Jak Żydzi chcieli kupić spokój sumienia i co z tego wynikło – dr Ewa Kurek

fot. museum.lodzjews.org
5 8 199

Oto fragment z książki dr Ewy Kurek pt. „Żydzi, Polacy, czy po prostu ludzie… 18 lat później”. Warto go przeczytać, a już z pewnością warto kupić książkę, która jest doskonałym remedium na pałkę antysemityzmu używaną do bicia Polaków mówiących prawdę, którą Żydzi chcą zakrzyczeć.

Fragment pochodzi z rozdziału „Łebki nie na sprzedaż”.

W roku 1996 Naczelny Rabin Polski Menachem Pinkas Joskowicz, w imieniu łódzkich Żydów o nazwisku Cederbaum mieszkających obecnie w Monachium i w Izraelu, poprosił mnie o pomoc w odszukaniu dziewczynki, która po zakończeniu wojny na pewno przebywała w jednym z łódzkich klasztorów.

– W porządku, niech ten człowiek przyjedzie i powie, o co właściwie chodzi. Może uda mi się coś dla niego zrobić – powiedziałam.

-To nie jest takie proste. To delikatna sprawa. Ten człowiek nie może przyjechać do Polski. On po wojnie nigdy w Polsce nie był. To bardzo bogaty człowiek, ale z różnych względów nie może – tłumaczył mętnie rabin.

Z dalszych opowieści Rabina Menachema Pinkasa Joskowicza wynikało, że owa powojenna dziewczynka, której mam poszukiwać, nazywa się Sara Cederbaum i była najmłodszą siostrą z rodzeństwa, jedyną siostrą trzech młodych łódzkich Żydów, którzy przeżyli wojnę i zamieszkali w Niemczech. W 1945 roku Sara Cederbaum miała trzynaście lat. Rodzice zginęli, a ona ocalała w klasztorze, gdzie używała polskiego imienia i nazwiska Stefcia C. Po zakończeniu wojny Sara Cederbaum przez Czerwony Krzyż odszukała braci. Mieszkali w Niemczech. Pisała do nich błagalne listy, aby po nią przyjechali. Żaden z trzech braci nie pofatygował się do Polski, aby zająć się dzieckiem, rodzona siostrą! Żaden z trzech braci nie tylko nie przyjechał, ale nawet nie odpisał na żaden z jej listów! Teraz, gdy jeden z nich nie żyje, a dwaj pozostali stoją nad grobem – zapewne pod wpływem nakazów rabina Joskowicza lub jakiegoś innego rabina – usiłują przy mojej pomocy odszukać utraconą siostrę i przywrócić ją żydowskiemu narodowi. Obrzydliwa historia. Nie miałam ochoty się nią zajmować.

– Ja do Monachium nie pojadę. Nie mam czasu i pieniędzy na podobne wycieczki – odpowiedziałam dość opryskliwie rabinowi Joskowiczowi, bo nie lubię niejasnych sytuacji.

Nie jest jednak łatwo wywinąć się rabinowi. Minęło kilka tygodni od naszej rozmowy, gdy zadzwonił do mnie z Monachium Lorenz Cederbaum poszukujący porzuconej pół wieku temu siostry Sary. Dość długo wymawiałam się brakiem czasu, pieniędzy i ochoty do zajmowania się sprawą.

– Przyślę pani bilet na samolot. Kierowca będzie czekał na lotnisku. Zamówię pani najlepszy hotel w mieście, ale niech pani nie odmawia. Ja nie mogę przyjechać do Polski. Zresztą, nawet gdybym mógł, i tak nie będę mógł wejść do klasztoru. Dlatego tylko pani może pomóc mnie i żyjącemu jeszcze bratu. Mój brat mieszka w Izraelu. Musimy zrobić wszystko, aby odnaleźć siostrę. Proszę przyjechać – błagał.

Wczesną wiosną 1996 roku znalazłam się W Monachium. Zgodnie z zapowiedzią, kierowca czekał na lotnisku, a mały hotelik w centrum miasta był rzeczywiście luksusowy. Późnym popołudniem zajechał elegancki samochód z kierowcą i zawiózł mnie na spotkanie z poszukującym siostry Sary biznesmenem Lorenzem Cederbaum. Obiad w koszernej restauracji zlokalizowanej w zabudowaniach należących do miejscowej synagogi. Starszy pan, mocno po siedemdziesiątce, wyraźnie chciał mi zaimponować swoim bogactwem, pozycją i diabli wiedzą czym jeszcze. Jeszcze raz mam do czynienia z żydowskim stereotypem, wedle którego każdemu Polakowi i Polce imponuje żydowskie bogactwo.

Dziś niemiecki, niegdyś łódzki Żyd, jest w tym wszystkim śmieszny. Nie przyszło mu nawet do głowy, że mnie nie imponuje żadne bogactwo: polskie, żydowskie, chiński ni rosyjskie. Mówi dość dobrze po polsku. Jeszcze raz opowiada mi historię swojej rodziny. Nazywają się Cederbaum i przed wojną mieszkali w Łodzi przy ulicy Śródmiejskiej 7. W czasie wojny też mieszkali w Łodzi. Było ich w domu czworo: trzech braci i mała siostrzyczka Sara. Rodzice zginęli. Oni przeżyli Oświęcim. Po wojnie uciekli do Niemiec. Byli w obozie syjonistycznym. Jeden z braci wyjechał do Izraela. Mój rozmówca i drugi brat zostali w Monachium na stałe. Siostra Sara przeżyła wojnę. W jej ratowanie zaangażowana była pani Pękalska, żona zduna, oraz służąca Jasia. Nie wiadomo jakimi drogami Sara Cederbaum trafiła do jakiegoś klasztoru. Po wojnie z klasztoru właśnie przychodziły od niej listy. Sara prosiła, żeby któryś z braci przyjechał po nią. Nie odpowiedzieli na żaden z listów trzynastoletniej siostry.

– Zdaje pan sobie sprawę, że nie jestem instytucją charytatywną. Poszukiwania pana siostry zajmą mi sporo czasu, Muszą kosztować. A tak naprawdę, to dlaczego żaden z panów nie odebrał siostry z klasztoru po wojnie? – pytam.

Mój rozmówca kręci, że nie mogli przyjechać, że nie mogli zlecić przywiezienia siostry żadnej z organizacji żydowskich odbierających po wojnie dzieci z klasztorów itd. Wydaje mi się, że prawie na pewno mam przed sobą jednego z żydowskich policjantów, wiernych sług Rumkowskiego i Niemców. Bo tylko tacy razem z „żydowskim królem” z Łodzi pojechali w 1944 roku do Oświęcimia, a po wojnie bardzo bali się, że ktoś w Polsce rozpozna ich na ulicy i przyjdzie im odpowiedzieć za haniebne czyny. Może się mylę, ale… mam chyba przed oczami jednego z policjantów żydowskich, o których żydowski poeta pisał: Jam jest ten, który to widział, który przyglądał się z bliska. […] I ręce załamywałem ze wstydu… wstydu i hańby. Rękoma Żydów zadano śmierć Żydom – bezbronnym Żydom.

Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że mój rozmówca boi się dziś jechać do Polski, tak, jak bał się po wojnie? Przecież nie o sentymenty i wrażliwość chodziło. Gdyby Lorenz Cederbaum był taki wrażliwy, nie mieszkałby w Monachium, gdzie każdy kamień przypomina Hitlera, wojnę i zagładę Żydów. W związku z powyższym poszukiwania siostry kosztują łódzkich braci sporo jak na owe czasy. Byłam twarda w negocjacjach. Nie utargowali ani jeden marki.

Sprawdziłam wszystkie zgromadzenia zakonne. Dałam ogłoszenie w „Gazecie Wyborczej”. Siostra łódzkich Żydów nie odezwała się. Może nie żyje, a może nie ma już ochoty wracać do braci, którzy porzucili ją pół wieku temu.

Po odbiór dokumentacji wyników moich poszukiwań zgłosił się drugi spośród braci Cederbaum. Ten z Izraela. On też, podobnie jak monachijski, jest obrzydliwy. Jako polski Żyd jest przewodnikiem izraelskiej wycieczki. Spotkaliśmy się w Krakowie. Jego podopieczni patrzą teraz na nas z rosnącym zniecierpliwieniem, bo autokar przed hotelem czeka już tylko na niego. Ma dla mnie ustaloną drugą ratę. Targuje się zawzięcie. Za spokój sumienia i zmazanie grzechu porzucenia siostry chce zapłacić jak najmniej. Trzymam teczkę w ręce. Jestem wobec niego dość wredna. Bawię się jego skąpstwem, religijnymi rozterkami i mam nadzieję, że być może jednak spóźnionymi wyrzutami sumienia. Moja wredność przyprawiona jest zemstą w imieniu porzuconej wieki temu małej siostrzyczki.

– Mnie nie zależy, panie Cederbaum. Mogę tę teczkę wyrzucić do najbliższego kosza. Albo zapłaci pan ustaloną sumę. Trzeba było po wojnie odebrać z klasztoru siostrę, a nie pół wieku później zawracać mi głowę poszukiwaniami. Przecież wiedzieliście, gdzie jest Sara, w którym klasztorze. Pisała do was listy. Siostra panów teraz, jeśli żyje, ma już blisko siedemdziesiąt lat. Ma pewnie dzieci i wnuki. Teraz nie jesteście jej do niczego potrzebni. A za spokój sumienia musicie zapłacić. Ta suma jest niczym w porównaniu z rozpaczą pana trzynastoletniej siostry pół wieku temu. Jestem pewna, że trudno jej było żyć ze świadomością porzucenia przez braci, których kochała i którym wierzyła. O wiele trudniej niż panom przeżyć bez tych kliku tysięcy marek – wygłaszam zjadliwy moralitet i zbieram się do wyjścia.

– Pani czeka, biorę tę teczkę – mówi stłumionym głosem Cederbaum i sięga po przygotowany plik pieniędzy.

Przeliczam powoli marki. Teczkę nadal trzymam pod pachą. Izraelska wycieczka z zainteresowaniem obserwuje scenę. Cederbaum rzuca w stronę wycieczkowiczów zniecierpliwione spojrzenie. Chowam marki do kieszeni i wyciągam rękę z teczką w stronę brata.

– Rabin Joskowicz pewnie odpuści panom grzech. Ale czy żydowski Bóg także odpuści? Nie wiem. W każdym razie życzę panom, aby wasza siostra Sara stała wam przed oczami w godzinę śmierci. Takich rzeczy po prostu się nie robi – mówię.

Izraelski Cederbaum rzuca mi nienawistne spojrzenie. Odwracam się na pięcie i odchodzę bez pożegnania. On rusza w kierunku swoich podopiecznych. Ciekawa jestem, co nabajdurzył izraelskim wycieczkowiczom na temat dokonanej na ich oczach transakcji. Może powiedział, że odzyskał właśnie ukradzione przez moją rodzinę kilkadziesiąt lat temu dokumenty? Albo oskarżył mnie, gojkę, o jakieś inne, bardziej współczesne szalbierstwo? Na pewno nie przyznał się, że pół wieku temu wraz z braćmi porzucili swoją mała siostrę, a teraz kupił dla całej trójki spokój sumienia. Jestem zszokowana okrucieństwem i przewrotnością natury ludzkiej. Nie żydowskiej, bo natura ludzka nie ma narodu. Przewrotnością natury człowieka.

 

 

 

 

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. Normalny mówi

    Teraz ambasador Izraela niby tłumaczy się, a kłamstwo antypolskie poszło w świat ! Państwo Izrael musi za tę zniewagę zapłacić ! Są trudno wyobrażalne, kolejne astronomiczne kwoty wynikające ze strat na które nas Żydzi narazili. Uważam, że rząd polski nie ma prawa, aby zrezygnować ze strat na które nas- Polaków po raz kolejny narazili Żydzi. Uważam, że za te i inne zniesławiające i kampanie przeprowadzane z pełną premedytacją i wbrew prawdzie historycznej przez Żydów Izrael powinien zapłacić Polsce 25 miliardów USD i to natychmiast. Poza tym Izrael musi sfinansować we wszystkich mediach na świecie z udziałem kapitału żydowskiego i nieżydowskiego całostronicowe – na pierwszych stronach mediów elektroniczno-papierowych i na wszystkich kanałach telewizyjnych na całym świecie jako pierwsze wiadomości przez cały miesiąc – od dnia 1 marca A.D. 2018 do dnia 31 marca A. D. 2018 jasny i klarowny komunikat z przeprosinami wszystkich Polaków i opinię światową za bezpodstawne szkalowanie dobrego imienia Polski i Polaków z zobowiązaniem się do zaprzestania w przyszłości podobnych hucp przez państwo Izrael, przez wszystkich Żydów i organizacji żydowskich a także z szerokim opisem pomocy jakie państwo polskie i naród polski udzielił Żydom na przestrzeni wieków a zwłaszcza w trakcie niemieckiego ludobójstwa w II Wojnie Światowej. Tylko tak Polacy będą mogli przebaczyć Żydom kłamstwa historyczne.

    1. Ania mówi

      W pełni POPIERAM ! Tym razem miarka się przebrała. Żydzi muszą za to ZAPŁACIĆ i PRZEPROSIĆ !

  2. michu mówi

    Za mało mówi się o antypolonizmie i związanym z tym kłamstwem oświęcimskim. W obozach zorganizowanych przez socjalistów (narodowych na Zach. i sowieckich na Wsch.) ginęli przede wszystkim polscy katolicy.

  3. Dariusz mówi

    Żydzi nie posiadają uczuć.Żydzi nie posiadają serca.Żydzi nie są ludżmi.Jak można obcego w obronie swojej osoby,na śmierć wydać?! A żydostwo własne matki,ojców,siostry,braci i własne dzieci w obronie życia wydawali na śmierć!!!!! Miałem to szczęście,że mogłem posłuchać świadków tamtych wydarzeń.Żydzi powinni zapaść się pod ziemię w obliczu hańby.Dla mnie Polaka,żydostwo z polskim obywatelstwem,zostanie tylko żydostwem.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Ta strona wykrozystuje pliki cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close