Kaczyński, Warzecha i przedwojenna historia sądowa.

fot. youtube
3 931

Taka mi się przypomniała historia, zasłyszana dawno temu. Działo się to ponoć przed wojną. Przed sądem stanął oskarżony o zabójstwo garbus. W sprawie chodziło to, że kaleka, doprowadzony do ostateczności przez grupę wyrostków, którzy dokuczali mu, wydrwiwając jego ułomność, nie wytrzymał nerwowo, rzucił za nimi kamieniem i jednego z nich w ten sposób zabił.

Adwokat broniący oskarżonego, zanim zaczął wygłaszanie końcowej mowy, wyjął z kamizelki srebrny zegarek i położył go na blacie, przed sobą. Następnie wstał i zaczął wygłaszanie mowy:  – Wysoki Sądzie…

Po czym zamilkł.

Po pięciu minutach zniecierpliwiony sędzia poprosił go, by kontynuował.

– Wysoki Sądzie… – powiedział adwokat, po czym znów zapadła cisza.

Minęło kolejne pięć minut zanim już nieco zirytowany sędzia ponaglił znów mecenasa.

– Wysoki Sądzie… – powiedział po raz trzeci prawnik, po czym znów zawiesił głos.

Wtedy prowadzący rozprawę sędzia nie wytrzymał i zagroził adwokatowi grzywną za obrazę sądu, jeśli ten natychmiast nie przestanie się wygłupiać i robić kpin z sali sądowej.

Obrońca podniósł wtedy zegarek, spojrzał na cyferblat i powiedział:  – Wysoki Sądzie, minęło zaledwie jedenaście minut. Zaledwie jedenaści minut wystarczyło, żeby osoba tak szanowana i tak doświadczona jak Wysoki Sąd, dała się ponieść zdenerwowaniu. Jedenaście minut potrzeba było, by Wysoki Sąd wyprowadzić z równowagi. A ten człowiek, który zasiada na ławie oskarżonych znosił drwiny na temat swej ułomności nie przez jedenaście minut, tylko przez czterdzieści lat. I po czterdziestu latach kpin, po czterdziestu latach zaczepek jeden jedyny raz nie zdzierżył. Nie wytrzymał. Podniósł kamień i rzucił…

Podobno oskarżony został skazany na niezbyt surowy wyrok za zabójstwo w afekcie.

Ta historia odnosi się do dnia dzisiejszego w dwójnasób. Pierwsze, co chciałem przy jej pomocy skomentować, to słowa Jarosława Kaczyńskiego, wypowiedziane w gniewie, z trybuny sejmowej, w kierunku ludzi, którzy go prowokowali od wielu miesięcy na najróżniejsze sposoby i słowa redaktora Warzechy zapisane w komentarzu twitterowym. Prezes Kaczyński powiedział tak: Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego świętej pamięci brata. Zniszczyliście go, zamordowaliście go, jesteście kanaliami!

Redaktor Warzecha, w reakcji na powyższe słowa, stwierdził autorytatywnie, że nic nie tłumaczy słów prezesa PiS: Napiszę to tylko raz: nic, absolutnie nic nie usprawiedliwia słów, które wygłosił pan prezes. Niestety.

 

Jakoś nie pamiętam z jego strony oburzenia na wulgarne słowa płynące w przeciwną stronę, ale przyznam, że słów redaktora Warzechy jakoś nadmiernie uważnie nie śledzę, więc pewności nie mam. Wiem jednak, że  Jarosław Kaczyński to człowiek, który nie unosi się gniewem z byle powodu. Niejeden na jego miejscu wyszedłby z siebie znacznie wcześniej. Redaktor Warzecha, tak surowy w swych ocenach, sam na prowokacje reaguje banowaniem swoich adwersarzy na twitterze i ręka mu nie drgnie. Prezes Kaczyński możliwości wyciszenia agresywnych posłów totalnej opozycji z oczywistych powodów nie ma. W jednym tylko redaktor Warzecha miał rację. Istotnie, redaktor Warzecha nie powinien swych słów powtarzać więcej niż raz, gdyż w ten sposób tylko raz palnął głupstwo.

Napisałem na początku, że przedwojenna historia garbatego człowieka odnosi się do dzisiejszej rzeczywistości na dwa sposoby. Istotnie. W części dotyczącej oskarżonego, który dał się sprowokować do czynu, którego się później żałuje, jest ona analogią.  Tak było, jest i będzie, że człowiek doprowadzony do ostateczności może stracić panowanie nad sobą. Ale jest coś, co różni czasy przedwojenne od dzisiejszych. Jeśli wierzyć statystykom, jeśli przyjrzeć się danym mówiącym o tym, jak kiepskie poważanie mają dziś wśród Polaków sądy, jeżeli wreszcie posłuchać wielu dostępnych w sieci nagrań z sal sądowych, można chyba powiedzieć, że  do bardzo wielu sędziów dziś słowa przedwojennego obrońcy nie pasują. Na pewno wielu jest dobrych sędziów, ale nie można już – z definicji – powiedzieć: „nawet osoba tak szanowana, jak Wysoki Sąd”…

I cała ta awantura jest po to, by to uległo zmianie.

Lech Mucha

 

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. jacek mówi

    Jarosław Kaczyński dobrze powiedział.Te kanalie to szkodnicy i złodzieje,to wrodzy Polski.W tej sprawie,oczyszczenia sądownictwa z nieuczciwej,lewackiej hołoty PIS musi mieć pewność,że ma za sobą wszystkich uczciwych i prawych Polaków.Tak trzymać,nie popuszczać.

  2. Mirka mówi

    Dziękuję za ten bardzo mądry felieton pod którym podpisałby się sam Konfucjusz.

  3. Paweł mówi

    Pan Warzech, tak jak pan Ziemkiewicz i wielu im podobnych, udając publicystów prawicowych, uniemożliwiają rozwój prawicowej świadomości wśród Polaków.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Ta strona wykrozystuje pliki cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close