J. Międlar: Nie będzie podzięki od skorumpowanej Ukrainy
Niedawno ukraińskie służby poinformowały o wykryciu szeroko zakrojonego procederu sprzeniewierzenia środków publicznych w Kijowskim Narodowym Uniwersytecie Kultury i Sztuki. Według ustaleń Służby Bezpieczeństwa Ukrainy uczelnia, kierowana przez rektora Mychajła Popławskiego, miała celowo zawyżać liczbę studentów, aby uzyskiwać wyższe dotacje z budżetu państwa. A to zaledwie wierzchołek góry lodowej korupcyjnego raka toczącego Ukrainę.
Dlatego jeżeli ktoś wierzy, że kiedykolwiek w pełni dowiemy się, na co dokładnie zostały przeznaczone te grubo ponad 100 miliardów złotych, którymi od kilku lat karmimy Ukrainę – państwo, które gloryfikuje morderców Polaków, to się grubo myli. Ukraina to kraj obciążony korupcją i banderyzmem. To kraj budowany na polityce historycznej, gdzie „Polacy i Moskale to wrogowie samostijnej Ukrainy”.
Jaka jeszcze czeka nas przyszłość? Istnieje realna obawa, że po zakończeniu wojny z Rosją sytuacja wewnętrzna Ukrainy może się jeszcze bardziej zaostrzyć. Że Ukraina stanie na skraju wojny domowej. W przypadku niepowodzenia lub rozczarowania wynikami konfliktu może dojść do radykalizacji nastrojów społecznych, pogłębienia podziałów, a nawet destabilizacji państwa. W takich okolicznościach frustracja części społeczeństwa może zostać skierowana przeciwko tym krajom, które – w ich ocenie – nie udzieliły wystarczającego wsparcia (por. W. Zełenski: „Polska w zbyt małym stopniu pomaga Ukrainie”, wypowiedź z 31 października 2024 r.).
Z szerszej perspektywy pojawia się również pytanie o miejsce Polski w polityce międzynarodowej. Państwa anglosaskie traktują nas instrumentalnie, jak kolonię, której zakichanym obowiązkiem jest wykonywanie odgórnych poleceń. A polskie „elyty”, zamiast uderzyć pięścią w stół, posłusznie wykonują komendy niczym posłuszne psy, a nie włodarze prowadzący suwerenną politykę. Warto przy tym pamiętać, jak dynamicznie potrafią zmieniać się nastroje społeczne – przypomnę to, na co stosunkowo niedawno na portalu X zwrócił uwagę Janusz Korwin-Mikke: w 1928 roku NSDAP cieszyło się poparciem na poziomie 2,7%, by w warunkach narastającej radykalizacji emocji społecznych osiągnąć w 1932 roku wynik przekraczający 37%. Rozumiecie?
Dlatego kluczowe staje się pytanie o przyszłość: czy jako społeczeństwo potrafimy ponad podziałami politycznymi powiedzieć stanowcze NIE i jasno postawić granice? Dość kłótni, dość sporów, dość pokładania nadziei w skorumpowanych i złajdaczonych „elytach”!
Jeżeli nie zdobędziemy się na taką refleksję i jedność, istnieje ryzyko, że przez kolejne dekady Polska będzie traktowana jedynie jako zaplecze cudzych interesów – kraj, którego rola ogranicza się do wykonywania decyzji podejmowanych gdzie indziej, państwo które nie potrafi nawet zadbać o godne pochówki bestialsko pomordowanych Polaków na Kresach II RP. A choćby bez godnych pochówków rodaków, nie można mówić o pełnej suwerenność narodu.
Obejrzyj 1. odcinek mojego serialu dokumentalnego „Sąsiedzi. Ostatni Świadkowie ukraińskiego ludobójstwa na Polakach”, zdobądź DVD z dwoma odcinkami i dwa tomy książki o tym samym tytule – TUTAJ.
