KOŚCIÓŁ A SOCJALIZM

421

Święty Maksymilian Maria Kolbe jest dla wielu jedną z najwybitniejszych postaci, bohaterów i myślicieli XX wieku, które autorytet jest niepowtarzalny. Święty franciszkanin, dla wielu kojarzy się tylko i wyłącznie z męczeńską śmiercią, którą poniósł w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz. Jednak należy pamiętać, że święty Kolbe to zwłaszcza niestrudzony ewangelizator, publicysta i wydawca czasopism, w tym Rycerza Niepokalanej. W jednym z numerów z roku 1923 pojawił się artykuł, w którym bezimienny autor czasopisma tłumaczy dlaczego doktryny katolickiej nie można pogodzić z socjalizmem. Mając na uwadze fakt, że pod publikacją nie podpisał się konkretny autor, przyjąć można, że ów tekst wyszedł spod pióra redaktora naczelnego czasopisma – o. Maksymiliana Kolbego. Zachęcamy do lektury interesującej publikacji.

Nieraz można usłyszeć pytanie: „dlaczego Kościół potępia socjalizm?” I mnie niedawno to pytanie postawiono. Obiecałem i dać odpowiedź w „Rycerzu”, niech więc Teraz obietnicę spełnię. Szczupłe ramy artykuliku nie pozwalają mi na obszerne omówienie zaczątków, istoty, rozwoju i różnych objawów socjalizmu; ograniczę się więc tylko do ogólnego ujęcia zasadniczych jego podstaw w ich stosunku do Kościoła. Każdy system czy to polityczny, czy ekonomiczny, czy w ogóle społeczny musi się oprzeć na istotnym realnym sianie rzeczy, a nie hołdować twierdzeniom „nieuzasadnionym i mrzonkom wybujałej wyobraźni. – A jednak socjalizm właśnie na to choruje.

Twierdzenia bezpodstawne to, powtarzane w nieskończoność a nigdy nie udowodnione zdania, że niema Boga, duszy nieśmiertelnej, życia pozagrobowego, nieba, piekła i t.d. Ten, zdaniem Mussoliniego, już przeżytek dla naszych czasów, jeszcze wciąż pokutuje w umysłach szerokich mas; i na tych to podstawach wznosi się socjalizm, Posłuchajmy mistrzów: Bebel: „Nie bogowie stworzyli ludzi, lecz ludzie stworzyli bogów i Boga” (Die Frau 426). Liebknecht: „Co do mnie, z religją dawno się załatwiłem. Pochodzę z czasów, gdy studenci niemieccy wcześnie wtajemniczeni byli w zasady ateizmu”. (Yolksblatt 1890 nr. 2S1). Hoffman uważa Tajemnicę Trójcy Przenajświętszej, Bóstwo Pana Jezusa, nieśmiertelność duszy i zbawienie wieczne za najbardziej utopijną utopię. Dietzgen: „Jeżeli religja polega na wierze w pozaświatowe, nadziemskie istoty i siły wyższe, duchy i bóstwa, to demokracja bezreligijną być musi”. Przyjaciel zaś Marxa Leon Frankel: pisze w swoim testamencie: „Nie wierzę ani w niebo, ani w piekło, ani w nagrody, ani w kary”. (Vorwärts. 1896, str. 81). A na posiedzeniu parlamentu 31 grudnia 1881 Bebel wyraźnie powiedział: „W „dziedzinie politycznej dążymy do republiki, w dziedzinie ekonomicznej do socjalizmu, a w tem, co się nazywa dziedziną religijną do ateizmu.”

Wzrok więc socjalisty, świadomego swojego celu, nie sięgnie poza trumnę, nie wydostanie się ponad świat czysto materjalny. Zasklepiony w materji, całe swoje szczęście upatruje w zwierzęcym używaniu świata, a idealniejszy może o nauce i sztuce pomyśli.

Czy nie za mało to dla człowieka, którego myśl przenika atmosferę, gwiazdy i mknie w przestworza, którego rozum wciąż żądny poznania przyczyn, dociera aż do Pierwszej Przyczyny i Ostatniego Celu wszechrzeczy, którego serce żądne posiadania chwały, szczęścia, czem więcej zdobyło, tem więcej pragnie i czuje, że nic określonego,, chociażby najszerszą, ale zawsze granicą, go nie napełni. Ono pragnie dobra, ale dobra – Nieskończonego? – Spytajmy sami siebie, czy chcielibyśmy nałożyć naszemu szczęściu pęta granic? I ci ludzie o tak ciasnym umyśle, zasklepieni w grubym materjaliźmie, śmią ludzkości zapowiadać – szczęście?! A może zdołają oni uszczęśliwić ludzkość środkami materjalnymi? Może obsypią każdego złotem, otoczą sławą i dadzą możność używania wszelkich rozkoszy?

Złudzenie chorobliwej wyobraźni. Już zaznaczyłem, że wszystko, co świat dać może, nie wystarczy jeszcze dla człowieka. Wszystkie te dobra mają swoje – granice, rozczarowywują i budzą pragnienie większego, trwalszego szczęścia, a gdy tego zabraknie przesyt znudzenie i jakaś ciemnia ogarnia duszę. Czuje ona, że zmyliła drogę do szczęścia – o ile zastanowić się jest jeszcze zdolna.

Ale czyż chociażby tego dobra ziemskiego potrafi socjalizm dostarczyć aż do syta? – i to nie.

Wolność, równość, braterstwo – piękne to zasady, ale socjalizm po zgwałceniu natury ludzkiej, pragnącej szerszych horyzontów i dążącej do nieskończoności, nie zdolny jest ich dostarczyć; za szlachetne one i za wysokie.

Wolność. Socjalizm znosi własność prywatną, lub przynajmniej środków produkcyjnych. Więc rząd wyznacza pracę, rząd ją ocenia, rząd daje płacę. I to ma być wolność. Przypomina mi się tu rozmowa z wieśniakiem w Zakopanem. Wróciwszy z niewoli rosyjskiej, zachwycał się bolszewickiemi zasadami, by iść i brać od bogatych. Gdym go jednak zapytał co się stanie wówczas z jego skrawkiem pola, rozumował, że on je będzie uprawiał. – A gdybyście nie chcieli pracować, spytałem. – Wtedy inni mają obowiązek przymusić (tu urwał)… ale… wolę ja mój mały skrawek i żebym mógł robić kiedy co i jak mi się podoba, aniżeli żeby mi kto miał stać nad głową.

Oto odruch naturalny wrodzonej wolności, którą socjaliści w imię wolności?! chcą zgnieść.

równość. Wszyscy jesteśmy równi wobec Boga, bo wszyscy jesteśmy dziełem rąk Jego, wszyscy Krwią Boga-Człowieka odkupieni, wszyscy mamy tego Boga za cel ostateczny, wszyscy żyjemy tylko dlatego, by dać mu dowód naszej wierności i tak zasłużyć na posiadanie Go na wieki po śmierci. W tem wszystkiem istnieje równość. Ale czy możliwą jest na ziemi równość pod każdym względem? Tylko wtedy by to być mogło, gdybyśmy mogli wszyscy razem istnieć w tym samym czasie, w tym samym (ściśle) miejscu i w takich samych warunkach, tak z natury jak i z otoczenia. Ale to jest fizycznie niemożliwe. Różnimy się wiekiem, miejscem urodzenia, zdolnościami, skłonnościami, zdrowiem, pracowitością, przezornością, różnymi wypadkami w życiu i czynnościami. Wszystko to pochodzi z natury rzeczy; więc zmienić tego nie można. Muszą być też rodzice i dzieci i przełożeni i podwładni.

Braterstwo – wzniosłe braterstwo, tak polecone przez Chrystusa Pana. Czyż może ono kwitnie w socjalizmie, Mam tu pod ręką sprawozdanie korespondenta „Kurjera Warszawskiego” z Sopotu, który tak między innymi pisze: „Tutejsze kabarety rosyjskie obliczone są na publiczność, która nie liczy się z groszem. Są dla nich homary świeże, ananasy i brzoskwinie mrożone w szampanie, winogrona, cukry, lody w płonącym ponczu. A publiczność? W tych kabaretach rosyjskich musi byś publiczność, która zna ten język. Przeważnie więc żydzi. Przy lepszych stołach i przy butelkach w barze – bolszewicy. W gdańskich nowiutkich garniturach, z gwiazdą bolszewicką na klapie, na grubym palcu sygnet z wyrżniętym na kamieniu „świecznikiem Salomona… Dostojnicy sowieccy w Sopocie nie liczą się z groszem. Uciekli na wypoczynek z miast, zasłanych trupami ludzi, zmarłych z głodu i – po zrabowaniu cerkiewnych skarbów rzucają pieniądze na grę, szampana i wszelkie uciechy”.

A obok także urywek z listu z Odessy wydrukowanego w „Dzienniku Wołyńskim”: „Cóż z tego, że zarabiam dziennie 300.000 rubli, jeśli pud mąki kosztuje 12.000.000, pszennej 20.000.000, funt chleba 300.000, białego 500.000. funt masła 1.500.000, słoniny również 1.500.000, jaja po 100.000 sztuka i t. d. Epidemja przybiera straszne rozmiary. Przedtem leżały nieraz w ciągu kilku dni na trotuarach trupy ludzi zmarłych z głodu… Obecnie leżą, prócz nich, trupy zmarłe na cholerę, tyfus plamisty, dżumę i t. d. A ludzi grzebie się w ziemi jak psy, gołych, gdyż najtańsza trumna nie heblowana kosztuje 10 miljonów rubli. Dzieci Twe rwą się do Ciebie, chcą przedostać się, przelecieć do Ojczyzny. Ale twarda ręka sowiecka trzyma, trwale w rękach swych wielkie i ostre nożyce, któremi podcina skrzydła tym, co rwą się do lotu. Wszyscy przebyliśmy tyfus plamisty, a jak wiesz, po przebyciu tej ciężkiej choroby trzeba się należycie odżywiać, lecz skąd czerpać na to środki? W razie przeciwnym czeka nas tyfus powrotny, a wiemy, co z sobą on niesie: śmierć. Lecz wolę śmierć od choroby zakaźnej, gdy człowiek umiera w gorączce, niż powolne dogorywanie z głodu…”

Czyż to ma być głoszone przez bolszewików braterstwo równość? Czyż ma być ów wymarzony raj Marksa? Nie tędy droga.

Przyznać trzeba, że klasa robotnicza była w większej części upośledzoną, że socjalizm się za nią ujął, ale ubolewać należy, że uderzył on na Kościół, usiłuje wydrzeć robotnikowi, a nawet dziecku najdroższy skarb wiary i najwznioślejsze a wrodzone ideały. Wszedłszy tak w błędną drogę stwarza tylko niedolę i tyranję rządu nad obywatelami i zapoznaje dążenia wzniosłej i wolnej natury ludzkiej.

Zboczenia te jednak nie są czemś wypadkowem; to planowa robota „Braci” spod młota i kielni, którzy wyzyskują każdą sposobność do tego, by wypełnić dewizę uchwaloną w roku 1717: „Zniszczyć wszelką religję, a zwłaszcza chrześcijańską”.

Stosunki społeczne się rozwijają i udoskonalają. Wiele rzeczy wymaga naprawy, ale tej naprawy nie osiągnie się nigdy w sposób niezgodny z prawdą i z naturą ludzką.

Czyż wobec tych danych trzeba jeszcze odpowiedzi na pytanie: dlaczego Kościół zabrania swym dzieciom być socjalistami?

Źródło: http://archiwum.rycerzniepokalanej.pl (Rycerz Niepokalanej – luty 2 (14) 1923, s. 17)

Przeczytaj:

J. Międlar: „Wyzwolenie” przez Armię Czerwoną, czyli przemianowanie ludobójstwa. Kto gloryfikuje oprawców?

Może ci się spodobać również Więcej od autora

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Ta strona wykrozystuje pliki cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close