Wzrost cen paliwa
Początek marca przyniósł cenowy szok na polskich stacjach paliw. Średnia cena oleju napędowego wzrosła o ponad złotówkę na litrze i osiągnęła najwyższy poziom od trzech lat. Skala podwyżek przypomina sytuację z początku wojny w Ukrainie. Przy obecnych cenach hurtowych niewykluczone, że w najbliższym czasie diesel na stacjach zbliży się do poziomu 8 zł za litr.
Gdy pierwsze amerykańskie bomby spadły na Iran, stało się jasne, że ceny paliw na świecie pójdą w górę. Niewiadomą pozostawała jedynie skala tego wzrostu. Jak dotąd konflikt izraelsko-amerykańsko-irański rozwija się w najgorszym możliwym kierunku. Iran eskaluje swoją „operację chaosu”, ostrzeliwując cele w regionie i w praktyce paraliżując żeglugę przez strategiczną Cieśninę Ormuz. To właśnie przez ten wąski szlak transportowy w normalnych warunkach przepływa około jedna piąta globalnej podaży ropy naftowej.
Na razie notowania ropy wzrosły z około 60 do 85 dolarów za baryłkę, jednak w najbardziej pesymistycznym scenariuszu ceny mogą jeszcze znacząco wzrosnąć. Wszystko zależy od długości konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz od tego, kiedy uda się przywrócić stabilne dostawy surowca z regionu Zatoki Perskiej. Pierwsze skutki tej sytuacji polscy kierowcy odczuli już w tym tygodniu przy dystrybutorach.
W pierwszym tygodniu marca średnia cena oleju napędowego wyniosła 6,99 zł za litr i była o ponad złotówkę wyższa niż tydzień wcześniej – wynika z danych BM Reflex. Są to średnie ceny z całego kraju, zbierane w ciągu tygodnia. W praktyce oznacza to, że w piątek nie brakowało stacji, na których diesel kosztował już wyraźnie powyżej 7 zł za litr. Patrząc na ceny hurtowe, trudno też oczekiwać szybkiego końca podwyżek. Mamy bowiem do czynienia z drugim najsilniejszym tygodniowym wzrostem detalicznych cen oleju napędowego w historii. Większa podwyżka – o 1,48 zł na litrze – miała miejsce jedynie na początku marca 2022 roku, bezpośrednio po rosyjskiej agresji na Ukrainę.
Nieco lepiej wygląda sytuacja kierowców samochodów benzynowych. Benzyna Pb95 kosztowała na początku marca średnio 6,25 zł za litr, czyli o 52 grosze więcej niż pod koniec lutego. To również najwyższy od ponad roku średni poziom cen detalicznych tego paliwa. Autogaz tankowano przeciętnie po 2,97 zł za litr – o 14 groszy drożej niż tydzień wcześniej i najdrożej od maja ubiegłego roku.
Przyczyną tak gwałtownych podwyżek cen paliw w Polsce nie są wyłącznie rosnące notowania ropy naftowej oraz osłabienie złotego wobec dolara. Bardzo napięta sytuacja panuje także na rynku gotowych paliw, zwłaszcza oleju napędowego. W piątek tona diesla na londyńskiej giełdzie ICE kosztowała ponad 1100 dolarów – niemal o połowę więcej niż tydzień wcześniej. W praktyce oznacza to powrót do poziomów obserwowanych dotąd jedynie w 2022 roku.
Ma to bezpośrednie przełożenie na ceny oferowane przez krajowe rafinerie. W piątek 6 marca Orlen sprzedawał olej napędowy Ekodiesel po 6150 zł za metr sześcienny. Po doliczeniu 23-procentowego podatku VAT (akcyza, opłata paliwowa, emisyjna i inne daniny są już wliczone w cenę hurtową) daje to około 7,56 zł za litr. To aż o 1,69 zł więcej niż tydzień wcześniej. Jeśli taki poziom utrzyma się w hurcie, w detalu już wkrótce możemy zobaczyć ceny zbliżone do 8 zł za litr.
A nawet wyższe – jeśli notowania diesla na światowych rynkach będą nadal rosnąć. Niewiele zmienią tu zapewne deklaracje premiera Donalda Tuska, który zaapelował o obniżenie marż Orlenu w celu złagodzenia wzrostu cen paliw. Pomijając dyskusję o ewentualnym działaniu na szkodę spółki, faktem jest, że przy rosnących cenach surowców i słabym złotym pole manewru dla obniżek cen w hurcie i detalu pozostaje bardzo ograniczone.
Znacznie spokojniej wygląda sytuacja na rynku benzyn. W piątkowym cenniku Orlenu benzyna Eurosuper 95 kosztowała 5008 zł za metr sześcienny, co po doliczeniu VAT daje około 6,16 zł za litr. To wprawdzie o 66 groszy więcej niż tydzień wcześniej, ale jednocześnie poziom bardzo zbliżony do obecnej średniej ceny detalicznej. Jeśli więc ceny benzyny na rynkach światowych przestaną rosnąć, a złoty nie będzie dalej tracił wobec dolara, skala podwyżek na stacjach powinna być znacznie mniejsza niż w przypadku diesla. Wciąż jednak wiele zależy od rozwoju wydarzeń na Bliskim Wschodzie, który pozostaje dziś skrajnie nieprzewidywalny.
Jedynym sposobem na realne obniżenie cen paliw w Polsce – lub przynajmniej na wyhamowanie ich wzrostu – byłoby trwałe bądź czasowe obniżenie obciążeń podatkowych. Warto pamiętać, że z każdego litra benzyny lub oleju napędowego ponad połowa ceny trafia do budżetu państwa w postaci podatków i opłat. Bez tych obciążeń benzyna Pb95 mogłaby kosztować około 3 zł za litr, olej napędowy około 4 zł, a autogaz około 2 zł. Różnica między cenami widocznymi na pylonach stacji a tymi poziomami to w dużej mierze dochód fiskusa.
Komentarz: Mam nadzieję, że nie dojdzie do dużego wzrostu cen, choć dynamika obecnej sytuacji bardziej skłania ku pesymistycznym wariantom rozwoju wydarzeń.

