M. Skalski: Jak Konfederacja może uratować swoją jedność

marsz i pikieta "Stop Ukrainizacji Polski"
12

Jeśli Konfederacja przetrwa, to będzie to głównie zasługa „prorosyjskich” Korwina i Brauna – pisze Marcin Skalski.

Już jutro o godzinie 13.00 rozpoczyna się w Warszawie marsz „Stop ukrainizacji Polski” organizowany przez partię Grzegorza Brauna Konfederacja Korony Polskiej („Koronę”). Nie będzie na nim liderów Ruchu Narodowego, którzy konsekwentnie udają, że akcja #StopUkrainizacjiPolski nie istnieje. Wobec tego w kluczowym dla konserwatywnego czy narodowego wyborcy punkcie nie zachodzi współdziałanie między dwoma podmiotami koalicyjnej Konfederacji Wolność i Niepodległość.

Absencja Ruchu Narodowego jest o tyle dotkliwa dla wizerunku całości Konfederacji, że zarzucono jeden z postulatów, który mógłby być autentycznie jednoczącym, nadającym koalicyjnej Konfederacji ideową tożsamość. Warto pamiętać, że na ugrupowanie składające się początkowo z trzech podmiotów – „Korony” Grzegorza Brauna, Ruchu Narodowego i partii KORWiN – powstało jako partia protestu, jako czerwona kartka pokazana dotychczasowym uczestnikom parlamentarnej sceny politycznej.

Tożsamość Konfederacji, w której różnice między poszczególnymi członami ucierano, zawierała się w słynnej „piątce Mentzena”. „Nie chcemy Żydów, homoseksualistów, aborcji, podatków i Unii Europejskiej” – mówił wiceprezes partii KORWiN. Nie jest skądinąd tajemnicą, że ten obiecujący polityk zostanie po kongresie korwinistów liderem całego ugrupowania, zastępując tym samym Janusza Korwina-Mikke. Zresztą, wywód Mentzena na temat tego, jakimi prawami rządzi się polityka, jakimi przesłankami kierują się wyborcy, świadczy o tym, że bardzo dobrze rozumie on, na jakie dźwignie należy naciskać. Wyborcy kierują się bowiem emocjami, mają dość nieskomplikowane identyfikacje, często występują przeciw czemuś, niż za czymś i właśnie przeciwko czemuś łatwiej ich zmobilizować. Ugrupowanie bez zauważalnego dla przeciętnego człowieka elementu, który definiowałby, o co właściwie danej partii w polityce chodzi, nie ma racji bytu w ustroju demokratycznym. Dlatego – jak celnie zauważył Mentzen – skuteczniejsze politycznie jest mówienie o Żydach, którzy przyjdą i założą Polakom chomąto, niż o niskich podatkach.

Prawie nikt już tymczasem nie pamięta, że Konfederacja przed wybuchem wojny na Ukrainie była ugrupowaniem protestu przeciwko – nierzadko kuriozalnym – obostrzeniom przeciwpandemicznym, przeciwko przymusowi szczepień na COVID-19, występując tym samym w obronie przedsiębiorców i swobody działalności gospodarczej. W kulminacyjnym momencie partia stała się czymś w rodzaju fan klubu przedsiębiorców i dla liberalnego w dużej mierze elektoratu nie miało znaczenia, czy chociażby Ruch Narodowy i jego liderzy faktycznie są przedsiębiorcami i szczerymi liberałami gospodarczymi. Co więcej, liderzy RN-u dostroili swój przekaz do oczekiwań konfederackiego elektoratu. Znikły gdzieś postulaty protekcjonizmu gospodarczego, na dalszy plan odeszły postulaty związane z ograniczeniem imigracji zarobkowej, szczególnie tej ukraińskiej. Wszak tania siła robocza dla wielu „przedsiębiorców” jest sposobem na dorobienie się fortuny relatywnie niskim kosztem. Ruch Narodowy nie mógł więc robić wyłomu w liberalnym przekazie, poświęcając w ten sposób część swojego programu na rzecz jedności Konfederacji i jednolitości wspólnej dla ugrupowania retoryki („narracji”).

Z punktu widzenia doraźnego pragmatyzmu politycznego była to taktyka skuteczna, choć na dłuższą metę iluzja o możliwości pogodzenia podzielanej przez RN nauki społecznej Kościoła i liberalizmu gospodarczego jest szkodliwa. Nie oceniamy przy tym, czy ktoś zdradził swoje ideały czy nie, ponieważ skupiamy się jedynie na skuteczności politycznej. Do pewnego momentu na tym polu Konfederacja odnosiła zresztą sukcesy, nie bezpodstawnie celując w wynik dwucyfrowy w najbliższych wyborach.

Tymczasem, wbrew PiS-owskiej i nie tylko PiS-owskiej propagandzie o „prorosyjskości” Konfederacji szyki tej partii pokrzyżował sam Władimir Putin, który rzekomo ma trzymać za nią kciuki. Decyzja o rozpoczęciu działań zbrojnych na Ukrainie anulowała dotychczasową hierarchię ważności sporów i priorytetów dla polskiego wyborcy. COVID-19 „zniknął” zresztą także oficjalnie, przestano podawać dzienną liczbę zakażeń, zniknęły obostrzenia, maseczki. Był COVID, nie ma COVID-a.

Stosunek do skutków wybuchu wojny na Ukrainie i powinności państwa polskiego wobec własnych obywateli w zaistniałej sytuacji stał się wiodącym tematem, który budził zainteresowanie wyborców. Nie trzeba dodawać, że przypinanie ukraińskich wstążek czy sekundowanie całkowicie sympatyzującej z Ukrainą propagandzie było czymś zupełnie przeciwnym, niż oczekiwania elektoratu. A dla polityka nie ma nic gorszego, niż osierocenie elektoratu w kluczowych momentach i tematach.

I tak, drogi Ruchu Narodowego i Grzegorza Brauna oraz Janusza Korwina-Mikke się rozeszły. RN robił coś zupełnie odwrotnego, niż Grzegorz Braun i JKM. Znowuż – nie oceniamy, co było moralnie słuszne, a co niesłuszne. Fakty są jednak takie, że w kluczowym temacie przestał istnieć jednolity przekaz Konfederacji – taki, jaki istniał chociażby przy okazji pandemii.

Co bowiem popiera właściwie wyborca, który oddaje głos na Konfederację? Popieranie Ukrainy i ponoszenie kosztów jej wsparcia czy wręcz przeciwnie? Napływ uchodźców, przytulanie Ukrainek (vide Robert Winnicki) czy przeciwdziałanie ukrainizacji (vide Grzegorz Braun)? Łykanie ukraińskiej propagandy wojennej (vide Kulesza, Dziambor czy Krystian Kamiński) czy też dystans wobec niej (vide JKM)? „Dziś wszyscy jesteśmy na wojnie. Uczestnicząc w debacie publicznej na temat wojny sami bierzemy udział w wojnie informacyjnej po jednej lub po drugiej stronie […] Jeśli podnosimy teraz historyczne spory pomiędzy narodem polskim i tylko ukraińskim – stajemy po rosyjskiej stronie konfliktu” – napisał Jakub Kulesza.

Nie trzeba być szczególnie spostrzegawczym, by zauważyć, że powyższe podejście jest całkowicie nie do przyjęcia dla znaczącej części wyborców Konfederacji. Zresztą, nawet gdyby było inaczej, to podejście zupełnie przeciwne prezentuje Janusz Korwin-Mikke, ale też jego przyszły następca Sławomir Mentzen. Ten ostatni wyśmiał wręcz „partię Wyspy Węży” w osobach Kuleszy, Dziambora i Sośnierza, którzy niedługo po wybuchu wojny założyli partię o nazwie Wolnościowcy, by tworzyć „czwartą nogę Konfederacji”.

Rzecz jasna, powyższy krok jest albo niezauważony i cała trójka nadal odgrywa rolę „korwinistów” w oczach elektoratu, albo też dla niego niezrozumiały. Korwinizm bez Korwina nie może się udać i nie ma racji bytu – przypomnijmy sobie słuszne spostrzeżenia Mentzena o tym, że wyborcy kierują się głównie emocjami. Korwin budzi skrajną niechęć i nieufność u większości społeczeństwa, w dużej mierze na własne życzenie zresztą, ale też dzięki „Jego Ekscelencji Putinowi”, „miękkiej pedofilii”, teoriach o niepełnosprawnych oraz o roli kobiet znajduje grono wyznawców. Dzieje się tak właśnie dlatego, że budzi on emocje, co z kolei sprzyja budowaniu wrażenia, iż jest on postacią charyzmatyczną. Natomiast partia Wolnościowcy popiera po prostu wolny rynek i właściwie tyle o niej wiadomo. Równie dobrze więc jej liderem mógłby być Robert Gwiazdowski czy jakiś inny liberał wyciągnięty z niebytu.

W przypadku Grzegorza Brauna natomiast mamy do czynienia z podobnym mechanizmem, choć oczywiście przedmiot kontrowersji jest zupełnie odmienny. Nie mniej od Korwina charyzmatycznemu Grzegorzowi Braunowi długo brakowało jednak jakiegoś społecznie nośnego tematu. Takim nie są bowiem dywagacje o restytucji monarchii czy też geopolitycznych skutkach objawień w Gietrzwałdzie. Tym samym sprzeciw wobec ukrainizacji Polski, o ile zostanie umiejętnie pokierowany, to dla Grzegorza Brauna niemała szansa na suwerenność polityczną.

Obraz Konfederacji, jaki wyłania się po wybuchu wojny na Ukrainie, to ugrupowanie, które nie mówi jednym głosem w żadnej istotnej aktualnie dla społeczeństwa sprawie. Chodzi tu bowiem o coś więcej, niż różnice wobec tego, co miało miejsce na słynnej już Wyspie Węży, gdy Korwin – mający od początku rację – od początku zdystansował się od przekazów ukraińskich, a większość pozostałych posłów Konfederacji za wszelką cenę chciała się odciąć od etykiety „prorosyjskich”. Dość dodać, że nowy od października prezes partii KORWiN Sławomir Mentzen uznaje wspieranie “partii Wyspy Węży” (czyli Wolnościowców) za casus belli. W imię czego, co byłoby dla wyborców zrozumiałe, miałaby trwać koalicja korwinistów-mentzenistów z własnymi rozłamowcami? Tym argumentem nie jest przecież wspólna chęć dostania się do Sejmu, bowiem taka postawa jest postrzegana przez elektorat jako chęć załapania się na „stołek” i dietę poselską, a więc jako coś dyskwalifikującego. Oznacza to, że w danej konfiguracji partia nie ma żadnego pomysłu na siebie ani oferty dla wyborców.

Tymczasem, jak pokazuje chociażby frekwencja na wydarzeniach „piwo z Mentzenem” w całej Polsce, pomysł na siebie ma nowy już niedługo prezes partii KORWiN. Wzbudza on emocje, ludzie chcą go słuchać albo po prostu zobaczyć na żywo, do pełni szczęścia brakuje mu tylko odziedziczenia szyldu „szefa wszystkich szefów” wśród gospodarczych liberałów. A z innej ręki, niż od JKM-a, nie da się przecież takiego szyldu otrzymać (patrz: wątek o charyzmie JKM). Wkrótce Mentzen będzie miał i to.

Z kolei Grzegorz Braun dzieli swą polityczną uwagę między manifestowaniem swojej bytności w polityce jako część koalicyjnej i niepodzielnej (czyżby?) Konfederacji a udzielaniem się jako lider akcji „Stop ukrainizacji Polski”. Tymczasem, to drugie jest siłą rzeczy manifestacją braku jedności w Konfederacji, a przynajmniej po narodowo-konserwatywnej stronie. Jeśli w tak kluczowej kwestii Ruch Narodowy nie jest w stanie mówić jednym głosem z Grzegorzem Braunem, to co właściwie łączy różne ugrupowania, które tworzą Konfederację? Czemu partia Wolnościowcy ma startować do wyborców razem z korwinistami-mentzenistami, skoro ledwo co się od niej odłączyła? Wśród Konfederacji nie ma jednomyślności względem polskiego zaangażowania na Ukrainie, pożądanej postawy państwa polskiego wobec stron wojujących, jak i wobec podmiany populacji w Polsce na rzecz Ukraińców. Na co właściwie zagłosuje więc wyborca Konfederacji?

Wniosek z powyższego jest taki, że to nie Korwin z Grzegorzem Braunem ciągną Konfederację na dno, ale przeciwnie – to niewyraziści, zmienni, „letni” i podatni na presję medialnej propagandy posłowie ciągną na dno projekty Korwina, Mentzena i Grzegorza Brauna, które miałyby widoki na sukces. „Jeśli chodzi o Konfederację [jako koalicjanta PiS-u – przyp. M.S.], to cóż… z Braunem i Korwin-Mikke na pewno nie. Z tymi prorosyjskimi na pewno nie” – mówił Jarosław Kaczyński na początku września. Lider PiS nie mylił się – Ruch Narodowy czy politycy „partii Wyspy Węży” zatracili po 24 lutego swą tożsamość na tyle, że byliby strawni dla elektoratu PiS-u.

Zarazem niech Czytelnicy sami ocenią, czy Bosak, Winnicki, Kulesza, Dziambor i Sośnierz mają na tyle politycznego charakteru, by w razie godziny „W” odmówić przyjęcia ministerialnych stanowisk, limuzyn, gabinetów i pensji. Pewne jest, że do tego typu apanaży nie dąży Grzegorz Braun, Janusz Korwin-Mikke ani Sławomir Mentzen. Należy to uczciwie przyznać nawet wtedy, gdy jest się konsekwentnym antyliberałem gospodarczym, czyli kimś odległym od Korwina i Mentzena.

Politycy Konfederacji mogą oczywiście występować wspólnie na konferencjach prasowych i deklarować, że wystartują w wyborach z jednej listy. Dla wyborców nie ma to jednak znaczenia, ponieważ tworzenie wspólnych list musi być uwiarygodnione i poparte wspólnymi celami, tym słynnym „programem”, którego nikt nigdy nie czyta, ale który w warstwie praktycznej jest obsługiwaniem podobnego zestawu emocji czy wrażliwości. Z tym ostatnim każdy polityk musi się liczyć jak z mało czym. A jakie wspólne emocje obsługuje obecnie Grzegorz Braun z Ruchem Narodowym oraz partia KORWiN ze swoimi rozłamowcami z partii Wolnościowcy? Co więcej, RN i Wolnościowcy nie obsługują właściwie żadnych społecznych emocji, zaś w kluczowych sprawach i momentach ignorują bądź wręcz strofują Brauna i szczególnie Korwina, próbujących utrzymać wiarygodność w konfederackim elektoracie.

No, właśnie. „Konfederackim”, czyli jakim? Elektorat Konfederacji jako całości znacząco się od lutego 2022 roku kurczył, choć ta koalicyjna partia ma swoich żelaznych zwolenników, owych patriotów „jedności”, na którą dybać ma przede wszystkim PiS. Wszelkie rozważania o rozpadzie partii są więc dla nich zapewne właśnie działaniem na zamówienie PiS-u.

Problem w tym, że PiS-owi Konfederacja zagraża coraz mniej, a poprzez ujawnianie skrajnie różnych poglądów na kluczowe kwestie sama wystawiła się ona na ryzyko rozgrywania przez Kaczyńskiego. Nie byłoby tak, gdyby dla prezesa PiS-u cała Konfederacja była „prorosyjska” i gdyby wobec tej etykiety wszyscy jej politycy od początku występowali asertywnie i z otwartą przyłbicą. Lęk przed wypadnięciem z polityki parlamentarnej i strach przed przylgnięciem tej etykiety skłania do wniosku, że niektórym zależy na parlamentarnych czy nawet ministerialnych stołkach bardziej, niż na jakiejkolwiek idei, na rzecz której nie są w stanie podjąć żadnego ryzyka. Taki pseudo-pragmatyzm jest może i wyrazem sprytu, ale dla rzeczywiście ideowych polityków jest to wizerunkowe obciążenie, które aplikują im tacy karierowicze-koalicjanci.

Dzisiaj „ideowa prawica” musi się wymyślić na nowo. Wciąż bowiem istnieje elektorat, który mógłby na nią zagłosować, ale nie zrobi tego, gdyż obecny szyld Konfederacji stracił na wiarygodności. Czas pokaże, w którą stronę pójdzie nowy już wkrótce prezes partii KORWiN Sławomir Mentzen. Jednocześnie tenże upływający czas sam narzuca pewne wnioski – w obecnej formule Konfederacja faktycznie i tak się już rozpadła. Jeżeli fakt ten uda się zamaskować, a elektorat wyczyści swoją pamięć, to będzie to głównie zasługa „prorosyjskich” Korwina i Brauna.

Przeczytaj także:

M. Skalski: Dlaczego Ruch Narodowy jest już skończony

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. ubawiony mówi

    Wystarczy porownac programy gospodarcze partii Komsomolca Mikke,i RN. Ogien i woda. Kałolicja nie przetrwa,chyba ze chodzi o korytko.

  2. Slawomir mówi

    Ale o to chodziło od zawsze podzielić prawicę na drobne kawałki wtedy nie będą mieli siły przebicia dziwi mnie tylko że cała prawica wie o tym i niestety daje się podzielić i dlatego nigdy nie dojdą do władzy to jest koniec Polski i nic już nie da się zrobić….. Jedyne wyjście to spierdalać z tego pojebanego kraju ukry z chęcią się tu zadomowią

  3. Slawomir mówi

    I jeszcze jedno szanuje bardzo Jacka ale też innych Korwina Brauna Kolonko Olszańskiego Marca i wiele innych… Daliście się podzielić jak dzieci za cukierka i to mnie najbardziej wkurwia zamiast trzymać się razem i w końcu zrobić coś wspaniałego dla Polski i Polaków daliście się ograć jak dziecko w warcaby….

  4. George mówi

    Wydaje mi się, że czas RN i Wolnościowców w Konfederacji minął. Bliżej im do PiS-u niż do Brauna czy JKM-a i dlatego, jeśli będą chcieli przetrwać politycznie, staną się częścią PiS-u. Zresztą co tu kryć, te ostentacyjne grymasy Bosaka na wypowiedzi JKM-a najlepiej na to wskazują: RN-owi i Wolnościowcom nie po drodze z Braunem czy JKM-em. Mam taką nadzieję, że nie oznacza, że Konfederacja nawet bez RN-u i Wolnościowców polegnie.

  5. abcdefg mówi

    A jak wygra to będzie zasługa lizodupów żydoamerykańskich w tej formacji którzy zastąpią Partię Interesów Syjonistycznych jako nowy pociągowy koń wyborczy . Przy okazji. Ten Skalski to debil. Szkoda mu miejsca udostępniać na jego wynurzenia. Przecież każdy rozsądny wie że wiodącą siłą będącą aktualnie przy korycie daje jedynie przepustka w postaci wcześniejszych spotkań knesejmowych lub wyjazdowych zamorskich (patrz spotkania żyda Morawieckiego w Nowym Jorku) bądąc całkowicie podległym agencji CIA i Międzynarodowemu Żydostwu.

  6. ubawiony mówi

    ” Skalski to debil” – a ty kim jestes szmaciarzu aby wyksztalconemu czlowiekowi ublizac? Demokracja ci na to smieciu pozwala,bo przed wojna bys siedzial jak mysz pod miotla,bohaterze.
    Sami yentelygenty w Kondompederastii to dlaczego w tym zydoniemieckim bantustanue jest taki syf?
    Zajmujecie sie lapanie zydow po polskich lasach czy szukaniem bunkrow dla zydow pod planowanym lotniskiem a w Polin jak pojdziesz do urzedu to jestes smieciem i tony papieru trzeba wypelnic aby prosta rzecz zalatwic.
    Przez 20 tak na zachodzie gdzie przebywalem w urzedzach wypelnialem min papierow,wszystko praktycznie od reki a w Polin idz zalatw sprawe,to najpierw wniosek wypelnij. Za co Grisza Braun bierze pieniadze polskiego podatnika? A i jeszcze zre na jego koszt,bo zarcie w sejnmie jest dotowane. tfuuuuuuuuuuuuuu z wami wszystkimi bando, od kondompederastii po PiS.tfuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu

  7. negro mówi

    A jaki jest właściwie ten program co go nikt nie czyta? Bo dotąd to była walka z biurokracją i stworzenie warunków do rozwoju biznesu w Polsce. Zresztą co to był za program w ogóle? Prywatyzacja wszystkie co państwowe w/g Korwina, bo sobie państwo nie poradzi.
    A teraz okazuje się, że do głównych zadań należy walka z Ukraińcami i tzw. piątka Mentzena.
    A prędzej do upadku Konfy doprowadzi stawianie i promocja bredzącego od rzeczy i ośmieszającego swoim zachowaniem starca Korwina, który powinien już pójść na polityczną emeryturę, niż zmienne poglądy Bosaka czy Winnickiego. A koryta wbrew pozorom pragnie każdy, tylko nikt nie chce się do tego przyznać.

  8. Hammurabi mówi

    Czyli to znów nie ten czas? Wciąż niczym Estragon i Vladimir czekać będziemy na nadejście Godota?
    Znów sięgniemy do szuflad po zapomniane przepowiednie, dopasowując zawarte w nich banialuki do aktualnej rzeczywistości, czy nawet tego nie uczynimy trwając w letargu tańcząc już nie w takt chocholej a lewacko-unijno-niemieckiej muzyki?
    W sumie stary jestem i niewiele powinno mnie już obchodzić, poza ciągłymi bólami kości i stawów. Jednak bezdenna głupota Polaków wciąż podnosi mi ciśnienie bo widząc co się dzieje, będąc świadkiem bezprecedensowych w skali świata działań na szkodę własnego kraju, z maniakalnym wręcz uporem hołdują zasadzie głosowania na skompromitowanych i to po wielokroć “polityków”. Byli prominentni “działacze” PZPR dziś uczą społeczeństwo “nowoczesnej demokracji” i “ekonomii” nabijając sobie, kumplom i pociotkom kabzy a współplemieńcy, krewni i znajomi partyjnych królików postawieni ponad prawem kpią ze zdumionego plebsu.
    W czasie niedawnej, toruńskiej prelekcji Patryk Jaki stwierdził, że Polacy są wyjątkowi.
    Ma rację. Wyjątkowi durnie, przynajmniej w osiemdziesięciu pięciu procentach jak z kolei głosi Korwin-Mikke.
    Fiodor Dostojewski (uwaga – wiem, że Rosjanin) w “Idiocie” twierdził, że” “Jak Pan Bóg chce kogo ukarać, to mu najpierw rozum odbiera”…
    I tu rodzi się pytanie czymże zawinili mu nasi przodkowie, że do dziś tak wielki odsetek Polaków wciąż myśli, że myśli?

  9. AntyPO✡PiS mówi

    @George

    Co ty wypisujesz za brednie?🤔 Przecież w manifestacji większość uczestników to byli członkowie 💪 RN na czele z panem posłem Krzysztofem Bosakiem. 👍

    Tak na marginesie pseudo prawicowe kanały na YT i portale internetowe utrzymywane przez lewacki PiSrael, jak np. Media Narodowe, prawy.pl czy DoRzeczy.pl nie zamieściły żadnej wzmianki o tej manifestacji!!!

  10. ubawiony mówi

    Szczesc Boze
    dajcie jakas fotke z bunkrow pow Warszawa, o których tak bełkocze Grisza Braun, prawdziwy Polak katolik patriota!!!
    a i jeszcze jedno,za Grisza Braunem-bedziecie wisiec!:)

  11. blackie mówi

    I znowu cenzurka na wprawo.pl? Znowu za jakiś czas wyjdą na miasto drzeć gębę Braun i Sierpińska, że jest rzekomo cenzura i znowu zablokują mój albo inny niewygodny dla Konfy, czy Międlara kolejny wpis.
    A co do akcji stop ukrainizacji Polski to Konfa nie popisała się w Sanoku. Jak donosi onet na spotkanie przyszła garstka ludzi w tym prawie cały skład Konfy. Kompromitacja. Widać co się liczy obecnie w Polsce. Okazuje się, że nie jakieś straszenie cudzoziemcami, jak kiedyś Konfa krytykowała za to PIS.

  12. W K mówi

    Konfederacja, ta partia techniczna, może się uratować wtedy, gdy 10 Jedynek zniknie z pierwszych miejsc list wyborczych. Tak się nie stanie, ponieważ ci ludzie pokazali, że na pierwszym miejscu widzą siebie, a dopiero na dalszym miejscu widzą Polskę. Dobrze, że w ogóle widzą Polskę, to zaleta, lecz niewystarczająca.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.