Katarzyna TS: Jak Muzeum POLIN i Agora SA „pożyczyły” cudzą pracę i postanowiły udawać Greka

Spacerownik po żydowskiej Warszawie
12 8 971

Wyobraźcie sobie taką sytuację: przez wiele lat robicie tłumaczenie unikalnych tekstów w jidysz na polski  i publikujecie je na stronie internetowej. W regulaminie strony zastrzegacie, że wykorzystywanie zamieszczonych na niej treści wymaga uzyskania licencji. Nagle dowiadujecie się, ze bez waszej wiedzy i zgodny ktoś skopiował wasze artykuły, częściowo je poprzerabiał, częściowo przepisał jak leci, podpisał własnym nazwiskiem i przekazał wydawnictwu, które wydało je w formie książkowej i sprzedaje. Można się zdenerwować? Można.

Ta historia wydarzyła się naprawdę. Dziennikarz „Gazety Stołecznej” Jerzy S. Majewski „pożyczył” teksty tłumaczki z jidysz Anny Ciałowicz zamieszczone na stronie varshe.org, a wydawcą książki, w której znalazły się „pożyczone” teksty, jest Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN i spółka Agora SA. Książka zawierająca „pożyczone” teksty to „Spacerownik po żydowskiej Warszawie” w cenie 44.99 zł.

Sprawa trafiła do sądu. Oto fragment pozwu (cyt. za solidarni2010.pl) : „Jerzy S. Majewski wykorzystał w Spacerowniku obszerne fragmenty utworów autorstwa Anny Ciałowicz zamieszczonych na Portalu i jednocześnie nie zamieścił informacji na temat autorstwa powódki znacznej części  wykorzystanych przez siebie Utworów. (…) Jerzy S. Majewski  w Spacerowniku dokonał szeregu modyfikacji treści i formy Utworów autorstwa powódki zamieszczonych na Portalu, polegających między innymi na podziale pierwotnej wersji Utworów, wyodrębnieniu fragmentów tekstu dotyczących danej postaci czy zdarzenia, pominięciu pozostałych elementów Utworów, zmianie kolejności poszczególnych części utworu, dokonaniu przeróbek treści Utworów poprzez przekazanie tych samych informacji, ale za pomocą innego doboru słów. (…) W niektórych miejscach Spacerownika zachodzi brak wyraźnego wyodrębnienia treści zaczerpniętych z Utworów zamieszczonych na Portalu od fragmentów tekstu samodzielnie sformułowanych przez Jerzego S. Majewskiego. Pozwany Jerzy S. Majewski wprowadza ogólne odwołanie do określonego tekstu źródłowego bez wskazania szczegółowo, jakie treści lub wątki zostały zaczerpnięte”.

Jak to się stało, że Muzeum POLIN i Agora SA wydały książkę, w której bezprawnie wykorzystano cudzą pracę? W sieci dostępne jest nagranie z rozprawy sądowej, podczas której zeznawały osoby odpowiedzialne za wydanie „Spacerownika”. Obie zeznające panie (jedna z Muzeum POLIN, a druga z Agory) miały do powiedzenia tyle: jesteśmy profesjonalistkami, dokładamy wszelkich starań. Na pytanie, czy czytały regulamin strony varshe.org, obie profesjonalistki zgodnie odpowiedziały, że nie czytały. A szkoda! W regulaminie stoi bowiem jak byk: „Materiały publikowane na stronie varshe.org.pl podlegają ochronie prawnej. (…) Wykorzystanie materiałów zawartych na stronie jest możliwe wyłącznie za wcześniejszym uzyskaniem licencji”.

Co ciekawe, profesjonalistka z Agory zeznała, że redaktor Majewski, który „pożyczył” tłumaczenie Anny Ciałowicz, jest tak wielkim specjalistą, że „chyba zna jidysz”. Tak się jednak składa, że Majewski jidysz nie zna, co przyznał na sali sądowej i bez nielegalnej „pożyczki” od Anny Ciałowicz kilku rozdziałów „Spacerownika…” po prostu by nie było . Za „Spacerownik…” redaktor Majewski otrzymał w 2014 r. prestiżową nagrodę Klio i jest bardzo z siebie zadowolony.

Okazało się też, że „Spacerownik…” nie był pierwszym przypadkiem twórczej „pożyczki” w wykonaniu Majewskiego. Takie „pożyczki” posłużyły mu do napisania kilku artykułów w GW (pierwszy w 2011 r.), po których pełnomocnik Anny Ciałowicz wystosowała wezwanie do natychmiastowego zaprzestania naruszeń jej praw. Wezwanie  zostało skierowane do redaktora Jerzego S. Majewskiego, Michała Wybieralskiego, redaktora naczelnego „Gazety Stołecznej” i Wydawnictwa Agora SA. I jaki był efekt? Wezwanie zostało zignorowane, a redaktor Majewski „pożyczył” sobie od Anny Ciałowicz ok. 30 stron cytatów i krypto cytatów, po czym wstawił je do „Spacerownika…”, a Agora i Muzeum POLIN to klepnęły.

A teraz kolejny smaczek, czyli stanowisko zatrudniającej Annę Ciałowicz Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie, która jest właścicielem strony varshe.org. Początkowo Gmina również złożyła pozew, ale szybko się z niego wycofała. Jak wyjaśniła podczas rozprawy dawna pracownica Gminy: „Po publikacji „Spacerownika…” Anna Ciałowicz przestała zamieszczać nowe teksty na stronie varshe. Pojawiły się problemy w pracy. Stała się niewygodna w Gminie. Była ignorowana przez zarząd, przestała być traktowana jako ekspertka. Wpłynęło to na jej życie zawodowe i prywatne”.

Jak widzicie, Gmina wolała wystawić na strzał i szykanować własną pracownicę niż wejść w spór z muzeum POLIN i Agorą. Wypisywać androny o tym, że polscy Żydzi czują się zagrożeni rosnącym antysemityzmem, to Gmina potrafi. Ale zachować się odważnie i uczciwie – o nie, „to nie przechodzi do żadna rubryka”. Wstyd!

Anna Ciałowicz nie jest jedyną osobą, od której redaktor Majewski „pożyczył” teksty do „Spacerownika…”.  Ale tylko ona zdecydowała się wytoczyć proces nieuczciwym „pożyczkobiorcom”. Co ciekawe, takich „pożyczek” dokonywał nie tylko Majewski, ale również Muzeum POLIN. „Jest to instytucja, z którą nie współpracuję, za to Muzeum POLIN współpracuje ze mną – obficie czerpiąc z mojego dorobku. W ten sposób powstają wystawy, katalogi, filmy. Muzeum POLIN od dawna dostawało „wezwania do natychmiastowego zaprzestania naruszeń”, lecz pisma moich pełnomocników niewiele dały” – mówi Anna Ciałowicz w wywiadzie dla portalu solidarni2010.pl.

Co na to minister Gliński, któremu podlega Muzeum POLIN? Czy w ogóle ma świadomość, że podlegająca mu placówka „pożycza” cudzą pracę? W 2017 roku Muzeum POLIN otrzymało ponad 8 milionów zł dotacji. Jaki jest efekt? Organizuje się jakieś kuriozalne warsztaty z wyszywania zasłon prysznicowych, a wartościowe informacje na temat polskich Żydów uzyskuje się na drodze „pożyczek” naruszając prawa osób trzecich. To jest skandal, wstyd i żenada i za takie numery dyrektor muzeum powinien polecieć ze stołka w tempie ekspresowym. Ale trwa i najwyraźniej trwa mać.

Zapewne zastanawiacie się, dlaczego Muzeum POLIN i Agora wolą „pożyczać” prace Anny Ciałowicz niż zachować się w sposób uczciwy i zgodny z prawem. Ja też się zastanawiam i dochodzę do wniosku, że przyczyną może być to, iż Ciałowicz ujawnia źródła historyczne, z których wynika, że obecnie obowiązująca narracja na temat relacji polsko-żydowskich i historii Żydów to jedna wielka ściema. A przecież na tej ściemie zbudowano wiele karier naukowych, więc demaskowanie ściemy grozi salonowej „elycie” kompromitacją. „Elyta” idzie więc w „pożyczki” byle tylko nie wydało się, że bierze kasę za coś, o czym nie ma bladego pojęcia. To jest właśnie żałosny poziom „elyt” III RP.

Jak zakończy się ten proces? Czy sędzia znajdzie w sobie na tyle odwagi, żeby wydać wyrok niekorzystny dla Muzeum POLIN i Agory, czy też wybierze opcję strusia chowającego głowę w piasek i klepnie prawo do „pożyczek”? Tego nie wiem, ale obserwując bezczelność i bezkarność samozwańczych „elyt” III RP wcale bym się nie zdziwiła, gdyby po raz kolejny okazało się, że w Polsce hucpa popłaca, a za uczciwość i ciężką pracę dostaje się po głowie. Wiem natomiast, że Muzeum POLIN, na które podatnicy wywalili grube miliony, okazało się być drogą zabawką dla niedouczonych i wielbiących Jana T. Grossa „krewnych i znajomych królika”, którzy chodzą w „pożyczki”, żeby ukryć swoje nieuctwo. Jeżeli tak samo ma wyglądać muzeum chasydyzmu i muzeum getta warszawskiego, to naprawdę lepiej dać sobie z tym spokój.

PS. Polecam wam lekturę zapisków z rozprawy z udziałem redaktora Jerzego S. Majewskiego na portalu solidarni2010.pl. To jest dopiero kompromitacja, co się zowie.

 

 

 

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. Paweł mówi

    „Trwa mać”!
    Pani Katarzyno jak zwykle w samo sedno!!!
    POZDRO
    CWP

  2. Hammurabi mówi

    Organizm bardzo długo toczony przez złośliwy nowotwór rozsiany po wszystkich jego organach jest wobec tej inwazji zupełnie bezbronny. Każdy jego zryw do walki, skazany jest na niepowodzenie tym bardziej, że leczący go lekarze nie dysponują stosownymi lekami i narzędziami by mu pomóc, w dodatku część z nich ma żywotny interes w śmierci tego organizmu. Z konsultacji zwoływanych co i rusz tak naprawdę nic nie wynika. Choroba się pogłębia, chory pomimo chwilowych sukcesów uzyskiwanych wielkim wysiłkiem organizmu słabnie, bo lekarze stosują wobec niego upuszczanie krwi z nadzieją, że w końcu będą mogli wypisać akt zgonu. Tu potrzebny jest cud. A że cuda się raczej nie zdarzają, los pacjenta tak „leczonego” jest przesądzony. Jedyne co może ów pacjent zrobić, to w akcie desperacji skorzystać z usług znachorów i nieuznawanych przez „medycynę” środków a lekarzom podziękować tak, jak sobie zasłużyli. Wszystkim. Bez wyjątku, by już nigdy nie mogli w taki sposób leczyć innych pacjentów.
    Wpierw jednak rodzina pacjenta, musi pojąć, że wydając krocie na jego leczenie, tak naprawdę dopuszcza się zbrodni współudziału w ohydnym mordzie.

  3. michu mówi

    Ciekawe jakie wytyczne w tej sprawie dostanie niezawisły sąd? A na te muzea np chasydyzmu i tak będziemy musieli się żłozyć i tak bo w sprawie kasy, którą na urząd skarbowy zabiera nie mamy nic do gadania

    1. Ada mówi

      Najgorsze jest samopoddaństwo. Niewiara we własne siły, a przede wszystkim w zwielokrotnione siły społeczeństwa, to schorzenie, które jednak nietrudno dałoby się unicestwić, zarazić WIARĄ w moc sprawczą ogółu. Wiarą, siłą działania i świadomością dążenia do celu, do obrony tego wszystkiego, co
      jest nam wyrywane w wyjątkowo wyrafinowany sposób.
      Jak to się działo, że pod grozbą utraty własnego życia lub
      życia całej swojej rodziny nasi przodkowie – dziadkowie, rodzice, znajomi, kuzyni, czy sąsiedzi itp. – pomagali „naszym przyjaciołom” żydowskim, ratując ich od śmierci, a my w dzisiejszych czasach wykazujemy oznaki niewiary, zaszczucia i niemocy!
      Przecież to MY, MY jesteśmy u siebie. To wydzierane „na żywca” wszystko jest nasze – a i my sami , niczym buldożerami jesteśmy popychani ku wyniszczeniu!
      Czy to my dzisiaj – po tragicznych wojennych latach…również rozpoznania (!) i oceny konsekwencji naszego poświęcenia – zabawiamy się w tę szytą na siłę „przyjaźń”?
      No proszę bardzo, nawet umiejętności, praca i wysiłek intelektu kobiety jest przyswajany!!! Och, przepraszam, „pożyczany”!
      Żeby nie wspomnieć o..”.okrągłym stole ” przetransportowanym do ichniego kraju, gdzie przepisy rosną, jak grzyby po deszczu. „Polskie” oczywiście…
      Ciepły mocz, póki co, płynie…

  4. Jarek mówi

    a czego spodziewać się po koszernych???

    1. Robert B. mówi

      Jak to czego? Tradycyjnie: NAJGORSZEGO.

  5. Robert B. mówi

    To muzeum Polin to symbol żydowskiej pychy, dominacji nad nami, wroga agencja wpływu, jednostka dywersyjna i dlatego powinno zostać natychmiast zlikwidowane.

  6. aalfa.oomega mówi

    Nie dość, że kradną, to jeszcze nas opluwają za nasze pieniądze! To się nazywa geszeft!!

  7. forestalinews mówi

    Dziękuję i polecam 🙂

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Ta strona wykrozystuje pliki cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close