M. Skalski: Przynajmniej bomby nie spadają

Wołodymyr Zełenski/fot. screen
7

Nie ma szczęścia nasza bratnia Ukraina. Mimo, że o rosyjskiej winie za rakietę zadającą śmierć dwóm obywatelom Rzeczypospolitej media w Polsce były przekonane, zanim tę w ogóle wystrzelono, to alert wojenny został odwołany przez Najwyższą Instancję zza Oceanu. Nie wiadomo zresztą, czy to w końcu dobrze, czy niedobrze, bo przecież ruski atak potwierdziłby słuszność hasła „Kijów, Warszawa – wspólna sprawa”. A tak pozostało się jedynie grzecznie posłuchać Najwyższej Instancji i odwołać szykowaną powszechną mobilizację mięsa armatniego „wspólnej sprawy”. Cóż, może uda się następnym razem i kolejna rakieta znów „zabłądzi” gdzieś na wschodnich kresach obecnej RP.

Tymczasem władze Ukrainy nie dowierzają NATO, Amerykanom ani nawet Polsce, domagając się niezwłocznego uczestnictwa w śledztwie w Przewodowie. Jak nic, podważają zaufanie do polskiego rządu, do USA i do NATO, przed czym – jako przykładem ruskiej dezinformacji – przestrzegał niedawno minister Stanisław Żaryn oraz rozmaici „fakt-czekiści”. Przy czym, wówczas ruskim pudłem rezonującym propagandę był doktor Leszek Sykulski, a dziś najwyraźniej ruskiej propagandzie sprzyja sam rząd ukraiński. Ciężko już się w tym wszystkim połapać, ale takie uroki wojny prowadzonej zza monitora.

Sprawa może okazać się jeszcze bardziej skomplikowana, bo poszczególne elementy „rakiety rosyjskiej produkcji” (niczym „obozy koncentracyjne w Polsce”, niby też prawda) mogły się gdzieś rozpierzchnąć albo zostać zwinięte przez CIA i nie uda się już na nich znaleźć autografu Władimira Putina. A to, nie da się ukryć, trochę krzyżuje Ukraińcom szyki.

Rzecz jasna, gdy rakieta okazała się tą słuszną, a więc ukraińską, to wszyscy odetchnęli z ulgą. „Nie ma co się dąsać” – ogłasza z kolei red. Michał Szułdrzyński na łamach „Rzeczypospolitej”. Ma rację, bo gdy na Polskę spada ukraińska rakieta (choć „rosyjskiej produkcji”), to przecież żyje się dalej.

Z ulgą mogą odetchnąć także internetowi przeciwnicy Rosji w Polsce, gdyż Najwyższa Instancja mimo wszystko pozwoliła polskiemu rządowi ogłosić kontrowersyjny do niedawna pogląd, że dwóch naszych obywateli zabiła bratnia Ukraina, a nie ruskie orki. Można przeto zrzucić winę na kremlowski Mordor, wszak to on rozpoczął wojnę, ale szykować się w kamasze już nie trzeba. Walkę z ruskimi można więc bezpiecznie kontynuować w Internecie.

W związku z tym wezwanie do polskiego MSZ ambasadora Rosji powinno w zupełności wystarczyć. Nie wiadomo wprawdzie, po co do ministerstwa został wezwany dyplomata państwa, które rakiety akurat nie wystrzeliło, ale może to właśnie ambasador Andriejew miał złożyć autograf na jej szczątkach, co by nie musiał się fatygować sam Władimir Putin. Tak się jednak nie stało, więc Rosja jest winna, ale tylko trochę, więc obejdzie się też bez uruchamiania artykułu 5. traktatu o NATO.

O odpowiedzialności ruskich barbarzyńców przekonany jest niezmiennie Kijów, który na wspomnianą ewentualność ostrzył już sobie zęby. Rakieta jeszcze leciała, a na Ukrainie już wtedy byli pewni, że to pocisk ruski, co spełniłoby marzenie żywione nad Dnieprem od początku wojny, by tę rozszerzyć na któreś z państw NATO. Kibicowały w tym kraje bałtyckie, które zadeklarowały pełną pomoc Polsce, najwyraźniej chcąc podzielić jej ewentualny los, którego doświadczają obecnie Ukraińcy. Kto zresztą wie, może prezydent Zełenski miał już dla nas gotowe kondolencje, gdyby mimo wszystko został uruchomiony artykuł 5. traktatu o NATO. Na pewno wygłosiłby też piękne przemówienie w języku polskim, które zrekompensowałoby nam kolejne ofiary.

Tak się jednak nie stało i alert został odwołany, a wszelkie nawoływanie do wojny zostało ogłoszone przez sam rząd warszawski jako podżeganie do głupich kroków, a to – jak wiadomo – byłoby na rękę Putinowi. Stawia to trochę w głupiej sytuacji „ekspertów ds. wojskowości” oraz tych obiektywnych dziennikarzy, którzy informacje o ruskiej winie mieli zapewne z pierwszej ręki od swych ukraińskich przyjaciół od „wspólnej sprawy”. A tym, co oczywiste, nie dowierzać mogą tylko wiadomo jakie onuce.

Okazało się jednak, że onucami są także Amerykanie, NATO oraz rząd Polski, który z dwojga złego chyba chciałby teraz, by rakieta była ruska naprawdę, a nie tylko według Kijowa. Głupio się bowiem tłumaczyć bratniej Ukrainie, że się jej nie dowierza i że jej prawda nie znajduje uznania po drugiej stronie.  Ukraińcom nie wystarczy przy tym, że choć rakietę zidentyfikowano jako ich własną, to wina leży po stronie Rosji – „bez względu na to, kto wystrzelił rakietę”. Ukraińskie rakiety mogą więc spadać na Polskę i zabijać jej obywateli, bo winny i tak jest jeden, choć optyka ta nie zadowala Kijowa i mimo wszystko koniecznie chce on uczestniczyć u nas w śledztwie.

Tymczasem my się niczym przejmować nie musimy. Wiadomo przecież, że każda spadająca na Polskę ukraińska rakieta to o jedna spadająca na Polskę mniej rakieta ruska. Jeśli więc Ukraińcy walczą o to, by na Polskę nie spadały bomby, to od razu należy uściślać, o czyje konkretnie bomby chodzi.

Zobacz też:

M. Skalski: Stepan Bandera bohaterem Polski

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. Ewa-Maria mówi

    Nie chcę i nie życzę sobie aby Ukrów obchodził los mojej Ojczyzny. Oni gdyby mogli to po raz drugi powtórzyli by Wołyń. W końcu uznali Bandere za bohatera swojego.

  2. Rebih mówi

    Ależ to nie jest pierwszy tego typu przypadek. Ukraiński dron sowieckiej jeszcze produkcji przeleciał przez całe Węgry i spadł w Chorwacji wywołują eksplozję. Ze względu na zasięg lotu tego typu dronów, jkest wykluczone, by był od wysłany przez Rosjan.
    To samo z zaminowaniem Odessy. Ukraińcy tak zaminowali port, by miny urywały się i dryfowały w kierunku portów Rumuńskich.
    I muszę przyznać, że w tej sprawie całkowicie rozumiem Zelenskiego. Amerykanie podsycali banderyzm na Ukrainie, wywołali zamach stanu, a gdy Ukraina w wyniku tych podżegań (masakra odeska) utraciła Krym, dalej ich podburzali obiecując, że jakby co, to wicie-rozumicie my wam pomożemy lać ruskich.
    A teraz Amerykanie – jak zawsze umywają ręce i mówią do tych, którzy dali im sie podpuścić: radźcie sobie.
    Anglosasi zawsze tak postepują.
    Za chwilę część bardziej rozumnych, bardziej zrusyfikowanych Ukraińców przejrzy na oczy i Zelenski może osobiście doświadczyć tego, czego obecnie doświadczają ofiary ukraińskiego ludobójstwa w Chersoniu.

  3. DJ44 mówi

    Nie chca darmowego lokum to nie spierdalaą spać na ulicy

  4. zagłoba sum mówi

    Mam wrazenie, ze ten krwawy, zydowski klaun z Kijowa jest na odstrzał… Nawet judeoafroamerykanie mają go dość…

  5. AMBROGIO mówi

    Towarzysze z PO & PiS !
    Uważam , że należy wam
    dedykować wiersz ” Chłop
    i żmija ” – A. Mickiewicza .
    A ma to związek z waszą
    szaleńczą , starczą miłością do Ukrafaszystów …
    Ukraina to żmija !

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.