G. Masztafiak: Pierwsza zdrada klerków, czyli dlaczego polscy intelektualiści poparli komunizm?

"Zdrada klerków" / Fot. Twitter
6 1 506

Adam Michnik, Tadeusz Mazowiecki, Jacek Kuroń, Karol Modzelewski, Leszek Kołakowski. W przypadku sondy ulicznej podejmującej temat nazwisk-ikon walki o wyzwolenie spod komunistycznego wpływu, wyżej wymienieni to niemal polskie odruchy bezwarunkowe. Każdy z nich, w powszechnej, niezbyt ugruntowanej zresztą, choć wyrażonej w głębokim przeświadczeniu, opinii jawi się jako bojownik o wolność, niestrudzony pretendent do miana pierwszego wroga ideologii komunistycznej, a przede wszystkim – orędownik demokracji liberalnej. Jeśli postawimy sprawę w ten sposób, okazuje się, że piękno znajduje się wyłącznie w oku patrzącego. Spojrzenie na każdą z przywołanych postaci z osobna w kontekście całościowym, panoramicznym, który uwzględni jej swoistą intelektualną wędrówkę wśród meandrów polskiego socjalizmu, otwiera nowe perspektywy oceny słuszności wszystkich pięciu „tytułowych” bohaterów. Na ich przykładzie postaram się dotrzeć, choć niewykluczone, że nawet oddalić się od odpowiedzi na postawione w tytule pytanie – dlaczego intelektualiści polscy poparli komunizm?

Na początek warto zastanowić się, gdzie dokładnie zaczęła się łatwość fascynacji polskiej inteligencji komunizmem. W książce „Ciemnogród: O prawicy i lewicy” Marek J. Chodakiewicz przytacza fragment wypowiedzi Ryszarda Piestrzyńskiego, żołnierza gen. Andersa i działacza narodowego, który stwierdził, że: „Szerzył się w Polsce przed wojną pozytywizm i determinizm zastosowany do nauk społecznych, materializm zarówno kapitalistyczny, jak i marksistowski. Snobizm i płycizna najbardziej ruchliwej warstwy intelektualnej, niedostrzeganie przez nią źródeł twórczych w ludzie polskim i szukanie jej u obcych, jej niezdolność – wbrew pozorom i wbrew nawet mniemaniu – do poglądów krytycznych, nie mówiąc już o rewolucyjnych, ułatwiały działalność piątych kolumn, które przedostawały się nieraz do najwyższych środowisk umysłowych. Częściowe załamanie się tej właśnie warstwy (…) jest następstwem choroby, która już wtedy trawiła nasze szczyty. Dostrzegały one w komunizmie logiczne następstwa własnych przekonań, rzekomo humanistycznych, przedmiot nowego kultu, nowej wiary…” Fragment ten uznałam za stosowny do podkreślenia, może być to bowiem jeden z wariantów odpowiedzi na postawione pytanie. Niezbędne do tego będzie jednak prześledzenie pokrótce losów polskiej inteligencji w przedziale czasowym 1945-1990 oraz jej politycznych konotacji i przynależności. Lata 1945-1948 są okresem, gdy inteligencja ukształtowana jeszcze przez przedwojenne szkoły starała się podjąć walkę z nowym systemem poprzez partyzantkę i dywersję (m.in. w ramach NZW, WiN, SN, czy podziemnej PPS), ale także współprace z Delegaturą Rządu na Kraj. Drugim wariantem była opozycja koncesjonowana (PSL, SP), które skupiały szczególnie inteligencję chrześcijańsko-demokratyczną, tzw. chadecję. Natomiast środowiska odłamu lewicowego związane z koncesjonowanymi PPS i SD nie miały zamiaru walki z komunizmem, szansy upatrując w jego zmianie pod hasłem „polskiej drogi do socjalizmu”. Samo otoczenie kardynała Sapiehy związane z myślą katolicką postulowało ideę koegzystencji z systemem przy zachowaniu niezależności intelektualnej, jak Tygodnik Powszechnym.

Okres 1948-1956 jest okresem stalinowskim, określanym jako czas najbardziej srogiego terroru. Wówczas wszelkie nurty inteligencji zostały zniszczone lub podporządkowane władzy, choć w samym łonie partii komunistycznej zaczęła rodzić się frakcja tzw. puławian. Głównym jej założeniem była liberalizacja systemu pod hasłem „socjalizm z ludzką twarzą”. Próby reformy socjalizmu utrzymywały się także w latach późniejszych, gdy pierwsze pokolenie inteligencji wychowanej w PRL w dalszym ciągu żywiło nadzieje na liberalizację. Na przeszkodzie stanął jednak Władysław Gomułka już w latach 1957-1958. Demokratyzacja ustroju była przez niego kategorycznie potępiana i hamowana, a sami puławianie marginalizowani. Propaganda zaczęła nazywać ich rewizjonistami. Za symbol końca tego okresu uznaje się likwidację Klubu Krzywego Koła – należeli do niego Adam Michnik, Jacek Kuroń, Karol Modzelewski oraz Leszek Kołakowski. Był to klub dyskusyjny rewizjonistów powstały z inspiracji Służby Bezpieczeństwa, choć do pewnego stopnia niezależny intelektualnie. Jest to także czas powstawania kolejnych organizacji negujących komunizm – m.in. Związek Młodych Demokratów jako młodzieżówka Stronnictwa Demokratycznego, przekształcona później w Ligę Narodowo-Demokratyczną. Działająca wówczas inteligencja katolicka skupiona wokół Tygodnika Powszechnego, Kołem „Znak”, miesięcznikiem „Więź”, a także powstałymi już po 1956 Klubami Inteligencji Katolickiej z głównymi działaczami w osobach Tadeusza Mazowieckiego, Stanisława Stommy i Jerzego Turowicza. Stawiali oni, niezmiennie, na koegzystencję z komunizmem w oparciu o zasadę niezależności intelektualnej, zobowiązując się jednocześnie do nieporuszania tematów dla reżimu  drażliwych. Bardzo istotnym okresem z punktu widzenia tzw. opozycji laickiej są lata 1961-1976. Opozycja laicka to określenie używane wobec inteligencji o korzeniach komunistycznych, przekonaniach lewicowych lub liberalno-lewicowych, którzy twierdzili, że spaczenie komunizmu wynika z jego wadliwego wdrożenia w życie. Poza Klubem Krzywego Koła, istniał w latach 1961-1963 tzw. Klub Poszukiwaczy Sprzeczności. Udzielali się w nim także Adam Michnik i Karol Modzelewski. Klub ten skupiał w dużej mierze uczniów pochodzących z rodzin wysoko postawionych działaczy partyjnych i państwowych. Pewna część bywalców znała się jeszcze wcześniej z okresu, kiedy należeli do kręgu drużyn walterowskich (Hufiec Walterowski), któremu patronował Jacek Kuroń, który następnie, w latach 1964-1965 wraz z Karolem Modzelewskim, publikuje „List otwarty do partii”, gdzie przedstawiają swój pogląd na temat „socjalizmu z ludzką twarzą”. Ich zdaniem ten rodzaj socjalizmu miałby polegać na ustroju o charakterze plebiscytarnym – „klasa pracująca” będzie w drodze głosowania decydować o części dochodu inwestowanej w poszczególne gałęzie gospodarki. W roku 1966 natomiast Leszek Kołakowski wygłasza wykład na temat klęski idei reform roku 1956. W tym miejscu warto wspomnieć też o skrzydle prawicowym rozwijającym się wśród opozycji. Głównymi ośrodkami prawicy w latach 1965-1970 były organizacja „Ruch” oraz harcerska drużyn „Czarna Jedynka”, będąca opozycyjnym klubem dyskusyjnym na temat upadku komunizmu. Specyficzną opozycję tworzyli wówczas tzw. moczarowcy, będący pod wpływem książki Zbigniewa Załuskiego „Siedem polskich grzechów głównych”. Ich poglądy jednak były wyjątkowo radykalne, łączyły w sobie bowiem agresywny nacjonalizm z komunizmem, antysemityzmem i walkami narodowowyzwoleńczymi. Rok 1964 to czas wydarzenia bez precedensu w krajach bloku sowieckiego, kiedy to uaktywniła się inteligencja rytu przedwojennego podczas akcji „List 34”. Reżim rozpoczął w związku z tym rozprawę z pokoleniem ukształtowanym przez II RP. „Demaskowano” literatów jako współpracujących z emigracyjnymi pismami, czy Radiem Wolna Europa, z którego, notabene, Józef Cyrankiewicz i Władysław Gomułka dowiedzieli się o powstaniu takiej inicjatywy, jak List 34. W następstwie walki z takimi postaciami, jak Melchior Wańkowicz, Stanisław Cat-Mackiewicz, czy Jan Nepomucen Miller, który to określił socjalizm jako „dogmatyczne założenie, wygodną i wybiegową złud”. Walka z inteligencją krytykującą polski socjalizm nasiliła się dopiero w roku 1968 w okresie napięć politycznych w Polsce i pamiętnego marca ’68. Jednak ukoronowaniem ewolucji postaw inteligencji wobec reżimu był rok 1976, co wydarzyło się nie tylko pod wpływem zmian w konstytucji i ryzykiem wchłonięcia PRL przez ZSRR, lecz przede wszystkim zmian społecznych po czerwcu ’76 jako katalizatora dla wytworzenia sojuszu środowisk inteligencji laickiej ze środowiskami inteligencji chrześcijańskiej i robotnikami. W wyniku tego sojuszu powołano do życia organizacje: Komitet Obrony Robotników (1976), Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela (1977), Komitet Samoobrony Społecznej KOR (1977), Studenckie Komitety Solidarności po śmierci Stanisława Pyjasa (1977), Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża i Śląska (1978). Wszystkie te nurty połączyły się w latach 1980-1981 w jednym ruchu solidarnościowym, co stanowiło zjawisko nieporównywalne z żadnym innym krajem bloku sowieckiego. Jeśli mowa o roku 1981, zwrócić należy uwagę na okres stanu wojennego, który sam zainicjowany został w czasie trwania Forum Kultury Polskiej, gdzie inteligencja zastanawiała się nad swoją przyszłością. Popularnym stało się zjawisko „rzucania” legitymacji partyjnych.

W ten sposób kształtowała się przemiana inteligencji polskiej w układzie chronologicznym. Zauważyć można w tym sporą dawkę konformizmu, która przejawiała się w swego rodzaju reaktywności środowiska literackiego, artystycznego, czy naukowego. Wiele z przeprowadzanych akcji, manifestów, czy publikowanych listów było reakcją na politykę władz zaostrzających represję wobec tych grup, nie zaś reakcją na samą opresywność systemu wynikającą z samego jego założenia i realizacji wobec pozostałych grup społecznych. Postawę inteligencji w okresie 1945-1990, szczególnie tę zrzeszoną w Klubie Krzywego Koła, czy wokół redakcji „Znaku”, czy „Więzi” charakteryzuje zmienność, czy ewolucja postaw.

Widać to wyraźnie na przykładzie tekstów Tadeusza Mazowieckiego z lat 60. Artykuł pt. „Otwarcie na Wschód” podpisany wspólnie z Andrzejem Wielowieyskim mówi o tym, że Kościół nie może sprzymierzać się z antykomunizmem, natomiast już tekst z roku 1971 pt. „Szansa” mowa jest o braniu odpowiedzialności za kraj nie z „nadania”, lecz z „samego prawa”. Inteligencja upatrywała możliwości zmian wewnątrz samego komunizmu, kontestując go wyłącznie w pewnych segmentach. Inwazja Układu Warszawskiego na Czechosłowację, obok wspomnianego już wykładu Leszka Kołakowskiego, zdaje się znacznie podkopywać nadzieje na reformowalność systemu, co wyraża wypowiedź Tadeusza Mazowieckiego podczas spotkania posłów „Znaku” z prymasem Wyszyńskim jesienią 1968 roku. Mazowiecki mówi wtedy, że „przez fakt sierpniowy (inwazja na Czechosłowację) odrzucono ostatni element >październikowy<.” Zdaniem historyków sierpień ’68 odgrywał w świadomości inteligencji większą rolę niż marzec ’68, kiedy to nie do zaakceptowania stała się postawa komunistów grających na nutach nacjonalizmu. Do tamtej pory uważano ustrój socjalistyczny za możliwy do przyjęcia właśnie z powodu unikania kwestii nacjonalizmów. Przeszłość Jacka Kuronia, jak i Karola Modzelewskiego także sprawia, że nie sposób oprzeć się wrażeniu, jakoby socjalizm dla wielu stanowił kuszącą intelektualnie perspektywę. Krytykowali oni co prawda politykę partii komunistycznej, lecz wszelkie podejmowane przez nich działania ukierunkowane były na naprawę i reformę wewnętrzną socjalizmu. Zresztą, w broszurze przeznaczonej do tajnego kolportażu Kuroń i Modzelewski zwracają uwagę na biurokrację, która zawłaszczyła aparat państwa i partii, środki produkcji i wyzyskuje klasę robotniczą. Ostrzegają oni o zagrożeniu buntu klasy robotniczej prowadzącym do dyktatury proletariatu, co mogłoby prowadzić do obalenia klasy rządzącej. Postulowali oni co prawda wolność prasy i druku oraz zniesienie stałej armii jako ewentualnego narzędzia do wojskowego zamachu stanu, lecz z drugiej strony pomysłem Kuronia i Modzelewskiego było rozbudowanie rad robotniczych. Program powstały na kanwie ideologii trockistowskiej i polskiej myśli rewizjonistycznej z lat 1956-1957 pokazuje wyraźnie, że do lat 70, czyli momentu opuszczenia przez Kuronia zakładu karnego, pozostawał on pod silnym wpływem ideologii komunistycznej, a represje stosowane wobec niego dotyczyły działalności w ramach struktur partii, a nie, jak próbuje się to przedstawiać współcześnie, walki o wolność i demokrację w Polsce. Na podstawie tych informacji można zaryzykować tezę, że Kuroń i Modzelewski stali się przeciwnikami komunizmu dopiero wówczas, kiedy pokazano im dobitnie, poprzez procesy i więzienie, granice reform wewnątrz partii.

Nierozstrzygniętym dotąd, a postawionym w tytule pytaniem pozostaje powód tego intelektualnego uwiedzenia i akcesu do ideologii komunistycznej – a zatem dlaczego?

Wariantów odpowiedzi może być kilka. Od poczucia nieuchronności wpływu komunizmu i opanowania przez niego całości stosunków politycznych, gospodarczych, społecznych, kulturalnych, po heglowskie poczucie konieczności komunizmu. Być może upatrywano w nim jedynej przyszłości dla sponiewieranej wojną Polski jako szansy na odbudowę i funkcjonowanie w ramach zorganizowanej struktury. Część inteligencji bowiem, skłonnej do poparcia komunizmu, a wręcz jego gloryfikacji, jak Tadeusz Konwicki, czy Wiktor Woroszylski, miało silne doświadczenia nie tylko wojny, ale też sanacji, czy endecji. Mogło to prowadzić do fascynacji komunizmem jako wielkim, międzynarodowym projektem odbudowy i stworzenia „nowego, lepszego świata.” Komunizm bowiem ten świat porządkował i dawał jego wytłumaczenie. Przecież, zgodnie z prawdopodobnym ich tokiem myślenia, to właśnie socjalizm wygrał z okrucieństwem nazizmu i zakończył II wojnę światową. Dla inteligencji powojenny socjalizm często wiązał się także z awangardą artystyczną. Ważne też, by rozróżnić rodzaje afirmacji socjalizmu, na co również zwraca uwagę Tadeusz Mazowiecki w tekście „Kontury dialogu” z roku 1962: „Ciągle jest (…) ważne, jaki jest rodzaj i klimat naszych afirmacji socjalistycznych. Czy biorą się one ze stosunku do panującej formy ustroju państwowego, nawet gdy stanowią jego ideologiczną akceptację, czy biorą się także z refleksji głębszej, sięgają aż do owej »właściwej przyczynowości materialnej«, która przed laty określiła sens socjalistycznego ruchu i która określiła to najistotniejsze, w czym ma się on spełnić jako rzeczywistość historyczna”.  Wielu przedstawicieli środowisk artystyczno-intelektualnych czynnie działało w strukturach partyjnych, pisało wręcz peany na cześć partii. Wynikać to mogło z pełnego zaangażowania lub koniunkturalizmu, który cechował szczególnie tych mniej zaangażowanych. Ci właśnie dla osobistej korzyści, możliwości rozwoju i tworzenia, wyjazdów zagranicznych, kariery skłonni byli pozornie poprzeć socjalizm, a przynajmniej jawnie go nie krytykować. Przemówiły na pewno względy pragmatyczne. Odnotowania wymaga kwestia inteligencja pochodzenia żydowskiego doświadczona Polską lat 30., gdzie alternatywą dla sanacji była endecka prawica jawnie antysemicka, a przez to wykluczająca ich jako pełnoprawnych członków społeczności. Dla nich komunizm mógł być zwyczajnie mniejszym złem, co ujął działacz socjalistyczny Marian Nowicki w liście z roku 1947 do działaczy emigracyjnych „Czy myślicie, że wy (emigracja) albo Mikołajczyk jesteście alternatywą? Nie, alternatywą są NSZ-owskie bandy leśne. Ja mogę nie akceptować tego, co robi PPR, ale w tej sytuacji ja muszę iść z PPR-em.”

Wielu ludzi żyjących w omawianym okresie, nie tylko intelektualistów, zwiedziona zostać mogła także wartościami, jakie podnosił w swych założeniach komunizm. Równość wobec wszystkich, gwarancja pracy i pewnej stabilizacji. Dla „roczników” doświadczonych jawnie zbrodniczym, ekskluzywistycznym nazizmem, komunizm jawił się jako „wesoły kołchoz”.

Dziś, po bardzo długim już czasie od okresu powojennego, rozwoju komunizmu, jego najbardziej brutalnego okresu, ale także odwilży i upadku, coraz trudniej będzie orzec o rzeczywistych motywach nie tylko fascynacji komunizmem, lecz przede wszystkim – porzucenia ideologii i poziomu szczerości zmiany poglądów. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić z całą pewnością, jakie czynniki doprowadziły do konkretnych wyborów nie tylko przywołanych przeze mnie postaci, ale całej rzeszy ludzi postawionych przed koniecznością ideologicznego samookreślenia. Chcąc jednak, celem podsumowania, wyrazić osobiste przekonanie na temat pytania postawionego w tytule pracy, uważam, że przeszłość Adama Michnika, Jacka Kuronia, Tadeusza Mazowieckiego, Karola Modzelewskiego, Leszka Kołakowskiego oraz ich późniejszy, czynny udział w polityce krajowej okresu najistotniejszych przemian, pozwala poddawać w wątpliwość deklarowane przywiązanie do idei demokratycznych. Zarzuca się im, że zostali wykorzystani jedynie przez aparat partyjny PRL do przeprowadzenia przemian ustrojowych wyłącznie w celu wytworzenia zasłony dla realnych interesów i warunków, na jakich dokonała się owa przemiana. Fakt ten zastanawiający jest o tyle, że bohaterowie, na których przykładzie omawiam przedstawiony problem, utrzymali się na szczytach polityczno-towarzyskich kręgów przez cały okres swojej działalności, a pomimo prześladowań i represji ze strony władz komunistycznych potrafili odnosić się do nich nadzwyczaj życzliwie. Nasuwa się w tym miejscu stwierdzenie Zbigniewa Herberta, by na Adama Michnika zwyczajnie uważać.

Przypominam, że bardzo cenię sobie pluralizm w dziale felietonistyki na naszym portalu. Stali Czytelnicy zapewne już to spostrzegli. Cieszę się z pierwszej publikacji Pani Gabrieli Masztafiak i liczę na kolejne, a Drogich Czytelników zapraszam do gorącej polemiki w komentarzach.
Ponadto przypominam, że wszystkich, którzy czują, że mają dobre pióro i chcieliby się podzielić cennymi publikacjami, proszę o kontakt na [email protected]
Z wyrazami szacunku
Jacek Międlar – redaktor naczelny wPrawo.pl

Przeczytaj także:

J. Międlar: Mazowiecki jest spalony. Pełna relacja z Antykomuny we Wrocławiu [WIDEO]

Wsparcie - darowizny

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. z-k mówi

    Znajomość Polaków swojej historii i rozeznanie kto jest kim to absolutna klęska polskości a totalne zwycięstwo żydopropaqgandy duraczącej Polaków. Aktywnych Polaków na różne sposoby zmuszono do milczenia aż do strzelania w potylicę i nic sie w tym względzie nie zmieniło w III-j okrągłostołowej gdy karierę zrobił tzw. seryjny samobójca. Wszystkie przemiany od 1944 roku inspirowały i kontrolowały żydowskie służby specjalne – te wszystkie „krzywe koła” „czarne jedynki” KOR, z wypadkami marcowymi włącznie gdy trzeba było dostarczyć rekruta armii izraelskiej. Dzieło Jerzego Brochockiego (tj znienawidzony Ryszard Gontarz) „Rewolta Marcowa. Narodziny, życie i śmierć PRL” powinna być wydana w wielkim nakładzie i w narodzie rozpowszechniona. Trudno będzie komuś napisać drugie takie dzieło o III-j okrągłostołowej z uwagi na szczelność archiwów CIA, Mossadu i BND. Może jakieś wdowy coś przyniosą.

    1. Marcin mówi

      Duzo o tym co napisane powyzej mozna przeczytac takze w ksiazkach Pana Wojciecha Sumlinskiego i na stronie dakowski.pl
      Zgadzam sie w 120%

  2. Jarosław mówi

    Jedno zastrzeżenie do artykułu. Nazywanie tego ścierwa polskimi intelektualistymi niesie w sobie podwójne kłamstwo. Nie są to Polacy. jak również nie są to żadni intelektualiści. Prosił bym redakcję o sprostowanie.

    1. Marcin mówi

      Zgadza sie. Ponadto jak to napisal Pan Wojciech Sumlinski – „Geremek umarl tak jak zyl”.
      Poczytajcie sobie z jaka to „asystentka” mial wypadek Geremek.
      Geremek, Kuron, Mazowiecki, Tusk – jedna klika.

      Zachecam do lektury ksiazke Pana Wojciech Sumlinskiego.
      Tytuly „Lobotomia 3.0” i „To tylko mafia” z ogromnymi szczegolami potwierdzaja tezy zawarte w tym artykule.

  3. tuszyn mówi

    Z wymienionych to jedynie Herberta można nazwać polskim intelektualistą. Można dyskutować nad Konwickim. Reszta to ani polscy ani intelektualiści. To oficerowie żydobolszewickiego frontu propagandowego

    1. Marcin mówi

      Herbert udzielil kiedys wywiadu w ktorym wypowiedzial sie nt Michnika i jego bekarta Gazety Wyborczej. Tak samo o Miloszu.
      Herbert jest jedynym poeta ktory nazwal rzeczy po imieniu.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Ta strona wykrozystuje pliki cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close