Czy polski rolnik jest dyskryminowany? Ukraina żąda 690 zł dopłaty do krowy
Ukraina domaga się od Unii Europejskiej dopłat do każdej krowy – i to na warunkach wyraźnie korzystniejszych niż te, które obowiązują rolników w Polsce. Co więcej, w Brukseli propozycja ta ma być poważnie rozważana. Sprawę nagłośnił poseł Grzegorz Płaczek, stawiając pytanie o równe traktowanie obywateli.
Polityk nie kryje oburzenia. Jego zdaniem sytuacja ta jest skrajnie niesprawiedliwa wobec polskich rolników, którzy funkcjonują w gęstej sieci unijnych regulacji i podlegają ścisłej kontroli, a jednocześnie otrzymują niższe wsparcie finansowe. Zwraca uwagę, że w Polsce dopłata do krowy wynosi około 430 zł, podczas gdy strona ukraińska oczekuje około 690 zł na sztukę – bez konieczności spełniania porównywalnych wymogów.
Poseł podkreśla, że przedstawiana jako pomoc wojenna inicjatywa w rzeczywistości może mieć zupełnie inny charakter. Jego zdaniem środki z unijnego budżetu nie trafią do drobnych rolników, lecz przede wszystkim do dużych podmiotów rolnych, często powiązanych z międzynarodowym kapitałem. Wskazuje, że znaczną część ukraińskiego sektora rolnego kontrolują wielkie agroholdingi, których struktura właścicielska obejmuje zarówno lokalnych oligarchów, jak i inwestorów zagranicznych.
Wśród przykładów wymienia największe przedsiębiorstwa działające na Ukrainie. Część z nich pozostaje pod kontrolą ukraińskich właścicieli, jednak istotne udziały posiadają fundusze inwestycyjne z Ameryki Północnej, Europy czy Bliskiego Wschodu. W niektórych przypadkach kapitał jest ulokowany w zagranicznych jurysdykcjach, takich jak Cypr, a w innych – w rękach państwowych funduszy inwestycyjnych lub dużych instytucji finansowych.
Zdaniem posła rodzi to poważne pytania o sens i kierunek proponowanego wsparcia. W jego ocenie mechanizm ten może doprowadzić do sytuacji, w której pieniądze europejskich podatników będą zasilać wielkie, międzynarodowe struktury kapitałowe, zamiast wspierać lokalne, rodzinne gospodarstwa rolne w krajach Unii.
Polityk ostrzega również przed konsekwencjami gospodarczymi. Jeśli postulaty Ukrainy zostałyby przyjęte, europejski rynek mleczarski mógłby zostać zalany tańszą produkcją, dodatkowo subsydiowaną z budżetu UE. W jego opinii oznaczałoby to poważne zagrożenie dla konkurencyjności rolników z Polski i innych państw członkowskich.
Komentarz: Rugowanie polskich rolników z własnego rynku trwa w najlepsze i jest coraz dotkliwsze. Winę za taki stan rzeczy ponoszą: eurokraci, ale także warszawskie władze, niezależnie od barw partyjnych.



Taki urok eurokołchozu, nic się na to nie poradzi. A swoją drogą, to dziwne, że czcigodnego posła z Konfederacji nie oburza fakt, że polski rolnik otrzymuje niższe dopłaty od rolnika włoskiego, tudzież niemieckiego i innych z tzw. „starej Unii”.