Dyrektywa o prawie autorskim zarżnie polskie media! „Orwell 2018”

Protesty w Polsce przeciw ACTA / Fot. YouTube
3 995

Nie milkną echa po podpisaniu dyrektywy „o prawach autorskich i jednolitym rynku cyfrowym” przez członków Komisji Prawnej Parlamentu Europejskiego, w tym przez eurodeputowanego PO Tadeusza Zwiefkę. Mowa o prawie, które zmontowały kraje starej Unii (Francja, Niemcy, Hiszpania, Włochy), czyli państwa tzw. UE pierwszej prędkości oraz tacy potentaci medialni jak Axel Springer, który najbardziej skorzysta na nowej legislacji – komentuje red. Robert Wyrostkiewicz.

Lobbing krajów UE „pierwszej prędkości” dotyczył dwóch artykułów, przeciwko któremu protestowali internauci w całej Polsce. Mowa o artykule 11 i 13, które szczegółowo komentuje red. Daria Kurzawa.

Art. 11 – to słynny podatek od linków, czyli przymus (słowo klucz w „demokratycznej” UE) nas wszystkich linkujących do artykułów zewnętrznych (dotyczyć to będzie zwłaszcza wyszukiwarek, portali społecznościowych, newsletterów) do… płacenia pieniędzy za linki (najzwyczajniej w świecie, chodzi o kasę dla najczęściej linkowanych dużych źródeł, takich jak Axel Springer i o nową formę opodatkowania użytkowników wymiany myśli, informacji, szczątkowej i tak w XXI wieku… WOLNOŚCI)!

Art. 13 – to z kolei Orwellowski „1984 rok” w najwyższej formie. Artykuł ten to obowiązkowe filtrowanie (przy którym wiszą nad nami rygory prawne) co do użycia istotnej (co to znaczy?) części tekstu, treści, kontentu autorskiego. Innymi słowy, tak jak w realu jeszcze nie inwigiluje się każdego wypowiedzianego przez nas słowa, tak już każdy nasz wpis na Facebooku będzie podpadał pod dyrektywę… a nawet najmniejsze medium nie ujdzie uwadze Wielkiego Brata.

Od podpisania felernej dyrektywy minęło już kilka tygodni i może się zdawać, że sprawa przycichła. Jeśli tak jest, to tylko dlatego, że problem jest skrzętnie przemilczany, w wyniku czego Polacy nie wiedzą co nam dokładnie grozi.

Zniknie wolność przepływu informacji, a wszystko, co kojarzyło nam się z linkami, zostanie opodatkowane. A w praktyce? Wklejając link do serwisu społecznościowego czy też wbijając hasło w wyszukiwarkę często wyświetla nam się tytuł, ewentualnie początek leadu i zdjęcie, co powoduje, że „zajawiony” temat klikniemy lub nie – na portalu Prawy.pl pisze Robert Wyrostkiewicz i zaznacza, że w ten sposób napędza się ruch i monetyzację wszystkim, którzy publikują interesujące treści. Po wejście w życie dyrektywy linki w takiej formie przestaną istnieć. Platformy internetowe będą zmuszone do zawarcia umowy i uzyskania licencji do linkowania do ich publikacji. Zarobią przede wszystkim najwięksi gracze, a mali, często będą musieli zniknąć z rynku.

Jak słusznie zaznaczają publicyści, na których się powołuję, jeżeli dyrektywa naprawdę wejdzie w życie, Unia Europejska i niemiecki Axel Springer „zarżną polskie media”, a to już będzie krótka droga do budowania orwellowskiego świata.

Źródło cytatów: Prawy.pl, Kontrrewolucja.net

Przeczytaj także:

Przelała się czara goryczy? Masowa migracja polskich użytkowników Facebooka na inny portal

Wsparcie - darowizny

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. Marcin mówi

    Każdy powinien być przeciwko tej dyrektywie, bo obrona wolności słowa dotyczy nas wszystkich.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Ta strona wykrozystuje pliki cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close