Mocarstwa dzielą tort…

9

W styczniu 2025 roku napisałem: „Być może obserwujemy najciekawsze rozdanie geopolityczne dziesięcioleci. Być może nowy triumwirat będzie kształtował nowy podział wpływów na świecie. Kiedyś Wielka Trójka: Winston Churchill, Franklin D. Roosevelt i Józef Stalin na konferencji w Jałcie ustanowiła nowy ład. Tak być może dzisiaj Xi Jinping, Władimir Putin i Donald Trump ustanowią nowy porządek rzeczy. Takie prawo mocarstw. Nie jest to najgorsze rozwiązanie dla świata. Dla Polski, skonfliktowanej z największym państwem świata, czyli Rosją, to złe prognozy. Szaleńcza polityka III RP zaprowadziła nasz kraj na krawędź obcej wojny. Tak nie musiało być, co pokazują nam o wiele mniejsze państwa, jak Węgry czy Słowacja. Oba wyjdą w razie porozumienia mocarstw znacznie lepiej niż Polska. Niezależnie od tego, którą opcję wybiorą”.

Wielu kolegów wtedy szydziło, że nigdy Rosja nie pozwoli ruszyć swoich sojuszników w Ameryce Południowej. Koledzy się zaklinali, że Rosja nie odpuści północnej półkuli. Inni zaś twierdzili, że Stany Zjednoczone nie dadzą wolnej ręki Rosji w sprawie Ukrainy. Że układy między Federacją Rosyjską a Stanami Zjednoczonymi to zupełna fikcja.

SKLEP-WPRAWO.PL

Świat wygląda jednak inaczej, niż na obrazkach pokazywanych w telewizji.

„Bo sojusz wielkich to nie zmowa,
To przyszłość świata – wolność, ład.
Przy nim i słaby się uchowa
I swoją część odbierze strat”.

Właśnie runął globalny porządek, do którego przywykliśmy przez ostatnie dziesiątki lat. Powróciła dziewiętnastowieczna doktryna Monroe z wszystkimi konsekwencjami, które z sobą niesie. Małe państwa i narody zależą od polityki mocarstw. Może nie jest to atrakcyjne, ale jest faktem. I żadne święte oburzenie, pohukiwania i Reytanowie targający koszule i wrzeszczący, że nie pozwalają – niczego tutaj nie zmienią. Oflagowanie profilu w mediach społecznościowych niewiele zmienia. Jest tak, jak jest, a nie tak, jakbyśmy chcieli, by było.

Mamy oczywiście do czynienia z podeptaniem prawa, imperialistycznym myśleniem, brutalną siłą i skrajnym egoizmem państwowym ze strony Stanów Zjednoczonych. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy, że realnym powodem agresji na Wenezuelę i porwania prezydenta Nicolása Maduro były „dowody” przedstawione przez prezydenta Donalda Trumpa. Tak jak nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzył w oficjalne insynuacje dotyczące w przeszłości Iraku i Saddama Husajna, Libii i Muammara Kaddafiego czy Syrii i Baszszara al-Asada. Ich wyimaginowane i realne winy były tylko i wyłącznie pretekstem.

Oczywiście, że atak na Wenezuelę jest w interesie koncernów naftowych i banksterów, którzy są zainteresowani jej złożami ropy naftowej. Ale pierwszorzędną „winą” Wenezueli jest to, że znalazła się w amerykańskiej strefie wpływów. To ostrzeżenie dla Kolumbii, Nikaragui czy Kuby. Będą musiały się ułożyć ze Stanami Zjednoczonymi, bo reszta świata – nawet ta sojusznicza – najwyżej się oburzy i opublikuje protest.

Wystarczy przypomnieć sobie Syrię i jej przywódcę Baszszara al-Asada. Żelazny Kanclerz Otto von Bismarck powiedział, a przynajmniej przypisuje mu się powiedzenie, że „ludzie nie powinni wiedzieć, jak się robi politykę i kiełbasę”. Miał rację, bo większość stałaby się apolitycznymi weganami.

To nie są zawody olimpijskie. Tutaj nie liczy się gra fair play i styl, tylko wynik. Ekscentryczny Donald Trump pokazał, że jest przywódcą skutecznym. W czasie gdy wiele mądrych głów na całym globie analizuje jego sprzeczne wypowiedzi, on konsekwentnie realizuje swoje cele. Działa na rzecz swojego państwa. Prezydenci Putin i Trump przemeblowali architekturę świata, jaką znaliśmy.

Rosja się stanowczo oburzy i potępi nieakceptowalne działania Stanów Zjednoczonych. Być może da schronienie jakimś wenezuelskim urzędnikom czasów Nicolása Maduro, jak wcześniej dała Wiktorowi Janukowyczowi lub Baszszarowi al-Asadowi. I na tym się skończy zaangażowanie Moskwy.

Chiny mają zdecydowanie większy problem, bo Wenezuela to ich alternatywny dostawca ropy. Wbrew pozorom dla USA lepsza jest sytuacja, gdy Rosja stanie się jedynym znaczącym dostawcą tego surowca do Państwa Środka. Wtedy gra globalna staje się mniej skomplikowana dla Waszyngtonu.

To, co wydarzyło się w Wenezueli, zaniepokoiło – co oczywiste – wspomnianą Kolumbię, Nikaraguę i Kubę. Ale głównie zaniepokojony powinien być Iran. Dzisiaj Teheran pozostał jedyną realną alternatywą na dostarczanie ropy Pekinowi. I to właśnie Iran może stać się areną jednej z najbliższych wojen sprowokowanych przez Stany Zjednoczone.

Stąd moim zdaniem dalsze pompowanie kasy w projekt Izrael. Dlatego pozwolono Izraelowi uznać państwowość Somalilandu w Afryce, a tym samym kontrolować w znaczny sposób Morze Czerwone. On będzie niezbędny w rozgrywce z Iranem.

Chiny na razie milczą. Pekin nie lubi nerwowych i pochopnych ruchów. Komunistyczna Partia Chin – przynajmniej z nazwy – dzisiaj kalkuluje, jak zareagować. Jednak żadnych radykalnych kroków, moim zdaniem, nie będzie. Chiny dzisiaj już zapewne analizują, kiedy i z jaką siłą przeprowadzić specjalną operację wojskową na Tajwanie. Ta będzie dla Stanów Zjednoczonych naprawdę bolesna, ale moim zdaniem będą musiały połknąć tę żabę.

Świat podzielony na strefy wymaga również od imperiów ustępliwości. Oczywiście, że pogwałcenie prawa międzynarodowego przez jedno państwo (artykułu 2.4 Karty Narodów Zjednoczonych) w teorii nie uznaje prawa innego państwa do jego łamania. To tylko teoria. W praktyce ten precedens daje wolną rękę pozostałym graczom globalnym, jak i ośmiela mocarstwa lokalne.

Ten przekaz na pewno zrozumiała Federacja Rosyjska i Chiny. Świadome swojej roli są również Indie, Turcja, a nawet Izrael. Nie rozumie lub nie chce zrozumieć Nowej Architektury Świata zbiurokratyzowana i naszpikowana odrealnionymi dziwactwami Unia Europejska.

Politycy rządzący moim krajem są w awangardzie tych, którzy nie rozumieją, a nawet bardziej – nie chcą zrozumieć obecnej sytuacji. Próbują stroić największego swojego sojusznika z NATO w piórka, które ten odrzucił. Ta niezgoda na to, co realne, wynika z konieczności uznania pozycji Rosji w obszarze postradzieckim. Politycy w Polsce boją się prowadzić politykę zbliżoną do tej węgierskiej, słowackiej, a nawet czeskiej.

Działania USA wywołują naturalny sprzeciw i wewnętrzną niezgodę. Tylko co z tego wynika? Może nam się nie podobać kierunek, w jakim zmierza świat. Tak jak może się nie podobać kierunek, w którym płynie rzeka. Ale naszym polskim kijkiem nie zawrócimy biegu tej rzeki.

Na politykę światową i krajową należy patrzeć endecko, czyli przez pryzmat narodu. Kierujmy się mądrym głosem prymasa Stefana Wyszyńskiego:

„Nie oglądajmy się na wszystkie strony. Nie chciejmy żywić całego świata, nie chciejmy ratować wszystkich. Chciejmy patrzeć w ziemię ojczystą (…) Chciejmy pomagać naszym braciom, żywić polskie dzieci, służyć im i tutaj przede wszystkim wypełniać swoje zadanie – aby nie ulec pokusie ‘zbawiania świata’ kosztem własnej ojczyzny”.

Działania Amerykanów w Wenezueli nie są naszą polską sprawą, tak jak działania Rosjan na Ukrainie nie są naszą polską sprawą. My oczywiście jako Polacy odczuwamy reperkusje wojenne, ale istotne jest to, by wszelkie konflikty trzymać jak najdalej od sprawy polskiej. Trzeba się pogodzić z okolicznościami i spróbować je przekuć na bezpieczeństwo i zyski dla naszego narodu.

Polska nie powinna iść na konfrontację z żadnym z globalnych graczy. W interesie Polski był i jest pokój z sąsiadami i spokój w naszym regionie. Nasze położenie przez wieki było przekleństwem, zresztą w znacznej mierze z nieroztropności i ciągotek insurekcyjnych naszego narodu. Zamiast miejsca kolejnych insurekcyjnych ruchawek i terenu zgniotu powinniśmy stać się złotą klamrą. Miejscem spotkań Wschodu i Zachodu. To u nas, ze względu na położenie, powinny odbywać się rozmowy, negocjacje, handel. Do tego jednak potrzeba odrobiny racjonalizmu, elastyczności i politycznego cynizmu.

Zamów i przeczytaj:

Przeczytaj także:

Za kurtyną polityki…

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. Postaw mi kawę na buycoffee.to
  2. Negro mówi

    Od kiedy to Trump działa w interesie własnego państwa? Chyba tego położonego w okupowanej Palestynie.
    I różnych koncernów, które teraz rządzą światem.
    Zaś politycy w Polsce nie tyle boją się prowadzić politykę jak Węgry, czy Czechy, tylko ich oficerowie prowadzący z Brukseli, Berlina, Waszyngtonu czy Tel Avivu im na to nie pozwalają.

  3. Hammurabi mówi

    Tak prawdę mówiąc świat od swego początku zmierza w stronę zagłady. Tylko od tego jakimi drogami pójdzie, zależy data ostatecznego zakończenia tego, co nazywamy „światem”.

  4. Radek Wicherek mówi

    Zgadza się, przyznanie w Polsce, że Rosja ma jakiekolwiek swoje interesy, które należy przynajmniej w jakimś stopniu brać pod uwagę przy negocjacjach, jest uznawane za „zdradę”. Drugim naszym przekleństwem są nasze „elity”. W Chinach czy Rosji w polityce są doświadczeni ludzie, rozumiejący krajowe i międzynarodowe realia, dzięki czemu potrafią się w nich umiejętnie poruszać. U nas to przypadkowa zbieranina ujadaczy, wybranych wyłącznie na podstawie szeroko pojętej lojalności. Brak im kompetencji, politycznej ogłady, a przede wszystkim rozumu, przez co żyją w swoim abstrakcyjnym świecie myśląc, że na robieniu politycznego cyrku czy hucpy ich zadanie się kończy, beztrosko traktując to jako dobrą zabawę. I w ten sposób jesteśmy o krok od wplątania w wojnę, który nigdy nas nie dotyczyła i na którą nie jesteśmy gotowi. Niestety, widoki na przyszłość nie rysują się lepiej. Tym bardziej, że mamy u władzy agentów obcej sprawy i towarzyszących im posłusznych błaznów, dla których priorytetem jest własna wygoda i dostatnie życie.

  5. Katarzyna mówi

    Cynicznie logiczna koncepcja ułożenia świata po raz kolejny.. Europka -idiotka, na własne życzenie w oparach zielonych absurdów. Pacynki,kukiełki,pajacyki-polityczna mizerota polska. Arcyciekawy artykuł, wręcz wykład . Dziękuję.

  6. Flex mówi

    Obawiam się, że oprócz ww. „pucharów przechodnich” czeka nas w Europie finał rozgrywki o Białoruś. Podejmowane od lat próby wywołania „Majdanu”, działalność Bielsatu i otwarte opowiedzenie się rządu PIS po stronie przeciwników Łukaszenki w czasie powyborczych protestów, i ofiarowanie w Polsce rezydencji Pani „Prezydent” Ciechanowskiej jaki przyniosło efekt? Represje wobec polskiej mniejszości na Białorusi i jej przedstawicieli? A międzynarodowo zacieśnienie współpracy Łukaszenko – Putin i otwarcie frontu hybrydowego na białorusko – polskiej granicy! Czy Polacy muszą sobie wybierać tak głupich przywódców, którzy w imię tzw. demokratyzacji potrafią zniszczyć poprawne stosunki z sąsiadami i zamieniać je w otwartą wrogość, wręcz wojnę? Czy to polscy politycy, czy zewnętrzne implanty nowotworowe w „polskim ciele”? Jakiś czas temu w TVPIS Republika któryś z dyskutantów zwrócił uwagę na te głupie błędy PIS w relacjach z Białorusią i ich efekty na granicy, A jak Adrian Klarenbach bronił swoich pracodawców?:” A pamięta Pan jaka była sytuacja?, że wszyscy byli przeciw Łukaszence i wyglądało, że zaraz protesty go obalą? Tak wygląda działanie tych „elit”. Bolszewickie trzymanie się „kupy” i szarżowanie z szabelką na jej czele. Póki się nie okaże, że zostali na przedzie sami, jak „Himilsbach z angielskim”! Temat Białorusi ciągle jest aktualny, bo niemiecka UE potrafi się już tylko” rozwijać” ekstensywnie przez „drang nach Osten. Rozwój „intensywny” – technologiczno – gospodarczy został już „zarżnięty” przez chorą ideologię polityczną! Dlatego finalnie powinniśmy się szykować na Podlasie graniczące z Rosją. Bo tak to się prawdopodobnie skończy!

  7. krzysztof mówi

    i bardzo dobrze. niech dzielą i rozwalą to pedalskie UE i brukselę plus podzielić i wyeliminować ukrainę jako państwo!!!

  8. Alek mówi

    Pewien ksiadz na kazaniu twierdzil, ze wszystkie wspolczesne konflikty militarne i polityczne maja swe zrodlo w rozwodach i cudzolustwie. Bo jak ma kto byc uczciwym wobec wlasnego narodu i nie lamac prawa miedzynarodowego, jak jest niewierny najblizszej osobie i lamie nqjmniej wymagajaca umowe. W polityce nie bedzie nic lepszy. Sprawdzilem w tych roznych pediach. Wszyscy trzej to rizwodnicy i cudzoloznicy. Wiecej pytan nie mam.

  9. ad mówi

    No cóż, WCz Pan Wicherek Radek Ameryki (nomen omen) nie odkrył. To co obecnie dzieje się w naszej Najjaśniejszej RP, to nic innego, jak fakt, że historia zatoczyła koło i można śmiało przywołać wiek XVIII, gdy nasi pradziadowie i praojcowie z różnych koterii magnacko – szlacheckich pobierali jurgielt od mocarstw ościennych. Po roku 1990 Polską rządzą, że zacytuję zacnego redaktora Michalkiewicza, „na zmianę stronnictwa pruskie, amerykańsko – żydowskie oraz rosyjskie”. To ostatnie z wiadomych przyczyn zeszło do podziemia. Także nasi Umiłowani Przywódcy z post – magdalenkowego układu obywatelstwo polskie posiadają, a czy korzenie mają pierwszorzędne, czy mniej pierwszorzędne, tego niestety nie wiem, poza nielicznymi przykładami. Także można zadać pytanie, zestawiając wiek XVIII z XXI i styl uprawiania polityki przez miłościwie nam panujących – „Znajdź różnicę?”.

  10. BadaczTalmudu mówi

    USA jest jak Wielka Brytania w 1914 – z zewnątrz jest pozornie mocarstwem, ale w środku jest spróchniałe i w ciągu pokolenia upadnie jako mocarstwo. USA jest zadłużone na 7 lat dochodów do przodu, odsetki od zadłużenia przekraczają wydatki militarne (to od czasów Imperium Romanum zawsze był sygnał bliskiego upadku), mimo wydatki budżetowe o połowę przekraczają dochody, co dramatycznie powiększa zadłużenie, co przy socjalistycznym poziomie redystrybucji PKB sięgającym prawie połowy oznacza, że dodruk dolarów bez pokrycia wynosi 25% minus wzrost PKB i tyle wynosi rzeczywista inflacja i dlatego ceny złota szaleją. A raczej ceny złota są stałe (patrząc ile w złocie kosztuje np. tucznik czy dom) – to dolar po zerwaniu z parytetem złota od 1971 stracił ponad 99% na wartości i nie powiedział jeszcze ostatniego słowa! I nie ma szans, by ten bankrut USA spłacił to zadłużenie, przynajmniej nie bez hiperinflacji. Ponieważ po zerwaniu z parytetem złota produkcja stała się nieopłacalna w porównaniu z drukowaniem dolarów bez pokrycia, od 1971 USA zlikwidowały swój przemysł, stwierdzając, że po co mało rentowny przemysł jak można nadrukować dolarów i bombami zmusić inne kraje, by za te papierki bez pokrycia dostarczały USA towary. To zaś spowodowało trwały deficyt handlowy i zadłużenie. Bez przemysłu produkcja przemysłowa i postęp techniczny oraz nauka się załamały, a wraz z tym potęga militarna USA. Obecnie produkcja przemysłowa USA jest mniejsza niż produkcja przemysłowa Rosji, która ma 2x mniej ludności i mniejsza niż Niemiec, mających 4x mniej ludności. Siły zbrojne USA są najmniejsze od 1928, samoloty wojskowe USA są średnio 2x starsze niż Rosji, przy czym najnowsze amerykańskie F-35 i F-22 są takimi bublami, że ZUPEŁNIE nie nadają się do walki (20 lat od oblotu F-35, mający ciągle 800 krytycznych wad do usunięcia, osiągnął jedynie IOC – wstępne możliwości operacyjne, co w nomenklaturze Pentagonu oznacza, że może być używany jedynie do limitowanych zadań bojowych w strefie, gdzie nie ma przeciwdziałania ze strony przeciwnika i ma zdolność używania jedynie niektórych z obiecanych rodzajów uzbrojenia. Nie wolno nawet zbliżać mu się do chmur burzowych na bliżej niż 30km…). więc USA musi używać F-16 i F-15 wyprodukowanych 40 lat temu i niedorównujących nowszym maszynom Chin czy Rosji, szczególnie pod względem uzbrojenia, które w amerykańskich maszynach jest totalnie przestarzałe. USA na swojej drodze naśladowania najgłupszych posunięć Imperium Brytyjskiego przed jego upadkiem, usiłowały spłacić zadłużenie napaścią i grabieżą Iraku i Afganistanu, ale jak bankrutujący po „zwycięskich” Wojnach Krymskich Brytyjczycy napadający na RPA, koszty wojny przewyższyły łupy. Odbudowa przemysłu to minimum 2 pokolenia i cła Trumpa nie sprawią, że USA stanie na nogi, bo nie mają co chronić – ani jeden laptop czy smartfon nie jest produkowany w USA i nawet gdyby cła były 1000%, to nie będzie, bo USA nie ma takich technologii… USA może jeszcze zbombardować jakiś kraik III Świata jak Wenezuelę czy Syrię, ale nie jest w stanie okupować takiego kraju, bo nie ma na to żołnierzy (dzieląc ilość żołnierzy liniowych, czyli nie sztabowców, kucharzy, orkiestry itp. USA na ilość baz wojskowych USA wypada, że na każdą zagraniczną bazę USA jest poniżej 280 żołnierzy, czyli tyle co nic… Wprowadzić poboru się nie da, bo żołnierze poborowi nie chcą walczyć w zamorskich wojnach kolonialnych w imię interesów oligarchii. Pobór w USA zlikwidowano po Wojnie w Wietnamie na prośbę… Pentagonu – 1/3 oficerów USA w Wietnamie nie zginęła w wyniku działań nieprzyjaciela, tylko od granatu wrzuconego nocą do namiotu przez własnych żołnierzy… Dlatego Pentagon nie chce mieć żołnierzy z przymusowego poboru…). Ponieważ czas gra przeciw USA, Trump racjonalnie chce tyle zagrabić na świecie, ile się USA uda przed jeszcze większym osłabieniem i jeszcze większym umocnieniem się konkurentów. I to jest „tajemnica” poczynań Trumpa, który w przeciwieństwie do Bidena i innych żyjących mrzonkami o dawnej potędze, wie, że USA nie są w stanie być jedynym hegemonem całego świata i rządzić całym światem, więc usiłuje sobie wykroić choć 1/3 świata do władania i pokojowo to zaklepać z innymi pretendentami do rządzenia światem, bo jak nie można mieć całego świata, to lepsze 1/3 niż nic. I tego tępi przeciwnicy Trumpa nie rozumieją (nie należy mojego wpisu interpretować jako sympatii dla Trumpa – po prostu stwierdzam jak jest i postępowanie Trumpa jest racjonalne, acz z powodu braku doświadczenia, wielokrotnie nieudolne), tak jak te tępaki wierzą, że „Trump zdradził i oddaje Krym i Donbas Putinowi” – Trump nic Putinowi nie daje, bo USA nie ma ani Krymu, ani Donbasu, tylko usiłował Putina oszukać – „dać” to, co Putin sobie i tak sam wziął, nie pytając USA o pozwolenie i czego USA nie jest w stanie mu odebrać, a w zamian Trump domagał się od Rosji różnych koncesji. Putin jednak nie jest głupkiem i na coś takiego nie dał się nabrać, co nie znaczy, że nie jest otwarty na mniej śmieszne propozycje Trumpa. :-)))

  11. SKLEP-WPRAWO.PL

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.