Lech Mucha: „Herezje” Krzysztofa Karonia i język Klingonów

8 1 830

Natrafiłem niedawno w sieci na wykład pana Krzysztofa Karonia, po nieco mylącym tytułem: Nieszczęście polskiej prawicy, to brak ideologii? Wykład moim zdaniem ciekawy i wart wysłuchania, choć tytuł nijak ma się do jego treści. Na samym początku Pan Karoń zaznacza, że to co usłyszymy, będzie dla wielu słuchaczy herezją. Jedną z tez jego wykładu jest twierdzenie, że człowiek, pozbawiony wpojonej siłą, od wczesnego dzieciństwa etyki, będzie w życiu codziennym zawsze minimalizował straty i maksymalizował zyski, a najbardziej skutecznym postępowaniem, dającym takie efekty jest kradzież. Ta opinia wzbudziła na widowni sprzeciw. Jakiś oburzony głos zawołał: To-nie-prawda! Ktoś inny powiedział, że przecież można na warunkach partnerskich do czegoś dojść, można się dogadać i tak dalej.

Moim zdaniem pan Krzysztof Karoń – choć, jak sam stwierdził we wstępie do wykładu, przedstawia opinie, z którymi niektórym słuchaczom trudno się zgodzić – mówi rzeczy oczywiste! Najzupełniej oczywiste! Wrodzoną cechą natury ludzkiej jest dążenie do ograniczania wkładanego w uzyskiwanie dóbr wysiłku – do koniecznego minimum! Człowiek, który nie zostanie poddany intensywnej indoktrynacji i to od wczesnego dzieciństwa, gdy tylko dostanie szansę na zdobycie dóbr z niewielkim wysiłkiem i bez nadmiernego ryzyka kary – to po nie sięgnie. Jeśli ktoś nie wierzy na słowo, to proponuję zastanowić się, jak wyglądały stosunki międzyludzkie, na przestrzeni całych dziejów ludzkości. Przecież dzieje te, to historia wojen, wyzysku i niewolnictwa. A wojna, podbój i niewolnictwo – to inne definicje rabunku. Gdybyśmy żyli w starożytnym Rzymie, albo w Kartaginie, to albo bylibyśmy niewolnikami, albo mielibyśmy niewolników. Albo okradalibyśmy innych z owoców ich pracy, albo sami bylibyśmy okradani. Inny przykład: Indianie. Ludy, które miały swój kodeks honorowy, zakazujący na przykład kłamać, nie widziały problemu ani w posiadaniu niewolników, ani w prowadzeniu łupieżczych wypraw, w celu odebrania dóbr sąsiadom, jeśli tylko mieli oni słabszy dzień. I oprócz dóbr materialnych, na takiej wyprawie można było jeszcze zdobyć kobietę, chwałę i prawo do kolejnego orlego pióra w pióropuszu. A Mongołowie? Najeźdźcy ze stepów Azji. Zdobywcy ziem, koni i jasyru… Przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Jeśli kogoś z Państwa nauczono, że lepsza jest współpraca, niż wzajemne okradanie, to pięknie. Tylko problem w tym, żeby wszyscy uczestnicy zabawy hołdowali takim samym przekonaniom, bo w przeciwnym przypadku, w sytuacji odpowiednio wysokiej pokusy jeden wspólnik zawsze w końcu dojdzie do wniosku, że łatwiej jest oszukać i skończy się tak, że on będzie miał pieniądze, a jego były wspólnik doświadczenie…

Jeśli Państwo reagujecie alergicznie na słowa Krzysztofa Karonia, mówiącego, iż zasadą wolnego rynku i najskuteczniejszym, najbardziej racjonalnym sposobem zdobywania dóbr, nie jest praca, tylko kradzież, jeśli ktoś z Państwa nie zgadza się głęboko z tym, że w naturze wolnego człowieka leży kradzież, to znaczy, że zostaliście państwo zindoktrynowani. Źródła tej indoktrynacji mogą być z grubsza dwa. Pierwsze, to marksizm, który od dziesięcioleci opowiada brednie o humanizmie, o wrodzonym dobru, które można wydobyć z człowieka jeśli tylko uda się wyrwać go z okowów religii, o wychowaniu bezstresowym i wiele, wiele innych nonsensów. Jest też druga możliwość, wśród czytelników tego bloga zapewne dużo bardziej prawdopodobna. To katolicyzm. Jeśli jesteście Państwo przekonani, że źródłem Waszego buntu przeciw temu, co mówi pan Karoń, jest właśnie katolicyzm, to proszę pokłonić się swoim rodzicom, bo to oni najpewniej, i to pod przymusem, wtłoczyli Wam do głowy zasady (wprost wynikające z etyki chrześcijańskiej, nawet, jeśli o tym nie wiedzieli), że nie wolno kraść, kłamać i zabijać, nawet, jak się bardzo chce. Nie ulega wątpliwości, że to właśnie chrześcijaństwo było siłą, która przeciwstawiła się niewolnictwu, czyli skrajnej kradzieży! Oczywiście nawet chrześcijaństwo nie ma i nie miało stuprocentowej skuteczności, ale jasne jest, że przykłady odstępstw od zasad etyki, które miały miejsce w świecie chrześcijańskim, były odstępstwem od wiary, a nie jej konsekwencją.

Pomiędzy indoktrynacją marksistowską, a katolicką, jest zasadnicza różnica. Pierwsza z nich jest oparta na błędnym założeniu, mówiącym, że da się wychować społeczeństwa bez etyki wynikającej z systemu spójnej wiary. Natomiast katolicyzm wie, że człowiek pozostawiony samemu sobie nie będzie potrafił wyjść poza swoje lenistwo, które nakazuje mu kraść, o ile tylko koszty procederu nie będą zbyt wysokie. I, w odróżnieniu od marksizmu, katolicyzm oferuje dobre remedium na ten problem.

A jakie wnioski płyną dla nas z tego, co mówi Krzysztof Karoń? Otóż, mając świadomość tego, jaka jest natura ludzka, musimy zadbać o to, by następnym pokoleniom Polaków przywrócić chrześcijańską etykę. Bo chrześcijaństwo jest najskuteczniejszym sposobem uzyskania przez człowieka wewnętrznej wolności od wrodzonych skłonności do ułatwiania sobie życia poprzez okradanie innych. Chrześcijaństwo, jako prąd filozoficzny, doskonale zdawało i zdaje sobie sprawę z tego, że człowiek jest z natury nieco zły, ale jednocześnie zdolny do bycia dobrym i moralnym! Tylko nikt nigdy nie nauczył się bycia moralnym sam. Zawsze wymaga to bezpośredniego przymusu, nacisku ze strony wychowawców. Niczego, co jest praktycznie przydatne w życiu, żadnej umiejętności posiadanej w stopniu wystarczającym do osiągania korzyści (umiejętności wytwarzania czegokolwiek, ale też umiejętności oparcia się pokusie łatwego zdobycia dobra poprzez kradzież) nie nauczymy się ani przypadkiem, ani przy okazji, ani sami, ani łatwo, ani bez wysiłku. Zawsze wymaga to ćwiczeń, poświęceń i co najmniej potu, często łez, a czasem krwi!

I wbrew temu, co mówią marksiści, nie da się zastąpić etyki wynikającej ze spójnego systemu religijnego, jakąś prostą wymyśloną naprędce przez ludzi protezą. Jeśli kiedykolwiek oglądaliście Państwo filmy, lub seriale z uniwersum Star Treka, to na pewno spotkaliście się z jedną z zamieszkujących ten fikcyjny świat ras, jaką są Klingoni. Twórcy tego uniwersum wymyślili dla Klingonów bardzo rozwinięty język. Są zapaleńcy, którzy opanowali język klingoński w stopniu umożliwiającym normalne porozumiewanie się. A czytałem nawet o takim wariacie, który postanowił nauczyć tego języka swoje nowo narodzone dziecko i tylko tak do dziecka mówił. I okazało się, że dziecko wcale nie zaczęło mówić. W ogóle nie mówiło, dopóki zwariowany rodzic nie zaniechał klingońskiego i nie zaczął używać angielskiego. Podobnie jest z moralnością. Żaden człowiek, choćby najmądrzejszy nie jest w stanie stworzyć lepszego systemu, niż dane nam z góry chrześcijaństwo. A najważniejsze jest to, że nie mamy wyjścia, musimy nasze dzieci indoktrynować od wczesnego dzieciństwa. W domu, szkole, w przedszkolu.

Drugi wniosek dotyczy polityki międzynarodowej. Powiedzieliśmy, że historia, w tym niestety historia państw będących elementem cywilizacji łacińskiej uczy nas, że nie ma trwałych sojuszy i zawsze musimy być gotowi na to, że inni gracze dojdą do wniosku, że bardziej im się opłaca kant, napaść, wyzysk, lub uzależnienie nas od siebie. Wiara w moralność na arenie międzynarodowej, jest skrajną naiwnością. Każdy kto twierdzi coś innego – jest niebezpieczny. Nawet, jeśli mówi po angielsku, a nie po klingońsku.

Tekst ukazał się w dwutygodniku Polska Niepodległa (15.11.2017)

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. Attacus mówi

    Bardzo dobry tekst trafiający w sedno sprawy. Wyjaśnia on też dlaczego jest tak wielu ludzi, którzy twierdzą , że można być dobrym człowiekiem przy jednoczesnym odrzucaniu wiary i religii. To często rzeczywiście są ludzie dobrzy, nie biorą oni jednak pod uwagę, że żyjąc po prostu w naszym społeczeństwie chłoną zasady etyki katolickiej i potem do niej się stosują. Nie biorą też pod uwagę tego, że bez żywej wiary w otoczeniu, powoli zasady etyki będą zanikać. Tym na przykład można tłumaczyć o wiele większą przemoc wobec kobiet w krajach laickich, które jako pierwsze wprowadzały elementy gender mainstreaming, co potwierdzały badania na temat przemocy wobec kobiet w UE z początku 2015 roku.

  2. Rich mówi

    Zgadza się, często słyszę od rozmówców „znam wielu ateistów i są bardzo dobrymi ludźmi, postępują nawet lepiej od katolików”. A na pytanie „a w jakiej kulturze się oni wychowali? czy to nie była przypadkiem kultura katolicka?” zaczynają wodzić oczyma, szukać odpowiedzi z tyłu głowy… i wtedy się okazuje, że ci dobrzy ludzie są produktem kultury katolickiej.

  3. mariusz mówi

    Mówienie o wolności ekonomicznej od lat 30-tych XX wieku jest absurdem, ponieważ system zachodni od tego czasu (tak jak przez wieki wcześniejsze) żył i żyje z eksploatacji społeczeństw skolonizowanych.

  4. abc mówi

    Z kradzieżą to chodzi o to, że jak władza doprowadzi do ostateczności człowieka i NIE MA innych umiejętności, żeby przetrwać (np:nie jest rolnikiem-nie może być czy nie potrafi pracować) to MUSI jakoś przeżyć i kradnie (można jeszcze zrobić powstanie). To nie ma znaczenia czy jest religijny czy nie bo instynkt go zmusi. Model globalny jest tak zaprojektowany, żeby produkować taką masę ludzi bezużytecznych bo jest łatwiej rządzic. Tu chodzi o skrajne postawy. Na tym polega walka klas itp. Karoń to opisuje.

  5. Jędrek mówi

    Pan Karoń zwrócił uwagę przede wszystkim na tzw. marksizm kulturowy. Co to jest ? To odwracanie wszystkiego do góry nogami-wartości, mody, pojęcia sztuki itd. Wszystkiego co stanowi o sensie życia społecznego człowieka. Uważam że to jest najistotniejsze w filmach Pana Karonia ponieważ otwiera oczy na prawdziwy sens działalności lewicy i korporacji na świecie. Chodzi bowiem o OGŁUPIENIE LUDZI. To ogłupienie jest potrzebne by można było łatwo ludźmi manipulować i wprowadzić NWO. Tak jak kiedyś w ZSRR ludzi ogłupiało się wodką tak teraz ogłupia się sexem, zmysłowością i odwracaniem pojęć. Musimy o tym mówić głośno bo nie mamy dużo czasu świadomość społeczna jest kluczowa byśmy nie obudzili się któregoś dnia pod butem ZSRE (związku socjalistycznych republik europejskich).

    1. Attacus mówi

      Panie Jędrku trafił Pan w sedno. Poprzez manipulowanie sprawami seksu i prokreacji niezwykle łatwo manipulować samymi ludźmi. Gorąco polecam wszystkim „Libido Dominandi” Michaela Jonesa. To trudna i droga pozycja, ale wiedza w niej zawarta warta jest każdej wydanej złotówki. Jones dowodzi , że niemożliwa jest żadna rewolucja o ile równolegle nie przeprowadzi się rewolucji seksualnej. Mało kto sobie uświadamia, że NWO, czy też globalizacja, to największa rewolucja w dziejach ludzkości. Poza tym w Rosji za czasów Lenina Aleksandra Kołłątaj zajmowała się reformami wprowadzającymi elementy rewolucji seksualnej. Skończyło się to wówczas niebywałą epidemią syfilisu. Kołłątaj wygnano , a Rosjanom pozostała wódka. A co do ZSRE to nadchodzi wielkimi krokami, i wygląda na to , że nasz rząd jest temu przychylny.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Ta strona wykrozystuje pliki cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close