Relacje transatlantyckie pogarszają się
Wojna z Iranem pokazuje głęboką zmianę w relacjach między Stanami Zjednoczonymi a Europą. Coraz wyraźniej widać, że interesy obu stron nie są już zbieżne – ani na Bliskim Wschodzie, ani w samej Europie. Wraz z nimi rozchodzą się również wartości, które przez dekady stanowiły fundament zachodniego sojuszu.
Konflikt z Iranem jest pierwszym poważnym starciem zbrojnym od wielu lat, w którym Stany Zjednoczone działają bez bezpośredniego udziału państw europejskich. W poprzednich dekadach operacje wojskowe na Bałkanach, w Afganistanie, Iraku czy Libii, a także działania przeciwko Państwu Islamskiemu, były prowadzone w ramach NATO lub przy udziale europejskich sojuszników. Tym razem sytuacja wygląda inaczej.
Nawet Wielka Brytania, która tradycyjnie podkreśla szczególną więź ze Stanami Zjednoczonymi, początkowo nie zgodziła się na wykorzystanie swoich baz do ataków na Iran. Choć ostatecznie wyraziła zgodę, sam fakt wahania dobrze oddaje skalę dystansu między Ameryką a Europą. W rezultacie Stany Zjednoczone prowadzą kolejną wojnę w strategicznym regionie Bliskiego Wschodu wspólnie z Izraelem, lecz bez realnego wsparcia Europy.
Decyzja o rozpoczęciu działań zapadła bez konsultacji z europejskimi partnerami. Waszyngton pokazuje tym samym, że jest w stanie prowadzić wojnę samodzielnie, bez europejskiego zaplecza. Coraz trudniej więc mówić o wspólnym projekcie Zachodu, zwłaszcza takim, który opierałby się na wspólnej interpretacji prawa międzynarodowego.
Konsekwencje konfliktu szczególnie dotkną Europę. Wzrost cen ropy może wzmocnić finansowo Rosję, zapewniając jej dodatkowe wpływy budżetowe. Jednocześnie rośnie ryzyko destabilizacji regionu i kolejnej fali uchodźców, która w dużej mierze skieruje się właśnie do Europy.
Z tej perspektywy wojna oznacza dla Europejczyków podwójne zagrożenie: wzmocnienie Rosji oraz możliwość wybuchu nowych konfliktów w ich bezpośrednim sąsiedztwie. Krytycy decyzji Waszyngtonu twierdzą, że amerykański przywódca dał się wciągnąć w konflikt pod wpływem własnych ambicji oraz presji ze strony izraelskiego rządu.
Obecna sytuacja odsłania również głębszą zmianę strategiczną. W czasach zimnej wojny spory między Stanami Zjednoczonymi a Europą dotyczyły najczęściej metod działania, a nie samego celu. Tym wspólnym celem było powstrzymywanie Związku Radzieckiego. Dziś podobny punkt odniesienia już nie istnieje, a część amerykańskiej polityki skłania się raczej ku pragmatycznym relacjom z Rosją.
Pytanie o sens i spoiwo NATO pojawiało się zresztą już wcześniej, jeszcze długo przed obecnymi napięciami. Próbowano wtedy uzasadniać istnienie sojuszu nie tylko strategicznie, lecz także kulturowo – jako wspólnotę liberalnych demokracji gotowych bronić swoich wartości również poza obszarem euroatlantyckim.
Dziś również ta koncepcja wydaje się krucha. Polityczna i światopoglądowa różnica między Stanami Zjednoczonymi a Europą wyraźnie się pogłębiła. Jeśli brakuje porozumienia nawet w sprawach tak fundamentalnych jak wolność słowa czy kwestie tożsamości i płci, coraz trudniej mówić o wspólnym froncie w obronie tych samych wartości.
Komentarz: Przy tak szybkim tempie negatywnych zmian, jakie obecnie zachodzą w relacji: USA – UE, za niedługo przestaniemy mówić o NATO jako organizacji, mającej jakikolwiek element decyzyjny.

