M. Skalski: Zabijanie Grzegorza Brauna

9

Żyjemy w domu wariatów, który nazywa się Polska. I to Polacy są bohaterem głównym tekstu. Z wyjątkiem tego tytułowego i jemu podobnych. Posłaniec złej nowiny znajduje bowiem posłuch pośród wielu z tych, którzy mieli być tylko botami, trollami, a na pewno nie Polakami – pisze Marcin Skalski.

Dym coraz gęstszy, obcy ktoś się wdziera
A my wciśnięci w najdalszy sali kąt
“Tędy!” – wrzeszczy – “Niech was jasna cholera!”
A My nie chcemy uciekać stąd.
Jacek Kaczmarski („A my nie chcemy uciekać stąd”)

***

(Autor przeprasza rodzinę Jerzego Urbana za nieumyślne dobranie ilustracyjnego zdjęcia przedstawiającego zmarłego w niekorzystnym świetle).

***

Dyskredytacja jest szczególnym rodzajem krytyki, ma kwestionować wiarygodność danego podmiotu, negować prawowitość jego roszczeń i występowania w określonych rolach (podważanie mandatu, legitymacji społecznej), a wręcz prawa do istnienia, występowania w określonym kręgu – pisze prof. Mirosław Karwat, autor publikacji na temat dyskredytacji, prowokacji i perfidii w życiu publicznym1.

Wspomniany badacz podaje, iż dyskredytacja nie jest krytyką meritum, lecz zamierzoną krytyką podmiotu jako takiego, wynika z dezaprobaty dla jego cech uznanych za istotne. Ponadto, nie jest analizą i syntezą opisową, ale wypowiedzią ocenno-perswazyjną, jest za to rezultatem i przejawem własnego zaangażowania w sprawę. Dyskredytacja to rodzaj krytyki, który nawet jeśli nie jest złośliwy i destrukcyjny, to z natury swej nie może być życzliwy, pomocny, jej celem jest odmówienie lub odebranie komuś uznania (w wymiarze całkowitym lub częściowym), zatem w intencji nie jest to krytyka zmierzająca do naprawy, ale dyskwalifikacyjna, a w szczególnym przypadkach – dyskryminacyjna2. Dyskredytować oznacza: podważać zaufanie, pomniejszać autorytet, psuć opinię, kompromitować, dezawuować3.

Jak zaznacza profesor Karwat, akredytacja to niejako odwrotna strona dyskredytacji. Dyskredytacja ma być zatem pozbawieniem lub utratą społecznego kredytu4. Samo zaś pojęcie kredytu, ma – według profesora – zastosowanie uniwersalne i wiąże się ze współczesnym pojęciem wiarygodności5.

***

Możliwy jest też zamiar zniszczenia przeciwnika prawdą. Jaką prawdą? Po pierwsze – tą obiektywną – o tyle, o ile jest niewygodna dla niego, a wygodna dla nas. Po drugie, tak zwaną prawdą subiektywną i wewnętrzną (mam niewzruszone przekonanie, że tak jest, bo tak być musi, gdyż to wynika z systemu moich przekonań)” – twierdzi profesor Karwat6.

***

Określenie „kozioł ofiarny” stosuje się dla nazwania jednego z najważniejszych mechanizmów antropologicznych w dziejach ludzkości. Każda grupa, zespół, zbiorowość, w momencie jakiegoś zagrożenia, wybiera sobie ofiarę, która staje się celem zbiorowej agresji całej grupy” – twierdzi Marek Wojciechowski7. Z kolei Katarzyna Prot i Bogdan Krzystoszek podają:

Zjawisko kozła ofiarnego występuje zarówno w dużych grupach społecznych, rodzinie, jak i w grupach terapeutycznych. Polega na projekcji wstydliwych, niezaakceptowanych i wypartych uczuć na członka grupy/rodziny i symbolicznym wykluczeniu go ze wspólnoty”8. Autorzy zaznaczają ponadto:

Mechanizm kozła ofiarnego jest używany przez społeczności, aby poradzić sobie z frustracją niespełniania własnych oczekiwań. Członkowie społeczności dokonują rozszczepienia atrybutów na dobre, przypisywane sobie, i złe — przypisywane „innemu”. Kozioł ofiarny może odpowiedzieć antagonistycznie, wycofując się ze społeczności, lub agonistycznie starając się w społeczności pozostać”9.

Tymczasem René Girard przekonuje, że pojęcie kozła ofiarnego należy rozumieć w sensie potocznym. Jest to przypadkowa i niewinna ofiara, w której dostrzega się przyczynę panujących problemów oraz wokół której koncentruje się powszechna niechęć i nienawiść10.

W powyższym kontekście zasadne są również uwagi Adama Romejko, który pisze:

Z mechanizmem kozła ofiarnego związane jest powstanie mitów. Mity stanowią „teologiczne” uzasadnienie rytów ofiarnych. Ich zadaniem jest usprawiedliwienie stosujących przemoc i wskazanie na zasadność złożenia ofiary. Przekonanie prześladowców o własnej niewinności jest cechą charakterystyczną mitów. Są oni przekonani, że czynią coś zasługującego na pochwałę, a jednocześnie nie dostrzegają, że ulegają mechanizmowi kozła ofiarnego; nie pojmują, że ofiara jest niczym innym jak kozłem ofiarnym11.

Autor twierdzi ponadto:

Ofiara, która dotychczas była źródłem niepokoju staje się gwarantem ładu społecznego. Dokonujący przemocy nie dostrzegają mechanizmu, który ich do tego doprowadził. Jest to mistyfikacja, która pełni jednak istotną rolę w powstaniu podstawowych instytucji społecznych; stanowi ona mechanizm założycielski ładu społecznego i religijnego”12.

Kluczowa jest przy tym konkluzja poczyniona przez Stefana Garczyńskiego, mogąca być niejako uzupełnieniem powyższych uwag:

Przekonanie o własnych umysłowych i moralnych wartościach jest nie tylko siłą, ale także […] zapobiega potykaniu się o wewnętrzne opory, daje rozpęd życiowym poczynaniom […] Dobra samoocena jest zagrożona najczęściej wtedy, gdy wchodzi w konflikt z żądaniami innej potrzeby. Lecz nawet, gdy ta inna wygrywa, dobra samoocena potrafi się utrzymać, budując dla siebie fałszywą wieżę obronną […] Obronna wieża dysponuje bogatym arsenałem […] Gardzić sobą jest trudno i przykro, innymi łatwo i przyjemnie”13.

***

Pierwszy ideowym zasobem, z jakiego czerpią polityczne elity III RP, jest specyficznie ukształtowany model patriotyzmu polskiego, który co najmniej od czasów II Rzeczypospolitej odnosi symboliczne zwycięstwo w debacie nad polską tożsamością. Podwaliny pod ten symboliczny tryumf położyła klęska rewolucji styczniowej w Polsce w latach 1863-1864. Mimo doznanej porażki w walce z wojskami Imperium Rosyjskiego, stronnictwo forsujące konieczność podjęcia czynu zbrojnego osiągnęło jeden ze swoich głównych celów.

Jak twierdzi prof. Andrzej Walicki, w obozie „czerwonych” decyzja o powstaniu nie była wynikiem kalkulacji politycznej. Hurraoptymistyczne lekceważenie materialnych warunków zwycięstwa („Poszli nasi w bój bez broni”) często łączyło się z przeświadczeniem (wyrażanym wprost przez Mierosławskiego), że walka konieczna jest niezależnie od jej wyniku, jako demonstracja polskiej woli istnienia14. Profesor zaznacza brak wiary Stefana Bobrowskiego w zbrojne zwycięstwo, jego celem było przelanie „rzeki krwi” uniemożliwiającej kompromis z Rosją. W ramach ideologii narodowej absolutyzującej moralną bezkompromisowość było to opcją niepozbawioną logiki wewnętrznej – konstatuje profesor15. Z kolei Wilhelm Feldman opisuje stosunek Bobrowskiego do przewidywanego wskutek powstania rozlewu krwi, który ma stać się koniecznym wobec prób zawierania kompromisów z Rosją16.

W ten sposób synonimem polskiej tożsamości narodowej miało się stać wyobrażenie Polski jako antytezy Rosji, zaś ekwiwalentem polskiego interesu narodowego – wspieranie dowolnych ruchów politycznych bądź wystąpień zbrojnych wymierzonych w państwo rosyjskie. Warto zaznaczyć, iż debata na temat wektora polskiej tożsamości długo nie była zwieńczona. Jak pisze profesor Walicki, orientacja prorosyjska nie zanikła nawet w okresie wojen napoleońskich; na jej czele stał książę Adam Czartoryski, bliski przyjaciel i zaufany doradca Aleksandra I, minister spraw zagranicznych cesarstwa. Dzięki temu zwycięstwo Rosji nad Napoleonem zaowocowało utworzeniem konstytucyjnego Królestwa Polskiego, posiadającego własny sejm i wojsko. Wywołało to wśród Polaków potężną falę rusofilskiego entuzjazmu, który przybrał postać prorosyjskiego słowianofilstwa17.

Żyjącemu w rzeczywistości popowstaniowej, bo urodzonemu w roku 1867 Romanowi Dmowskiemu, często przypisywane są słowa, iż niektórzy Polacy bardziej nienawidzili Rosji, niż kochali Polskę. Warto zwrócić uwagę, iż Dmowski wcale nie rozstrzygał o przesądzającym jakoby zwycięstwie tej właśnie opcji tożsamościowej, w której awersja do Rosji znajduje szerszy posłuch, niż umiłowanie własnego kraju przez Polaków. Słowa te mogły się zatem odnosić jedynie do pewnej części stronnictw politycznych. Z uwagi na negatywne motywacje przypisywane powszechnie osobom kierującym się nienawiścią, Dmowski musiał mieć na myśli tych polskich działaczy i uczestników debaty politycznej, których uważał za konkurentów. To właśnie tym ostatnim Dmowski odmawiać miał motywacji stricte patriotycznych, choć adresatem krytycznej uwagi jednego z ojców Narodowej Demokracji musiał być częściowo sam naród polski, któremu Dmowski nie szczędził surowych ocen. Zważywszy na rolę Romana Dmowskiego i jego szeroko rozumianego obozu politycznego, jaką odgrywał on co najmniej do czasów utworzenia niepodległego państwa polskiego, uprawniony jest wniosek, iż był on wyrazicielem poglądów znacznej części społeczeństwa. Wobec tego przynajmniej część osób identyfikujących się jako Polacy nie musiała podzielać wówczas poglądów na Rosję, które w następnych latach miały przestać mieścić się w kanonie patriotyzmu polskiego. Legitymizację swoich poczynań jako polityka Dmowski otrzymywał bowiem jako poseł do rosyjskiej II Dumy Państwowej. Są to fakty warte odnotowania szczególnie wtedy, gdy obecna rzeczywistość pozytywnie weryfikuje wnioski wyciągnięte m.in. przez prof. Adama Wielomskiego, który pisze, iż Polska i Polacy od 350 lat przegrywają wojnę o panowanie nad Europą środkowo-wschodnią, jak również (militarnie) wszystkie wojny i konflikty zbrojne polsko-rosyjskie, wyjąwszy jedną jedyną wojnę polsko-sowiecką […] To poczucie kolejnych klęsk i upokorzeń przyczyniło się do powstania wielkiego antyrosyjskiego mitu kształtującego polską tożsamość narodową18. Wielomski konstatuje, że wrogość do Rosji jest „celowym konstruktem doktrynalnym”, który wywodzi się z liczącej sobie kilka stuleci tradycji politycznej. Profesor zauważa ponadto, iż inny zaborca i państwo prowadzące politykę skierowaną przeciwko polskim interesom – Prusy/Niemcy – nie wywołują tego typu emocji19. W związku z tym postulat Dmowskiego, by w kalkulacjach politycznych nie uwzględniać Rosji jako głównego zagrożenia dla polskiego bytu narodowego i odtworzenia państwowości polskiej, sprawiać może niekiedy wrażenie wyrzeczenia się tożsamości narodowej. Sam Dmowski zdawał sobie z tego sprawę, odnotowując, iż psychologia szerokich mas społeczeństwa była nacechowana nienawiścią do Rosjan20. Zwracał on również uwagę, iż wśród Polaków liczna była ówcześnie reprezentacja osób, które za priorytet uważają przeciwdziałanie Rosji, zamiast skoncentrowania się na interesach własnego kraju21.

Niemniej, to właśnie obóz polityczny głównego adwersarza Romana Dmowskiego – czyli Józefa Piłsudskiego – zaciążył nad polską historią w sposób decydujący. Sprawując niepodzielną władzę polityczną po maju 1926 roku, obóz zwany sanacją miał sposobność nieskrępowanego realizowania własnego programu. W kwestii wschodniej, w tym stosunku do Rosji, obóz piłsudczykowski opowiedział się za koncepcją federacyjną, jej autorstwo przypisywane jest samemu Piłsudskiemu22. Idea ta miała ewoluować w prometeizm, którego realizacją zajmowały się wówczas najwyższe czynniki polityczne23. Dr Lucyna Kulińska przekonuje, iż proukraińskie i antyrosyjskie przedsięwzięcia w regionie były obliczone na uzyskanie efektu w postaci neutralizacji sowieckiej Rosji przy pomocy Ukraińców24. Zajmować się tym miał Oddział II Sztabu Generalnego i Wydział Wschodni Ministerstwa Spraw Zagranicznych, na które zachował swój wpływ Józef Piłsudski, od 1923 nie biorący bezpośredniego udziału w życiu publicznym.

Robert Potocki zwraca uwagę, iż spór o model życia społecznego i polską rację stanu u progu II Rzeczypospolitej dotyczył tak naprawdę kulturowego modelu polskości. Wspomniany autor umownie nazywa strony tego dyskursu zwolennikami narodowego i państwowego punktu widzenia, przy czym obóz pomajowy realizował postulaty drugiej opcji do roku 1935, zaś po śmierci Józefa Piłsudskiego – program asymilacji narodowej. Potocki twierdzi również, że koncepcję ponadetnicznej wspólnoty państwowej odrzuciła sama społeczność ukraińska w II RP25. Odwołując się jednak do wniosków wyciąganych przez Potockiego, należy uwzględniać także krytyczne oceny jego przywoływanej pracy, np. te autorstwa Macieja Krotofila i Emiliana Wiszki, w ramach których zarzuca się Potockiemu liczne błędy merytoryczne, terminologiczne czy warsztatowe26.

Niewątpliwie jednak możemy mówić o sporze o charakterze metapolitycznym, w ramach którego mieściło się między innymi spectrum odpowiedzi na pytanie o stosunek ówczesnych Polaków do Ukraińców; przede wszystkim o to, czy wedle koncepcji Carla Schmitta są oni jeszcze „swoimi”, czy już „obcymi”. W istocie można mówić o toczącej się w międzywojniu metadebacie, której przedmiotem była treść i sens wspólnoty mającej tworzyć społeczeństwo II RP. Strony tego sporu podjęły – aprioryczne bądź zweryfikowane empirycznie – założenia co do roli społeczności ukraińskiej w II Rzeczypospolitej, możliwości jej zintegrowania lub asymilacji. Czynnik rosyjski – tak kluczowy dla samej polskiej tożsamości – odegrał niemałą rolę o tyle, o ile w Ukraińcach upatrywano sojuszników przeciwko państwu postrzeganemu jako główne zagrożenie dla polskiego bytu narodowego.

***

Postrzeganie Rosji w powyższy sposób niesie ze sobą dalekosiężne skutki. Zwraca na nie uwagę profesor Adam Wielomski, który pisze:

W Polsce współczesna Rosja traktowana jest jako kraj misyjny, do którego wyższa zachodnia cywilizacja, do której Polacy zaliczają sami siebie, musi wysyłać swoich misjonarzy nauczających rosyjskich autochtonów gnozy o społeczeństwie otwartym, demokracji, liberalizmie i prawach człowieka. Mamy do czynienia z nową wersją romantycznego mesjanizmu i prometeizmu, którego zadaniem było (w XIX wieku) nawrócenie Rosji na katolicyzm i na wolność, z którego to pragnienia dzisiaj pozostała jedynie – po procesach sekularyzacji charakteryzujących Nowożytność – chęć nawracania Moskwy na wolność, czyli na zachodni model demokracji i liberalizmu. Rosja nie jest traktowana na salonach politycznych Warszawy (podobnie i neokonserwatywnego oraz liberalnego Waszyngtonu) jako normalny partner polityczny, lecz jako kraj moralnie, duchowo i intelektualnie upośledzony, ponieważ tworzący własną kulturę polityczną, nie będącą kalką modelu amerykańskiego i unijnego”27.

Tego typu myślenie paraliżuje jednak realną ocenę zagrożenia z kierunku rosyjskiego, utrudniając de facto formułowanie specyficznie i wyłącznie polskiej racji stanu. Jest to problem sygnalizowany blisko 20 lat temu przez profesora Andrzeja Nowaka:

[…] wciąż nie jest łatwo Rosji się nie bać. Strach nie może jednak sparaliżować politycznego rozumu, który powinien przestrzegać nas stale przed stoczeniem się do roli antyrosyjskiej placówki Zachodu”28.

Na całkowite obezwładnienie myślenia politycznego o Rosji zwraca również uwagę prof. Stanisław Bieleń:

Przeświadczenie o nadzwyczajnej misji w sprawach Ukrainy skłania do podejmowania działań ryzykownych wobec Rosji (od zaczepek słownych, po wezwania do najostrzejszych sankcji). Towarzyszy temu przekonanie o swojej moralnej wyższości, ale także takie zjawiska, typowe dla polskiej sceny politycznej i medialnej, jak kolektywizacja myślenia, brak kalkulacji zysków i strat, brak diagnozy własnych interesów, poczucie nieomylności, autocenzura poglądów niezgodnych z przekonaniami narzuconymi odgórnie i psychologiczna presja na wszelkiej maści dysydentów”29.

Warto podkreślić, iż profesor odnotowuje – choć nie nazywa tego wprost – wpływ idei prometeizmu na decyzje polityczne podejmowane przez polskie kierownictwo także przy okazji kryzysu ukraińskiego i wojny, która toczy się na Ukrainie. Istotne jest również poświęcenie uwagi stosunkowi polskich elit do Rosji, na czele z „moralną wyższością” przejawianą wobec tego kraju. Można więc wnioskować, że wehikułem idei prometejskiej jest nie tylko strach przed Rosją, ale też poczucie przewagi cywilizacyjnej ze strony Polski. Jest to imperatyw dla działań podejmowanych przez polską klasę polityczną, posiadającą bez względu na innego rodzaju podziały w jej łonie specyficznie ukształtowane poczucie tożsamości narodowej, określone przez prof. Wielomskiego „kompleksem rewolucjonisty”.

***

W opisywanych uwarunkowaniach elity polityczne III RP stają się całkowicie niezdolne do sformułowania programu suwerennej polityki państwowej, która odpowiadałaby żywotnym interesom narodowym. Działania podejmowane przez członków tych elit są jedynie pozorowane, w dalszym ciągu jednak polegają przede wszystkim na składaniu hołdu tradycjom, których korzenie wyrastają z podyktowanych emocjami przesądów, aniżeli z rzetelnej analizy rzeczywistości. W sytuacji dyskwalifikowania konkurencyjnych wobec prometeizmu tradycji politycznych, na czele z narodowo-demokratyczną, nie może istnieć żadna poważna debata na temat polskiej polityki zagranicznej. Polskie elity zaś traktują politykę nie w kategoriach działania na rzecz dobra wspólnego, lecz jako manifestację przywiązania do określonej agendy, która ma być niezmienna mimo poważnych przeobrażeń w otoczeniu zewnętrznym państwa polskiego. Wspomniane zaś przesądy nie generują żadnych wartości poznawczych i nie dostarczają żadnych narzędzi, by właściwie zdefiniować polski interes narodowy. Nie może być inaczej, jeśli wciąż powszechnie podzielany jest bezkrytyczny niemal kult postaci Józefa Piłsudskiego, a wraz z nim – jego konceptów polityki zagranicznej. W związku z tym próba weryfikacji tego mitu może być postrzegana jako zamach na samą polskość. Polska racja stanu staje się zatem zakładnikiem fałszywego mitu i doktryny, która została negatywnie zweryfikowana jeszcze w okresie międzywojennym i w czasie wojny, czego dowiódł nie tylko „eksperyment wołyński” wojewody Henryka Józewskiego. Redukcyjne podejście do kwestii bezpieczeństwa, trącące w XXI wieku anachronizmem, ujawnia się przede wszystkim w sprowadzaniu polskiego interesu narodowego jedynie do przeciwdziałania Rosji, a nierzadko – do popierania tych podmiotów politycznych, które będąc antyrosyjskimi, są zarazem antypolskie. W przypadku asymetrycznych stosunków polsko-ukraińskich – na korzyść Ukrainy – rusofobia jako synonim patriotyzmu polskiego skierowana jest przede wszystkim przeciwko żywotnym interesom narodowym Polaków. Pokłosiem tego zjawiska jest przypisywanie prorosyjskich motywacji uczestnikom debaty publicznej, którzy domagają się sformułowania odrębnej racji stanu Polski wobec aktualnie skonfliktowanego z Rosją państwa ukraińskiego.

***

Krzyczę przez okno czoło w szybę wgniatam
Haustem powietrza robię w żarze wyłom
Ten co mnie słyszy ma mnie za wariata
Woła – co jeszcze świrze ci się śniło

Więc chwytam kraty rozgrzane do białości
Twarz swoją widzę, twarz w przekleństwach
A obok sąsiad patrzy z ciekawością
Jak płonie na nim kaftan bezpieczeństwa

Mając na uwadze wszystko, co powyższe, niech nie dziwi nikogo, że mechanizmu symbolicznego wykluczania ze wspólnoty narodowej, owego symbolicznego „zabijania” osoby wytypowanej na kozła ofiarnego jako ktoś „prorosyjski”, doznaje akurat tytułowy bohater niniejszego opracowania. Wszak jako naród znajdujemy się w zbiorowym domu dla psychicznie i nerwowo chorych, gdzie wspólnie gramy na symulatorach nieustannych ukraińskich zwycięstw i rosyjskich porażek, niepodważalnej ukraińskiej niewinności i nie wymagających weryfikacji rosyjskich zbrodni, żyjąc w rzeczywistości zwalczania szurów i teorii spiskowych przez obłąkanych fact-czekistów, którzy sami niczym ludzie wymagający leczenia wszędzie widzą rosyjskie boty i rosyjskie „narracje”.

Chodzimy więc po korytarzach psychiatryka, gdzie epatuje się obrazami ekshumacji dokonywanych przez Ukraińców na odzyskanych terenach, z radiowęzła słysząc jednocześnie, że nie czas na ekshumacje na Wołyniu, bo przecież trwa wojna. Naszymi szpitalnymi wychowawcami są zaś samozwańczy szermierze cywilizacji zachodniej, pochwalający skrytobójstwa, zamachy terrorystyczne, dehumanizację przeciwnika, odbieranie praw obywatelskich ludziom o innych poglądach, areszty wydobywcze z tytułu apriorycznie przypisywanego szpiegostwa, cenzurę i t. p. Wszystko, rzecz jasna, w kontrze do „ruskiej barbarii”. Co więcej, chcemy w to wszystko wierzyć, tkwić w tym i nadal słodko śnić.

Tak. Żyjemy w domu wariatów, który nazywa się Polska. I to Polacy są bohaterem głównym tekstu. Z wyjątkiem tego tytułowego i jemu podobnych.

***

Exoriare aliquis nostris ex ossibus ultor.

[Powstanie kiedyś z kości naszych mściciel.]

Horacy, Eneida (IV 625)

A my nie chcemy uciekać stąd
Krzyczymy w szale wściekłości i pokory
Stanął w ogniu nasz wielki dom
Dom dla psychicznie i nerwowo chorych

Grzegorz Braun. Jako jeden z pierwszych chwycił „kraty rozgrzane do białości”. I gdyby nie wielu, którzy już teraz również nie chcą żyć zamknięci w psychiatryku, być może symboliczny lincz na nim i wykluczenie go ze wspólnoty miałyby widoki na przyszłość. Posłaniec złej nowiny znajduje jednak posłuch pośród wielu z tych, którzy mieli być tylko botami, trollami, a na pewno nie Polakami. Mściciel nie musi powstawać z niczyich kości, bo zbiorowy mściciel budzi się. Tylko czy zdąży przed spłonięciem domu?

1 M. Karwat, O złośliwej dyskredytacji. Manipulowanie wizerunkiem przeciwnika, Warszawa 2007, s. 47.

2 Tamże.

3 Wł. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych z almanachem, Warszawa 1994, s. 135.

4 M. Karwat, dz. cyt., s. 49.

5 Tamże, s. 49-50.

6 Tamże, s. 351.

8 K. Prot, B. Krzystoszek, Rola kozła ofiarnego w analitycznej terapii grupowej [w:] „Psychoterapia”, nr 1(156), 2011, s. 25.

9 Tamże, s. 26.

10 R. Girard, „The Ancient Trail Trodden by the Wicked”: Job as a Scapegoat, „Semeia” 1984, nr 33, s. 14; A. Romejko, Teoria mimetyczno-ofiarnicza – wprowadzenie do antropologii René Girarda, Studia Gdańskie XV-XVI (2002-2003), s. 59.

11 A. Romejko, dz. cyt., s. 63.

12 Tamże, s. 61.

13 S. Garczyński, Potrzeby psychiczne. Niedosyt. Zaspokojenie, Warszawa 1972, s. 158-159

14 A. Walicki, Polska, Rosja, marksizm, Kraków 2011, s. 195.

15 Tamże.

16 W. Feldman, Dzieje polskiej myśli politycznej w okresie porozbiorowym, t. 1 (do roku 1863), Komorów 2010, s. 396.

17 A. Walicki, Rosja, katolicyzm i sprawa polska, Warszawa 2002, s. 368-369.

18 A. Wielomski, Kompleks rewolucjonisty. Rosja a polska świadomość narodowa (cz. I), http://konserwatyzm.pl/artykul/24430/wielomski-kompleks-rewolucjonisty-rosja-a-polska-samoswiadomosc-narodowa-cz-i/, 20.05.2017.

19 A. Wielomski, dz. cyt.

20 R. Dmowski, Polityka polska i odbudowa państwa, [w:] Tegoż, Wybór pism (Tom I), Poznań 2014, s. 175.

21 Tamże, s. 175-176.

22 L. Kulińska, Prometeizm jako wielkie nieporozumienie w polityce wewnętrznej II Rzeczypospolitej, [w:] Polska i jej wschodni sąsiedzi, red. B. Grott, O. Grott, Warszawa 2016, s. 58.

23 Tamże.

24 Tamże, s. 59-60

25 R. Potocki, Polityka państwa polskiego wobec zagadnienia ukraińskiego w latach 1930-1939, Lublin 2003, s. 8.

26 M. Krotofil, E. Wiszka, „Polityka państwa polskiego wobec zagadnienia ukraińskiego w latach 1930-1939”, Robert Potocki Lublin 2003 : [recenzja], „Dzieje Najnowsze”, nr 36/3, 2004, s. 228-231.

27 A. Wielomski, Kompleks rewolucjonisty. Rosja a polska świadomość narodowa (cz. II), https://konserwatyzm.pl/artykul/24425/wielomski-kompleks-rewolucjonisty-rosja-a-polska-samoswiadomosc-narodowa-cz-ii/, 26.05.2017.

28 A. Nowak, Bać się czy nie bać, „Arcana” 1997, nr 14, s. 43-46.

29 Prof. Stanisław Bieleń: pod wieloma względami Ukraina znajduje się na granicy upadku, http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/prof-stanislaw-bielen-pod-wieloma-wzgledami-ukraina-znajduje-sie-na-granicy-upadku/5b8zk, 26.05.2017.

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. Anty mówi

    Ssakiewicz.Żydobanderowski gazetopolak.Fota idealna dla tego Gobbelsa dobrej żydozmiany.

  2. Flex mówi

    Za tą publikację mogę wreszcie pochwalić Pana Skalskiego, a nie krytykować jak przy poprzednich. Mainstreamowy rynsztok medialny i polityczny chce wszystkimi dostępnymi środkami i metodami wykluczyć z publicznej debaty ludzi, poglądy i stanowiska odmienne od “jedynie słusznych”. Grzegorz Braun padł ofiarą “miksu” działań o jakie wyżej zestawił Pan Skalski. Zgoda na takie niszczenie ludzi to marsz ku cenzurze (nie tylko auto- ) i zamordyzmowi.

  3. Hammurabi mówi

    Przeczytałem podumałem i nie mogę się nie zgodzić, że Polska to – niestety – dom obłąkanych i wykształconych debili.
    Napisałem tu kiedyś przy innej okazji, że Polacy powinni się uczyć. Uczyć od… swoich wrogów. Bez przyswojenia tego materiału wszelkie “powtórki” będą miały ocenę niedostateczną.
    Kto mądry, ten wie co mm na myśli.

  4. George mówi

    Świetny tekst! Zgadzam się z tezami autora w 100%. To proukraińskie (probanderowskie?) szaleństwo “dobrej żydozmiany” będzie nas jeszcze drogo kosztowało. Gdyby wygrali Ukraińcy, to mając dobrze wyposażoną w zachodni sprzęt i zaprawioną w bojach armię pewnie spróbują bardziej zdecydowanie wyartykułować swoje roszczenia w stosunku do Podkarpacia, a my, rozbrojeni, nie będziemy w stanie przeciwstawić im nic. Zarzewie konfliktu polsko-ukraińskiego już się tli. I znów na stos pójdą tysiące niewinnych Polaków – ofiar realizacji obłąkańczej polityki “dobrej żydozmiany”.

  5. anonim mówi

    Tow. ssakiewicz, opasla antypolska bambaryla, ktory przy kazdej okazji szkodzi Polsce i Polakom. Jezdzil do USA jak rasowy goebbels szerzyc propagande banderowska i sklocac Polonie Amerykanska. Teraz tez zajadke atakuje kazdego prawego Polaka ktory nie chce szczekac jak chca syjonisci. Urbanowa karyjatura z facjata tego spaslaka jest strzalem w dziesiatke.

  6. W K mówi

    Sakiewicz też zostanie pochowany na Powązkach?

  7. MAREK mówi

    sakiewicz skrupulatnie jak michnik wykonuje wszystkie polecenia “starszych i mądrzejszych”, zabijając instynkt samozachowawczy zantagonizowanych Polaków.

  8. z-k mówi

    Nie na Powązkach a na kirkucie lub na jakimś banderowskim kładiszczu, których już co raz więcej w Zakierzonnym Kraju

  9. Maksymilian mówi

    Immunitet odebrano nie tylko Grzegorzowi Braunowi i nie tylko on jest “kozłem ofiarnym”. Semowa komisja regulaminowa na wniosek ziobrowskiej prokuratury uchyliła immunitet poselski Joannie Scheuring-Wielgus. Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie dopuszczalności aborcji posłanka stanęła na minutę w kościele w milcze-
    niu z transparentem z napisem: „Kobieto, sama umiesz decydować”. Ale nazywanie Polski “domem wariatów” przez Marcina Skalskiego jest nieodpowiednie, przykre i nieprzystające. Mimo wszystko u nas, pomimo, że PiS coraz mocniej zaciska nam pętle na szyi, jest jeszcze wolność słowa i obyczajowa. W takim Iranie to jest “dom wariatów”. Za promowanie ideologii LGBT dokonuje się tam egzekucji poprzez powieszenie, rozstrzelanie i ukamienowanie, ale dla gejów zarezerwowane jest zrzucenie z wysokiego klifu. Wątpie, żeby Ziobro z Jędraszewskim i Rydzykiem zdecydowali się na tak radykalny krok…

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.