M. Skalski: Robert Winnicki – narodowy koniunkturalista? [OPINIA]

5

Zaproponowana przez Sławomira Mentzena idea prawyborów na „jedynki” do Sejmu przysługujące jego partii w ramach Konfederacji miałaby dobre zastosowanie dla wszystkich 41 okręgów wyborczych. Niech każdy kandydat na posła z list Konfederacji zostanie zweryfikowany zawczasu przez (pra)wyborców. W końcu dlaczego mielibyśmy głosować na ludzi nieakceptowalnych, ale wyznaczonych arbitralnie przez jakąś Radę Liderów? – pisze Marcin Skalski.

Bo nie ma ugody,
gdzie w jednym kraju żyją dwa żywe narody.
Pragnień nie odejmiesz, ziemi im nie dodasz –
jeden musi ustąpić! – gość albo gospodarz!”
K.H. Rostworowski „Antychryst”

W co gra System

Minął niecały tydzień od wybrania nowego prezesa partii KORWiN, a jej nowy lider został już wytypowany na proroka „antyszuryzmu”, który przeprowadzi Konfederację przez Morze Foliarskie i Ocean Ruskoonucowy. Przykładem tego typu wyrażanych nadziei jest dość odrażający wpis osoby o nazwisku Jakóbik, która najwyraźniej rości sobie prawo do decydowania o dopuszczalności innych obywateli Polski w debacie o przyszłości ich własnego kraju. Doceńmy, że Sławomir Mentzen nie został przynajmniej nakłoniony do obrzezania się albo chociaż do przeprosin za Jedwabne, więc może doceni on łaskawość jakóbikowego sanhedrynu i zagra w jego grę.

Rzecz jasna, Sławomir Mentzen miałby tu spełnić rolę pożytecznego idioty Systemu, a więc wyjałowić swoje partie z wszelkich „kontrowersyjnych” treści, pozbyć się ludzi dla tegoż Systemu niewygodnych, a potem iść precz ze swoimi wolnorynkowymi poglądami. Przypomnijmy przy tym, że to właśnie pod przewodnictwem ultra-kontrowersyjnego Janusza Korwina-Mikkego partia KORWiN zachowała – jak stwierdził na jej kongresie sam Sławomir Mentzen – zdolność do samodzielnego dostania się do Sejmu jako jedyna część składowa Konfederacji. Wniosek z tego płynie prosty – jeśli ktoś naprawdę popierał wolnorynkowy i libertariański przekaz Korwina, to oddawał na niego głos pomimo wygłaszanych przezeń tez dotyczących Hitlera, niepełnosprawnych czy kobiet. Kontrowersja zaś była skuteczną, jak się okazało, metodą JKM na obecność w debacie publicznej i rozpoznawalność.

Postnaród polski

Co więcej, otwartość Mentzena na ukraińskich imigrantów pod pretekstem ich „bliskości kulturowej” to żadne novum. Mentzen nie kłamie, gdy twierdzi, że ma taki pogląd od dawna. W debacie przedwyborczej 30 września 2019 roku ówczesny jeszcze wiceprezes partii KORWiN powiedział, iż Ukraińcom „należy dalej pozwolić mieszkać w Polsce”, zaś Konfederacja jest przeciwna imigracji jedynie z krajów odległych kulturowo, do których Ukraina jakoby się nie zalicza. „Na razie Ukraińcy w Polsce nie stwarzają żadnych problemów” – dodał Mentzen. „Obowiązuje nas program Konfederacji, a nie Ruchu Narodowego” – odrzekł polityk na uwagę dziennikarza, iż koalicyjny Ruch Narodowy w swoim programie opowiada się przeciwko masowej imigracji do Polski.

CZYTAJ NA KRESY.PL: Ukraińcy – czy na pewno bliscy kulturowo?

Wydaje się, że Sławomir Mentzen po prostu nie ma wiedzy na temat prawdziwości tezy o „bliskości kulturowej” Polaków i Ukraińców, która została zresztą obalona przez wyniki badań naukowych. Dziwić może również niedawno postawiona przez Mentzena teza, jakoby Polacy mieli potencjał na spolonizowanie kilku milionów Ukraińców, którzy napłynęli do naszego kraju w tak krótkim czasie. Jest to prognoza błędna i nie mająca żadnych podstaw.

Polacy – naród, który aktualnie sprzedałby własny kraj za paczkę fajek, ale nie zrobi tego, bo sprzedał go już wcześniej za paciorki biurokratom z Brukseli, byle tylko czuć się „Europejczykami”. Dziś zresztą wyzbywa się on resztek swej suwerenności, mimo że Bruksela przestała już nawet te paciorki dawać.

Naród, który za bezcen oddaje Ukraińcom swoje wypracowywane przez dekady zasoby, za co nie próbuje nawet postawić jakichkolwiek warunków, na czele z godnym pochówkiem pomordowanych na Wołyniu rodaków.

Cynicznie przy tym wybrzmiewa rytualne polskie oburzenie na „Putina-zbrodniarza”, ponieważ sami Polacy mają w dupie własne ofiary o wiele gorszych niż Putin rzeźników z UPA, co dowodzi, że nad Wisłą mało kogo już interesuje obiektywna Prawda czy narodowy honor. Nasi przodkowie, którzy potrafili asymilować obcoplemieńców atrakcyjną kulturą i dumą z bycia Polakami, przewracają się teraz w grobach.

Zresztą, Polacy to dziś naród, spośród którego wielu wydrapałoby oczy tym współrodakom, którzy uważają zakaz ekshumacji na Wołyniu za warunek konieczny dobrych stosunków z Ukrainą. Jest to naród, który w imię interesu Ukrainy daje się podpuszczać każdemu pro-wojennemu szarlatanowi, nawet jeśli doprowadzi to do grzyba atomowego nad Polską.

CZYTAJ TEŻ: Zabijanie Grzegorza Brauna

I z czymś takim mają się asymilować Ukraińcy? Wolne żarty. Gdyby polskość zależała wyłącznie od wolnego wyboru, to większość zbieraniny, jaką tworzą dziś Polacy, nigdy by nie zgłosiła akcesu do własnego narodu. Zresztą, chyba nie po to Polska nakręcała tę całą awanturę od czasu Majdanu, żeby ukraińska tożsamość nie była dość silna i poddawała się wpływom obcych? Przecież dla tego uświęconego celu zaakceptowaliśmy kult Bandery, bo przecież ten jest antyrosyjski, a więc służy wspólnej polsko-ukraińskiej sprawie. Lada chwila w Polsce Bandera będzie miał pomniki i polska gawiedź zaaprobuje to bez mrugnięcia okiem.

Nie oszukujmy się. Tacy są dziś w większości Polacy. Dlatego nie będzie żadnej polonizacji Ukraińców, bo nikt tego nie będzie nawet od przyszłych współgospodarzy Polski wymagał.

ODSŁUCHAJ: Ukraińcy będą współgospodarzami Polski

Ja mam problem z samym terminem ‘ukrainizacja’

Z uwagi na powyższy, tragicznie prawdziwy obraz polskiego społeczeństwa, poważny polityk, któremu leży na sercu dobro Ojczyzny, powinien wyznaczyć sobie za główny cel zmianę postaw własnych rodaków. Od razu trzeba zaznaczyć, że jeśli ktoś ma zbyt cienką skórę i obawia się epitetów „ruskoonucowych”, to powinien sobie z miejsca odpuścić. Polityk taki musi być gotowy nawet na zaryzykowanie utraty miejsca w Sejmie, by także poza parlamentem wyczekiwać na moment, gdy spełnią się jego prognozy. Wówczas może wypłacić sobie polityczną dywidendę za stałość poglądów.

Polska to naprawdę wielka i cenna rzecz, dlatego przywrócenie jej chwały musi kosztować. Kandydat na męża stanu powinien mieć tego pełną świadomość.

– Mówimy jasno i zdecydowanie “stop” masowej imigracji, “stop” ukrainizacji polskich miast, “stop” napływowi Hindusów, muzułmanów, który jest szczególnie obecny i widoczny w Warszawie – mówił Robert Winnicki przed wyborami samorządowymi we wrześniu 2018 roku. Wówczas szef Ruchu Narodowego nie miał żadnego problemu z terminem „ukrainizacja”.

Dziś, gdy okazało się, że termin ten wzbudza – uzasadnione, skądinąd – kontrowersje, Winnicki tchórzliwie wycofuje się rakiem i to pod absurdalnym pretekstem:

„Ja mam problem z samym terminem ‘ukrainizacja’, bo to się trochę kojarzy z germanizacją i z rusyfikacją, które były działaniami państw zaborczych” – mówił Winnicki na początku bieżącego miesiąca (październik 2022) w wywiadzie dla kanału Sommer. Według Winnickiego, mamy do czynienia z polityką państwa polskiego, która „jest szersza, niż problem ukraiński”.

I tak, gdy podmiana populacji Polski stała się jeszcze bardziej zauważalnym problemem, niż była we wrześniu 2018 roku, Winnicki zaczął mieć nagle „problem” z samym terminem ‘ukrainizacja’.

Nieżyczliwy powie, że uzasadnienie podane przez Winnickiego jest ewidentnie fałszywe, bo gdyby było autentyczne, to nie stosowałby tego terminu jeszcze 4 lata temu, gdy rozmiary ukrainizacji były o wiele mniejsze. Nieprzychylny Winnickiemu mógłby go oskarżyć, że mataczy on zatem, nie podając prawdziwej przyczyny, dla której od terminu ‘ukrainizacja’ się obecnie odżegnuje. Uprawnione jest wobec tego stwierdzenie, że obecny jeszcze szef Ruchu Narodowego nie jest szczery z opinią publiczną, ponieważ wcale nie ma on problemów z terminem ‘ukrainizacja’, gdyż sam go publicznie stosował. Nie stosuje go więc teraz z zupełnie innych powodów.

Panie Sławku, Pan się nie boi…”

Tymczasem, na profilu Krzysztofa Bosaka pojawiła się (w formie podanego dalej wpisu red. Mateusza Pławskiego z portalu Kresy.pl) polemika z tezami Sławomira Mentzena:

CZYTAJ: Wielka gra Krzysztofa Bosaka

Sapienti sat. Nic dodać, nic ująć. Przytomnie skomentowała również poczynania zmierzające do odsiewu „szurów” wśród korwinistycznych szeregów Marta Markowska, która przeprowadzała z Robertem Winnickim wspomniany wywiad. Jej uwagi mogą się zresztą tyczyć także tych „narodowych” politykierów, którym nagle zaczął przeszkadzać termin ‘ukrainizacja’, mimo że sami go jeszcze niedawno stosowali:

Uwagę zwraca również wpis użytkowniczki „Narodowa Marta”, która wykazała, że nawet z korwinistyczno-libertariańskiego punktu widzenia napływ Ukraińców („Ukrów” – sic!) jest czymś niedopuszczalnym, albowiem towarzyszy mu rozdęcie wydatków socjalnych na ich rzecz.

Bardzo przytomne uwagi o bezcelowości kursu na „deszuryzację” przedstawili również internauci „Marek Bartłomiej” oraz „PanBrat”. Ich rozumowanie jest jak najbardziej właściwe – wymuszanie odcinania się od Grzegorza Brauna ma tak naprawdę na celu zniszczenie Konfederacji jako takiej. Co ciekawe, drugi z internautów zauważył obok Korwina także pozytywną postawę Krzysztofa Bosaka w tym temacie, mimo że ten zazwyczaj stroni od radykalnych sądów:

Na ubitej ziemi

Wydaje się, że najbardziej przytomną propozycję wyjścia z impasu zgłosił niejaki Łukasz Widomski. Komentując wpis Grzegorza Brauna o akcji #StopUkrainizacjiPolski, zaproponował on debatę między przedstawicielami poszczególnych części Konfederacji, co wydaje się bardzo dobrym pomysłem:

Debata na ubitej ziemi, pojedynek na argumenty – czy właśnie czymś takim nie powinna być Konfederacja, a więc forum otwartej wymiany poglądów, w razie gdyby następowały istotne różnice wewnątrz samego ugrupowania? Byłoby to nie tylko dobre widowisko polityczne, ale też wprowadzenie dobrego i służącego debacie publicznej standardu. Tym bardziej, że przedstawiciele tej samej koalicyjnej formacji nie skoczą sobie przecież do gardeł. Niech „szury” i „antyszury” zetrą się ze sobą na argumenty i niech spory tego typu nie będą załatwiane pod dyktando sił Systemu.

Wracając do (anty)bohatera niniejszego tekstu, to można się, rzecz jasna, nie zgadzać z opinią o tym, iż jego postawa wobec problemu ukrainizacji Polski dowiodła, że jest on koniunkturalistą. Niemniej, tego typu wątpliwości pokazują, że zaproponowana przez Sławomira Mentzena idea prawyborów na „jedynki” do Sejmu przysługujące jego partii w ramach Konfederacji (albowiem: Conventio omnis intellegitur rebus sic stantibus) miałaby dobre zastosowanie dla wszystkich 41 okręgów wyborczych. Niech każdy kandydat na posła z list Konfederacji zostanie skonfrontowany w kampanii przedwyborczej ze swoimi wcześniejszymi wypowiedziami i decyzjami oraz zweryfikowany zawczasu przez (pra)wyborców. W końcu dlaczego mielibyśmy głosować na ludzi nieakceptowalnych, ale wyznaczonych arbitralnie przez jakąś Radę Liderów?

Przeczytaj także:

M. Skalski: Czy Konfederacja się rozpadnie? [ANALIZA POLITYCZNA]

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. z-k mówi

    Okazało się, że to spryciarze już przy głosowaniu ustawy o złożach bo widać było, że ustawiają się przy półce z konfiturami a teraz przy zorganizowanej przez szachrajów migracji rezuno-chachłów do Polski nawet nie ukrywają swojego zaprzaństwa. Jedynie pan Grzegorz Braun na kolaborację z żydobolszewią nie poszedł

  2. brakuje umiaru mówi

    To nawet nie krytyka Polaków, ale obrażanie! Mam wrażenie, że w tym tekście słowo naród, Polacy powinien być zamieniony na rząd. Spisek zawiązany przy okrągłym stole zbiera swoje żniwo: od zniszczenia szkolnictwa po gospodarkę, prawo i politykę. Wszystko, do dziś polane kłamstwem, zdradą i sabotażem. Kopanie Polaków za zdradę klik politycznych i za ich niszczycielskie działanie do niczego dobrego nie doprowadzi. To ciąg dalszy polityki wstydu? Artykuł napisał ten co nie wydrapuje Polakom oczu..

  3. W K mówi

    Pocieszenie jest takie, jak uczy historia, że V Kolumna wymorduje ich w pierwszej kolejności.

  4. Polonia Restituta mówi

    Uważam, że pan Braun też niestety stoi okrakiem między “deukrainizacją” a jakimiś resztkami political correctness. Dokument, który przygotowało tzw. grono ekspertów, jest skądinąd bardzo cenny, ale dotyka w sumie tylko spraw czysto legislacyjnych, które dla przeciętnego zjadacza chleba – właśnie takiego, o jakim Pan pisze, Panie Marcinie – nie stanowi żadnej wartości.

    To jest cały czas postawa defensywna, która oscyluje wokół stwierdzenia “my nie mamy nic przeciwko nikomu”. I w tym momencie okazuje się, że cały misterny plan, całe to zaangażowanie wielu naprawdę przytomnych jednostek jest jak wołanie o pomoc na pustyni. Co z tego, że na kartce papieru zapiszemy, że w krainie U przestępczość, prostytucja czy uzależnienie od używek jest x razy większe? Przecież doskonale wiemy, że dopóki Polak sam nie dostanie po głowie, to żadnego zagrożenia nie widzi. Straszyć go cyferkami z jakiegoś raportu to jak mówić do ślepego – “ja ci pokażę”…

    Wszelkie analizy dla głupolaków muszą uderzać w te nuty, które im samym wyznaczają rytm codziennego życia. Trzeba pokazać butę i bezczelność naszych “nieproszonych gości”. Piętnować każde niewłaściwe zachowanie, libacje alkoholowe, czy nawet darmowe wakacje na nasz koszt. Pan Braun podkreśla, że do mieszkańców krainy U nic nie ma. A ja właśnie mam. Mam pretensje o to, że roszcząc sobie aspiracje do bycia najwspanialszym narodem świata, tylko ciągle uciemiężonym, w chwili prawdziwej próby uciekli jak szczury i zostawili kraj na pastwę losu. (nie piszę, że na pastwę Rosji, bo wiadomo, kto za sznurki pociąga). Przyjechali do nas w większości ci, którzy wojnę widzieli w tv lub w “internetach”. Argumenty o rzekomym zawłaszczaniu przestrzeni publicznej dla barw niepolskich to tez jakiś żart. Zgadzam się, tak właśnie jest, ale nie to jest największym problemem. Problemem są te indyferentne masy, którym jest wszystko jedno i które zaakceptują gówno w papierku, byle tylko mieć “święty spokój”. Takich ludzi z letargu obudzić może albo solidny kopniak w tyłek, albo codzienne, żmudne pokazywanie im prawdziwych historii “uchodźców” a nie paru rozwalonych domów gdzieś na peryferiach Europy, które to domy notabene przed wojną wcale lepiej nie wyglądały.

    Inicjatywa Pana Brauna jest potrzebna, ale uderza w niewłaściwy werbel. Do głupolaków dotrze jedynie jego echo, skutecznie zagłuszane przez krzyk klauna w roli prezydenta, który mieni się forpocztą obrony cywilizacji zachodniej. Czy może być dla nas coś gorszego?

  5. Wladca mówi

    Caly Problem wynika,Tak Jak juz wspomnial pan Korwin Mikke z wad ustroju demokratycznego.
    Bedac krolestwem Polska nie miala zadnego Problemu byc Panstwem wielonarodowym.
    Obce narody,jak i wlasny to nie obywatele,Lecz poddani.Poddanymi rzadzi Wladca a nie jakis Sejm. A jak mowia Niemcy „Erziehung ist alles“
    Wychowanie jest wszystkim.Do tego Trzeba miec jeszcze autorytet,a tego na razie w Polsce nie widze.Sejm Ma tylko role doradcza a rzadzi Wladca.Jezeli Polacy Chca miec burdel w kraju,to niech wybieraja demokracje.W Polsce ustroj ten,a jeszcze sterowany z zagranicy(UE),gdzie siedza ludzie,ktorzy w kraju swoim niczego nie osiagneli,miernoty rzadzone przez wrogow Polski i zydow,do niczego nie doprowadzi,tylko do karastrofy .

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.