Taniec opozycyjnych hien nad samobójcą z Placu Defilad. Czekają na trupa?

fot. youtube
4 2 129

Opozycyjne hieny długo czekały na krwawy żer. Czekały i nogami przebierały budując atmosferę grozy, judząc i szczując. Codzienne młotkowanie umysłów histerycznymi apelami na wysokim C. Codzienny wrzask, że potwory z PiS mordują, zabijają i gwałcą demokrację. Codzienna porcja wezwań do walki z faszysto-nazistami zabijającymi wiewiórki i konie w Janowie. Codzienna dawka paranoicznych wynurzeń rozedrganych celebrytów. Codzienne fake newsy, codzienne łgarstwa, codzienne post-prawdy Lisa, Wielowieyskiej, Michnika, Żakowskiego i całej tej oszalałej z nienawiści medialnej szczujni. I jako wisienka na torcie przemówienie Obywatelki RP na ostatniej kontrmiesięcznicy, podczas którego darła się w amoku, że boi się wyjść z domu, bo zaatakują ją pro-pisowscy sąsiedzi. Dwa lata intensywnej pracy nad wyhodowaniem antypisowskiego kamikadze. I udało się. Cierpiący na depresję człowiek podpalił się na Placu Defilad. Opozycja ma swojego męczennika i właśnie rozpoczęła taniec hien czekających na padlinę.

Przez chwilę myślałam, że „obrońcy demokracji” zrozumieją, do czego doprowadził ich propagandowy amok. Miałam nadzieję, że zadziała u nich jakiś odruch sumienia, który ich zatrzyma. Przez chwilę łudziłam się, że cierpienie tego człowieka, który podpalił się pod wpływem ich propagandy, będzie dla nich przestrogą. Okazuje się, że nie. W „demokratycznych” hienach nie ma współczucia, nie ma empatii, nie ma sumienia. Jest natomiast psychodeliczny dygot wywołany tym, że psychicznie niestabilny człowiek skazał się na niewyobrażalne cierpienie, aby opozycyjne hieny mogły to wykorzystać do kolejnej akcji propagandowej mającej doprowadzić do obalenia demokratycznie wybranej władzy.

Opozycyjne szambo wybiło z hukiem w postkomunistycznej „Polityce”, w której ukazała się artykuł prof. Jana Hartmana pt. „Podziękowanie dla samobójcy”. To, co Hartman wydalił z siebie w tym artykule, dyskwalifikuje go jako człowieka moralnego. Hartman jest po prostu niemoralnym potworem z premedytacją hodującym kolejnego samobójcę, który podpali się tak skutecznie, żeby opozycja miała w końcu stuprocentowego męczennika, czyli trupa.

Myślicie, że przesadzam? Oto cytat z artykułu prof. Hartmana: „Nie wiem, czy mężczyzna spod Pałacu Kultury przeżyje, czy nie, lecz jeśli złoży ofiarę swego życia, by obudzić z letargu i samozadowolenia polskie społeczeństwo, z pewnością osiągnie wiele – zawstydzi nas, którzy nie zrobiliśmy nic albo prawie nic, żeby ratować zdobycze polskiej demokracji. (…) Ta śmierć (pytacie, czy na nią czekam? I tak, i nie…) będzie (byłaby) w historii reżimu Kaczyńskiego cezurą. (…) Jeśli ten człowiek umrze, nasza niemrawa i nierówna walka z reżimem PiS będzie miała nowy symbol i nowego bohatera. Stanie się odtąd poważniejsza – bo w polityce powaga jest następstwem czyjejś śmierci. I za to – niezależnie od tego, czy samobójca przeżyje, czy nie – chciałbym mu już dziś z uszanowaniem podziękować.”

Na usta ciśnie się pytanie: kto jest bardziej niestabilny psychicznie? Czy cierpiący na depresję mężczyzna, który podpalił się pod wpływem obłąkańczej retoryki Hartmana i jemu podobnych, czy Hartman, który bije mu brawo i prosi o jeszcze?  A  sprawa nie kończy się na artykule Hartmana. Na facebooku zostało zorganizowane wydarzenie „Solidarność z samospaleńcem z Placu Defilad”. Oto jak jego organizatorka, Agata Czarnacka, zachęca do uczestnictwa: „W odruchu zwykłej ludzkiej solidarności, w geście zrozumienia, być może w wyrazie poparcia dla pozostawionych przez niego postulatów – przyjdźmy na plac Defilad w piątkowy wieczór”. I hieny ochoczo popędziły na żer, żeby nasycić się kolejną porcją histerii i kolejną porcją szczucia.

Retoryka osób, które przyszły w piątek na Plac Defilad, nie zmieniła się ani o jotę, a wręcz jeszcze bardziej zradykalizowała. Oto, co mieli do powiedzenia:  Jednoczmy się i działajmy ostrzej. Skończmy ze spacerowaniem. Nasza walka musi być skuteczniejsza. Władza jest zbrodnicza. Musimy zewrzeć szyki. Musimy stawiać opór każdego dnia. Sytuacja jest bardzo poważna. Czasy stalinowskie były lepsze, bo wróg był na zewnątrz, a dziś jest w Sejmie. Czas wziąć się do roboty!

Pocieszające jest to, że uczestników tego spędu była garstka: 30 – 40 osób (Bartosz Kramek był). Przynieśli świeczki, ułożyli białe róże na chodniku i odczytali list, który rzekomo kolportował niedoszły samobójca. Naładowali akumulatory do dalszej „walki o demokrację’, utwierdzili się w nienawiści do PiS, wytropili rzekomego trolla, popluli na Jarosława Kaczyńskiego, pogadali o tym, dlaczego rozpadł się KOD (wina PiS-u), wygłosili kilka „mądrości” o uśpionym społeczeństwie, które nie wyszło z nimi na ulicę i to byłoby na tyle. Taniec hien na niedoszłym trupie okazał się spektakularną klapą.

I co teraz? Ilu jeszcze „samospaleńców” potrzeba „obrońcom demokracji”, żeby obalić rząd? Kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu, kilkuset? Hartman aż nogami przebiera, żeby kolejni desperaci dokonali aktu autoagresji. Opozycyjnym hienom potrzebna jest krew, żeby mogły paść się na niej w swoim parciu do koryta, które im się urwało, bo Polacy mieli już dość zinstytucjonalizowanego złodziejstwa w wykonaniu teoretycznego państwa pod rządami PO-PSL. W 2015 roku Polacy odrzucili państwo mafijne, pod auspicjami którego spalono Jolantę Brzeską (gdzie byli wtedy „obrońcy demokracji”?). A przez ostatnie dwa lata Polacy pokazali wyraźnie, że nie pójdą na lep propagandy, która właśnie doprowadziła psychicznie chorego mężczyznę do próby samobójczej, a teraz żeruje na jego cierpieniu.

Niestety, żenujący spektakl odgrywany przez „obrońców demokracji” trwa. Oby nie był to taniec na trupach.

PS. Za rządów PO-PSL na ulicach Warszawy podpalili się dwaj mężczyźni. Jeden był pracownikiem Urzędu Skarbowego Warszawa-Praga wyrzuconym z pracy za to, że w 2008 roku poinformował Ministerstwa Finansów o nieprawidłowościach, do jakich dochodziło w jego placówce. Drugi podpalił się podczas pikiety związkowców przed kancelarią Donalda Tuska. „On to zrobił, bo już był załamany i zrozpaczony naszą sytuacją. Nie miał pracy, a MOPR nam odmawia większej pomocy, nie mamy z czego żyć. Mąż mówił, że to wszystko co się złego u nas w rodzinie dzieje, to wina polskiego rządu, który tak rządzi, że ludzie nie mają pracy i środków do życia” – mówiła jego żona.

GDZIE BYLI WTEDY „OBROŃCY DEMOKRACJI”?

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. Niko mówi

    Zydostwo doszlo do bardzo wysokiego stopnia manipulacji ludzkoscia.Od POnad 2000 lat dokladnie jak bylo z Barabaszem i P.Jezusem,maja monopol za pieniadze i inne sposoby,aby gojow miec za niewolnikow.Rodacy zrozumcie to a nie niszczcie prawdy!itd

  2. maja mówi

    Okupanci z ZSRR od dziaduszki Stalina(nastepne pokolenie)przebieraja nozkami do rewolucji antyPiSowskiej !ha ha a tu na zew odpowiedzialo 30 osob ha ha Chcieli niesc na sztandarach zmanipulowanego słabego psychicznie chorego faceta !Marzyla sie im ,,wiosna ludow „jak na Bliskim Wschodzie ?Ale jaja !Ale te numery to nie z Polakami ,tu ta propaganda nie przejdzie .

  3. M. mówi

    To prawda, wykorzystywanie dla własnych celów tragedii osób niestabilnych psychicznie jest wyjątkowo podłe. Nie tylko opozycja coś na ten temat wie. Manipulowanie to też dość obrzydliwa sprawa. Podobnie jak umacnianie kogoś w agresywnej postawie, utrwalanie negatywnych stereotypów, obrażanie.

  4. Głupi Dzban mówi

    Siedź i knuj Hartman. Goje się budzą. A ty knuj. Przecież historia pokazała, że nic złego się nie stanie… prawda? Jeszcze nie straciliście rachuby? Kilka krajów było c’nie?:-D

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Ta strona wykrozystuje pliki cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close