Przedwojenni nacjonaliści ratowali żydów. Młot na postkomunistyczną propagandę!

"Antysemici" z ONR i endecji oddawali życie za żydów!

Fot. ciekawostkihistoryczne.pl
9 4 698

Ideowi przodkowie współczesnego Obozu Narodowo-Radykalnego oraz endecji często są oskarżani o antysemityzm i kolaborację z hitlerowcami. Nazywanie polskich nacjonalistów ksenofobami, faszystami i nazistami to niemalże codzienność komunistycznej propagandy, która sięga swymi korzeniami lat 30 ubiegłego stulecia. Na ile owe oskarżenia są zgodne z prawdą?

Przeglądając artykuły Gazety Wyborczej, Tygodnika Powszechnego lub Polityki, można odnieść wrażenie, że w Polsce dochodzi do głosu jakaś „brunatna siła”, której gardzący katolicyzmem założyciele partycypowali w nazistowskiej eksterminacji Żydów. Przekaz rodem z komunistycznej propagandy, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, zaczadził umysły wielu Polek i Polaków. Nie pozostaje zatem nic innego jak przeprowadzić odtruwanie społeczeństwa z nieustannie fabrykowanych kłamstw na temat jednych z największych bohaterów II RP, bohaterów czasów okupacji i czasów powojennych, czyli działaczy ruchu narodowego, którzy kierując się ideą miłości chrześcijańskiej byli gotowi oddać życie za każdego bez względu na wyznanie, kolor skóry oraz narodowość. Jan Mosdorf, Felicjan Loth, ks. prof. dr hab. Stanisław Trzeciak, ks. Marceli Godlewski i Edward Kemnitz nie są ewenementami. W szeregach narodowców można odnaleźć znacznie więcej postaci, które nie bacząc na grożące im niebezpieczeństwo (należy pamiętać, że Polska była jedynym krajem w Europie, w którym za pomoc Żydom groziła kara śmierci) czynnie zaangażowały się w niesienie pomocy prześladowanej ludności żydowskiej.

Endecja i narodowi radykałowie, a żydzi w II RP

W dwudziestoleciu międzywojennym polscy nacjonaliści byli uważani za skrajnych antysemitów. Stosunki między Polakami i Żydami stanowiły – zdaniem endeków – jeden z najistotniejszych problemów niepodległej Polski. Brzmiały antysemickie okrzyki, a w połowie lat 30. na wyższych uczelniach wprowadzono tzw. „getta ławkowe” polegające na oddzieleniu ławek dla Żydów i nie-Żydów. Indeksy żydowskie stemplowano literą „L”. Rzadko, ale jednak, zdarzały się pobicia (czasem przy użyciu pałek) żydowskich studentów, a nawet profesorów, w tym Marcelego Handelsmana, dziekana Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Warszawskiego, a zarazem kuratora Koła Historyków. Podkreślić należy, że to były przypadki sporadyczne. Należy jednak się nad nimi pochylić.

13 marca 1934 roku związana z narodowcami „Gazeta Warszawska” opublikowała artykuł, w którym opisano faworyzowanie członków „pewnych ugrupowań politycznych” i „tych, którzy są sercu prof. Handelsmana najbliżsi ze względu na pochodzenie”. Opisano też roztaczanie nad nimi opieki oraz wywieranie nacisków na studentów będących w zarządzie Koła i jednocześnie zdających u niego egzaminy. Szanowany profesor po prostu faworyzował Żydów i dyskryminował pozostałych studentów. Po zakończonym zebraniu Koła Historyków – w związku z opublikowanymi faktami w artykule „Gazety Warszawskie” – około 2.30 w nocy grupka młodych ludzi związanych z byłym Obozem Wielkiej Polski zrzuciła profesorowi Handelsmanowi kapelusz z głowy, a ten przy próbie złapania „napastnika” upadł na ziemię. Sprawę rozdmuchano i rozpętała się burza, która doprowadziła do zawieszenia wykładów na uniwersytecie. Do początku kwietnia prof. Handelsman niemal z każdej strony był przepraszany za „tragiczne poturbowanie”. Wykłady na Uniwersytecie wznowiono w dniu 9 kwietnia 1934 roku, a z końcem tego miesiąca na zebraniu Bratniej Pomocy UW przywrócono skreślony wcześniej przez Senat „paragraf aryjski”. Na zebraniu odrzucono wniosek o podjęciu uchwały potępiającej napaść na Handelsmana. Sam profesor, wśród okrzyków: „precz z masonem z katedry”, opuścił zebranie, które zakończyło się odśpiewaniem „Hymnu Młodych” i okrzykami na cześć nowo powstałego ONR.

Prof. Marceli Handelsman / Fot. encyklopediapwn.pl
Prof. Marceli Handelsman / Fot. encyklopediapwn.pl

Poza faworyzacją Żydów problem w relacjach polsko-żydowskich tyczył się zwłaszcza gospodarki i niemożliwego do zaakceptowania wrogiego nastawienia do Polski. To właśnie na tym gruncie winniśmy rozumieć „antysemityzm” polskich nacjonalistów. Narodowcy dwudziestolecia międzywojennego nie walczyli z konkretnymi osobami, ale z antypolskimi zachowaniami, na które nie mógł wyrazić zgody nikt, komu zależało na dobru Ojczyzny. A przecież każdy nacjonalista przyrzekał bronić Ojczyzny i jej służyć.

Z ekonomicznego punktu widzenia narodowcy postrzegali Żydów przede wszystkim jako konkurentów, którzy monopolizowali handel i usługi. Wszystko to miało utrudnić (a nawet uniemożliwić) edukację polskiej młodzieży, a w konsekwencji zablokować awanse społeczne i ograniczać możliwości zarobkowania. Ponadto spora część Żydów mieszkających na ówczesnych terenach Polski podzielała postulaty żydokomunistycznych organizacji takich jak Bund, Kombund i Ferajnigte.

Przedwojenni narodowcy, a zwłaszcza ONR-owcy, uczestniczyli w bojkocie żydowskich sklepów oraz przeciwstawiali się faworyzowaniu żydowskich studentów, co dla niektórych historyków stało się pretekstem do twierdzeń o antysemickiej ideologii obozu narodowego przed i w czasie II Wojny Światowej. W 1939 roku polscy nacjonaliści ograniczyli niechętne Żydom publikacje i działalność skierowaną przeciwko ich postawie. Wojna przygniotła polskie społeczeństwo, a priorytety narodowców uległy zmianie.

Polskość to wybór

Jakkolwiek szeregowy obywatel międzywojennej Polski mógł ulec uderzającej w narodowców propagandzie sugerującej, jakoby byli oni antysemitami i kolaborowali z III Rzeszą i uczestniczyli w dyskryminacji Żydów, takie sugestie w czasach II Wojny Światowej kompletnie legły w gruzach. Narodowcy potwierdzili to konkretnymi czynami oraz słowami.

Duch totalitaryzmu niemieckiego, czy wschodniego, jest obcy duchowi polskiemu – napisano w 1944 roku w „Szczerbcu”.

Endecy wielokrotnie podkreślali, że „wszyscy prawdziwi, wierni i oddani synowie Rzeczypospolitej będą mieć w niej jednakowe prawa”, czego potwierdzeniem okazał się program Stronnictwa Narodowego w 1945 roku:

Przez naród polski rozumiemy wszystkich Polaków, związanych wspólnym poczuciem narodowym, kulturą, dążeniami, a więc polskich chłopów, robotników, mieszczaństwo, inteligencję, wojsko itd. W pierwszym rzędzie należą do narodu ci, co chcą Polski, co dla niej walczyli, pracowali i narażali się dla niej na niebezpieczeństwa, co nie poszli na służbę wroga. A więc ludność posiadająca wyrobione poczucie narodowe polskie. Na drugim miejscu do narodu polskiego zaliczają się elementy o słabszym poczuciu narodowym, przepojone duchem klasowym. Na trzecim miejscu zalicza się do narodu polskiego wszystkie te plemiona, które są polskiego pochodzenia, ale jeszcze nie mają wyrobionego polskiego poczucia narodowego, albo wskutek niewoli i na skutek akcji nieprzyjacielskiej narzucono im obcą narodowość i język.

Innym razem podziemny oddział Obozu Narodowo-Radykalnego „Szaniec” pisał o „trzydziestomilionowym narodzie”. Według przedwojennych statystyk RP liczyła 32 mln obywateli, z czego Polacy stanowili 22 mln. Oznacza to, że narodowi radykałowie akceptowali członków innych grup etnicznych, w tym Żydów, jako część narodu polskiego. Należy przy tym pamiętać, że nazwanie kogoś Polakiem jest dla polskiego nacjonalisty najwyższym wyrazem uznania. Polskość nie była utożsamiana z religią, pochodzeniem czy urodzeniem. Była i jest nadal wolnym wyborem. Jest dostępna dla wszystkich, którzy chcą się z Polską utożsamiać. Można zatem stwierdzić, że nikt tak bardzo jak narodowcy nie był otwarty na mniejszości etniczne. Z jednym tylko warunkiem. Wymagano, by mniejszości angażowały się w budowanie Wielkiej Polski. Zaświadcza o tym Adam Doboszyński, polski polityk i członek Stronnictwa Narodowego, Młodzieży Wszechpolskiej i sympatyk Obozu Narodowo-Radykalnego.

W nowym porządku, opartym o zasady moralne, nie ma miejsca tu na ucisk, otwarty czy skryty, odrębności kulturalnych i językowych mniejszości narodowych, na krępowanie i tłumienie ich zdolności gospodarczych, na ograniczanie ich naturalnej płodności. Im sumienniej władza państwa szanuje prawa mniejszości, tym pewniej i skuteczniej może wymagać od ich członków lojalnego spełniania obowiązków, wspólnych wszystkim obywatelom.

A więc poszanowanie odrębności etnicznej, Przy równoczesnym wtapianiu we wspólnotę wielkiego narodu. Czy taki postulat nie jest sprzeczny sam w sobie, nie stanowi „contradictio in adiecto”? Jestem głęboko przekonany, że nie. Wszystkie narody naprawdę wielkie narastały w ten właśnie sposób. Tak narastał Rzym, Francja, Wielka Brytania, Rzplita Jagiellonów. Tylko Niemcy narastały metodami margrabiego Gerona, Krzyżaków, Fryderyka, Bismarcka i Hitlera, toteż ciąży na nich przekleństwo i wisi stale groźba utraty wszystkich nabytków.

Różnolitość etniczna nie rozsadza, lecz bogaci. Pozwala przejść w wielki naród organicznie, bez

wyjałowienia ludowego podłoża, które jest podstawą zdrowego społeczeństwa.

Rozsądzająco działa natomiast odrębność polityczna mniejszości narodowej, jej autonomia wykraczająca poza ramy potrzeb ściśle lokalnych i poza prawo stowarzyszania się dla zaspokojenia potrzeb kulturalnych. Autonomia polityczna stanowi narzędzie do hodowania odrębności narodowej – napisał Doboszyński w „Teorii Narodu”.

Anty-oenerowska, żydowska propaganda

Ruch narodowy odrzucał jakikolwiek rasizm biologiczny. Nie akceptował haseł, publikacji i aktów, które wpisywałyby się w tę kategorię. Argumentowano to przywiązaniem do doktryny katolickiej, z którą utożsamiał się ruch narodowy. Jednak endekom, a zwłaszcza przedstawicielom Obozu Narodowo-Radykalnego, zarzucano antysemickie akty i przestępstwa. To karygodna manipulacja, ponieważ – opierając się na oficjalnych danych – jedynie 2-3% wszystkich zatargów z prawem można przypisać oenerowcom. Za pozostałe przestępstwa odpowiadali między innymi działacze żydowskiego Bundu (Socjalistyczny Żydowski Związek Robotniczy), PPS (Polska Partia Socjalistyczna) i innych ugrupowań. Specyfika dwudziestolecia międzywojennego była taka, że niemal każda partia miała swoje bojówki, które nie cofały się przed rękoczynami. Warto zatem odnotować fakt, że na liście tych 2-3% naruszeń prawa przez oenerowców przede wszystkim znalazła się nielegalna działalność wydawnicza. Skąd zatem wzięła się zakłamana identyfikacja polskich nacjonalistów z agresją fizyczną, zwłaszcza przeciw „niewinnym” Żydom? To efekt przemyślanej manipulacji, o której mowa w pierwszym numerze „Sztafety” z 1934 roku.

Przed rokiem wśród żydów padła komenda: nie pisać nic o ekscesach i zaburzeniach przeciw żydom w Polsce! To też milczeli – aż do powstania Obozu Narodowo-Radykalnego (9 kwietnia 1934 – przyp. red.). Teraz padła komenda: pisać, że ONR robi pogromy i doprowadzić do zamknięcia tej organizacji. Jak to wygląda? Żargonowy „Hajnt“ (Nr 106), pisze o jakichś ekscesach: „Któż tu jest dyrygentem? Któż kieruje tą robotą? Nie należy się długo zastanawiać, żeby odpowiedzieć na to pytanie. Jest to pierwszy wyjazd na arenę polityki publicznej nowej partii narodowo – radykalnej, która się oddzieliła od Endecji. W traktowaniu tych rozjuszonych patriotów jest coś takiego, co nada je im zuchwałość do dalszych wystąpień. Przeszkadza im się w krwawej robocie, ale jednocześnie parnię ta się, że to jest kwiat młodzieży, że są wprawdzie obałamuconymi, a jednak szlachetnymi idealistami, z którymi należy się obchodzić ze specjalną ostrożnością”.

W podobnym tonie pisał „Unzer Ekspres” otwarcie żądając rozwiązania Obozu, za co zabrał się senator z ramienia „Agudy” Mendelson, który „prosił ministra o podjęcie odpowiednich kroków przeciwko antyżydowskiej akcji chuliganów”, o czym w 1934 pisał „Nasz Przegląd”. Żydowska propaganda nie dawała za wygraną. W Obozie Narodowo-Radykalnym Żydzi dostrzegli rzeczywistego przeciwnika antypolskich, żydowskich ekscesów, które nie służyły interesowi narodowemu. W nacjonalistach dopatrywali się niebezpiecznego wroga uniemożliwiającego im bogacenie się kosztem szeregowych obywateli. Wiedzieli przy tym, że konflikt polsko-żydowski nie był podyktowany rasizmem, ale względami ekonomicznymi, jednak zdecydowali się na oszukiwanie opinii publicznej. Stosując manipulację rozpoczęto potężną akcję obrzydzania Obozu i wrzucania jego członków do wspólnego worka z rasistami, antysemitami i ksenofobami. Ta zakłamana propaganda trwa w najlepsze po dzień dzisiejszy. Jest ona karygodna tym bardziej, że to właśnie polscy nacjonaliści pomagali polskim Żydom w czasach II Wojny Światowej, a nawet oddali za nich życie. To niepodważalny dowód, że o jakimkolwiek rasizmie biologicznym lub antysemityzmie wyznaniowym czy etnicznym nie może być mowy. Polski „antysemityzm” to tylko i wyłącznie uprzedzenia ze względów ekonomicznych i troska o polski interes narodowy. Polski „antysemityzm”, w odróżnieniu od niemieckiej nazizmu, nigdy krwią semicką nie skalał polskich rąk.

Potępienie antysemityzmu

Rozgrywająca się tragedia żydowska w latach 1939-1945 była jednym z głównych tematów debat wśród narodowców. Rasistowski i antysemicki narodowy-socjalizm został zdecydowanie i jednoznacznie potępiony przez polskich nacjonalistów. Żydzi budzili w oczach narodowców szczere współczucie i narodowcy opowiedzieli się po ich stronie. Po stronie prześladowanych.

Metody walki Niemców z Żydami są tak ohydne, że w języku polskim brak słów na ich napiętnowanie. Za masakrę ludności żydowskiej odpowiedzialności nie ponosimy i – choćbyśmy chcieli – na przerwanie masakry żadnego wpływy mieć nie możemy – w 1942 napisali nacjonaliści na łamach periodyku „Wielka Polska”.

Jednocześnie narodowcy z odrazą patrzyli na żydowskie zdrady czy działalność ochotniczej policji żydowskiej, która nie tylko była wykorzystywana przez Niemców do pilnowania gett, ale także do prześladowania ich mieszkańców. Te zdradzieckie metody były tak samo potępiane przez narodowców jak hitlerowski szowinizm, któremu z całą mocą się sprzeciwiali.

Pomoc zbiorowa i indywidualna

W 1939 roku, po klęsce Wojska Polskiego w kampanii wrześniowej, na terenie Generalnego Gubernatorstwa oraz polskich ziem włączonych do III Rzeszy, za schronienie czy jakąkolwiek inną pomoc udzieloną żydom groziła kara śmierci. Mimo to, narodowcy wykazując, że jakiekolwiek uprzedzenia do wyznawców religii mojżeszowej miały jedynie podłoże ekonomiczne i edukacyjne, okazali niezłomną odwagą organizując zakrojoną na szeroką skalę pomoc dla Żydów. Wielokrotnie bezpośrednio pomagali zbiegom z gett oraz tym, którzy w inny sposób ukrywali się przed niemieckimi prześladowcami. Wśród niosących pomoc byli czołowi działacze oraz szeregowi członkowie i sympatycy szeroko pojętego ruchu narodowego. Żydzi znajdowali ratunek także w strukturach podziemia narodowego, zwłaszcza w Narodowych Siłach Zbrojnych, Harcerstwie Narodowym (Hufcach Polskich) i Narodowej Organizacji Wojskowej. Przypadki pomocy Żydom nie były jednostkowe, o czym świadczą zapiski Emanuela Ringelbluma, sporządzane na bieżąco (ukazały się po latach jako „Kronika getta warszawskiego”). Pierwsze notatki świadczące o empatii narodowców wobec Żydów pochodzą z grudnia 1939 roku. Na uwagę zasługują zapiski z września 1940.

Słyszałem o bardzo przyzwoitym stosunku adwokatów polskich do Żydów. Pewien oenerowski adwokat, były radny miasta Warszawy, który wygłaszał kiedyś płomienne przemówienia antyżydowskie w Radzie Adwokackiej, okazuje teraz bardzo wiele życzliwości Żydom. Za obronę klientów Żydów nie bierze ani grosza. Nie przyjmuje spraw dotyczących eksmisji Żydów itp. Chciałby ze wszech miar pomóc Żydom – zanotował Ringelblum.

Notatki Ringelbluma świadczą o tym, że pomoc Żydom – w dużej mierze zaangażowanym w działalność antypolską – była traktowana jako swoisty nakaz sumienia i podążanie ewangeliczną drogą, a zarazem elementem nieposłuszeństwa wobec niemieckiego okupanta.

Ponadto, jako pomoc w walce z narodowymi-socjalistami, należy potraktować dopuszczanie Żydów do wyższych struktur zaliczanych do organizacji o charakterze nacjonalistycznym. Najwyższym rangą żydem w strukturach NSZ, które z kolei mają swoje korzenie w strukturach ONR, był Feliks Pisarewski „Parry”. On sam z niedowierzaniem podchodził do sympatii i szacunku, z jakimi spotykał się w strukturach obsadzonych nacjonalistami.

Ja, przeciwnik ONR (…) stałem się oficerem NSZ na względnie wysokim szczeblu!” – mawiał żydowski oficer. W celu lepszej konspiracji Pisarewskiemu doszyto nawet napletek, a w swoich powojennych wspomnieniach opisuje przypadki ratowania żydowskich dzieci przez żołnierzy NSZ. Obok „Parrego” żydowskich oficerów i szeregowych partyzantów w strukturach NSZ było o wiele więcej.

Obok pomocy zbiorowej najliczniejsze był przypadki pomocy indywidualnej udzielanej konkretnym osobom i rodzinom – na ogół starym znajomym sprzed wojny. W tym miejscu należy przywołać wydarzenia związane z Marią Bernstein-Błeszczyńską i jej córką, które dzięki pomocy adwokata z ONR, Jerzego Zakulskiego, przeżyły okropne czasu niemieckiego terroru. Po II Wojnie Światowej uratowana złożyła notarialne oświadczenie opisujące ten fakt, co z kolei miało stanowić dowód w procesie Zakulskiego oskarżonego o działalność antykomunistyczną:

Jerzy Zakulski, zamieszkały swego czasu razem z ojcem śp. Ludwikiem w Krakowie Podgórze, ul. św. Kingi 7, dał mi schronienie w swojem mieszkaniu, kiedym się wymknęła z Getta w nocy razem z trzyletnim dzieckiem, na przemian z rodziną Janów Bahrów. Po pewnym czasie wystarali się u swej krewnej Zofii Józefy Strycharskiej o bezpieczne locum, gdzie wraz z dzieckiem w Myślenicach doczekałam szczęśliwie końca wojny. To zeznanie składam pod przysięgą, bo chcę odwdzięczyć się, bo oni nam uratowali życie z narażeniem własnego.

Adwokat z ONR został skazany na śmierć i zamordowany w 1947 roku.

Wyraz katolickiej miłości bez względu na rasę, wyznanie czy reprezentowaną grupę etniczną okazywało wielu działaczy szeroko pojętego ruchu narodowego. Na szczególne pochylenie się nad heroicznymi postawami zasługuje kilku z nich.

Brat Albert Oświęcimia” – założyciel ONR

Jan Mosdorf, współzałożyciel ONR / Fot. wikipedia

Wśród posądzanych o antysemityzm narodowych radykałów, którzy okazali pomoc Żydom w warunkach ekstremalnych, na pierwszym miejscu należy wymienić Jana Mosdorfa – jednego z założycieli Obozu Narodowo-Radykalnego.

6 stycznia 1941 roku, po półrocznym pobycie na Pawiaku, młody intelektualista Jan Mosdorf został załadowany do nieogrzewanego towarowego wagonu, który zawiózł go do obozu pracy w KL Auschwitz-Birkenau.

Ostrzyżony do skóry (…) ubrany (…) początkowo w biały płócienny mundur z namalowanym na plecach czerwonym pasem, noszony przez „Pflegierów”. Miał czerwony „winkiel” z literą „P” (tzn. polityczny – przyp. red.) i czterocyfrowy numer 8230 – wspomina pierwsze dni Mosdorfa w Oświęcimiu Jerzy Ptakowski.

Mosdorf miał sporo szczęścia w nieszczęściu. W obozie trafił na wielu dawnych przyjaciół, z którymi zaangażował się w życie konspiracyjne i wszedł do zarządu Stronnictwa Narodowego. Organizacja podejmowała różne działania.

W okresie późniejszym przemycano z zewnątrz obfite transporty lekarstw, a w szczególności zastrzyków przeciwtyfusowych. Wielu więźniom, zagrożonym ciężkimi wyrokami lub wywózką do gazu, ułatwiano ucieczkę i ratowano życie.

Początkowo młody intelektualista pracował w jarzyniarni, z której wynosił warzywa i rozdawał współwięźniom bez względu na pochodzenie lub przynależność polityczną.

Mosdorf pracował w Birkenau i często przynosił mi warzywa, a czasem kromkę chleba lub coś ubrania – wspomina więzień z Auschwitz Wolf Glicksman.

Dzielił się również paczkami, które otrzymywał od przyjaciół.

Niektóre otrzymywane od przyjaciół paczki żywnościowe (chrześcijańscy więźniowie mieli ten przywilej) Mosdorf rozdzielał między Żydów. Pracując w kancelarii obozowej, kilkakrotnie ostrzegł Żydów o grożącej im selekcji do gazu – wspomina założyciela ONR Fhilip Friedman.

Jan Mosdorf niejednokrotnie ryzykował życiem, a opisywana pomoc, choć dla nas może wydawać się skromna, dla współwięźniów była często ostatnią deską ratunku.

Przez cały pobyt w Auschwitz pomagał wszystkim, jak tylko mógł i potrafił. Po wyzdrowieniu z tyfusu pełnił funkcję pielęgniarza w obozowym szpitalu. Miał dwie propozycje ucieczki z Auschwitz-Birkenau. Odrzucił je tak, jak odrzucił propozycję kolaboracji z III Rzeszą, którą otrzymał na krótko przed wybuchem wojny. Możemy się jedynie domyślać, że pobyt w Oświęcimiu traktował jako swoistą misję i posterunek, z którego nie mógł zdezerterować. Nie bez powodu nazywany był „Bratem Albertem Oświęcimia”.

Jan Mosdorf pomagał i okazywał serce współwięźniów o innych poglądach i o innej narodowości, w tym żydowskiej. Wielu patrzyło na to bardzo nieprzychylnie.

Zenek L. tryumfował wraz ze szpiclem-blokowym, prosząc, by podał na Oddział Polityczny numer… Mosdorfa. On za Żydami obstaje i z komunistami trzyma – mówił. Donieśliśmy o tym Mosdorfowi, ale ten uśmiechnął się tylko gorzko. (…) W kilka dni później wzięto Mosdorfa na przesłuchanie w związku z nowymi aresztowaniami w obozie i już go nie wypuszczono.

Wreszcie Mosdorf padł ofiarą donosu. Został posądzony o udział w konspiracji komunistycznej. „My Mosdorfowi nigdy tego nie zapomnimy!” – mieli powiedzieć donosiciele Zenon Ławski i Adam Dembiński. Jest jeszcze inna, mniej wiarygodna wersja, jakoby został aresztowany w odpowiedzi na donos Józefa Cyrankiewicza. Ta druga hipoteza wydaje się być niewiarygodna zważywszy na laudacje, które wypisywał późniejszy premier na cześć założyciela ONR-u.

Podam przykład, o którym trudno nie wspomnieć z najwyższym szacunkiem. Mówię tu o przywódcy narodowców radykalnych, Mosdorfie. Wcześniej niż inni nacjonaliści czy szowiniści zdał sobie sprawę z tego, że Niemcy na wstępnym etapie mordują tylko Żydów. (…) Otóż Mosdorf zrozumiał, że jest to tylko kwestia kolejności. Rozumiejąc to, stał się w obozie jednym z czołowych wyznawców idei solidarności międzynarodowej. Pomagał więc ludziom innych narodowości, pomagał ludziom innych światopoglądów, Żydom, socjalistom, komunistom, pomagał – że użyję jego przedwojennej terminologii – żydokomunie.

Katolicki radykalizm, którym kierował się Jan Mosdorf, a który to radykalizm jest tożsamy z solidarnością i miłością do drugiego człowieka, doprowadziły go do śmierci. „Bardzo blady”, w oczach mający „strach”, wyglądający niczym „nagi trup” – wspomina jeden ze współwięźniów – oraz z zarzutami konspiracji oraz pomocy żydowskim współwięźniom, Jan Mosdorf został zamordowany 11 października 1943 roku. W taki oto sposób zginął „największy antysemita II Rzeczypospolitej”. Zbrukany krwią, posiniaczony i wycieńczony chorobą, konsekwentnie wierny Ewangelii i niosący chrześcijańską pomoc drugiemu człowiekowi.

Lekarz ONR

Podobnie jak Jan Mosdorf w pomoc Żydom w obozie pracy zaangażował się Felicjan Loth, lekarz i działacz ONR. Aresztowany w 1941 został przewieziony na Pawiak. Z racji wykonywanego zawodu otrzymał funkcję lekarza więziennego. Mimo ciężkiej pracy zaangażował się w konspiracyjną pomoc uciemiężonym Żydom. W czasie badania nowych więźniów nie wpisywał do karty więziennej informacji, że nowo osadzony jest starozakonnikiem, za co groziła mu kara śmierci.

Felek Loth zapisał się piękną kartą. Prawie całą wojnę siedział na Pawiaku. A my doskonale wiedzieliśmy, jak on się zachowywał. (…) Felek, więzień-lekarz, nigdy Żyda nie rozpoznał. (…) Rodzice Felka, ukrywali Żydów w swoim domu – wspomina łącznika Żydowskiej Organizacji Bojowej Adina Blady Szwajgier.

Księża-nacjonaliści

Wbrew wszechobecnej propagandzie, posądzani o antysemityzm księża-nacjonaliści dwudziestolecia międzywojnennego byli bardzo zaangażowani w pomoc prześladowanym wyznawcom religii mojżeszowej. Do tej grupy zaliczyć należy księdza prof. dr. hab. Stanisława Trzeciaka, który przetłumaczył na język polski i wykazał rasizm zawarty w Talmudzie. Posądzany o postawę antyżydowską w okresie międzywojennym był zaangażowany (wraz z nacjonalistami) w bojkot żydowskiej gospodarki. Nie wynikało to z wrogości wobec semitów, ale z rozsądku i kierowania się naczelną zasadą teologii moralnej ordo caritatis. I ten okrzyknięty antysemitą ksiądz – będąc proboszczem parafii pw. Św. Antoniego – spontanicznie i z narażeniem życia niósł pomoc ludności żydowskiej (zwłaszcza dzieciom), tym samym udowadniając, że reprezentowany przez niego nacjonalizm nie ma nic wspólnego z rasizmem biologicznym czy bezmyślnym antysemityzmem. Brał również udział w akcji ukrywania żydowskich dzieci, za co groziła mu kara śmierci.

Drugim kapłanem związanym z ruchem narodowym, obecnie honorowanym nawet w Izraelu, jest ks. Marceli Godlewski. Miał jasno zdeklarowane poglądy polityczne, których nie bał się wyrażać. Będąc członkiem Stronnictwa Narodowego i sympatykiem narodowych radykałów za obcą siłę uważał socjalizm „znajdujący się pod komendą żydowsko-pruską”. Nie godził się na obelżywe inwektywy sugerujące, że jest antysemitą. Podkreślał, że jako kapłan jest zobowiązany pracować dla narodu polskiego.

Czy jednak słyszał kto, abym kiedykolwiek wystąpił z nienawiścią do żydów? Czy wskażą mi choć jeden artykuł, w którym mogliby się dopatrzyć czegoś niezgodnego z nauką Chrystusową? Nie, zadaniem mojem było i jest, jako kapłana i obywatela kraju, uczyć, że kochać bliźniego jak siebie samego, to nie znaczy, abyśmy mieli dla obcych i wrogich sobie przybyszów samobójstwa się dopuszczać lub oddać w ich ręce ziemię i domy nasze, a samym do Ameryki wywędrować. Dzwonienie na trwogę, gdy niebezpieczeństwo nam zagraża ze strony żydów; chyba nie może być wzięte za nienawiść względem nich” – napisał w „Kuryerze dla Wszystkich” ks. Godlewski.

W listopadzie 1940 roku jako proboszcz parafii Wszystkich Świętych, położonej na terenie getta warszawskiego, całą swoją energię wkładał we wspieranie i pomoc Żydom. Hierarchowie umożliwili ks. Godlewskiego mieszkanie poza murami getta, ale proboszcz propozycji nie przyjął.

W getcie robił wszystko, co w tamtych warunkach było możliwe, żeby ratować Żydów – wspomina kapłana Ludwik Zamenhof.

Duchowny udostępniał ogród parafialny żydowskim dzieciom. Zawsze służył radą, ofiarowywał posiłek, wystawiał fałszywe metryki chrztu, na plebanii nie odmawiał azylu, zaś przy parafii funkcjonowała jadłodajnia wydająca do 100 porcji zupy dziennie.

Ks. Marceli Godlewski / Fot. wikipedia
Ks. Marceli Godlewski / Fot. wikipedia

Prałat Godlewski. Gdy wspominam to nazwisko, ogarnia mnie wzruszenie. Namiętność i miłość w jednej duszy. Ongiś bojowy antysemita, kapłan wojujący w piśmie i słowie. Ale gdy los zetknął go z tym dnem nędzy, odrzucił precz swoje nastawienie i cały żar swego kapłańskiego serca poświęcił Żydom. (…) Nie tylko myśmy go cenili. (…) prezes Gminy Czerniaków (…) opowiadał, jak się prałat rozpłakał w jego gabinecie, gdy mówił o żydowskiej niedoli i jak się starał pomóc i tej niedoli ulżyć. I mówił prezes Rady Żydowskiej, że ten ksiądz, były antysemita, więcej serca Żydom okazywał niż kler żydowski, któremu obca była idea pocieszyciela ogółu – wspomina Ludwik Hirszfeld.

W lipcu 1942 Niemcy rozpoczęli deportację Żydów do Treblinki. W transportach śmierci znaleźli się parafianie ks. Godlewskiego. Kilka dni po wyruszeniu pierwszych pociągów z Umschlagplatz, ks. Godlewski odprawił pożegnalne nabożeństwo. Wierni, którzy tłumnie wypełnili kościół, nie kryli łez. Kapłan został zmuszony do opuszczenia getta. Mimo to, „kapłan-antysemita” nadal był zaangażowany w pomoc starozakonnym. Ks. Marceli Godlewski zmarł w grudniu 1945. Szacuje się, że dzięki udzielonej przez niego pomocy, uratowano nawet trzy tysiące żydów. W 2009 pośmiertnie został zaliczony do grona Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Do tego samego grona zaliczono Edwarda Kemnitza, który co prawda kapłanem nie był, ale wyklęty przez sanację, nazistów i komunistyczne rządy w Polsce, a następnie wygnany do Kanady, za heroiczną pomoc doceniony został dopiero przez Żydów, mimo przypisywanej mu łatki, jakoby był „zezwierzęconym antysemitą”.

Polska dla Polaków. Polacy dla Polski”

Członkowie Obozu-Narodowo Radykalnego oraz endecji poświęcili swoje życie Ojczyźnie i służbie drugiemu człowiekowi, a jak się okazuje – w ogromnej mierze żydom. Jednak żydokomunistyczna propaganda uderzająca w polskich nacjonalistów – uprawiana od lat 30. XX wieku – zbiera obfite żniwo. Mimo heroicznej postawy oraz oficjalnych apeli świadczących o bezkompromisowym potępieniu antysemityzmu, rasizmu biologicznego i narodowego-socjalizmu, narodowi radykałowie i endecja wciąż posądzani są o antysemickie akty i podzielanie antysemickiego światopoglądu. To działanie iście antypolskie mające na celu wykluczenie z pamięci i pozbawienie jakichkolwiek honorów i czci tych, którym leżało na sercu dobro Polski, a których dziedzictwem kieruje się rzesza współczesnej młodzieży. W oparciu o niemożliwe do zakwestionowania fakty dokumentujące rzeczywistą postawę nacjonalistów wobec Żydów, hasło nacjonalistów „Polska dla Polaków. Polacy dla Polski” nabiera zupełnie innego znaczenia niż sugeruje to współczesna, postkominternowska propaganda medialna. Narodowcy uznawali i uznają za Polaków wszystkie te osoby – również pochodzenia żydowskiego – które polskość wybrały, a zwłaszcza jeśli dowiodły tego jako czynni patrioci. To niezaprzeczalnie słuszne stanowisko. Respektując pozostałe nacje – w Polsce nie ma miejsca dla ludzi, którzy nie chcą zostać Polakami, nie mówiąc już o postawach wrogości na gruncie gospodarki, edukacji, światopoglądu czy polityki historycznej.

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. Piotr (1fryt) mówi

    Solidny argument za nacjonalizmem polskim 🙂

  2. Robert B. mówi

    Tak, tak… Tłumaczcie się bez końca, że Żydów ratowaliście. Im o to chodzi. Im chodzi o to, żeby w gojach zainstalować myślenie, że Żyd = niepokalana ofiara, że z tego powodu nie wolno mu się przeciwstawiać, walczyć z nim, gdy jest agresywny, bo… to prowadzi do holokaustu. Jesteście naiwni i nie wiecie, z kim macie do czynienia. Oni z niczego się nie tłumaczą, a mają większe zbrodnie na sumieniu niż Niemcy (żydokomuna = ok. 60 milionów ofiar). I właśnie o to chodzi. Zawrzeszczenie własnych zbrodni i zrobienie z siebie świętych krów. A tak a propos kogo Żydzi uratowali przed żydowskim NKWD? Od śmierci w gułagach?

    1. wyborca Polaków mówi

      Za takie słowa prawdy w Polsce wypowiadane publicznie cały czas można trafić pod osąd „wymiaru sprawiedliwości”, ponieważ Polska cały czas jest pod „ichnią” okupacją. A kto podnosi rękę na rzeczywistą władzę… itd. Dlatego z całych sił należy walczyć o polskość szerząc prawdę.

  3. Jerzy mówi

    Cenię aktywność Jacka Międlara ale pisanie wyrazu Żyd małą litera to jakaś niepotrzebna małostkowość. W końcu Żyd tak samo jak Norweg, Francuz czy Polak zasługuje na wielką literę. Nawet jeśli go nie lubimy 😉

  4. Jerzy mówi

    Panie Jacku, księże Jacku – bardzo ciekawy artykuł. Dziękuję.

  5. jacek mówi

    Ratowało żydów wielu innych polskich narodowców,w tym pisarzy.W Żegocie ogromnie zaangażowana była moja ukochana Zofia Kossak -Szczucka,Jan Dobraczyński i wielu innych.Wybitny angielski katolicki pisarz Chesterton,po swej konwersji z anglikanizmu na katolicyzm,mówił,że Polska to jego duchowa ojczyzna.Bardzo nie lubił Niemców,a szczególnie Prus.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Ta strona wykrozystuje pliki cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close