Cudzoziemcy naciskają na Polskę. Protest w Gdańsku i żądania szybszej legalizacji pobytu
Przed Pomorskim Urzędem Wojewódzkim w Gdańsku odbył się protest cudzoziemców oczekujących na decyzje w sprawie legalizacji pobytu w Polsce. Organizatorzy zwracali uwagę na wielomiesięczne, a w niektórych przypadkach nawet wieloletnie postępowania. Według nich pełna procedura, od złożenia wniosku do odebrania karty pobytu, może obecnie trwać w Gdańsku nawet 26–28 miesięcy.
Protest odbył się przed Wydziałem Spraw Cudzoziemców Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego. Uczestnicy domagali się usprawnienia procedur oraz skrócenia czasu oczekiwania na decyzje i dokumenty.
Według inicjatywy Tu Żyjemy cała procedura legalizacji pobytu – od momentu złożenia wniosku do odebrania karty pobytu – trwa obecnie w Gdańsku około 26–28 miesięcy. Organizatorzy wskazują, że jest to okres znacznie dłuższy od przewidzianego prawem terminu dwóch miesięcy. Problemem ma być również czas oczekiwania na pobranie danych biometrycznych. Według uczestników protestu może on wynosić około dziewięciu miesięcy.
Jedna z uczestniczek demonstracji, obywatelka Białorusi, powiedziała „Dziennikowi Bałtyckiemu”, że na dokument pobytowy czeka już niemal dwa lata. Kobieta podkreśliła, że jest żoną Polaka, jednak nie przyspieszyło to prowadzonego postępowania. Jak wynika z jej relacji, jeżeli do końca roku nie otrzyma karty pobytu, będzie zmuszona opuścić Polskę.
Organizatorzy zwracali uwagę, że przedłużające się postępowania mogą powodować poważne problemy w codziennym funkcjonowaniu cudzoziemców. Brak aktualnych dokumentów może bowiem utrudniać wyjazd z Polski i ponowny wjazd do kraju, a także wykonywanie zawodów wymagających regularnych podróży zagranicznych.
Według protestujących problem ten dotyczy między innymi kierowców międzynarodowych, naukowców oraz pracowników delegowanych. Długie oczekiwanie na dokumenty ma również utrudniać podejmowanie pracy, prowadzenie działalności gospodarczej oraz planowanie dalszego pobytu w Polsce.
Na miejscu pojawił się wicewojewoda pomorski, który odniósł się do zgłaszanych przez cudzoziemców problemów i tłumaczył przyczyny zaległości w urzędzie.
Podobny protest odbył się 24 sierpnia w Warszawie. Wzięło w nim udział około 300 cudzoziemców, którzy domagali się przyspieszenia postępowań dotyczących legalizacji pobytu. Według danych przedstawionych przez uczestników na decyzje w sprawie zezwoleń na pobyt oczekiwało wówczas w Polsce około pół miliona osób. W województwie mazowieckim średni czas rozpatrywania spraw miał wynosić 394 dni.
Protestujący domagali się między innymi uchylenia art. 100d ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy. Przepis ten pozwala na odstąpienie od odpowiedzialności za przekroczenie terminów prowadzenia postępowań. Uczestnicy postulowali również zwiększenie środków przeznaczonych na zatrudnienie urzędników zajmujących się sprawami cudzoziemców.
Zdaniem protestujących przewlekłość postępowań stanowi dla wielu osób poważną przeszkodę w normalnym funkcjonowaniu. Wskazują oni, że wielomiesięczne oczekiwanie na dokumenty ogranicza możliwość podróżowania, podejmowania pracy, prowadzenia działalności gospodarczej oraz podejmowania decyzji dotyczących dalszego życia w Polsce.



Łączę się z nimi w bólu. Przez pryzmat kilkuletniego oczekiwania w naszym bantustanie na badanie gastryki, tudzież innych badań. Będąc w nirvanie oczekiwania, można przecież taktownie umrzeć, co rozwiązuje problem kolejkowy.