Episkopat umywa ręce: „Nie jesteśmy winni krwi nienarodzonych dzieci. To sprawa PiS-u”

Debata ws. zaostrzenia ustawy aborcyjnej

2 1 140

Czytając komunikat Konferencji Episkopatu Polski w sprawie ochrony życia, przed oczami stanął mi obraz umywającego ręce od zbrodni na niewinnym Jezusie Piłata. Po ludzku, w moich oczach pojawiły się najzwyklejsze łzy. Nigdy się nie spodziewałem, że polscy hierarchowie dadzą ciche przyzwolenie na aborcyjny kompromis.

Do ostatnich dni, nikt nie miał wątpliwości, że Kościół katolicki w Polsce jest naczelnym zwolennikiem radykalizacji ustawy aborcyjnej. To przeświadczenie pękło niczym bańka mydlana, po przesączonym relatywistycznymi frazesami komunikacie w sprawie ochrony życia, który okazał się być gwoździem do trumny dzieci niepełnosprawnych, z zespołem Downa i poczętych w wyniku przemocy.

KEP niczym Piłat

– Te kwestie Kościół rozwiązuje w sakramencie pojednania, zgodnie z przepisami prawa kanonicznego i normami etyczno-moralnymi – napisali w komunikacie biskupi.

Przekaz brzmi znajomo. Problem w tym, że nie pochodzi on od Jezusa, ani któregoś ze świętych.

„Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: «Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz». A cały lud zawołał: «Krew Jego na nas i na dzieci nasze»” (Mt 27,24-25). Czy istotna treść fragmentu komunikatu nie brzmi podobnie? Czy nie przebija z niego próba umycia rąk i wymsknięcie się z rozpalonego w debacie nad aborcją tłumu, tłumacząc się jedynie względami sakramentalnymi?

Od dziecka uczono mnie, że Kościół winien stać na straży życia, moralności i wychowania bliźniego. Temu powinno służyć polskie prawo, w którego kreację – jako teoretycznie reprezentujący zdecydowaną większość polskiego społeczeństwa – winni zaangażować się przedstawiciele instytucji kościelnej.

– Kościół zawsze będzie stał na straży wartości nienegocjowalnych, jak prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci – w 2014 roku podczas homilii prawił kard. Kazimierz Nycz.

Podobnych deklaracji ze strony polskich pasterzy były dziesiątki. Jednak, w obliczu niebezpieczeństwa ataku ze strony demoliberalnych mediów i – jak pisał w testamencie św. Ignacy Antiocheński – „zmielenia zębami dzikich zwierząt” w postaci rozjuszonego kłamstwem oraz zaślepionego nienawiścią tłumu, odstąpili od ewangelicznego konserwatyzmu. Niemalże misyjnym zadaniem Kościoła jest bezkompromisowa interwencja, gdy łamane jest Boże Prawo na skalę narodową, a zwłaszcza wtedy gdy istnieje duże przekonanie, że głos Kościoła może zaważyć na decyzji ustawodawców. Prawo i Sprawiedliwość na tyle liczy się ze słowami episkopatu, że mocny komunikat, inspirowany słowami kard. Wyszyńskiego: „Jeżeli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć się w nim nie może”, doprowadziłby do upragnionej przez wielu katolików radykalizacji ustawy.

Wzięcie Jezusa w obronę, było równoznaczne z wyrokiem, jakie wypisałby na siebie Piłat. Rozruchy uliczne, topniejący elektorat, utrata stanowiska, a nawet śmierć. Gdyby biskupi nadstawili pierś w obronie nienarodzonych dzieci, skończyliby jaki hipotetycznie uczyniono by z rzymskim prefektem. Zarzucono by „wcinanie się do polityki”, talmudyczne i antypolskie organizacje (sic! – aborcja jest uderzeniem w cywilizację chrześcijańską i naród Polski) odcięłyby dotacje finansowe (Rotary International, Lions Club, Fundacja Batorego i inne…), zaszczułyby demoliberalne media i politycy, a rzekomi katolicy „odwróciliby się” od Kościoła.

Postawa episkopatu, to swoiste, piłatowskie obmycie rąk, podyktowane słowami: „Nie jesteśmy winni krwi nienarodzonych dzieci. To sprawa PiS-u”.

Sumienie czy Prawo Boże?

„Biskupi zwracają się do ludzi dobrej woli, do matek i ojców, lekarzy i położnych oraz do stanowiących prawo, aby zgodnie z sumieniem stawali na straży ludzkiego życia” – napisano w komunikacie.

W sprawach fundamentalnych, sumienie – będące subiektywnym sądem rozumu – nie jest właściwą instancją decydującą o tym czy dziecko ma prawo żyć czy nie. Strach przed utratą umiłowanego „świętego spokoju”, na tyle zaślepił oczy hierarchów, że w sprawach fundamentalnych nie powołują się na odwieczne Prawo Boże, przez ateistów zwane naturalnym. Komplementarne ze zdrowym rozumem, zobowiązuje człowieka do poszanowania życia ludzkiego, od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci.

Sumienie „ludzi dobrej woli” może być różnie ukształtowane. Najczęściej jest to sumienie szerokie lub faryzejskie. Nie są one właściwymi przewodnikami w rozwiewaniu dylematu o popełnieniu aborcji. W sytuacji obejmowania stanowiska w sprawach nienegocjowalnych, takich jak prawo do istnienia, należy odnieść się do instancji obiektywnej, niepodważalnej, niezmiennej bez względu na czas, miejsce i okoliczności, nie dając przy tym usprawiedliwienia dla dokonanej zbrodni. Inaczej jest w przypadku sumienia, które rzeczywiście, może zaprowadzić człowieka na manowce moralnego relatywizmu.

Zabijanie bez konsekwencji

– Równocześnie (biskupi) oświadczają, że nie popierają karania kobiet, które dopuściły się aborcji – czytamy w komunikacie.

Słowa te można odczytać jako cichą zgodę na zabijanie dzieci w okresie prenatalnym. Dlaczego? Z jednej strony przedstawiciele Kościoła katolickiego wielokrotnie powtarzają, że nienarodzone dziecko jest istotą ludzką o takiej samej godności osobowej, co dojrzały człowiek, zaś z drugiej strony nie popierają pociągania do odpowiedzialności karnej kobiet, które dopuściłyby się aborcji na poczętym dziecku. Aborcja jest przestępstwem materialnym. Naucza o tym nawet Kodeks Prawa Kanonicznego. Zatem za dokonanie przestępstwa winna obowiązywać kara taka sama jak za zabicie poczętego człowieka. Za kradzież batonika w sklepie można wylądować w więzieniu, zaś według biskupów, aborcja winna być wyciągnięta spod kodeksu karnego. Czy zatem słodycze mają większą wartość niż dziecko w fazie prenatalnej? Czy Madzia Waśniewska z Sosnowca, której matka została skazana na 25 lat pozbawienia wolności miała większą godność osobową, aniżeli dzieci przed? Idąc tym tropem myślenia, można dopatrzeć się przekazu, jakoby nienarodzone dziecko nie było istotą ludzką (por. Evangelium Vitae, 53), a zlepkiem komórek. Takie stanowisko, to pierwszy krok na drodze realizacji ideologii eugenicznej, w co niestety wpisuje się polski episkopat. Oczywiście, zgodzić się trzeba, że nie wszystkie kobiety powinny zostać pociągnięte do odpowiedzialności prawnej. Taki casus zakłada również KPK. Do tej grupy należą: osoby zahamowane w rozwoju umysłowym oraz dotknięte chorobą psychiczną; częściowo chorzy umysłowo oraz częściowo niedorozwinięci, którzy w konkretnym przypadku nie mogą zrozumieć czynności regulowanej prawem; osoby, które w zasadzie mają używanie rozumu, lecz przypadkowo są go pozbawione, np. zahipnotyzowani. Można by tutaj jeszcze dodać kobiety działające w afekcie. Nic więcej…

Czarny protest „amerykańskiego Franciszka”

Abp J. Blase Cupich

Co zatrważające, piłatowskie obmywanie rąk charakteryzuje inne, ogarnięte katolickim liberalizmem episkopaty. Za przykład podam Włochy. Gdy chciano tam wstrzymać proces legislacyjny liberalizacji prawa do aborcji, biskupi w ostatniej chwili wycofali się z konserwatywnym stanowiskiem.

Jeszcze bardziej znacząca jest postawa kardynała-nominata z Chicago, który 9 listopada otrzyma kapelusz kardynalski. Abp Blase J. Cupich z Chicago, zwany „amerykańskim Franciszkiem” księżom i seminarzystom swojej diecezji wydał zakaz uczestniczenia w akcjach pro-life, a politykom głosującym za aborcją zezwolił przystępować do Komunii Świętej. Takimi posunięciami, doskonale by się wpisał w narrację uczestników „Czarnego Protestu” w Polsce. Kierując się zasadą, że nominacje kardynalskie wskazują na to w jakim kierunku w najbliższym czasie będzie się kształtowało oblicze Kościoła, przypadek abp. Cupicha nie wskazuje na nic dobrego.

Zaniedbanie

Odnoszę wrażenie, że w całej rozgrywce politycznej, w której najbardziej ucierpiały nienarodzone dzieci, znaczącą winę ponosi episkopat. Kierowany niewyobrażalnym strachem, oraz stawiając „ziemskie przyjemności i królestwa świata” ponad Ewangelię, dał tym samym przyzwolenie na bezkarne zabijanie nienarodzonych dzieci z zespołem Downa czy poczętych w wyniku przemocy, dokładając kolejną cegiełkę do budowy cywilizacji śmierci. Czy tak postąpiłby Chrystus lub starotestamentowy prorok? Czy wiedząc jak można wpłynąć na decyzję rządzących, bez względu na nadciągające w ich kierunku niebezpieczeństwo, wykruszenie się słuchaczy, u wielu utrata autorytetu, nie stanęliby w obronie wydanych na rzeź przez oligarchię niewiniątek? Pasywność i rozmydlenie pojęć stawia ich w miejscu „niemych psów”, jak z dezaprobatą pisał o niektórych biskupach papież św. Grzegorz Wielki.

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. Mella mówi

    Od głowy ryba śmierdzi niestety. Od jakiegoś czasu w kościele panuje relatywizm i konformizm. W mediach błyszczą miernoty takie jak Szustak, podczas gdy prawowierni księża są uciszani i nakłada się na nich suspensę. Wszyscy wiemy nie tylko o ks. Międlarze, ale również o Natanku i ks. Kneblewskim. Wielka szkoda.

  2. ania mówi

    Swoją drogą te 830 tys. też nie powala z nóg, biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców Polski. No ale dobre i to. Ja podpisałam!

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Ta strona wykrozystuje pliki cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close