„Antypolskość wśród ludu ruskiego ma głębokie korzenie”. O ludobójstwie na Wołyniu rozmawiamy z prof. Włodzimierzem Osadczym [WYWIAD]

Prof. Włodzimierz Osadczy / Fot. archiwum prywatne WO
9 3 175

O relacjach polsko-ukraińskich, banderowskich zbrodniach oraz stosunku polskich władz do pomordowanych Polaków na Wołyniu, z prof. Włodzimierzem Osadczym, historykiem i specjalistą m.in. z zakresu historii Ukrainy, obrządku wschodniego i rzezi wołyńskiej, rozmawia Krzysztof Żabierek.

Krzysztof Żabierek: Obchodzimy w tym roku 75 rocznicę kulminacyjnych wydarzeń ludobójczej akcji, podjętej przez UPA wobec polskich mieszkańców Kresów. Tzw. rzeź wołyńska, jak każde wydarzenie historyczne, nie jest wydarzeniem zawieszonym „w próżni”. Jakie relacje łączyły oraz dzieliły Polaków i Ukraińców w okresie II RP?
Prof. Włodzimierz Osadczy: Sytuacja, która miała miejsce w okresie II RP była wynikiem walk stoczonych w latach 1918-1921, aż do ustalenia wschodniej granicy państwa polskiego. Jednymi z konkurentów, z którymi Polska miała stoczyć krwawe walki byli Ukraińcy. Zwłaszcza mam tutaj na myśli tzw. Zachodnioukraińską Republikę Ludową.

Tak zwaną”?
Z racji tego, że było to państwo powstałe przy inspiracji władz austriackich i nie było uznawane przez wspólnotę międzynarodową. Tym nie mniej wśród części ludności ukraińskiej, a zwłaszcza dawnej Galicji był zaszczepiony bardzo mocno „ferment”, który zwłaszcza wśród chłopów, zaszczepiał ambicje narodowościowe, państwowotwórcze. Galicja, Małopolska Wschodnia w czasach II RP, czy województwa zamieszkałe przez Rusinów, były ośrodkiem, który „fermentował”. Stał się dobrym gruntem do rozwoju nastrojów nacjonalistycznych. Z jednej strony, o nienawistnym stosunku nacjonalistów ukraińskich do Polaków zaważyła gorycz porażki w wojnie polsko-ukraińskiej i świadomość, iż państwo w postaci Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej nie ma szans na przetrwanie. Z drugiej strony, ogromną rolę odegrał tutaj radykalizm o podłożu antychrześcijańskim, materialistycznym. W tych okolicznościach zrodził się nacjonalizm ukraiński, który zyskał licznych zwolenników wśród półinteligencji ukraińskiej.

Dlaczego nie mówimy tutaj o inteligencji?
Klasa inteligencka była bardzo słabo rozwinięta. Można mówić jedynie o klasie półinteligencji, wywodzącej się tradycyjnie z rodzin duchownych greckokatolickich. To tam znalazł się podatny grunt dla nacjonalizmu ukraińskiego. Przełożyło się to na ustawiczne akty terroru i sabotażu. W 1929 roku powstała Organizacja Nacjonalistów Ukraińskich, działająca najpierw pod nazwą Ukraińska Organizacja Wojskowa, która wprost stawiała sobie za cel zniszczenie suwerennego państwa polskiego na terenach województw wschodnich. Ich założenia uniemożliwiały legalizację ich formacji politycznej na terenie II RP. Niemniej ta nielegalna organizacja poprzez krzykliwe hasła i negatywne emocje uzyskiwała najwięcej zwolenników. Państwo polskie poczęło przeprowadzać akcje prewencyjne, które miały wstrzymać szerzenie się ukraińskiego nacjonalizmu na tereny dawnego zaboru rosyjskiego, w tym na tereny województwa wołyńskiego. Mam tutaj na myśli kordon sokalski. Wiemy także, że polityka, którą prowadził wojewoda Henryk Józewski była skierowana na to, żeby edukować Ukraińców i „podciągać” kulturowo i politycznie do standardów państwa demokratycznego. To była polityka prowadzona przez jednego z najbliższych współpracowników Józefa Piłsudskiego. Mimo to Małopolska Wschodnia, Galicja, to były tereny, które w czasach II RP od czasu do czasu ociekały krwią. W latach 30. Polacy przeprowadzali akcje pacyfikacyjne, w wyniku których śmierć poniosła prawdopodobnie tylko jedna osoba. To w nacjonalistach ukraińskich wzmogło nastroje antypolskie, a czarę goryczy przelała bezmyślna akcja burzenia cerkwi w 1938. Te nastroje nie były nowością. Miały głębokie podłoże historyczno-cywylizacyjne. Antypolskość wśród ludu ruskiego ma głębokie korzenie. Okres II RP był niestety okresem, kiedy ta antypolskość szczególnie dojrzewała.

Według rożnych badań liczba Polaków którzy zginęli z rąk banderowców jest szacowana na ok. 200 tys. osób. W stosunku do ofiar z czasów II wojny światowej jest to liczba stosunkowo niewielka, jednak sposób w jaki ginęły te osoby jest przerażający. Przykładem jest choćby los, jaki spotkał polskiego parlamentarzystę wyznaczonego do rozmów z przedstawicielami UPA Zygmunta Rumla, rozerwanego końmi. Choć jest to najtragiczniejsza karta tej historii proszę przybliżyć, jakich metod uśmiercania swoich ofiar używali banderowcy?
Opis tych banderowskich mordów w okresie realizacji akcji ludobójstwa na Polakach na Kresach Wschodnich winien być zastrzeżony i nieeksponowany w całej okazałości. To, czego banderowcy dopuszczali się na Polakach, jest przerażające pod względem brutalności, a zarazem wymyślności. Nie mieści się w głowie, żeby człowiek posługując się swoim rozumem dochodził do takich rozwiązań, jeśli chodzi o eksterminację przedstawiciela tego samego gatunku. Co niektórzy badacze przytaczają ponad 300 sposobów uśmiercania. Czymś przerażającym jest celebrowanie uśmiercania polskiej populacji przez nacjonalistów ukraińskich. Dość często pojawia się teza o zbiorowym opętaniu. Człowiek sam z siebie nie jest zdolny, by czynić tak przerażające zbrodnie. Przytoczona przez Pana liczba 200 tysięcy pomordowanych Polaków do dziś jest szacunkiem, jednak przy zaznaczeniu, że liczba ta była stosunkowo niewielka w stosunku do ofiar II wojny światowej, wymaga wyjaśnienia. Na Wołyniu, Polacy ginęli z rąk organizacji, która nie była częścią struktur państwowych. III Rzesza niemiecka, czy Związek Radziecki, miały bardzo rozbudowany aparat przemocy, na przykład obozy zagłady czy wypracowane metody uśmiercania. W przypadku banderowców mamy do czynienia z improwizacją. Ludobójstwo przeprowadzała siła, która występowała jako formacja nielegalna, partyzancka. Jeśli uwzględnimy krótki czas i fakt, że za ludobójstwem nie stała żadna instytucja państwowa, to liczba polskich ofiar jest wręcz przerażająca. Poza tym należy także zaznaczyć, że ci którzy uciekli spod banderowskich toporów i siekier, stanowią promile ludności polskiej.

Skoro było poruszone nazewnictwo, odwołujące się do kultywowanego obecnie na Ukrainie Bandery, strona ukraińska uważa, że nie można go obarczać odpowiedzialnością za to ludobójstwo, gdyż przebywał on wówczas w niewoli niemieckiej. Proszę Panie Profesorze wyjaśnić powiązania między nim a decyzją o podjęciu decyzji o ludobójstwie na narodzie polskim?
Gdy mowa o gloryfikacji Bandery, to mamy do czynienia z potężnym nieporozumieniem. Stepan Bandera to z jednej strony postać tragiczna, ale z drugiej także żałosna. Jeśli spojrzymy na sam wygląd tego „bohatera”, któremu stawia się pomniki i przeczyta się jego biogram to dostrzeżemy, że jest to człek żałosny jako postać historyczna. W Banderze pociąg do przemocy był uwarunkowany kompleksami związanymi z jego fizycznymi ułomnościami. Gdy chodzi o rolę banderowskich wataszków, doskonale wyjaśnił to biskup Chomyszyn, mówiąc o godnej pożałowania kamaryli ukraińskich nacjonalistów. Biskup wspomniał też o tym, że ta szopka, której był świadkiem, może doprowadzić do wielkiej tragedii. I niestety, te prorocze słowa się ziściły. Jak wspominał dziennikarz Bogdan Osadczuk, największy sukces, gdy chodzi o gloryfikację Bandery, osiągnął on sam po swojej śmierci, w czasie zimnej wojny, kiedy chętnie wykorzystywano tego typu symbole. Banderę przedstawiono jako ofiarę skrytobójstwa sowieckiego i służby zachodnie, amerykańskie, wyniosły go na postument bohatera. Co możemy o Banderze powiedzieć? Wiemy, że Bandera był internowany. Wiemy, że przebywał w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen, gdzie w porównaniu do pozostałych więźniów cieszył się wielkim komfortem i traktowany był jako „gość specjalnej troski”. Dla nazistów był kimś przydatnym, dlatego został otoczony pieczołowitą opieką.

Zatem Bandera nie był w niewoli, ale był izolowany z nadzieją na przyszłe wykorzystanie w planach niemieckich?
Tak to wygląda. Zwłaszcza, że cała wierchuszka banderowska była powiązana z agenturą III Rzeszy. Zdecydowanie trzeba podkreślić, że Bandera jest symbolem ludobójstwa, a wszelki sofizm typu „Bandera nie dokonał żadnych zbrodni” jest zupełnie niepoważny… Na tej zasadzie Hitler i Stalin także nie byli oprawcami, tylko przywódcami.

Państwo Polskie w ostatnich miesiącach włączyło się w akcje podkreślania żydowskich śladów w Polsce, czego przykładem jest decyzja o renowacji cmentarza żydowskiego w Warszawie za cenę 100 mln zł. W związku z uroczystościami 75 rocznicy ludobójstwa na Kresach, rodzi się pytanie jak wygląda sprawa polskich grobów pomordowanych rodaków? Jakie są podejmowane działania przez stronę ukraińską i polską w tej sprawie?
To pytanie retoryczne. Dzięki wysiłkom środowisk kresowych została poruszona sprawa ekshumacji szczątków pomordowanych na kresach. Wiemy, że państwo ukraińskie zabroniło dokonywania ekshumacji. Proszę zwrócić uwagę na nieludzkość „strategicznego sojusznika”, którego państwo polskie wspiera na każdym szczeblu. Nawet minister Czaputowicz, udając się na sesję ONZ, powiedział, że jedzie bronić interesu Ukrainy, nie wspominając oczywiście o sprawach polskich. Wiemy, że ambasador Polski na Ukrainie Jan Piekło uznawany jest przez ogół Polaków bardziej jako przedstawiciel interesu Ukrainy, niż przedstawiciel Polski. W tych okolicznościach państwo ukraińskie zakazuje przeprowadzana ekshumacji na ciałach obywateli państwa polskiego. To gest szczególnie nieprzyjazny, jeśli nie wrogi w stosunku do państwa polskiego. Wystarczy wspomnieć wczorajszą (8 lipca 2018) wypowiedź prezydenta Poroszenki w Sahryniu w Polsce, który powiedział, iż liczy, że strona polska pozwoli odblokować kwestię ekshumacji. Powiedział to publicznie na terenie Rzeczypospolitej. Z jednej strony niepohamowane parcie i próby forsowania ideologii banderowskiej, z drugiej brak jakichkolwiek poważnych kroków adekwatnych do skali zaniedbania, z którym mamy do czynienia. Państwo polskie nie poczyniło przez cały okres lepszych czy gorszych rządów żadnych kroków, żeby upamiętnić ofiary ludobójstwa. Czy jest to do pomyślenia w sytuacji ofiar Auschwitz, Majdanka, martyrologii narodu żydowskiego…? Polacy zamordowani na Wołyniu są traktowani jako ludzie gorszej kategorii, co w symboliczny sposób prezentuje złożeniem wieńca prezydenta Duda w szczerym polu we wsi Pokuta na Ukrainie. Dlaczego na terenie państwa polskiego nie powstają miejsca, które upamiętniałyby ofiary rzezi wołyńskiej? Nie mówię o skwerze wołyńskim, wyrzuconym poza obręb miasta Warszawy jak jakiś niechciany, wstydliwy pomnik, tuż obok ekranów dźwiękowych, za rogatkami miasta. Ofiary rzezi wołyńskiej zasługują na szczególne miejsce upamiętnienia. Tymczasem na terenach obecnej Ukrainy, na „trupich polach”, stawia się wysypiska śmieci, a nawet stawia się wysypiska oprawców. Zaniedbanie w tym obszarze jest żenujące i winniśmy mieć poważne pretensje do włodarzy państwa polskiego.

Dlaczego nie możemy stawiać znaku równości, jak życzy sobie tego Petro Poroszenko i Ukraińcy, między tym co się wydarzyło na Wołyniu, a takimi wydarzeniami, jakie w 1944 roku miały miejsce w Sahryniu?
To pewnego rodzaju ukraiński chwyt propagandowy, mający na celu przekonanie opinii publicznej o istnieniu jakiejś wojny polsko-ukraińskiej. W tej sposób nacjonaliści ukraińscy chcą zrzucić z siebie odpowiedzialność za ludobójstwo, które przeprowadzili ich przodkowie. Starają się przekonać, że nie warto wnikać w szczegóły „polsko-ukraińskiej wojny”. To narracja banderowska, która była podtrzymywana na Zachodzie, a obecnie przeniesiona na grunt ukraiński. W podtrzymywaniu tej zakłamanej narracji istotną rolę odegrały także czynniki kościelne. Arcybiskup Światosław Szewczuk w siedzibie KAI w Warszawie powielił zakłamaną tezę, że ofiary rzezi wołyńskiej to były ofiary wojny polsko-ukraińskiej. Prawda jest taka, że jeśli dochodziło to jakichś akcji ze strony polskiej, jak chociażby miało to miejsce w przypadku Sahrynia, gdzie stacjonowali banderowscy bojownicy, to te akcje miały charakter pacyfikacyjny, czy pojedyncze metody, w których kierowano się zasadami odpowiedzialności zbiorowej. W żaden sposób nie wolno wykorzystywać tego rodzaju przykładów zbrodni wojennych, w celu manipulacji świadomością publiczną i przedstawienia przykładów porównywanych symetrycznie. Tą metodą prawdę historyczną próbuje się zakłamać, a nawet wpuścić w niebyt historię ludobójstwa. Wiemy, że Sahryń wykorzystywany jest do manipulacji świadomością publiczną. Wczorajsze (8 lipca 2018) obchody były bardzo spektakularnym przedstawieniem tej manipulacji. W drugą niedzielę lipca, kiedy doszło do apogeum ludobójstwa na Polakach mieszkających na Wołyniu, Poroszenko udaje się do Sahrynia. W dzień, w którym nie obchodzi się żadnej rocznicy. To bezczelna manipulacja, mająca na celu wprowadzenie narracji banderowskiej do świadomości publicznej. Nie mam żalu do Ukraińców. Mam żal do polskich władz, które pozwoliły na to, że w symbolicznym dniu, a zarazem symbolicznym miejscu na terenie państwa Polskiego, pozwolono prezydentowi Poroszence na tak perfidną manipulację. Ta wizyta miała zrelatywizować obecność Andrzeja Dudy na Wołyniu, na co pozwoliła polska dyplomacja? Polska dyplomacja nie uczyniła należytych kroków – pomijam w tym miejscu ambasadora Piekło, od którego nic nie oczekuję – żeby unikną profanacji pamięci ofiar ludobójstwa.

Obejrzyj:

Była głucha noc. Mordowali wszystkich Polaków i doszczętnie palono wsie! Rekonstrukcja rzezi wołyńskiej [WIDEO]

Wsparcie - darowizny

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. Czesław mówi

    Media bardzo uważnie pomijają w swoich przekazach ten fragment uroczystości, dlatego słowa uznania dla Katolickiej Agencji Informacyjnej https://ekai.pl/warszawa-modlitwa-miedzyreligijna-w-intencji-ofiar-rzezi-wolynskiej/
    11.07.2018 rocznica krwawej niedzieli
    „Ks. Isakowicz-Zaleski upomniał się także o pomnik prof. Andrzeja Pityńskiego, upamiętniającego ofiary rzezi wołyńskiej, a także napis na płytach Grobu Nieznanego Żołnierza, z których po dwóch dniach po odsłonięciu w 2017 r., usunięto nazwę jednego z miejsc chwały oręża polskiego związanego z obrońcami Birczy. Podziękował też za wyróżnienie, które jak się wyraził, traktuje jako odznaczenie dla swego ojca, jednego ze świadków rzezi.”

  2. Czesław mówi

    Media bardzo uważnie pomijają w swoich przekazach ten fragment uroczystości, dlatego słowa uznania dla Katolickiej Agencji Informacyjnej https://ekai.pl/warszawa-modlitwa-miedzyreligijna-w-intencji-ofiar-rzezi-wolynskiej/
    11.07.2018 rocznica krwawej niedzieli
    „Ks. Isakowicz-Zaleski upomniał się także o pomnik prof. Andrzeja Pityńskiego, upamiętniającego ofiary rzezi wołyńskiej, a także napis na płytach Grobu Nieznanego Żołnierza, z których po dwóch dniach po odsłonięciu w 2017 r., usunięto nazwę jednego z miejsc chwały oręża polskiego związanego z obrońcami Birczy. Podziękował też za wyróżnienie, które jak się wyraził, traktuje jako odznaczenie dla swego ojca, jednego ze świadków rzezi.”

  3. Piotrx mówi

    „Antypolskość wśród ludu ruskiego ma głębokie korzenie. Okres II RP był niestety okresem, kiedy ta antypolskość szczególnie dojrzewała.””

    Antypolskość i antykatolicyzm ludu ruskiego ma o wiele starsze korzenie
    Początków można się doszukiwać w propagandzie jakie prawosławny kler ruski stosował wobec katolików (łacinników). Na początku akcję przeciwko „łacinnikom” prowadzili w Kijowie duchowni, głównie greckiego pochodzenia i to często na najwyższych stanowiskach. Mnich Teodozy w swoim utworze „Słowo o wierze chrześcijańskiej i łacińskiej” stwierdza, że ta ostatnia jest gorsza od żydowskiej, że trzeba się wystrzegać wszelkich kontaktów z łacinnikami, a gdyby nawet dało im się w potrzebie jeść lub pić z własnego naczynia, to należy je potem wymyć i modlitwą oczyścić.

    Metropolita kijowski Jan II potępiał w 1080 r. tych Rurykowiczów, którzy wydawali swoje córki za władców zachodnich, zaś Metropolita Nikifor (1104-1121) pouczał księcia Włodzimierza Monomacha jak wielkim przewinieniem jest utrzymywanie stosunków z łacinnikami. Metropolita ów skierował specjalne pismo do księcia wołyńskiego Jarosława, „ponieważ książę sąsiaduje z ziemią lacką, a ci, co na niej żyją, przyjęli naukę łacińską i odstąpili od Apostolskiej Cerkwi.”

    Arcybiskup nowogrodzki Nifont (1129-1156) dokładnie nauczał wiernych jak mają postępować wobec „łacinnika”, gdyby ten chciał stać się wyznawcą Kościoła wschodniego. Przepisany przez arcybiskupa ceremoniał wskazuje, że uważano go za nowochrzczeńca. Książę nowogrodzki Włodzimierz został wypędzony przez mieszkańców Pskowa, ponieważ wydał swą córkę za katolika, zaś Kronika pskowska nieustannie operuje takimi epitetami jak „pogańscy łacinnicy”, zaś w Kijowie wyobrażano sobie diabła w postaci Polaka (Pateryk kijowsko-pieczerski).

    Póżniej nurt ten był kontynuowany żeby dla przykładu wspomnieć o rzeziach dokonywanych na ludności polskiej przez hajdamaków. Mnich, ihumen motroneńskiego monasteru, Melchizedek Znaczko-Jaworski:

    „…potrafił rozbudzić fanatyzm wśród społeczeństwa zupełnie niezdolnego do fanatyzmu; umiał wmówić męczeństwo tam gdzie były karane przestępstwa; umiał ubrać w pozory prześladowania walki duchowieństwa dwu obrządków do prawa na chleb duchowny, a pochwyciwszy nić polityki rosyjskiej, której doniosłości i ważności nie rozumiał nawet, zdziałał na szkodę tego państwa, w którym mieszkał…

    ….Dwa powyższe monastery, fundowane przez rodziny polskie, utrzymywane łaską i opieką polskich magnatów posuwających hojność swoją do lekkomyślności obywatelskiej, ochraniających „błahoczestije” w imię egoizmu i obojętności religijnej, — stały się kuźnią i ogniskami niepokoju i zdrady państwowej. Widzieliśmy, że na pograniczu z Rosją, od chwili kiedy Dniepr przeciął po połowie Ukrainę, nie było pokoju; tam jak na wirach wodnych bezustannie wrzało w ciągu całego niemal XVIII w., charakter tylko wrzenia zmieniał się: do połowy XVIII w. kwitło tam zbójnictwo kresowe, zwane hajdamaczyzną, a od połowy zawrzała straszna walka, uporczywa, złośliwa, egoistyczna o to, jaką drogą lepiej prowadzić do nieba duszę ciemnego i dzikiego chłopa, który, wy-chowany na pograniczu tatarskim, karmiony kilkuwiekowymi wpływami islamizmu z pomieszaniem etnicznych pierwiastków, wyrobił w sobie obojętność religijną, zbliżoną do fatalizmu wschodniego. ..

    Historia ruchów hajdamackich
    http://www2.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/hajdamacy.html

  4. Piotrx mówi

    Włodzimierz Antonowicz
    http://www2.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/antonowicz.html

    ….Ojciec duchowy całej szkoły historycznej, opartej na przewrotnem użytkowaniu aktów i dokumentów historycznych, próbował stworzyć poetycką syntezę kozaczyzny i hajdamaczyzny — krwawych ruchów ludowych, podszytych nienawiścią klasową, a mających wybitny charakter swawoli w państwie, posiadającem mało wojska dla stłumienia takiej swawoli. Główną cechą tej syntezy był sentymentalny, romantyczny pogląd na lud wiejski, apoteoza swawoli państwowej i nadawanie jej charakteru bohaterstwa — o ile to wszystko odbywało się w granicach dawnej Rzptej polskiej …

    …Dla nas jest tem ciekawszy, że w duchu idei państwowej politycznej Rosyi pchnąl swoja działalność historyczną, że wykształcił w tym kierunku całe pokolenie pracowników, że dziejów własnego i ruskiego narodu użył jako narzędzia walki, że na dzieje polsko-ruskie patrzył przez pryzmat polityki państwowej rosyjskiej, na którą się dal złapać niebacznie: że skutkiem tego, sformułowawszy fałszywe tezy historyczne przeszczepił je ze szkodą prawdy i moralności w uczniów swoich; że stworzył hajdamaczyznę naukową, która dla walki w teraźniejszości szukała w dziejach nieuzasadnionego poparcia.

    Zastrzyknąwszy truciznę kozackiego warcholstwa i swawoli w nowożytne społeczeństwo ruskie, oderwał je na długie lala od pracy pozytywnej, skrzywił jego logikę i moralność, a walki przeszłości przekuł na nienawiść, dzisiejszą….

    Antonowicz potralil wynaleźć wśród szlachty kresowej nawet to, czego żaden Rosyanin nie dostrzegł, czego nawet Bibikow nie mógł znaleźć — jezuitów. A co też wyrabiali ci jezuici, proszę łylko posłuchać. Niezadługo przeczytamy to w ruskich podręcznikach szkolnych :

    „W tem mało kulturalnem i apatycznem społeczeństwie szlacheckiem znalazła się grupa ludzi, którzy zdecydowali się wykorzystać taki stan rzeczy i schwycić wszystko w swoje ręce. Byli to jezuici. których klasztory były pozamykane i którym pobyt w Rosyi był oficya1nie zabroniony, co wszakże nie przeszkadzało temu, że organizacya jezuicka istnieć nie przestawała, a należeli do niej ludzie różnych stanów związani z organizacya ślubem posłuszeństwa. Aby mieć wpływ na szlachtę, postarali się oni skodyfikować wszystkie zasady, które błądziły wśród społeczeństwa, nie ujęte w żadne formy, a do głównych zasad zaliczono — katolicyzm, polski patryotyzm i szlachectwo, jako dogmat. W tym czasie, gdy miałem możność spotkać tych ludzi, prowincyałem ich na kraj południowo-zachodni był znany kaznodzieja kijowski ksiądz Godlewski, a udział w zgromadzeniu przyjmowało bardzo wielu łudzi wolnych profesyi, głównie zaś nauczycieli domowych. Widząc nieokreśloność społeczeństwa szlacheckiego, jezuici usiłowali zlać jego dążenia w pewien zorganizowany system, dzięki czemu od razu zdobyli duże wpływy. W tym również celu obsadzali oni swoimi członkami ekonomiczne i pedagogiczne posady u panów, tak że nie było prawie bogatszego domu. gdzieby jezuita nie zajmował stanowiska — rządcy, nauczyciela, kapelana, lub czegoś w tym rodzaju. Członkom swoim stwarzali oni głośną a niezasłużoną reputacyę i ja sam spotykałem się u pewnego bogatego pana z nauczycielem Postępskim. posiadającym świadectwo domowego guwernera. którego jednakże wszyscy uważali za magistra matematyki. W ten sposób jezuici nietylko kierowali społeczeństwem szlacheckiem, lecz i ciągnęli stąd zyski materyalne. Umieli oni skłonić wiele osób zamożnych do zapisów na rzecz zakonu (Berezowski, Waszyński), werbowali młodych ludzi, Formując z nich początkowo religijne bractwa, w rodzaju bractwa Serca Jezusowego. których członkowie obowiązani byli spełniać pewne religijne obrządki i płacić składki, a na wybitniejsze pośród nich jednostki zwracali szczególniejszą uwagę, wprowadzając takowe do swojej organizacyi”.

    Oto tak wygląda Ukraina-Ruś Hruszewskiego pod piórem miłującego lud wiejski odszczepieńca. Nic dziwnego. Antonowicz był sprawiedliwym, bo nawet ojcu i matce czarnych barw nie żałował. Obarczając szlachtę kresową najrozmaitszymi zarzutami, oczywiście i to przypomniał, że nadużywała prawa pańszczyźnianego i kazała robić chłopom 6 dni w tygodniu. Zapomniał tylko o pewnych drobnostkach. Nadużycia jeśli były, to z winy niedołężnego rządu, że prawo zwyczajowe ludu szanowano, że w święta ludowe nie było pańszczyzny — a któż policzy owych Aleksijów czołowikiw bożych, Dmytrów, Iwanów etc.! że było 19 świąt kościelnych, 19 galówek (tabelnyje dni) i 52 Niedziele. Zapomial dodać, że chłop nie płacił podatków, tylko „pan” za niego, nie płacił za używaną ziemię, brał budulec z dworskiego lasu, bezpłatny opal; że „pan” budował dla niego cerkiew, parochowi dawał opał, budulec i ziemię. Jużci – to była wielka krzywda ludowi, bo przecież coś u „pana” zostało jeszcze. Nic mam zamiaru bronić nadużyć, ale — wylew żółci jest zawsze tylko chorobą….

    tego co czytał Antonowicz w okresie do roku 1860, wrażliwa dusza młodzieńca wchłaniała i odczuwała tylko pierwiastki wszechludzkie i na tej kanwie rysowała się w jego wyobraźni olbrzymia postać ludu-męczennika, pracującego na roli, przykutego do roli, zależnego, jak niewolnik prawie, od siły państwowej, która się nazywała strasznem dla niego imieniem — pan. Prosty umysł ludu nie sięgał głęboko, nie widział gdzie i w czem leżą krępujące go łańcuchy, on widział tylko ostatnie ogniwo tego łańcucha w panu. I Antonowicz łatwo przyswoił sobie nie tylko psychologię ludu. lecz jego pogląd na własną dolę. Poznanie nielicznych wówczas dzieł historycznych, obejmujących mniej lub więcej szeroko dzieje polsko-ruskich zatargów (Markiewicz, Historya Russów, Kamieńskij) — polskie opracowania prawie nie istniały — pokazało mu straszny obraz prześladowania i gnębienia tego ludu przez państwo polskie. W tych argumentach — przesadnie fałszywych — znalazł nie tylko poparcie usprawiedliwienia i wytłumaczenie genezy krzywd ludu, ale znalazł winowajcę tych krzywd.

    Był to w jego przekonaniu, a raczej w przekonaniu historyków rosyjskich, szlachcic polski, spadkobierca swawoli i nadużyć, jak mniemano, dawnej Rzplej polskiej — pan polski. W ten sposób znalazł niejako poszukiwaną niewiadomą, za pomocą której mógł odtąd rozwiązywać wszelkie zagadnienia przeszłości, którą mógł podsunąć pod każdą kwestyę społeczną, ekonomiczną, historyczną i rozwiązać ją z łatwością. Tak więc szkolą, literatura, książka, jednostronne i fałszywe z jednej strony, z drugiej żywa masa ludowa, odrębna od polskiej i rosyjskiej, pozwoliły młodzieńcowi nie tylko formułować pojęcie odrębności szczepowej, lecz wynaleźć dla przyszłości i teraźniejszości klucz otwierający ciemnie dziejowe, a dla przyszłości drogowskaz. Kluczem — były jakoby jakieś wielkie winy Rzplej względem Rusi w przeszłości, w teraźniejszości „pan” stawał się biczem bożym, a najbliższa nadzieja na lepszą przyszłość — wyrwanie chłopa ruskiego z rąk pana-Polaka. O panu-Rosyaninie mowy nie było, bo nie wolno było mówić o nim z tego stanowiska co o Polaku.

    I oto geneza rozbudzenia miłości dla ludu i nienawiści dla jego w rzekomych gnębicieli. Wyrabiało się powoli przekonanie, niczem nieuzasadnione, oprócz sentymentalizmu, że spodem fala ludowa niosła wszystko co było śród ludności najlepszego i najszlachetniejszego, a górą płynął prąd ciemiężyciełi, gnębicieli, wyposażony we wszystkie możliwe wady i biedy. Jednych można było tylko miłować, drugich, tylko nienawidzieć. W dalszym ciągu życia Antonowicz te pierwiastki wzmacniał i rozwijał….

    …..Nestor — zadający kłam wszystkim teoryom politycznym o „kolonistach” a dlatego tak bardzo lekceważony przez Antonowicza i Hruszewskiego — późniejszą Ukrainę nazywał „ziemią polską”. Kolonizacyę, rozpoczętą od XVI. w. po spustoszeniach tatarskich i innych można i należy nazwać raczej powrotem do starych siedzib. Ludzi i plemiona rozdzieliła religia, ale nie ziemia. Antonowicz radził szlachcie polskiej powrócić do narodowości ruskiej porzuconej, ale nie miał odwagi radzić Czerkaskim, Chitrowym, Oboleńskim i tysiącom innych „powrócić” do praojców swoich, Tatarów; Paskom, Chrapowickim, Żukowskim i w. in. do Polaków; poecie Puszkinowi — do murzynów.

    …(…) Hruszewskij, słusznie bardzo powiedział, że: „wszystkie prace historyczne Antonowicza, z niewielkimi wyjątkami, to jeden akt oskarżenia historycznej Polski”. (Zapiski Ukrain. Naukow. T o w a r. w Kijewi, Kijew 1909, str. 12). Ale akt oskarżenia nie jest jeszcze wyrokiem. Antonowicz był prokuratorem ze strony Rosyi. Zdawało mu się tylko, że bronił swego (od niedawna) narodu i wyjaśniał jego dzieje, a on z tych dziejów broń wyrabiał dla nowego pokolenia i przeszłość zabarwiał obcą polityką. Narodowi, do którego niby wrócił, żółć dawał, zrobił go niezdolnym do życia politycznego w najdalszej przyszłości, niezdolnym do samodzielności, skazując na życie niewolnika pokornego i przykutego do obcego państwa, radnej idei orzeźwiającej i pokrzepiającej na przyszłość nie zostawił po sobie. Rozszarpał tylko rany dziejowe, już zagojone prawie i trucizną goryczy i nienawiści zatruł dwa bratnie narody, pokrewne kulturą, sąsiedztwem i kilkowiekowem życiem wspólnem. Stawał na stanowisku obrońcy swego narodu w przeszłości, a w teraźniejszości nic mu nie obiecywał i nic innego nie radził nad pokorne znoszenie niewoli rosyjskiej. Zamiast politycznych ideałów radził mu się zadowolnie używaniem swego języka w literaturze i w szkole ludowej.

    Wódz nowożytnego ukrainizmu zatem może być ceniony tylko jako pracowity wydawca aktów. W tem leży jego zasługa i wady. Zasługa — bo zapoznał dziejopisarzy dwóch narodów z nieznanym dotychczas materyałem ; wady — bo, badając jednostronnie ten materyał, był fałszywym interpretatorem jego, dawał obraz niedokładny i źle oświetlony, a przyrodzona skłonność do syntezy i zbyt pospiesznych uogólnień przeszkadzały mu zbliżyć się do prawdy….

  5. Piotrx mówi

    Mychajło Hruszewski
    http://www2.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/hruszewski.html

    (…) Tak stanęły sprawy i w ten sposób wyrobiła się w Galicyi wschodniej owa radykalna mgławica, potrzebująca człowieka, któryby z niej coś wytworzył. Jak już powiedziano, człowieka takiego sami Polacy sprowadzili do Galicyi. Był to Mychajło Hruszewśkyj, syn popa z Chełma, wychowaniec rządu rosyjskiego w uniwersytecie kijowskim, uczeń duchowy prof. Włodzimierza Antonowicza. W duchu nienawiści, opartej o fałszywie pojęty i przedstawiany grunt historyczny polsko-ruskich stosunków, został wykształcony Michał Hruszewśkyj.

    Gdy miała być utworzoną katedra historyi Wschodu Europy z uwzględnieniem Rusi na uniwersytecie polskim we Lwowie, powołano na tę katedrę Hruszewśkiego, który już się był dał poznać z kilku prac monograficznych z dziejów Rusi. Prace te wolne były od szowinizmu narodowego, naukowego i politycznego, dawały przeto gwarancyę, że znalazłszy się w warunkach pracy niezależnej, potrafi wyzyskać swoje stanowisko naukowe dla nauki. Pomylono się pod tym względem.

    Hruszewśkyj milczał tak długo, jak długo nie był powołany do Lwowa. Znalazłszy się w warunkach wolności prasy, dał ujście swoim poglądom socyologiczno-politycznym. Wyszedłszy ze sfery ludowej, wychowany wśród prądów socyalistyczno-anarchicznych, nurtujących wśród młodzieży ruskiej od dłuższego czasu (a które wybuchnęły dopiero z całą dzikością i grozą po wojnie japońskiej przeciwko ustrojowi społecznemu), Hruszewśkyj znalazł w Galicyi bardzo pożądaną dla siebie wolność prasy.

    Przyłączyła się do tego wolność swawoli prasowej, na którą zbyt małą zwracano uwagę w Wiedniu, gdzie językiem ruskim nikt się nie posługiwał. Nie lepiej działo się w Galicyi, gdzie łudzono się nadzieją zrównoważenia stosunków i w tej myśli tolerowano wybryki. Hruszewśkyj zmienił zasadniczo w Galicyi kierunek swojej pracy, nadawszy jej, zarówno w działalności naukowej jak i w życiu politycznem, piętno walki socyalistycznej z klasami wrzekomo wrogo usposobionemi dla ludu — mieszczańską i szlachecką-polską. Jedni posiadali w swem ręku przemysł, handel i kapitał, drudzy — za dużo ziemi. Walce tej, pomimo zbyt widocznego podkładu, nie tajonego zresztą, dano z czasem nazwę walki z polskiem społeczeństwem w Galicyi o krzywdy i prawa Rusinów.

    Nawiasem dodać należy, że walka taka w Rosyi — nawet ze strony p. Michała Hruszewśkiego, zapewne przez wdzięczność za wychowanie za rosyjskie pieniądze — nigdy jawnie, z otwartą przyłbicą, z godnością należną prawdzie, podjętą nie była.

    Robiono skromne usiłowania wobec rządu o zaprowadzenie w szkółkach elementarnych nauki w języku ruskim, o naukę dziejów Rusi w języku małoruskim na uniwersytecie, ale rząd nie przychylił się wcale do tych pragnień, usprawiedliwiając się tem, że chłop małoruski doskonale język rosyjski rozumie, a garstka inteligencyi małoruskiej nie może posługiwać się innym językiem, jak tylko tym, którym posługiwali się dotychczas w szkole i urzędzie, t. j. rosyjskim. Ale to już jest kwestyą wewnętrzną Rosyi, wkraczającą w dziedzinę,jej celów i zadań politycznych i państwowych. Nie ulega wszakże zapewne wątpliwości, że rząd rosyjski, kierując się odmową, korzystał z doświadczenia, jakie uczyniono w Galicyi, dopuszczając język ruski do szkół średnich i uniwersytetu. Przekonał się, że to bynajmniej nie stwarza normalnych, spokojnych warunków do pracy państwowej, ale daje jedynie powód do zamętu wewnętrznego, do pragnień i pretensyi bez końca ponad miarę potrzeb umysłowych i kulturalnych małoruskiego społeczeństwa.

    Michał Hruszewśkyj z energią, godną lepszego zużytkowania, znalazłszy się na gruncie bezpiecznym, rozwinął w dwojakim kierunku działalność swoją: antispołecznym w Galicyi, nadając jej charakter wrzekomej walki o prawa małoruskiego narodu, t. j. dwóch milionów galicyjskich Rusinowi — politycznej. Stanowisko zaś naukowe na uniwersytecie lwowskim dawało mu możność skupiania koło siebie młodzieży i wpływania na nią w duchu swoich poglądów i upodobań. Władając językiem rosyjskim o wiele lepiej niż ruskim, podjął się zadania być rzecznikiem sprawy Rusinów w Galicyi wobec rosyjskiego społeczeństwa. W interesie społeczeństwa małoruskiego było to stanowisko pozbawione szczerości, a nacechowane jednostronnością.

    Nie miało bynajmniej na celu obrony interesów narodowych Rusi, bo one w Galicyi nie były w niczem i nigdzie zagrożone, przeciwnie, spotykały wszędzie wydatną pomoc Polaków, ale poprostu były żółciowym wybuchem osobistego temperamentu. Każdy rozumny człowiek, zestawiwszy wrzekome pretensye i krzywdy małoruskiego społeczeństwa z położeniem ogromnej większości Rusinów za kordonem, musiał dostrzec w jego działalności albo złą wolę, albo obłudę względem Rosyi. Rusini w Galicyi posiadają w każdej wsi ruskiej szkołę elementarną w swojem narzeczu narodowem, posiadają sześć szkół średnich (gimnazyów), kilkanaście katedr na uniwersytecie we Lwowie, w urzędach politycznych, w sądownictwie są zupełnie równouprawnieni w Polakami, w kościele pop posługuje się językiem ludowym, duchowieństwo ruskie jest uposażone o wiele lepiej, niż polskie, przy budowie i utrzymaniu szkoły i cerkwi ruskiej Polacy ustawowo muszą dopomagać swoim kapitałem, chociaż dzieci swoich do tej szkoły i cerkwi nie posyłają. Rusini w Galicyi posiadają własne stowarzyszenia naukowe, oświatowe, nawet banki dla celów własnych. To wszystko, co w krótkości tu powiedziałem, zaprzeczyć się nie da. Prawa te zdobyli Rusini przy pomocy Polaków, często z ich inicyatywy.

    Całe nieszczęście w tem, że Rusini więcej pragną, niż siły ich umysłowe, kulturalne i materyalne starczą, że pragnienia ich nie liczą się nigdy z rzeczywistością i granicami, że niespokojność ich pierwotnego charakteru — cecha etniczna — większe przynosi im krzywdy, niż wszystkie razem wzięte, a wypisywane przez Hruszewśkiego i jego adeptów. Może zawiele mówimy o Hruszewśkim, jak na krótki polityczny rzut oka na tak zwaną kwestyę ruską należałoby, ale ponieważ jest to jedyny nieomal rzecznik sprawy ruskiej, który w języku rosyjskim pracuje i pisze, musimy o nim mówić.

    Przybył on z Kijowa do Galicyi nie bez planu postępowania i nie bez planu zasłonił się nietykalnością profesora uniwersytetu. Socyalista z przekonań, posiadający w Rosy i związki i stosunki z tymi marzycielami socyologicznymi, którzy uważali, że jedynie godną pracą dla przyszłości jest zniżenie się do ludu i praca dla niego, pojmował to zniżenie się i pracę jako agitacyę zjadliwą przeciwko wszystkim, którzy z ludem stykają się i z pracy rąk robotniczych korzystają. Był on na tyle rozumny, że takiego hasła nie formułował sam, gdyż byłoby to zbyt niebezpiecznem w Rosyi, ale wyręczyli go w tern uczniowie, zwolennicy i sympatycy różnych odcieni. Tak pojmowana praca dla ludu, połączona z pojęciem „krzywdy”, którą łatwo było przedstawić w barwach naj jaskra wszy eh wobec tłumów, pozbawionych umiejętności krytyki, wydała cały szereg rezultatów pod formą strajków rolnych, fabrycznych, naruszenia cudzej własności, starć z władzą i t. p. Oczywiście w obronie spokoju musiała wystąpić polieya, a nieraz wojsko — i oto nowy powód do użalań się o krzywdy. Żadna praca wspólna pozytywna ani w Radzie państwa, ani w Sejmie krajowym nie była możliwą wobec ustawicznego niezadowolenia, skarg, żalów — na cały świat. A gdy dziś wykazano niesłuszność zarzutów drogą urzędową, jutro rozpoczynała się znowu opozycya pod inną formą o to samo.

    Grupa ludzi, którąśmy powyższemi kilkoma uwagami starali się scharakteryzować, nazywa siebie narodową i radykalną z odcieniami, o które nam nie chodzi. Stoi ona przy sztandarze odrębności narodowej (niezaprzeczanej) w stosunku do Polaków i Rosyi; ale w Galicyi tylko, t. j. pod rządami Austro-Węgier, w imię tej odrębności prowadzi z Polakami bezwzględną walkę i szerzy pośród półinteligencyi ruskiej polityczne marzenia o jakiejś jakoby wielkiej Ukrainie-Rusi w przeszłości i przyszłości. Wobec Rosyi, wódz naukowego i politycznego radykalizmu Rusinów galicyjskich zajmuje stanowisko wielkiego, ale milczącego sfinksa lub jak Pytya przemawia domyślnikami.

    W pismach, pisanych porosyjsku przez Hruszewśkiego, niema jasnego sformułowania idei odrębności narodowej ruskiej w całem szerokiem kulturalnem znaczeniu tego wyrazu, a tembardziej o samodzielności; jest tylko mowa o krzywdach, doznawanych od Polaków, które oddawna uznane zostały przez polityków w Austro-Węgrzech za hasło bojowe, jako środek uzyskania nowych koncesyi. Wszystkie broszury jego na ten temat mają zbyt wyraźny charakter intrygi, wywoływania ciągłej nieufności między Polakami a Rosyą, między Austryą a Polakami. Nie uwzględniają one zupełnie położenia politycznego Polaków wogóle i o to autorowi ich nie chodzi, — chodzi tylko o osłabienie żywiołu polskiego zarówno w Rosyi, jak i Austryi. Hruszewśkyj jest wielkim zwolennikiem odrębności narodowej i politycznej Rusinów, ale w Austryi tylko. Pragnąc koniecznie wykazać, że naród ruski, w popularnem znaczeniu tego wyrazu, którem i my w tern tylko znaczeniu posługujemy się zawsze, pochodzi ledwie nie od Adama i Ewy, zaczął swoją historyę „Ukrainy-Rusi” od czasów przedhistorycznych. Na ziemiach tedy od Kaukazu do Beskidu i od Oki do Wisły w najrozmaitszych nomenklaturach narodów wszędzie doszukiwał się Rusinów, czyli jak on mówi, Ukraińców.

    Wyszukawszy ich wreszcie w garstce Słowian, rozsiedlonych na dorzeczu Dniepru średniego, a mając już w Kijowie dynastyę Rurykowiczów, która stworzyła obszerne, lecz nie określone jasnemi i stałemi granicami państwo, do tej dynastyi i do tego państwa przylepił historyę Ukrainy-Rusi, która właściwie była historyą Rosyi. Tak tedy, walcząc niby w imię odrębności narodowej Ukraińców, popełnił błąd logiczny, łącząc historyę początkową Rosyi z historyą swojej „Ukrainy-Rusi”, chociaż taka narodowość i taka nomenklatura państwowa wśród licznych i drobnych szczepów słowiańskich na terytoryum Rurykowiczów nie istniała wcale.

    Pragnąc tedy stworzyć historyę Ukrainy-Rusi — ujętą w pewną całość literacką i naukową — musiał właściwie napisać historyę trzech narodów i trzech państw w różnych epokach, gdyż do trzech państw terytoryum, dziś nazywane Ukrainą-Rusią, a zamieszkałe częściowo przez szczepy słowiańskie, istotnie należało. Pierwszy tedy okres od początku dynastyi Rurykowiczów do zdobycia Kijowa przez Gedymina należy do historyi Rosyi, a drugi od Gedymina do unii 1569 i od unii do podziału Rzptej polskiej — część należy do Polski, druga zaś część od r. 1654 do Rosyi, wkońcu wreszcie — do Rosyi i Austryi. Ujęcie w pewną całość historyczną losów różnoplemiennych szczepów, które po kilku wiekach zlały się ze sobą i wytworzyły mieszaninę etnograficzną, z zupełną przewagą elementu słowiańskiego, nazwanego z czasem Małorosami, a przez uczonych galicyjskich Ukraińcami, mogłoby być rzeczą bardzo dobrą i dla nauki pożyteczną, gdyby nie tezy nowożytne, służące podkładem dla tej pracy.

  6. Piotrx mówi

    Kościół greckokatolicki w Polsce 1918-1939
    http://www2.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/unici2.html

    ….Wiadomo, że rząd austriacki ustępując z ziem polskich, pozostawił w Galicji Wschodniej liczne pułki złożone z Rusinów, wzmocnione żołnierzami z pułków niemieckich i węgierskich, którzy poddali się pod władzę Narodowej Rady Ukraińskiej, mianującej się władzą naczelną nad całą Galicją Wschodnią. Nowa władza przystąpiła natychmiast do likwidowania wszystkiego, co polskie: nakazano zdejmować polskie napisy i zastępować je ruskimi, zamykać polskie szkoły, a w niedługim czasie zażądano od polskich urzędników złożenia przysięgi na wierność Zachodnioukraińskiej Republice Ludowej. Polacy odmówili złożenia przysięgi, co w konsekwencji zakończyło się zwolnieniem prawie wszystkich polskich urzędników z zajmowanych stanowisk i pozbawieniem ich dochodów. Miasta i powiaty poddano władzy ukraińskich komisarzy. Ludność wsi polskich donosiła żywność dla Polaków mieszkających w miastach, narażając się na prześladowanie za tego rodzaju praktyki. Czyniła to aż do czasu wyzwolenia przez wojska polskie. Solidarność społeczeństwa polskiego w walce o przetrwanie była powodem podejrzeń o spiski i przygotowywanie odwetu. Było to pretekstem do udzielenia żołnierzom ukraińskim prawa do przeprowadzania rewizji w domach polskich rodzin.

    Nagminnie rewizje te kończyły się rabunkiem, grabieżą, a nieraz nawet morderstwem. Według prowizorycznych obliczeń tego rodzaju morderstw popełniono ok. 90. Rabowano przede wszystkim dwory polskie i kościoły katolickie. Wiele kościołów zostało przy tym sprofanowanych. Ponadto okradano ludność polską z pieniędzy pod pozorem zmiany monety austriackiej na ukraińską. Inną formą masowych prześladowań Polaków było tworzenie cywilnych obozów jenieckich. Było ich wiele. Do najważniejszych i najbardziej znanych ze względu na okrucieństwo stosowanych tam metod należały obozy w Żółkwi. Złoczowie, Tarnopolu, Mikulińcach, Strusowie, Jazłowcu, Kołomyi, na Kosaczu. Spędzano tam internowanych w zimie do nie opalanych baraków. Z początku nie dawano im nic do jedzenia, później otrzymywali rano ciepłą kawę i raz na tydzień kawałek chleba, a czasami i koniny. Szerzyły się różne choroby, głównie odmrożenia kończyn i tyfus. W obozie w Mikulińcach stwierdzono ponad 600 wypadków zgonów na tyfus. Podobnie działo się w pozostałych obozach. Z zasady zawsze chorych mieszano ze zdrowymi i nowo przybyłymi, stąd szybkie rozprzestrzenianie choroby.

    W tej sytuacji nietrudno obwiniać organizatorów tych obozów o rozmyślne dążenie do wyniszczenia jak największej liczby Polaków, Zdrowszych internowanych używano do bezpłatnych robót, np. przy układaniu torów kolejowych, do prac drogowych i innych. Ludzie ci pracowali na mrozie bez odpowiedniego okrycia, a zwłaszcza bez butów, co było przyczyną licznych zgonów j ciężkich chorób. Inną formą prześladowań było podpalanie polskich wsi, co miało miejsce głównie w okresie wycofywania się wojsk ukraińskich spod Lwowa. Spalono wówczas 96 gospodarstw w Biłce. gdzie jednocześnie zabito ponad 50 Polaków, mieszkańców tej wsi. W Bitce Szlacheckiej podczas pożaru podpalonej wsi zamordowano 28 osób. Podobnie było w Dawidowie i innych miejscowościach zamieszkanych głównie przez ludność polską. Inną formą nienawiści było gwałcenie polskich dziewczyn, a następnie mordowanie swych ofiar, co miało miejsce we wsi Chodaczków Wielki k. Tarnopola, gdzie zginęły w ten sposób cztery dziewczyny, W Żółkwi ukraiński ataman Klee, Niemiec, założył dom publiczny dla ukraińskich żołnierzy, w którym zmuszano do prostytucji polskie dziewczęta. Podobnie postąpiono z zakonnicami z trzech polskich zakonów. Odosobnionych wypadków znęcania się nad polskimi kobietami było znacznie więcej. Odnotowano Jednocześnie wiele wypadków rozstrzeliwania polskich Jeńców wojennych, co miało np. miejsce w miejscowości Szkło i w lesie Grabnik k. Szkła, gdzie rozstrzelano 17 rannych polskich żołnierzy. Podobnie stało się z 26 jeńcami polskimi w Janowie. Księdza Rysia z Wiśniewa zakopano żywcem do góry nogami. Grzebanie żywcem powtarzało się bardzo często. We wszystkich podmiejskich gminach lwowskich, jak: Brzuchowice, Bitki, Winniki, Dawidów, Sokolniki, Dublany i Basiówka. pozostały ślady stosowania wymienionych wyżej form prześladowań. W Basiówce mordowano nawet niemowlęta. Stosowanie sądów doraźnych wobec polskich więźniów było zjawiskiem dość częstym. Tak było np. w Złoczowie, gdzie w nocy z 26 na 27 marca 1919 r. aresztowano kilkunastu polskich kolejarzy podejrzanych o przynależność do spisku przeć i wrzodowego. Przesłuchiwanie odbywało się w ten sposób, że ofiary bito do nieprzytomności, wmawiając im istnienie spisku przeciw Ukraińcom. Tak zwana rozprawa przeciw oskarżonym rozpoczęła się o godz. 7 rano, a w dwie godziny później zapadł wyrok skazujący wszystkich na karę śmierci. W ten sposób zamordowano w Złoczowie 28 Polaków, a w Jaworowie – 17. W innych miejscowościach zamordowanych w ten sposób było po kilka osób lub po jednej. Ze szczegółowych badań wynika, że największym okrucieństwem odznaczali się żołnierze półinteligenci, ukraińscy oficerowie oraz synowie parochów greckokatolickich. ….

  7. Piotrx mówi

    Walki polityczne duchowieństwa greckokatolickiego o niepodległość Ukrainy w okresie II RP
    http://www2.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/unici3.html

    ….Ks. Bp. Józef Bilczewski w liście z dn. 31 marca 1920 r. pisał:

    „Ze wszystkich stron archidiecezji lwowskiej dochodzili relacje stwierdzające jednogłośnie, iż prawie cały kler ruski szedł jakby zwartą ławą przeciwko ludności łacińsko-polskiej, stał na czele wrogiej narodowi polskiemu i obrządkowi łacińskiemu akcji, kierował robolu prowokatorską, skutkiem czego był moralnym sprawcą tych wszystkich mąk, jakie musiało znosić polskie duchowieństwo i polski lud wiemy”.

    Podobną opinię wyraził także gen. Tadeusz Rozwadowski, dowódca polskich wojsk w Małopolsce Wschodniej podczas walk z Ukraińcami. Pisał on:

    „W czasie trwania walk zbrojnych duchowni greckokatoliccy całkowicie solidaryzowali się zarówno z organizatorami życia politycznego jak i z ludem dokonującym mordów na ludności i mieniu polskim”. Ze strony duchownych unickich „nie padł ani jeden głos protestu przeciwko gwałtom i okrucieństwom, ani jeden nie został podjęty krok zmierzający do położenia kresu bezmyślnemu pastwieniu się nad cywilną ludnością polską i jeńcami polskimi… Odpowiedzialność za te gwałty ponieść musi między innymi i duchowieństwo greckokatolickiego obrządku, pozostające w stałym kontakcie i porozumieniu z kierującymi czynnikami ukraińskimi”. Duchowieństwo unickie – pisał generał T. Rozwadowski, winno hamować, a nie jak to kilkakrotnie stwierdzono „podjudzać sztuczną nienawiść Ukraińców do Polaków”. O skali tego zjawiska na terenie trzech województw południowo-wschodnich, może świadczyć fakt, że podane wyżej przykłady antypolskiej i antykościelnej działalności duchowieństwa unickiego dotyczyło jedynie osiemnastu dekanatów łacińskiej archidiecezji lwowskiej”.

    Pomoc ludu polskiego:

    Ludność wsi polskich starała się donosić żywność Polakom w miastach. W Tarnopolu tego rodzaju zasilanie Polaków miejskich przez wiejskich zabroniono i w skutek tego ludność takich wsi jak: Bajkowice, Czernielów była narażona na prześladowania co nie przeszkadzało, że chłopi w tajemnicy, nocą nosili żywność do miast narażając się na aresztowanie i bicie. Sam osobiście widziałem gospodarza Markowicza z Bajkowic, któremu żołnierze ukraińscy zabrali całą żywność, jaką niósł dla Polaków w Tarnopolu, przy czym wybili mu kolbą zęby. Ukraińcy wietrzyli spiski. Służyło to do tego, aby żołnierzom pozwalano na rewizje z którymi były połączone rabunki. Przy szukaniu broni już ci żołnierze nie tylko grabią ale i mordują. Tych morderstw zliczyć dzisiaj nie można. My w tym czasie stwierdziliśmy, na podstawie zeznań świadków, przeszło 90 morderstw dokonanych na ludności niewinnej, zupełnie bezbronnej.

    Zhańbienie kościołów:

    Przede wszystkim rabowano w pierwszym rzędzie dwory i kościoły, przy tym wiele kościołów zostało zhańbionych. Mamy dotąd zanotowane kościoły: w Zbarażu, we Fradze, Samborze, Wieruszowie i inne. We Fradze np. nie dość, że w kościele pootwierano i zabierano wszystkie naczynia liturgiczne, nie dość, że w kościele zrobiono wychodek, ale poza tym muzykalny jakiś podoficer siadł na chórze i zagrał na organach tańce, a pijana dzicz zaczęła tańczyć w kościele. Tego rodzaju obrazy, jak ciągnienie przez bawiących się, figury Matki Bożej lub Pana Jezusa do studni, ażeby się napił wody i oświadczenie, że pić nie chce, żeby sobie wąsów nie zamoczył itd. te dowcipy przy pohańbieniu kościołów były częste.

    Kradzież pieniędzy:

    Prócz tego ściągano pieniądze. Gdy już zabrakło pieniędzy u Polaków, wtedy ściągano pieniądze ze wszystkich i robiło się to pod pozorem zamieniania monety austriackiej na ukraińską….

    Obozy jeńców cywilnych:

    Wietrząc spiski od razu zaczęto wywozić Polaków. Główne obozy internowanych, któreśmy dotąd zwiedzili były z Żółkwi, we Lwowie, w Złoczowie, w Tarnopolu, w Mikulińcach, w Strusowie, w Jazłowcu, w Kołomyi na Kosaczu i inne. Spędzano tych internowanych w zimie do nie opalanych baraków. Nie dawano im z początku przez kilka dni nic jeść, a potem dawano rano jakąś kawę, czasem raz na tydzień, albo na dwa tygodnie kawałek razowego chleba, czasem kawałek koniny, czasem zamiast obiadu gotowane harbuzy. Mam tutaj fotografię tego rodzaju internowanych, którzy poodmrażali w obozach nogi. Główną chorobą, która tam się szerzyła był tyfus. W samych Mikulińcach stwierdzono przeszło 600 wypadków śmierci na tyfus. Tego rodzaju wypadki śmierci powtarzały się tak samo w Jazłowcu, Strusowie, Kołomyi, Tarnopolu. Zawsze chorzy mieszczą się razem ze zdrowymi. Na przykład lekarz w Mikulicach p. dr Szpor przychodzi i z dala stwierdza, że wszystko jest w porządku, mimo, iż mu donoszą, że tutaj jest tyfus. W tych warunkach tysiące ludzi wyginęło. Urządzenie tych obozów internowanych było tego rodzaju, że stanowczo nasuwa się myśl, wniosek, iż umyślnie chciano wygubić jak największą liczbę ludności polskiej. Chorych zawsze trzymano ze zdrowymi, gdzie sztucznie mnożyły się choroby. Takie wypadki są w Tarnopolu notowane w dwóch więzieniach: na Półkowińkówce w trzech szkołach w więzieniu w Strusowie, Mikulincu, Kołomyi… Internowanych wypędzano do robót. Na przykład w Tarnopolu przy mrozie wypędzano boso przeszło 200 ludzi (albo z nogami owiniętymi w słomę), do roboty niby przy kolei i codziennie po kilku ludzi umierało na mrozie a inni chorowali.

    Podpalanie polskich wsi i mordowanie ludzi:

    I znowu świadectw na to jest moc. Gdy Ukraińcy zaczęli się cofać spod Lwowa, wówczas przyszła ostatnia godzina na polską ludność wiejską. Przede wszystkim podpalano wieś. Tak zrobiono w Sokolnikach, w Biłce Szlacheckiej w Dawidowie, tak zrobiono zawsze w każdej wsi, która miała opinię wsi polskiej. Podpalano zazwyczaj zachaty i strzelano do ludzi. W ten sposób spalono ponad 500 gospodarstw, czyli około 2000 budynków: w Sokolnikach 96 gospodarstw, w Biłce, cośmy naocznie stwierdzili. Ktokolwiek wyszedł z chaty, padał zabity albo ranny. W ten sposób zginęło w Sokolnikach ponad 50 osób i 28 w Biłce. Palono żywcem w domach i stodołach. Wiele jest takich wypadków. W ten sposób obchodzono się z polskimi wsiami. Przy pędzeniu do robót zwracano szczególną uwagę na dziewczęta, które po robotach oddawano żołnierzom do użytku. Klee ataman ukraiński – Niemiec, założył w Żółkwi dom publiczny dla żołnierzy z dziewcząt polskich. Podobnie postępowano z zakonnicami w trzech klasztorach polskich. Zazwyczaj nasyciwszy swoje chuci żołnierze przeważnie mordowali swoje ofiary. We wsi Chodaczkowie Wielkim k/Tarnopola np. cztery dziewczęta zostały zamordowane w ogrodzie, lecz przedtem oderżnięto im piersi a żołnierze ukraińscy podrzucali nimi jak piłką. Znęcanie się nad ludnością w ogóle odbywało się w wielu miejscowościach. Wiadomo, że niewiastom obrzynano piersi, zapuszczano im papryki, stawiano granat we wstydliwe miejsce i rozrywano. Takie wypadki powtarzają się dość często. Najokrutniej postępowali żołnierze półinteligenci, oficerowie, synowie popów.

    Rozstrzeliwano jeńców polskich:

    Np. w Szkle i w lesie Grabnik k/Szkła, gdzie rozstrzelano 17 żołnierzy, rannych Polaków. Jednemu udało się uciec. Zwłoki były odarte z odzieży i nosiły ślady licznych ran postrzałowych, co stwierdzono w protokole z dn. 27 kwietnia 1919 r. z ekshumacji zwłok. Podobnie stało się z 26 jeńcami polskimi w Janowie. Księdza Rysia z Wiśniewa zakopano żywcem do góry nogami. Drugiego księdza zamordowano i wrzucono do jamy poprzednio przez niego wykopanej. Grzebanie żywcem powtarzało się bardzo często, co stwierdzają protokoły sądowe. Wszystkie gminy podmiejskie lwowskie: Brzuchowice, Biłki, Winniki, Dawidów, Sokolniki, Dublany i Basiówka mogą wykazać podane wyżej przykłady bestialstwa ukraińskiego. W Basiówce mordowali też niemowlęta.

    Sądy doraźne:

    W Złoczowie było bardzo dużo ludzi aresztowanych w dawnym zamku Sobieskiego. Ludziom tym a zwłaszcza kolejarzom, którzy zostali pozbawieni pracy za odmówienie złożenia przysięgi na wierność państwu ukraińskiemu, przysłano z Tarnopola zapomogę w wysokości 5000 koron. Pieniądze te przywiózł dr Nieć. Mimo, że pieniądze te były oficjalnie wzięte z kasy Komitetu, za wiedzą władz ukraińskich w Tarnopolu, mimo to pieniądze te uznano jako przysłane z organizacji polskiej dla zrobienia spisku. W nocy z 26/27 marca 1919 r. aresztowano od razu kilkunastu Polaków i wzięto ich do więzienia. Przesłuchiwanie odbywało się w ten sposób, że bito ich do nieprzytomności wmawiano w nich istnienie spisku przeciw Ukraińcom. Rozprawa przeciw oskarżonym rozpoczęła się o godz. 7 rano, zaś wyrok zapadł o 9-tej a o 16-tej już czekały dwa wozy, aby zabrać trupy zabitych, czyli, że wyrok był z góry przesądzony. Od nocy były już wykopane dwie jamy na cmentarzu i czekały gotowe na zabitych. Zaraz po wykonaniu wyroku, przedmioty będące własnością zabitych jak: tabakierki, papierośnice, łańcuszki znalazły się u oficerów sądu.

    Odkopywanie grobów:

    Komisja sądowa i lekarska przy udziale polskiej administracji odkryła zwłoki w jednym grobie, gdzie było 5 osób pomordowanych Polaków, bez trumien w nieładzie, półnagich, część Wrzucona żywcem. Istniały ślady okrutnego znęcania się nad nieboszczykami. Pomordowani to: Hercog, Jerzy Podgórski i inni. Ofiary były najpierw katowane, potem obijane kolbami, znęcano się, wyrywano języki, wyrywano palce. Tego rodzaju wypadków stwierdzonych sądownie mamy z Jaworowa – 17, ze Złoczowa – 28. W innych miejscowościach po 1 lub po kilka. Jest to wytwór tej szkoły, która zaprawiała młodzież na hąjdamaków w pojęciu Tarasa Szewczenki. Hajdamak bierze święty nóż, poświęcony we krwi lackiej i morduje wszystko lackie, nawet żony i dzieci I łaszki urodzone. (Zob. T. Szewczenko, Hajdamaki). Niektóre wsie Ukraińskie przechowywały Polaków a nawet obszarników, dając im ubranie Chłopskie i biorąc za członków rodziny. Ale są wsie ukraińskie w których mieszkał jakiś nauczyciel, z których prawie wszyscy byli katami Polaków. Są niektórzy i spośród nauczycieli i księży unickich, co jest bardzo rzadkie, którzy nie tylko do zbrodni ręki nie przyłożyli, ale ratowali ludność polską i odradzali oficerom ukraińskim mordować Polaków. …

  8. Piotrx mówi

    „Strzeżcie się, nienawistni Polacy, wściekłe psy”

    http://suozun.org/aktualnosci/i_skandal-podczas-uroczystosci-odsloniecia-pomnika-ofiar-wolynia-w-lublinie/

    Cytat z poezji wieszcza narodowego Ukrainy: Szanujcież się dobrze teraz, Panowie Polacy! — dwa wiersze te nie dały się przetłumaczyć dosłownie; ręka drgnęła od zgrozy i oburzenia. [ukr. Шануйтеся ж, вражі ляхи, Скажені собаки: strzeżcie się, nienawistni Polacy, wściekłe psy.].

    Skandal podczas uroczystości odsłonięcia pomnika Ofiar Wołynia w Lublinie. Poseł na Sejm RP Jakub Kulesza mówił o poezji Tarasa Szewczenki, która może być nowym spojrzeniem na stosunki Polski i Ukrainy. Kresowianie w kole poselskim Kukiz 15 maja oparcie w dążeniu do prawdy o Ludobójstwie Polaków. Uważam że można poprzez posłów Kukiz 15 wpłynąć na Radę Miasta Lublin aby został odmrożony wniosek mieszkańców Lublina o zmianę „Skweru Tarasa Szewczenki” na skwer „Sprawiedliwych Ukraińców”. Zwracam się z prośbą do Kresowian o wysyłanie na adres Posłów Kukiz 15 oraz do Pana Posła Jakuba Kuleszy listów, które będą poparciem aby z przestrzeni publicznej Lublina została jak najszybciej usunięta postać Tarasa Szewczenki, która tyle zła w świadomości Ukraińców zrobiła i dalej robi jego poezja.

    Adres Biura Poselskiego Jakuba Kuleszy
    ul. 3 Maja 18 lok. 4B
    20-078 Lublin
    e-mail: [email protected]
    tel.+48 536 163 626

    Zwracam się z prośbą o zapoznanie z powyższym Kresowian oraz publikacje na możliwych stronach internetowych, jak również w prasie.

    Z poważaniem

    Zdzisław Koguciuk

  9. Melchizedek mówi

    Ciekawe artykuły objaśniające „zdziczenie”. Zapewne brak edukacji wtedy (poza jednostkami w dworach) to główna przyczyna.Ciemnocie b.łatwo wmówić jakąś „tajemną siłę”winną ich biedzie; widać Kościół też nic albo niewiele tu zrobił. „Elita” magnacko-pańska nie mógł przewidzieć, że ucisk pańszczyzniany zrodzi wreszcie (tłumiony) odwet? „Janko muzykant” H.Sienkiewicza jak księgi Proroków czy Psalmy zrodziły się jako literacka odpowiedż na glupotę i niesprawiedliwość społeczną. Staram sie dociec Zdziczenia Wschodu pewnie Calego,bo te samy motywy raczej powodowały masakry ludności żydowskiej w Jedwabnem i okolicach); nawet w pracy J.M.Chodakiewicza najbardziej udokumentowanej bibliograficznie (plus inne,jak „Miasta Smierci”,P.Tryczyka) da się detektywistycznie (czytaj uważnie przypisy) stwierdzić, jak to niestety Polacy sąsiedzi mordowali innych Polaków z chęci wyłącznie….rabunku i bogacenia się, co wspólcześnie i chlubnie nazywa sie „dorabianiem” (po trupach innych, osobiście mnie wykantowano nie raz, i to nie przez Zydow ale przez owych „dorabiaczy”) i gonieniem dobrobytu Zachodu. Śmierdzi mi to i dzisiaj i wtedy tym samym Mechanizmem i niestety dochodzę do wniosku po-transformacyjnego, takie „narody” Wschodu nie nadają sie mieć własnego państwa a la Zachod, to nie istnieje wśrod nich poczucie s(S)olidarności i jedności wokół wspólnych wartości (co laczy wspólnego Pana
    Dziedzica tluczacego na śmierć Janko-muzykanta?).Zachód obecny raczej już wydoroślał, ale jak się czyta sceny w wojny domowej z Hiszpanii to to samo, co na Wschodzie. Ale kawiarniane „elitki” i Rzady (lewo-prawe) tego nie widzą,więc …J.Owsiak „szaleje” w [email protected] bezdomnych nadal tulają sie po Dworcach i śmietnikach UE, ale tworczosć pomnikowo-Ojczyzniano-kropidłowa kwitnie

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Ta strona wykrozystuje pliki cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close