M. Skalski: Wołyń jako kwestia niepodległości państwa polskiego

Popiersie dowódcy UPA Romana Szuchewycza na polskiej szkole średniej nr 10 we Lwowie, fot. Marcin Skalski
3

11 lipca to rocznica zdradzieckiego, haniebnego i podstępnego zbiorowego mordu ukraińskich nacjonalistów i towarzyszącej jej ukraińskiej ludności atakujących jednocześnie Polaków modlących się w kościołach w 99 miejscowościach. Zbrodniarze wykorzystali fakt, że była wówczas niedziela i Polacy przystępowali do uczestnictwa w Mszy świętej, co czyniło ich jeszcze bardziej zaskoczonymi i bezbronnymi wobec morderczych siepaczy. Dziś inspiratorzy, sprawcy i dowodzący akcjami masowych mordów są na Ukrainie czczeni jako bohaterowie, zaś w Polsce wywołują oni skrajnie negatywne emocje u każdego, kto odczuwa zdrową więź ze swoim własnym narodem.

Tragiczna historia „krwawej niedzieli” na Wołyniu ma jednak swój ciąg dalszy także w Roku Pańskim 2022, obnażając słabość, bezsilność i brak woli władz Rzeczypospolitej Polskiej wywiązywania się ze swoich podstawowych powinności wobec zamordowanych obywateli. Jest to temat wciąż aktualny i mający swój potworny ciąg dalszy.

Po dziś dzień ofiary tych mordów nie mogą się bowiem doczekać pochówków, a Rzeczpospolita na własne życzenie wykazuje wobec tego faktu daleko idącą obojętność. Ofiary wołyńskie nie są traktowane jak ludzie, którym Polska jest dziś coś winna. Przeciwnie -są one co najwyżej zawadą, problemem, tłem jakichś bliżej nieokreślonych „napięć historycznych”, jak wypowiadają się bezmyślnie różne gadające głowy szyderczo tytułujące się mianem ekspertów ds. wschodnich. Następuje wobec tego całkowite odwrócenie priorytetów: kwestią palącą nie jest już sam brak pochówków ofiar banderowców; za to jest nią to, że wpływa ona negatywnie na relacje polsko-ukraińskie, choć według wielu przecież nie powinna, bo Wołyń to było wszak dawno i nieprawda.

Tak sportretowane skundlenie elit medialnych, politycznych i naukowych, a wraz z nimi skundlenie części Polaków, nie może nie mieć wpływu na kondycję wspólnoty narodowej oraz możliwości projekcji wpływów przez państwo polskie w roku 2022. Okazuje się bowiem, że naród polski nie jest już wspólnotą, w której jeden jest za wszystkich, a wszyscy są za jednego. Jakaś część tej wspólnoty może sobie przecież zostać wyeksterminowana, a fakt ten pójdzie w zapomnienie, jeśli tylko było to odpowiednio dawno, a czciciele zbrodniarzy mają akurat drobne niesnaski z Rosją.

Nic już wobec tego Polska tym ludziom nie jest winna, choć zginęli oni właśnie dlatego – i tylko dlatego – że byli Polakami. Gdybyśmy to my byli wówczas na ich miejscu, to przecież spotkałby nas dokładnie ten sam straszny los. Czyżbyśmy tego mieli życzyć sobie samym, o ile tylko śmiertelny cios zadawano by nam banderowską siekierą? Czy upoważnilibyśmy w związku z tym naszych potomków, by nie dokładali starań w celu napiętnowania sprawców, zorganizowania nam pochówku i ukarania tych, którzy mord na nas usprawiedliwiają bądź relatywizują?

Jednakowoż, gdyby to jeden mędrek z drugim, którzy dziś upierają się, że „teraz nie jest na to czas”, mieli zostać zmasakrowani widłami, siekierami bądź jakimiś tępymi narzędziami, to sprawa nie byłaby już taka prosta. Z pewnością każdy degenerat, który przechodzi do porządku dziennego nad poniewieraniem kości własnych rodaków przez obce państwo, chciałby, by w razie czego to państwo polskie upomniało się o niego. Chciałby też zapewne, by państwo polskie było strukturą, na którą może liczyć w razie takiej czy innej potrzeby.
Tymczasem, aby Rzeczpospolita Polska była taką strukturą, ludzi ją zamieszkujących oraz ją tworzących musi spajać konkretna więź. Wiemy doskonale, że w tym wypadku nie ma alternatywy dla więzi narodowej. Ta ostatnia z kolei nie może istnieć bez gwałconej w przypadku pamięci o zamordowanych Polakach zasady „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.

W związku z powyższym spychanie na margines pamięci o rodakach czy traktowanie tejże pamięci jako „problem” rzekomo mieszający w wielkich geopolitycznych projektach między Bałtykiem a Morzem Czarnym, to podważanie sensu istnienia państwa polskiego jako takiego. Skoro nie można na niego liczyć, to właściwie nie ma sensu, by w ogóle istniało. Może ono co najwyżej tymczasowo funkcjonować, lecz docelowo skończy jako nawóz historii, jako użyteczne narzędzie w rękach starszych i mądrzejszych, ale nie jako struktura powołana przez Polaków i dla Polaków o określonej ciągłości w czasie i przestrzeni. Taka zbiorowość, którą wciąż chcemy nazywać Polakami, sama prosi się więc o to, by miała ona protektora i by rządzono nią z zewnątrz.
Tym samym więc kwestia pamięci o ofiarach Rzezi Wołyńskiej oraz wypełnienia wobec nich naszych zbiorowych zobowiązań jest zarazem zagadnieniem dotykającym suwerenności samej Rzeczypospolitej. Doświadczamy tego wręcz empirycznie, bo przecież pochówki blokuje państwo, którego interesy od dawna mylą się rządzącym Polską z interesami ich własnego kraju. Dlatego też jako naród mamy nie tylko moralny obowiązek, ale także wymierny, namacalny i policzalny interes w tym, by rodakom z Wołynia przywrócić imiona, pamięć, zapewnić pochówek i należytą godność. Bez tego Polska nigdy nie będzie polska.

Zobacz także:

M. Skalski: Ukraina – czy to na pewno nasz bufor od Rosji? [ANALIZA+MAPY+ZDJĘCIA]

Świadek Rzezi Wołyńskiej z apelem do polskich władz, o pomocy Ukrainie i zakłamywaniu historii!

TYLKO U NAS wywiady ze Świadkami ukraińskiego ludobójstwa na Polakach:

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. Rebih mówi

    Pytanie brzmi: ile Polski jest w Polin.
    Analogiczne pytanie mogą zadać Amerykanie, Niemcy czy Ukraińcy (ci ostatni tak chętnie wysyłani na śmierć przez obcy im narodowo rząd Ukrainy).

  2. Hammurabi mówi

    Racja panie Marcinie. Jak widać pomimo stosunkowo młodego wieku podejście do tego tragicznego tematu ma pan bardzo racjonalne.
    Podpisując się pod pańskimi słowami dodam jedynie, że od lat, w sumie od chwili odzyskania niepodległości po sowieckiej „ingerencji” legalizowanej przez świat mocą haniebnego układu teherańskiego przemilczany jest jeszcze jeden, tragiczny i niezwykle bolesny temat, bo o ile na Wołyniu i Ukrainie pozostaje nam „jedynie” odszukiwanie miejsc i zwłok, to pozostaje umożliwianie powrotów do Polski potomkom zesłańców i więźniów rozsianych po całej Rosji i Azji.
    Skoro ci ludzie pomimo nieludzkiego traktowania, szykan, nędzy i wyniszczającej pracy, w trzecim czy czwartym pokoleniu (a nawet dłużej) zachowali polskość w sercach, w mowie i obyczajach są według mnie skarbem i niezrozumiała jest dla mnie „polityka” tego i poprzednich rządów odwlekania w nieskończoność sprowadzenia tych ludzi do Polski.
    Patrząc na to, co wyrabiają dziś „polscy Europejczycy” kręcący się wokół – przepraszam – genitaliów, lewackich idei i utopii energetycznej niczym muchy koło gówna, sprowadzenie tych ludzi byłoby jak zastrzyk normalności!
    Zwłaszcza wobec faktu wpuszczania do Polski i utrzymywania rzesz migrantów z krajów afrykańskich i azjatyckich których jakoś dziwnie szybko ciągle przybywa i tych miliardów utopionych bezpowrotnie w hołubieniu i uprzywilejowywaniu Ukraińców.

  3. Maksio mówi

    Wołyński mord na Polakach nie wziął się z powietrza i żeby zrozumieć motywacje Ukraińców, trzeba poczytać o stosunkach polsko-ukraińskich w II Rzeczypospolitej. Oczywiście nic nie usprawiedliwia bestialstwa i banderowskich metod uśmiercania Polaków. Jednakże mordów dokonywały proste rzesze chłopstwa ukraińskiego, w większości niepiśmienni i biedni, którzy zazdrościli Lachom dobrobytu, a bogatsi i wykształceni zazdrościli Lachom państwowych posad. W całym okresie międzywojennym żaden „nie-Polak” nie piastował funkcji ministra, wojewody, a nawet starosty. Zaskakujące jest to tym bardziej, że w niektórych powiatach na Wołyniu odsetek Ukraińców wynosił blisko 90%. Generalnie mordowała biedota i chamy. Polska biedota i chamy gromili Żydów, z zazdroszci i zawiści. Nie można winić całego ukraińskiego narodu za Wołyń, bo pogromnten był zorganizowany i dowodzony przez nacjonalistyczną, terrorystyczną organizację OUN i UWO. Dlatego nie zgadzam sie z Marcinem Skalskim, który podkreśla „skundlenie części Polaków”. Dziś w obliczu wojny na Ukrainie, to naprawdę nieciekawy czas, żeby ekshumować ofiary rzezi wołyńskiej. Każdy nacjonalizm jest niebezpieczny, bo stawia interesy własnego narodu ponad inne narody. A przecież przed Bogiem wszyscy jesteśmy równi. „Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie – słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże…” DZ 2,9-11 🙂

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.