M. Skalski: Dlaczego los Ukrainy jest przesądzony?

Zdjęcie wykonane na kijowskim Majdanie w marcu 2014 roku / fot. Marcin Skalski
9

Gdy skupimy się wyłącznie na kontekście wewnętrznym, to zawalenie się państwowości ukraińskiej miało miejsce już dawno temu, zaś przez ostatnie 8 lat istniało jedynie prowizorium, które siłą rzeczy musiało funkcjonować w warunkach tymczasowości – pisze Marcin Skalski.

Po pierwsze, tragedia Ukrainy polega na tym, że nie ma już powrotu do status quo ante bellum. Taki stan rzeczy ma miejsce przede wszystkim dlatego, że państwo to nie jedynie jego terytorium i granice, ale przede wszystkim zamieszkujący je ludzie. Na Ukrainie miliony z nich po zbrojnym obaleniu władzy na przełomie 2013 i 2014 roku przestały uznawać państwo ukraińskie za swoje. Naruszony został przy tym delikatny consensus, którego obowiązywanie było conditio sine qua non istnienia państwowości ukraińskiej w znanej nam dotychczas postaci.

Wprawdzie również do czasu objęcia władzy przez rewolucjonistów z Majdanu lokalna “banderowszczyzna” miała ambicje narzucenia swojej tożsamości, języka i wizji historii całej Ukrainie, ale nie była w stanie tego skutecznie przeforsować. Była ona przede wszystkim zachodnioukraińskim kolorytem. Inaczej sprawa miała się z opcjami “prorosyjskimi”. Te nie chciały narzucać niczego “banderowcom”, akceptując przy tym wewnętrzny pluralizm Ukrainy i paradoksalnie będąc przy tym awangardą standardów demokratycznych. Także i w przeszłości „prorosyjskie” Wschód i Południe kraju nie decydowały się na siłowe obalanie władz wybieranych przez ogół obywateli Ukrainy, akceptując wspomniany consensus.

Jednocześnie wszyscy z grubsza uznawali swego rodzaju fikcję – Ukraina formalnie miała jeden naród tytularny i jeden państwowy język. Ukraińcami byli więc wszyscy obywatele zamieszkujący terytorium państwa (z wyłączeniem wyszczególnionych i uznanych mniejszości narodowych), choć w każdej jego części bycie Ukraińcem oznaczało co innego. Wspólne były jednak godło, hymn, władze, a więc wspólne było państwo.

Co więcej, jedynie ta fikcja dawała “banderowcom” tak potrzebne im złudzenie, że gdzieś tam na horyzoncie majaczy wizja jednolitej Ukrainy. “Prorosyjskie” Wschód i Południe nadal jednak mogły żyć po swojemu. Formalnie ich mieszkańcy byli przecież Ukraińcami, zaś nadzieje żywione przez siły nacjonalistyczne mające swoje zaplecze na zachodzie kraju nie wpływały na ich życie. Oni sami również nie odżegnywali się od utożsamiania się z ukraińskością, nawet jeśli ich językiem był rosyjski.

Te rojenia nacjonalistów z zachodu kraju zaczęły być jednak uznawane za groźne dla ludności rosyjskojęzycznej, gdy obalono siłą jeden z głównych consensusów w chwiejnym państwie ukraińskim – uznawanie wspólnej państwowości pod warunkiem uznawania wyników ogólnopaństwowych wyborów. Obalenie Janukowycza doprowadziło więc do sytuacji, od której już nie ma odwrotu. Wówczas banderowskie (już bez cudzysłowu) rojenia o modelu “ein Reich, ein Volk, ein Sprache” przestały być tylko teorią. Nie było i nie ma już mowy o powrocie do odbudowy dawnego zaufania między Wschodem a Zachodem, między różnymi tożsamościami wewnątrz społeczeństwa ukraińskiego.

Tymczasem, skoro nie ma już wspólnego rządu i skoro można sobie obalić demokratycznie wybraną władzę – cóż z tego, że „prorosyjską” – to nie ma też mowy o wspólnym herbie, fladze i państwie. Jeśli tak się sprawy mają, to każdy idzie w swoją stronę. Także i w tym przypadku prorosyjskość wychodzi już poza cudzysłów i miliony mieszkańców dotychczasowej Ukrainy kieruje swoje sympatie ku Rosji, przez wielu z nich nie uważanej przecież za jedno z wielu państw obcych.

Głupcami i mitomanami okazali się przy tym sami banderowcy. Uwierzyli oni we własną opowieść (“narrację”), iż Ukraina jednolita etnicznie i językowo jest na wyciągnięcie ręki. W gruncie rzeczy trudno im się dziwić – ciężko przecież nie wierzyć we własne idee. Z kolei w razie, gdyby po obaleniu Janukowycza wyśniona Ukraina – gdzie jest „ein Reich, ein Volk, ein Sprache” – jednak nie nadeszła, to był jeszcze wariant “B”, czyli wariant siłowy. Jeśli ktoś nie chce się dać zukrainizować (zbanderyzować?), to się go do tego zmusi.

Powyższe było katalizatorem implozji państwa ukraińskiego, gdzie secesję najpierw ogłosił demokratycznie wybrany jeszcze za czasów Ukrainy parlament Autonomicznej Republiki Krymu, zaś następnie, po odrzuceniu żądań autonomii w ramach Ukrainy, secesję ogłosił Donbas. Prorosyjskie siły w Odessie zostały z kolei spacyfikowane w sposób zbrodniczy, strzelano do nieuzbrojonych ludzi i palono ich żywcem, co miało miejsce 2 maja 2014 roku. Dlaczego więc ludność prorosyjska miałaby chcieć koegzystencji z kimś, kto w zamachu na ich tożsamość gotów jest ich mordować, a kogo nowe władze Ukrainy nie są w stanie namierzyć ani ukarać?

Jeśli więc mówimy o kontekście wewnątrz-“ukraińskim” (tutaj już musi się pojawić cudzysłów, bo chodzi o dawną Ukrainę sprzed 2014 roku), to takie są praprzyczyny trwającej wojny. Nie da się nie stracić legitymizacji jako władca Rosji i nie podjąć decyzji o zbrojnym poparciu Rosjan, którym siłą odmówiono prawa do tożsamości na swojej od wieków zamieszkiwanej ojcowiźnie. Podobną postawę obierały przecież władze II Rzeczypospolitej wobec Górnego Śląska, Wileńszczyzny czy Zaolzia. Tak też właśnie postępują elity, które traktują powinności wobec własnego narodu poważnie.

W rzeczywistości można być przy tym pewnym, że Putin faktycznie nie chciał tej wojny. Odwlekał on w końcu zbrojną odpowiedź na ukraiński kryzys przez całe 8 lat. Ostatecznie władzom w Kijowie rosyjski prezydent przedstawił warunki bolesne wizerunkowo, ale mogące uratować państwowość ukraińską. Teraz już za późno. Nie tylko nie będzie już Ukrainy bez Krymu i Donbasu, nie będzie jej bez Krymu, Donbasu, dostępu do morza i Bóg jeden raczy wiedzieć, bez czego jeszcze. Kres położono też mrzonkom banderowców o państwie jednolitym etnicznie i językowo od Sanu do Donu, od Polesia po wybrzeże czarnomorskie. To, że ład post-majdanowy zostanie spacyfikowany właśnie przez Rosję, przewidział nota bene pierwszy ambasador Rzeczypospolitej na Ukrainie dr Jerzy Kozakiewicz. Przestrzegał on wówczas przed entuzjastycznym popieraniem siłowego obalania władzy Janukowycza w Kijowie i po latach się okazuje, że miał rację.

Rzecz jasna, nie kończy się istnienie samej Ukrainy, ale nie będzie to już to samo państwo, którego fikcję przywrócenia utrzymywano do 24 lutego 2022 roku. Skoro bowiem banderowszczyzna, z którą od Majdanu jako siłą napędową ówczesnego przewrotu liczyć się musiały władze w Kijowie, chce państwa jednolitego etnicznie i językowo, to takie państwo dostanie – i to dostanie właśnie od Putina. Odbędzie się to jednak kosztem drastycznych dla dotychczasowego ukraińskiego projektu państwowego strat terytorialnych. Nie można przecież mieć ciastka i zjeść ciastka – przypomniał brutalnie Putin, rozpoczynając 24 lutego 2022 roku „specjalną operację wojskową”.

Podsumowując, gdy skupimy się wyłącznie na kontekście wewnętrznym, to zawalenie się państwowości ukraińskiej miało miejsce już dawno temu, zaś przez ostatnie 8 lat istniało jedynie prowizorium, które siłą rzeczy musiało funkcjonować w warunkach tymczasowości. Rzecz jasna, nie rozumujemy tu w infantylnych kategoriach “usprawiedliwiania” Putina i jego prawa (bądź braku tegoż) do ingerencji w wewnętrzne sprawy Ukrainy. Bądź co bądź, Władimir Putin jest prezydentem Rosji i patriotą rosyjskim, zatem interes własnych rodaków obchodzi go bardziej, niż „integralność terytorialna” Ukrainy.

Rację mieli zatem wszyscy ci, którzy na przełomie 2013 i 2014 roku przestrzegali przed ingerencją w wewnętrzne sprawy Ukrainy oraz przed aprobowaniem siłowych metod rozwiązywania konfliktów w ramach społeczeństwa ukraińskiego. Nie pomogło nawet motywowanie swoich racji trafnymi po latach przewidywaniami, iż po trupie dotychczasowej państwowości ukraińskiej przejedzie się właśnie Federacja Rosyjska. W efekcie Majdan nie oddalił, a jedynie przybliżył Rosję ku naszym granicom na kolejnym odcinku. „Pożytecznymi idiotami” byli więc wszyscy ci, którzy przy akompaniamencie banderowskich zawołań zagrzewali opozycyjnie nastawiony tłum do zastosowania siły i obalenia władzy. Dziś ówczesna państwowość ukraińska jest już tylko wspomnieniem.

Przeczytaj także:

M. Skalski: Wołyń jako kwestia niepodległości państwa polskiego

M. Skalski: Czym prezydent Ukrainy chce zwieść Polaków? [ANALIZA+WIDEO]

M. Skalski: Ukraina – czy to na pewno nasz bufor od Rosji? [ANALIZA+MAPY+ZDJĘCIA]

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. Rebih mówi

    Trudno sobie wyobrazić, by rosyjska czy rosyjskojęzyczna ludność Donbasu pozwoliła na powrót władzy ukraińskiej, bo przecież jest duże ryzyko, że oznaczałoby to ludobójstwo na skalę masową, zwłaszcza w sytuacji, kiedy “elity władzy” na Ukrainie chętnie zatrudniają w “elitarnych jednostkach” prymitywnych psychopatów.
    A psychopatami wyjątkowo bogata jest Ukraina.

  2. Polonia Restituta mówi

    Zwięźle i na temat, Panie Marcinie.

    Zabrakło mi jednak odniesienia do sytuacji, jaką w związku z tym konfliktem mamy w naszym kraju, ale może w głowie ma już Pan pomysł na kolejny felieton? 🙂

    Kilka słów ode mnie, zupełnego laika w temacie, więc proszę brać na to poprawkę. 🙂

    Ukraina tak łatwo nie da się “ukroić” – co im Rosyjska przemoc wzięła, Polsce wnet odbiorą. Albo, co gorsza, dostaną, wszak rząd “polski” jest zbyt proukraiński by powstrzymać te zakusy (tzn. wiadomo kto ciągnie za sznurki, ale nie rozwlekajmy tematu). Migracja milionów “uchodźców” do Polski stworzy kolejny kocioł narodowościowy, z tą drobną różnicą, że nam na odsiecz nikt nie przyjdzie… no chyba że z workami pieniędzy w ramach kredytów na odbudowę kraju, czyli wtedy, gdy już od dawna będziemy na kolanach, Choć myślę sobie, że jak będzie trzeba, to “nasze” rządy wykroją “braciom” kawałek wschodniej Polski, żeby tylko w spokoju i wytchnieniu od wojennej zawieruchy, ze łzami w oczach z wdzięczności, mogli tam zamieszkać… a po czasie uznać ten teren za swój i wetknąć tam czarno-czerwoną (o, pardon, niebiesko-żółtą) flagę.

    Nie do końca chce mi się wierzyć w to, że banderowcy poprzez Majdan chcieliby Ukrainy czystej jak szklanka wody, jak to onegdaj miało miejsce. Tym krajem trzęsą oligarchowie wiadomej proweniencji, więc mamy tu do czynienia z co najwyżej z jakimiś bojówkami, jak Pan słusznie zauważył, tzw. pożytecznych idiotów, którzy – w odróżnieniu od ich polskich vis a vis – jak zajdzie taka potrzeba to będą strzelać i mordować. Ta swołocz spod znaku Prawego Sektora czy innych takich ugrupowań zapewne doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że samodzielnie niczego nie stworzy, bo nie ma kim, z kim i dla kogo, no chyba że chodzi o rząd terroru i bezgraniczną władzę nad mieszkańcami kraju, niezależnie od tego, w jakiej kondycji gospodarczo-społecznej ów kraj by się znalazł (inna sprawa – czy może być jeszcze gorzej?). Tam od wielu lat nic się nie zmienia, bo mentalności narodów, a właściwie cywilizacji, nie da się uformować pod wpływem paru protestów i obalania prorosyjskich władz, że niby to ma prowadzić do wyzwolenia, zbliżenia z zachodem itp. O ironio, ten tzw. zachód wcale nie ma zamiaru zbliżać się do Ukrainy, co wydatnie jej dał do zrozumienia w obliczu konfliktu z Rosją, odcinając się niemalże całkowicie od jakiejkolwiek pomocy. A Polak i przed szkodą głupi.

    Nie przypuszczam też, aby banderyzm był jedynie zachodnioukraińskim folklorem, choć na pewno tam ma swoje korzenie. Jest to, moim skromnym zdaniem, pewien wentyl bezpieczeństwa także i dla wschodniaków, dla których zawsze stanowi jakąś opcję i to wcale nie ostateczną, choć jeśli będzie się go trzeba wyprzeć albo zminimalizować swój w nim udział, to w razie czego zrzucą winę na prowokatorów. Dokładnie tak, jak robili to “dobrzy sąsiedzi” na Wołyniu, gdy użyczali swoich gospodarstw jako baz wypadowych dla UPA. Gdy jednak rizuni w popłochu uciekali przed polską partyzantką, zostawiając swoich pobratymców na pastwę losu, to ci zarzekali się, że oni z tym wszystkim nic wspólnego nie mieli.

    To jest kolejny dowód na to, w jak wielkim stanie rozkładu jest ten kraj. Może w Kanadzie uciekinierzy banderowscy i ich zstępni zechcą przyjść pod swoje skrzydła kilka milionów rodaków, chętnie bym się dołożył do jakiegoś czarterowego samolotu i wręczyłbym im osobiście “one way ticket”. Nawet głupia UE nie zdaje sobie sprawy z tego, że jeśli plany “naszego” rządu się ziszczą i te miliony… (wiadomo kogo) dostaną jakieś polskie papiery, to za chwilę Francję, Niemcy czy Włochy zaleją osobniki, którym do raboty spieszno nie będzie, za to chętnie przytulą socjal, co może być dla tychże krajów jeszcze większym problemem niż kryzys migracyjny z 2015 r. A może w tym właśnie tkwi cała tajemnica braku unijnego wsparcia, żeby oba te kraje stworzyły jakąś federację czy coś w tym stylu, wtedy Polskę ładnie się ze struktur wyautuje a ze wszystkimi problemami tego upadłego kraju zostaniemy oczywiście my… i nasze portfele?

    Dobra, dość już tego gadania z mojej strony. Czekam na kolejne Pana artykuły i pozdrawiam serdecznie!

  3. Maksio mówi

    Marcin Skalski pisze tak: “W rzeczywistości można być przy tym pewnym, że Putin faktycznie nie chciał tej wojny. Odwlekał on w końcu zbrojną odpowiedź na ukraiński kryzys przez całe 8 lat”. Czyżby? Fakty są takie, że w połowie sierpnia 2013 Rosja zmieniła swoją politykę handlową w stosunku do Ukrainy, co doprowadziło do spadku ukraińskiego eksportu. Spadek produkcji i wymiany handlowej był pretekstem dla Wiktora Janukowycza do rezygnacji z podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Nie rozumiem dlaczego Skalski zwolenników integracji z UE nazywa banderowcami. Zresztą używa często słowa “banderowcy” wrzucając wszystkich patriotów do jednego wora. To tak jakby nazwać Roberta Bąkiewicza i nacjonalistów z ONR neofaszystami. Co, nie podoba się? Rozumiem, to boli…W ogóle z felietonu Marcina Skalskiego wynika, że destrukcja Ukrainy nastąpiła z winy samych Ukraińców, bo Putin naprawdę nie chciał tej wojny (sic!). Autor pisze: “Odwlekał on w końcu zbrojną odpowiedź na ukraiński kryzys przez całe 8 lat”. A tak naprawdę buduje Nord Stream II, od 2014 r. intensywnie gromadzi zasoby finansowe dające szansę przetrwania budżetowi państwa i gospodarce w razie ostrzejszych sankcji (w listopadzie 2021 r. rezerwy przekroczyły kwotę 624 mld dolarów, nigdy w historii Rosja nie posiadała większych), ingeruje w wybory w USA wykorzystując spec służby, szerzy dezinformacje w mediach społecznościowych, szkoli separatystów w specjalnych bazach szkoleniowych na terenie rosji, itd. Dlatego właśnie “odwlekał” “operację specjalną”. Osobiście uważam, że Putin i Federacja Rosyjska nie ma żadnego prawa narzucać swojej woli ani Ukrainie, ani Białorusi ani tym bardziej innym krajom byłego Związku Radzieckiego. Putin ma chorą wyobraźnię (ojciec nieznany, prawdopodobnie Mongoł) i nie zna historii, interpretując ją po kałmucku. Jedyne ważne referendum w Ukrainie po rozpadzie Związku Radzieckiego odbyło się 1 grudnia 1991 roku. W referendum wzięło udział 84,18% wyborców, z których 90,32 głosowało „zа” niepodległością Ukrainy. W obwodzie ługańskim “za” było 83,86%, w obwodzie donieckim 76,85%, autonomiczna republika Krymu 54,19%. Czytając te dane, łatwo się dziś domyślić, kto dziś steruje separatyzmem w Ukrainie. Czy są to niezadowoleni Rosjanie czy może garstka terrorystów finansowana z Kremla? I garstka ich popiera. Marcin Skalski jeszcze tak pisze: “Prorosyjskie siły w Odessie zostały z kolei spacyfikowane w sposób zbrodniczy, strzelano do nieuzbrojonych ludzi i palono ich żywcem”. I dalej: “Dlaczego więc ludność prorosyjska miałaby chcieć koegzystencji z kimś, kto w zamachu na ich tożsamość gotów jest ich mordować, a kogo nowe władze Ukrainy nie są w stanie namierzyć ani ukarać”. Nie rozumiem tego oburzenia, naprawdę. Przecież “władze Ukrainy” (konkretnie prawy sektor i banderowcy) prawidłowo ukarały 50 zdrajców, sabotażystów i dywersantów. Palili się, aż było miło popatrzeć. Notabene, w tejże Odessie, w roku 1941 hitlerowcy rozpalili trochę większe ognisko i spalili 30 tyś Żydów.

  4. Jan Kowalski mówi

    Doskonały artykuł i trafne spostrzeżenia. Istotnie, obalanie siłą demokratycznie wybranego rządu, jakiś by on nie był, przez mniejszość która przegrała wybory, po to aby narodowi siłą narzucić swoją wolę , jest atakiem na całe państwo

  5. zFarszemMutanci mówi

    i dlatego twierdzę że błędem (albo świadomym działaniem) było judzenie byka i wymachiwanie mu przed nosem szabelką. teraz podlaczki oberwą mocno po d. na własne życzenie… Boże, ale ten naród się skundlił…

  6. bogdan mówi

    UKRAIŃCY SĄ BARSZCZEM WAŻONYM NA ” PATYKU” , TO PAŃSTWOWOŚĆ POLSKA DAŁA IM INERCYJNE ODNAJDYWANIE WSPÓLNYCH WĄTKÓW NARODOWO TWÓRCZYCH . JAK FAKTY HISTORYCZNE OKREŚLIŁY OKRESY NAUKI , ODNAJDYWANIA KONIECZNOŚCI PRACY I JEJ WARTOŚCI ETYCZNYCH i MATERIALNYCH SĄ NIE ROZELWALNIE ZWIĄZANE Z POLSKĄ RZECZYWISTOŚCIĄ ! OKRES POROZBIOROWY TO DLA UKRAIŃCÓW KULTURA JAK DZIURAWE BUTY , NIE DO PARY ! DOROBEK NARODOWY NA POZIOMIE ZEROWYM ! W RUSKIM NARODZIE NIE BYŁO “:KASZUBSZCZYZNY” UKRAIŃSKIEJ , UKRAINA W KSZTAŁCIE DO “OPERACJI SPECJALNEJ” NIE BYŁA EFEKTEM UKRAIŃSKICH WALK O BYT I KSZTAŁT! BOLSZEWIA SOWIECKA KTÓREJ “BEŁTEM” RZĄDZĄCYM BYLI ŻYDZI STWORZYŁA ZARÓWNO PAŃSTWO IZRAEL JAK I PAŃSTWO UKRAINA ! OBECNIE OBA TE PAŃSTWA ŁĄCZY BRATERSTWO KOTA I MISZY ,PRZY CZYM MYSZĄ JEST UKRAINA ! WIELKORUSY MAJĄ SWĄ WIELOWIEKOWĄ ” OPTYKĘ” ZARÓWNO W STOSUNKU DO ŻYDÓW JAK I DO UKRAIŃCÓW , A POCZĄTEK WIELKIEJ RUSI TO KIJÓW ! I CZY SIĘ KOMUŚ PODOBA CZY NIE TO PUTIN JEST DUCHEM NARODOWYM ROSJAN I WSPÓLNOTY NIEPODLEGŁYCH PAŃSTW ! ZAŁOŻENIA ŻE ” DUCHY” PLEMIENIA “BARABASZY” BĘDĄ BRYLOWAŁY OD NOWEGO JORKU ,WASZYNGTONU DO MOSKWY NALEŻY WŁOŻYĆ W INTERESY IMĆ PANA ZABŁOCKIEGO NA MYDLE ! SYTUACJA ROSJI NA DZIEŃ DZISIEJSZY JEST WSPARTA NA OBROCIE Z CHINAMI , INDIAMI , IRANEM ,OD DWU PIERWSZYCH GIGANTÓW ŚWIAT OTRZYMUJE 75% INTELEKTUALNYCH ROZWIĄZAŃ TECHNOLOGICZNYCH ! A TRZECI JEST JĘZYCZKIEM U WAGI W BEZPIECZEŃSTWIE PAŃSTWA IZRAEL ! TO BY BYŁO TYLE ! ŚWIAT OKREŚLI ” DUCHY ” ALBO “DUCHY ” WYGINĄ NIEOKREŚLONE !

  7. Marcin mówi

    Panie Międlar ! Nie wiem czy czyta pan felietony ukazujące się na pana portalu.
    Jeśli nie to informuję, że na portalu Jacka Międlara ukazał się artykuł, w którym autor porównuje walkę narodu i państwa polskiego do zbrodniczych działań Putina na Ukrainie.

    “Jeśli więc mówimy o kontekście wewnątrz-„ukraińskim” (tutaj już musi się pojawić cudzysłów, bo chodzi o dawną Ukrainę sprzed 2014 roku), to takie są praprzyczyny trwającej wojny. Nie da się nie stracić legitymizacji jako władca Rosji i nie podjąć decyzji o zbrojnym poparciu Rosjan, którym siłą odmówiono prawa do tożsamości na swojej od wieków zamieszkiwanej ojcowiźnie. Podobną postawę obierały przecież władze II Rzeczypospolitej wobec Górnego Śląska, Wileńszczyzny czy Zaolzia. Tak też właśnie postępują elity, które traktują powinności wobec własnego narodu poważnie.”

    Nie wiem skąd Pan wziął tego chłystka wypisującego te brednie ? Warto jednak zauważyć, że jeśli Putin miał prawo napaść na Ukrainę aby chronić ludność rosyjskojęzyczną to jeszcze większe prawo i obowiązek miał Hitler żądać korytarza, żądać Gdańska i w końcu napaść na Polskę.

  8. Konrad mówi

    Co za niebywały stek bzdu… ups., cóż opowieść prawdziwa na opak. Autor najwyraźniej uwierzył we własną narrację.
    Powodów by kochać Ukraińców brak. Nie oznacza to jednak, że w sytuacji, gdy ta miłość wciskana jest nam w brzuch na siłę, to mus nam zakochać się w moskalach. Brzydko mi to pachnie. I nie, los Ukrainy nie jest przesądzony, bo sytuacja jest dynamiczna. No, chyba, że ten tekst powstał w oparciu o wiedzę wprost ze szklanej kuli.
    Zwolnijcie trochę, więcej Pani Katarzyny, mniej pana Skalskiego. Bo wyjdzie na to, że Leszek Żebrowski ma co do was rację.

  9. George mówi

    Znakomita analiza! Brawo. Mam takie samo zdanie nt. Ukrainy.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.