylko plecaczek ewakuacyjny.



Komentuje Pan wydarzenia jakby wyemancypował się ze środowiska w którym Pan żyje ( miejsca ). Pochwała Trumpa, tego się nie spodziewałem. Trump daje się wciągać przez żydów, następnie ich, nomen omen, oszwabia.Mądry gość ! To, że jednym pstryknięciem zachwiał rynkami ropy Pana nie interesuje, nieważne kto go do tego podpuścił, ważne, że to zrealizował. Może Europa ma zdechnąć. Wszędzie Żydzi, żydzi i jeszcze raz Żydzi. A Trump to niezależny gość, sam o wszystkim decyduje … no proszę mieć więcej szacunku dla inteligencji odbiorców swoich tekstów. Żyd to synonim pieniądza, a przecież wystarczy się nie zadłużać. O to chodzi !
Co do Trumpa, to mam odrobinę inne zdanie, Izrael zawsze był „wentylem bezpieczeństwa” Stanów, że owszem, wspieramy naszego sojusznika, ale „co złego to nie my”. Netanjahu musiał wywoływać konflikty, w przeciwnym razie straciłby stołek, a może i nawet głowę, bo semici mają swoje sposoby rozwiązywania nurtujących ich kwestii. Rzekome spory Trumpa z Beniaminkiem są tak śmieszne jak „kłótnie” polityków w reżimowych telewizjach – na pokaz. A co do tego kondominium niemieckiego, ukraińskiego czy jakiego tam. Pomijając fakt, że pachnie to Michalkiewiczem (przepraszam jeśli uraziłem tym porównaniem), to ja się zastanawiam, co większość publicystów ma z tymi Niemcami? Jedni krzyczą Der Onet, choć nikt nie sprawdzi, kto ma największy odsetek udziałów w Axel Springer, bo to już za dużo roboty. Tak samo jak z Tuskiem, niby sługą Niemców i Merza. Tak, tak.. a pan Merz, niegdyś pracownik m.in. takiej małej, rodzinnej firemki Blackrock, tak walczy o prawa swoich rodaków jak Kaczyńskie, Tuski, Hołownie i Kosiniaki o prawa Polaków. Równie dobrze moglibyśmy premierem zrobic Pavlo Kovala i opowiadać, że sama jego obecność na tym stołku uczyni z nas mocarstwo w ciągu roku, najdalej dwóch. Ocknijmy się. Tu od zawsze chodziło o pieniądze, bo Europa umiała je zarobić, tylko była głupia, bo dawała się podpuszczać amerykancom na idiotyczne wojny. Dziś może nie trzeba takich zbrodni jak bez mała 100 lat temu, bo życie nam chyba jednak cenniejsze, ale mechanizm jest ten sam. Bezmyślne ukry dały się wpuścić w maliny, my bądźmy mądrzejsi. Ukry nie będą tu rządzić, ukry będą się na nas wyładowywać za to, że stracili swój kraj. I nikt z publicystów nie zająknie się dlaczego. Nie, nie z powodu jakichś Niemców, paluchem trzeba pokazać znacznie dalej na zachód. Tylko że horyzont przeciętnego ukraińca nie sięga dalej niż spróchniały płot jego zagrody zwanej gospodarstwem domowym, więc będzie lać po łbie pierwszego, który mu się nawinie. Jesteśmy za blisko tego wszystkiego i za rykoszet, który może nas czekać, zapłacimy więcej niż za tę całą broń i odsetki od naiwności i głupoty. Dziś, czy nam się to podoba czy nie, trzeba tonowac nastroje. Z nazwaniem brygady imieniem UPA podpuścili nas jak dzieciaków, wszyscy podjęli temat. I o to chodziło! Te same dupki, które kilka lat temu chwaliły dzielny, braterski naród, dziś tych samych ukrów wytykają palcem. A przez te lata nie zmieniło się w ich mentalności nic. Może tylko paru czerwono-czarnych poszło na spotkanie ze stepanem, gdzieś tam w piekielnych czeluściach. Teraz natomiast mamy być antyukraińscy. I oczywiście wskoczyliśmy w te buty, jak zawsze, pod czyjeś dyktando… To też robota Niemców?
Trump realizuje własne cele, to co obchodzi, że ropa w Polsce jest droższa o 1-2 zł? Kandydaci na stolec prezydenta w USA przynajmniej od 50 lat muszą się liczyć z żydowskim lobby, był czas przywyknąć. Ci, co w naszym bantustanie utyskują na Trumpa, obudzą się z wackiem w garści (copyright by S.Michalkiewicz), gdy preziem w Hameryce zostanie Rubio, któremu karierę opłacili żydowie i który jest autorem ustawy 447.
Rację ma K.Baliński pisząc, że Polska jest bankrutem finansowym, a wkrótce będzie bankrutem narodowym, politycznym i jakim tam jeszcze. Na niedawnym wykładzie w Łodzi Pan Baliński dokładnie to wyłożył (kto zainteresowany, niech znajdzie w necie).
To prawda, jak pisze X, że Merz, to sumienny pracownik globalistów. Chociaż ostatnio nie zgodził się na rozdęcie budżetu eurokołchozu. Prawdę helmut mówi, czy łże jak pies? Czas pokaże.
Wszystko ok ale żeby napisać, że rosja nie ma wobec Polski żadnych roszczeń to trzeba mieć chwilowe zaćmienie umysłu.
Kacapskie ścierwo zawsze miało, ma i będzie mieć do Polski roszczenia obejmujące cały nasz teren i cały nasz naród.
W obecnej sytuacji nie ma jedynie możliwości egzekwowania tych swoich wielowiekowych zbrodniczych ciągotek wobec nas.
Każdy kto łudzi się, że z rosją można zawrzeć jakiś trwały i korzystny sojusz, powinien zaczynać z powrotem od podstawówki.
Rosja a nie rosja. Kacapskie ścierwo jak się tłumaczy ? To że wygrali z nami to fakt. To, że są na wielu polach lepsi to fakt. To, że na wielu polach z nami przegrywają to fakt. Stawianie się na pozycji anty- wobec każdego, szczególnie „turańskiego” jest dziecinne. Wystarczy porównać Polskę wschodnią z zachodnią, tą poniemiecką. Jednak to nie jest kryterium. Chciałbym usłyszeć wyraźnie – jakie roszczenia ma Rosja wobec Polski. I dla kontrastu jakie roszczenia ma Ukraina i Niemcy