M. Skalski: Albo Wołyń, albo Międzymorze

Zdjęcie ocenzurowano z uwagi na blokady stosowane przez administrację mediów społecznościowych
11

Ostatnie wydarzenia potwierdzają, że System boi się politycznych skutków pamięci o Wołyniu, jak i akcji ”stop ukrainizacji”. Albowiem budowa Międzymorza z Ukrainą i pamięć o Wołyniu wzajemnie się wykluczają, czego dowiódł nie tylko lubelski ONR i nie tylko Ołeksij Arestowycz – pisze Marcin Skalski.

Polacy zgodzili się zapomnieć tzw. Rzeź Wołyńską

I jak tu nie kochać Ukraińców? Wszystko się już zaczynało domykać, onuce z terenów Rusi – a więc onuce ruskie – zostały wskazane i napiętnowane, Jacek Międlar zamelinował się z kolei na jednej z wrocławskich komend policji w bransoletkach i jedynie Katarzyna Sokołowska z Fundacji „Wołyń Pamiętamy” zdołała umknąć z własnego domu przed policją tak, by móc potem nienawistnie przypominać o wołyńskich niesnaskach, grając tym samym w orkiestrze Putina. Jednocześnie warszawski Marsz Niepodległości przeszedł radośnie z humorystycznymi hasłami „Kijów, Warszawa – wspólna sprawa” i tylko Grzegorz Braun ze swoimi zwolennikami zepsuli wspólne święto, eksponując ohydny slogan „Stop ukrainizacji Polski”.

A przecież Polacy tak bardzo się postarali, w końcu niepodległość życzliwie odzyskali równo 104 lata przed odbiciem przez Ukrainę Chersonia, który to chwilę wcześniej taktownie, a może i taktycznie, opuściły wojska rosyjskie. Dziś najwyraźniej ten sukces Ukrainy jest prostą kontynuacją wydarzeń sprzed ponad stu lat, więc radość z odzyskania Chersonia powinna się udzielać 11 listopada także Polakom.

Operacja sklejania polskiej racji stanu z Ukrainą szła bardzo dobrze, ale niestety wygadać się musiał Ołeksij Arestowycz, doradca Biura (Kancelarii) Prezydenta Ukrainy.

„Polacy zgodzili się zapomnieć tzw. Rzeź Wołyńską i wszystkie problemy jakie między nami były. Oni powiedzieli, że zamknięcie tej karty historii daje szansę zbudowania nowych stosunków. Oni wycofali wszystkie pretensje. My o tym nie rozmawiamy. To wielki krok, ponieważ w pamięci polskiego narodu była to bardzo trudna karta. To, jak niełatwo było to odrzucić, to jeszcze jeden przykład wartości ludzkich w skali narodu i dalekowzroczność polskiego kierownictwa” – powiedział ukraiński polityk.

Godne pochowanie zmarłego jest podstawą cywilizacji zachodniej

Ups! Trzeba przyznać, że zachowanie Arestowycza było wyjątkowo nieeleganckie. Wybaczyć, a nawet zapomnieć, można przecież wiele. Można zapomnieć o bestialsko wymordowanych Polakach, bo czemuż to mieliby dziś jątrzyć we wzajemnych stosunkach. Wybaczyć i zapomnieć można też, że ofiary wołyńskich niesnasek nie mają nawet swoich grobów, ale żeby ujawniać zgodę „strategicznego sojusznika” na sranie do własnego gniazda, to już jednak gruba przesada. Wdzięczni Arestowyczowi mogą być co najwyżej antyukraińscy nienawistnicy grający w orkiestrze Putina, czyli ci od Brauna, Międlara i Sokołowskiej.

Wprawdzie w czerwcu tego roku portal Onet, oczywiście bezpodstawnie, przypisał PiS-owi chęć wyciszenia sprzeciwu wobec kultu Bandery nad Dnieprem, powołując się przy tym na swoje źródła, ale były to na pewno kłamstwa. Jakże bowiem można akurat rząd PiS oskarżać o relatywizację ludobójstwa wołyńskiego w stosunkach z Ukrainą..?

Co więcej, jak Polska długa i szeroka, nasz kraj właśnie 11 listopada obiegła wieść, iż Ukraina zgodziła się jakoby na ekshumacje na Wołyniu. Nieuprzejmie zachował się przy tym wicepremier i minister kultury Piotr Gliński, który w wywiadzie dla prorządowego portalu Niezalezna.pl powiedział, że „godne pochowanie zmarłego jest podstawą cywilizacji zachodniej”. Zupełnie tak, jakby bracia-Ukraińcy już teraz nie należeli do cywilizacji zachodniej, walcząc z ruską barbarią. Bo czemuż to jakiś nieistotny detal miałby burzyć ten wizerunek naszego sojusznika? Tym bardziej, że przecież przed chwilą zgodził się na ekshumacje w aż jednej miejscowości, choć przecież nie musiał, wszak walczy z ruskimi i zmywa to z niego wszystkie wołyńskie grzeszki.

Problemy sprzed 100 lat

W dziedzinie niesnasek wołyńskich zupełnie prostolinijnie wypowiedział się za to lubelski Obóz Narodowo-Radykalny, który problemami „sprzed stu lat” nie zamierza się w ogóle przejmować. Najwyraźniej, według ONR Lublin, masakra na Wołyniu miała miejsce niemal równo z odzyskaniem niepodległości przez Polskę, co nastąpiło 104 lata temu:

Niektórzy mogliby podejrzewać, że lubelski ONR zalicza się do tych intelektualnych jastrzębi, którzy myślą, że Ukraina najpierw zbuduje pomniki sprawcom wołyńskiego ludobójstwa, by zaraz potem po rzuceniu ruskich na kolana postawić pomniki na grobach ofiar swoich bohaterów, gdy już niczego od Polski nie będzie potrzebować. Ale nie, ONR Lublin po prostu nie zamierza się „problemem sprzed stu lat” przejmować i w ogóle się z tym nie kryje. Z tego samego najwyraźniej powodu tzw. nacjonalistyczny blok maszeruje pod humorystycznymi hasłami „antyszowinizmu” ręka w rękę z tymi, dla których bohaterami są najprawdziwsi szowiniści, czyli sprawcy bądź ideologiczni inspiratorzy kresowego ludobójstwa. Chyba że obecność flagi Azowa – tego od marszu „Lwów nie dla polskich panów” i twierdzeń jego szefa o„600-letniej polskiej okupacji Ukrainy” – w pobliżu tej kolumny to złudzenie optyczne.

Narodofczykowa szuria

ONR Lublin pochwalił się przy tym, że nie należy do „szurii”, dlatego też szedł z hasłem „Kijów, Warszawa – wspólna sprawa”, które o „szurii” bynajmniej przecież nie świadczy. Przeciwnie – jest przytomnym antycypowaniem polityki warszawskiego rządu. Zapewne właśnie dlatego uczestnicy bloku ze wspomnianym hasłem nie doświadczyli podobnych rozrywek, co Jacek Międlar czy Katarzyna Sokołowska przed marszem we Wrocławiu.

Polityczne skutki pamięci o Wołyniu

To, co obserwujemy co najmniej od Święta Niepodległości, to rzeczywista zapowiedź określonych represji wobec tych, którzy będą „jątrzyć” kwestią Wołynia we wzajemnych stosunkach, odrzucając deal ujawniony przez Arestowycza. Deal ów polega on na tym, że Polska zapomina o Wołyniu, a w zamian będzie mogła zbroić Ukrainę i wypłacać świadczenia socjalne ukraińskim przesiedleńcom. Nie jest to zatem interes życia, stąd też na „jątrzycieli” jak Jacek Międlar czy Katarzyna Sokołowska będą napuszczane psy gończe Systemu, zaś radykałowie od „problemów sprzed stu lat” mogą spać względnie spokojnie. Ci ostatni mogą wręcz przechadzać się z symbolami, które System przecież jeszcze niedawno identyfikował jako „nazistowskie”, byle tylko trzymać właściwą linię w sprawie Ukrainy i od teraz nazywać to jedynym słusznym nacjonalizmem. Wcześniej zaś na „dobrą stronę mocy” przeszedł sam Robert Bąkiewicz, który rozdał nawet VIP-owskie legitymacje uczestników Marszu PiS-owskim dygnitarzom.

Co więcej, jak ujawnił serwis Gazeta.pl w skrajnie przychylnym Ukraińcom tekście Cała Polska kocha Ukraińców? “Są już sondaże tak złe, że nie zostały opublikowane”:

„[…] znajdujemy się w przededniu eksplozji antyukraińskich nastrojów, ale na pewno widać systematyczną zmianę emocji na gorsze. Są już sondaże tak złe, że zleceniodawcy nie zdecydowali się na ich publikowanie […]Pewna uznana instytucja zamówiła sondaż, zobaczyła wyniki – jak wielu Polaków ma już dość Ukraińców – i postanowiła nie publikować. Z dobrej woli, żeby nie szkodzić sprawie” – czytamy. Jest to kolejny tekst w mediach głównego nurtu, w którym alarmistycznie powiadamia się o rażącym spadku poparcia dla ponoszenia ciężarów pomocy Ukraińcom. Tworzy to tym samym żyzne podglebie dla kolejnego po Wołyniu „tematu wyklętego”, czyli dla #StopUkrainizacjiPolski.

Aktualnie w Polsce testowany jest zakres przyzwolenia na represje polityczne wobec rzeczywistych rzeczników pamięci o ofiarach Wołynia, przy czym sprawa ludobójstwa ewidentnie składana jest na ołtarzu budowy Międzymorza. Cóż z tego, że jest to budowla na piasku, skoro projekt ten ma charakter wyłącznie ideologiczny i to też będący bardziej „przeciw” komuś, niż „za” czymś. Ostatnie wydarzenia potwierdzają bowiem, że System boi się politycznych skutków pamięci o Wołyniu oraz akcji ”stop ukrainizacji”. Albowiem budowa Międzymorza z Ukrainą i pamięć o Wołyniu wzajemnie się wykluczają, czego dowiódł nie tylko lubelski ONR i nie tylko Ołeksij Arestowycz.

Zobacz także:

„Dajmy Ukraińcom lekcję historii”. Jacek Międlar na spotkaniu po Marszu Polaków we Wrocławiu [WIDEO]

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. verizanus mówi

    Gdyby w Polsce rządzili polscy patrioci to dążyliby to tego, żeby Lwów, Grodno i Wilno znowu były w granicach Polski. Ale obecna ekipa wie, że to niedobra o tym myśleć (a co dopiero mówić). W normalnym układzie takie pytanie (jak w tytule artykułu) byłoby nie uzasadnione. I Wołyń i Międzymorze i Kresy Wschodnie.

  2. Urszula mówi

    Systemowi, owszem, marzy się budowa międzymorza – od Atlantyku do Pacyfiku. Z Jego punktu widzenia, Rzeź Wołyńska to niesnaski w łonie mięsa armatniego, które zostało przewidziane do poskromienia wierzgającego Wschodu. Na tym etapie niesnaski są wysoce niepożądane (mięso powinno być silne, zwarte i gotowe), więc od kadry najniższego szczebla zarządzania w rodzaju Morawieckiego, Dudy i Kaczyńskiego, centrala na pewno wymaga, żeby trzymali polskie masy w ryzach. Od kadry ukraińskiej wymaga się mniej, bo właśnie tamtejsze masy powinny być fanatyczne i rozżarte jak pitbule. Banderowski szowinizm jest centrali jak najbardziej na rękę, czego biedni Polacy nijak nie mogą pojąć.

  3. verizanus mówi

    @ Urszula Centrali (jako, że jest inspirowana w rzeczywistości przez demony) zależy przede wszystkim na maksymalnym niszczeniu i tępieniu w różnoraki sposób katolików.

  4. W K mówi

    Jeśli chodzi o Międzymorze w kontekście Morza Czarnego, neofaszystowski kraj, Ukraina, jest pomijalny.

  5. W K mówi

    Przepraszam Ukraińców. Ukraina jest krajem neonazistowskim, a nie neofaszystowskim.

  6. Ayax mówi

    Międzymorze to tylko pobożne życzenie. Z Ukraina czy bez, pod rządami PoPis-u nic takiego nigdy nie powstanie. Na głupców nikt się nie będzie orientował, tym bardziej, ze ekonomicznie nasi sąsiedzi z południa już nas wyprzedzili. Wystarczy poczytać ogłoszenia o prace, zarobki i ceny. Międzymorze może powstanie ale Adriatyk-Czarne , bez Bałtyku.

  7. alojz mówi

    Ukraina to państwo upadłe. Za chwilę amerykańcom znudzi się ponoszenie kosztów tej wojny i dogadają się z ruskimi a ukrofile pozostaną z roszczeniową dziczą na łbie. O jednych ofiarach każe nam się zapomnieć bo przecież to tak dawno było a o innych zapomnieć nam nie wolno aby więcej się to nie powtórzyło. Prezydent Juda wpisuje się zaś w narrację że jedynymi ofiarami IIWŚ byli obywatele państwa leżącego w Palestynie. jakie “Międzymorze” chcecie budować skoro nie macie nic do powiedzenia we własnym kraju i dla kogo?

  8. Shadow mówi

    Bardzo dobry tekst autorze i komentarze też niczego sobie.

  9. Ss mówi

    Na następnym marszu niepodległości w Warszawie, całą Polska kibolska + antybanderowscy Narodowcy powinni się zebrać przeorać te rury ukrainofilow i wygonić z marszu

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.