Jacek Matysiak z USA: Seksafery w TrumpAmeryka

2 728

Dziś najbardziej gorącym  w Ameryce tematem, który tylko na moment przytłumiły wyczyny komisji prokuratora Muellera tropiącej okołowyborcze “zbliżenie” Trumpa z Putinem, jest seks.  Trzeba pamiętać, że seks jest gwarancją przyszłości i przetrwania gatunku. W innym wypadku bylibyśmy eksponatami w jakichś zakurzonych gablotach, oglądanymi czasem przez inne – mniej lub bardziej -znudzone małpy.  Jednak prawdą jest, że część rodzaju męskiego wywodzi swoje „czułości” i  traktowanie kobiet z głębokich jaskiniowych czeluści.  Mimo upływu tysięcy lat życia w zorganizowanych wspólnotach natura ludzka temperowana religią, powstałą tradycją i inspirowana wygenerowaną kulturą, tak naprawdę niewiele się zmieniła.

Aby dopełnić swój plan kontrolowania społeczeństw i odnieść sukces globalistyczna lewica musi z pozycji bacy sprowadzić ludzkość do roli baranów i owieczek.  Z niepokojem obserwujemy jej niesamowite sukcesy w wymóżdżeniu młodego pokolenia poprzez szkoły i media. Aby dokończyć swojego dzieła globlewica  musi doprowadzić do zniszczenia wypracowanego przez wieki modelu Rodziny, Kościoła, Narodu, międzyludzkiej więzi i tradycyjnej roli mężczyzny.

Lewacka ofensywa przeciwko amerykańskim mężczyznom nabiera mało zalotnych rumieńców i stwarza poważne zagrożenie dla tradycyjnych stosunków między mężczyzną, a kobietą. Wymalowane i kusząco odsłaniające swoje powabne ciała kobiety wyglądają często jak prostytutki, a domagają się traktowania jakby były skromnymi, pełnymi zasad mniszkami.  Do czego taki trend ma doprowadzić?  Już dziś na “gwałt’ wprowadzają i sprzedają atrakcyjne interaktywne seks-lalki roboty mające spore powodzenie wśród uciekających z “uciążliwych” romansów mężczyzn.

Jak tak dalej pójdzie, który młody mężczyzna odważy się powiedzieć dziewczynie najzwyczajniejszy komplement: “wspaniale wyglądasz”,  “masz piękne oczy”,  “mogę zaprosić cię na kawę?”. Czy w takiej atmosferze chłopiec odważy się iść na randkę z dziewczyną?  Czy nie stworzy to sytuacji, w której nikt nie ufa nikomu, a rację i zaufanie ma wyłącznie silny orwellowski rząd? Na uczelniach niektórzy profesorowie proszą swoje studentki, aby na zaliczenia i egzaminy przychodziły z koleżanką, lub kolegą. Nie chcą być z nimi sam na sam. W środowiskach postępowych głosi się, że seks jest sprawą rekreacji i nie jest związany z moralnością, ale jest prostą umową między “układającymi się” (jeśli mają gdzie) stronami…

To kreowanie modelu podejrzliwości i niepewności wśród najbliższych, a nawet strachu, znamy z przypadku Pawki Morozowa. Chłopiec ten w Rosji Sowieckiej został bohaterem i przykładem (spoglądającym z pomników) jak można oskarżyć i wydać w ręce oprawców własnego troskliwego ojca. A wszystko to dla miłości do utopijnej idei sprawiedliwości i bezwzględnej równości, nad której wdrożeniem czuwa super opiekuńcze superpaństwo kiedyś Stalina, jutro Sorosa.

W tym aspekcie powraca marksistowska  idea silnego państwa, w którym “wszystkie dzieci są nasze”  i interwencyjnej polityki państwa rozdzielającej dzieci od rodziców i krewnych. To już nie tylko pachnie Orwellem, ale i Huxley’em (dzieci rodzą się w inkubatorach). Czy chodzi o odhumanizowanie dzieci?  Proste i oczywiste badania oraz obserwacje w sierocińcach dają nam odpowiedź, do jakiej skali zbrodni odczłowieczenia może taka polityka “dbania” o dzieci doprowadzić.

W każdej chwili mężczyzna może zostać okrzyczany agresorem molestującym “niewiastę”, co skończy go zawodowo i politycznie.  Pewnie w tym bagnie swoje brudne łapki maczały feministki, żeby oczyścić dla siebie przedpole z mężczyzn. Anonimowe oskarżenia znanych i popularnych mężczyzn natychmiast ogłaszane w mediach mogą zniszczyć życie i karierę człowieka. Ciekawe jest to, że – jak wobec znanego aktora (Dustin Hoffman) – kobieta potrzebowała ok. 60 lat, aby  przypomnieć sobie coś, co spowodowało, że wówczas (bądź dopiero teraz) poczuła się molestowana…

Z drugiej strony ta fala “taniego” molestowania (tak na mnie spojrzał!, poprosił mnie o telefon, gapił się etc.) zagraża wymieszaniu tego typu pomówień z poważnymi przestępstwami, jakim jest gwałt. Przypomina to sytuację, w której ktoś bezkarnie kradnie kamienicę w Warszawie, a inny za przywłaszczenie sobie ciastka w sklepie idzie do pudła.

W tej feministycznej rewolucji, tak jak i w rewolucji francuskiej, bolszewickiej, czy chińskiej prezentacja dowodów i prawo do obrony nie są tak ważne. Wystarczy rewolucyjne zawołanie: “oskarżam!” I już po facecie.  Spada okrwawiona gilotyna, pędzi pożegnalny pocisk.  Dziś mężczyzna staje się zagrożeniem dla nowego społecznego ładu i jest obsadzany w roli sowieckiego “kułaka”, może bez ziemi, ale z męskimi narządami.

W seksaferach wybucha eksplozja za eksplozją, ale ta broń globlewicy wypróbowana była parę lat temu w skutecznym ataku na Kościół Katolicki, tak jakby wśród duchownych w judaizmie, czy islamie nie było molestujących, nie zdarzały się takie kryminalne przypadki.

Według Pew Research Center survey 22% kobiet w USA doznało seksualnego molestowania w pracy, a tylko 7% mężczyzn spotkało podobne nieszczęście.

Ameryka w ostatnich latach mocno zmieniła swoje oblicze. Mający ponad 100-letnią piękną  harcerską tradycję Boy Scouts, organizacja wychowująca chłopców z elementami zasad religijnych, której zadaniem było przekształcenie chłopca w młodego mężczyznę, teraz będzie otwarta też dla dziewcząt. Chłopcy wychowywani byli w duchu przejmowania inicjatywy, respektowania zasad, pracy dla środowiska i patriotyzmu.  Przypomnijmy, że dziewczynki przez 100 lat miały i mają swoją organizację Girl Scouts. Ciekawe czy otworzą też swoje drzwi dla chłopców? Wtedy zaczną się molestowania, procesy i będzie po organizacji.

W tym wszystkim trudno się połapać, ale w związku ze zbliżającymi się świętami władze Girl Scouts ostrzegają dziewczynki, aby w sytuacjach towarzyskich i rodzinnych spotkań nie pozwalały się obejmować (popularne “hugs”), ale przybijały „piątkę” (“high five”). Trochę to dziwne i śmieszne zachowanie między np. babcią i wnuczką, tym bardziej, że lewactwo słynie z wszelkiego obłapywania i obejmowania np. obejmowania drzew. Statystyki podają, że 1 na 9 dziewczynek w USA przed 18 rokiem życia będzie molestowana seksualnie. Podobno w 1 na 3 przypadkach agresorem będzie członek rodziny…

Z drugiej strony niedawno zarzucano sędziwej Królowej brytyjskiej, że jest zimną deską, która nie przytulała młodego księcia Karola, co doprowadziło do jego rozwodu z księżniczką Dianą.

Swoją drogą ciekawe czy wybuchnie następna puszka Pandory: seksafery homoseksualistów w Hollywood i w jego  “okolicach”?

Patrząc praktycznie, tak naprawdę ta lewacka seks-ofensywa wymierzona jest w prezydenta Trumpa i w konserwatystów. Oczywiście przewidziane są też ofiary we własnych szeregach. Rewolucja pożera własne dzieci. Można powiedzieć, że Demokraci oczyszczają przedpole przed następnymi wyborami.  Ich celem jest wykoszenie części starych perwertów, aby w następnych wyborach wystawić kobiety, najlepiej z mniejszości etnicznych. Już dzisiaj żona byłego prezydenta Michelle Obama prowadzi w sondażach wśród demokratycznych kandydatów na prezydenta.

Niedawno na lewicowych kanałach mogliśmy oglądać kilka kobiet, które wystąpiły jako ofiary molestowania Donalda J. Trumpa. Jedna z nich (ok. 70-tki)  wspominała, że ongiś  wspólnie z Trumpem leciała samolotem w I-szej klasie i spotkała się (ponad 40 lat temu) z jego niestosownym zachowaniem. Później okazało się, że ta kobieta jest Demokratką , przyjaciółką Hillary i pracowała dla Fundacji Clintonów. Inna młodsza niewiasta wyznała swoje ciężkie przejścia i szok spowodowane tym, że Trump poprosił ją o jej numer telefonu (!). Do dziś nie może do siebie dojść.

Generalnie ujmując, bycie liberalnym lewakiem w polityce stwarzało dogodne warunki wyjściowe do spotkania całych tabunów młodych, nierzadko naiwnych i pięknych dziewcząt. Wielu lewaków skryło się na rozmaitych ciepłych posadkach w świecie akademickim, blisko młodego idealistycznego narybku. Czy następna fala oskarżeń o molestowanie, jaka uderzy w mediach, zajmie się tym środowiskiem? Może Partia Demokratyczna chce zostać partią kobiet i mniejszości?

Kongresman Ruben Kihuen z Partii Demokratycznej z Nevady „zaangażował się” podczas swojej kampanii wyborczej i wybrał panienkę woluntariuszkę jako obiekt swoich zalotów. Gdy sprawa wyszła na jaw, kierownictwo partyjne ( Nancy Pelosi i inni) przypuściło ataki sugerując mu ustąpienie z Kongresu.

Jak się okazało, Kongres ma specjalny fundusz utworzony jeszcze w 1995 r., za pomocą którego wycisza ofiary zalotów swoich członków. Do tej pory wypłacono z niego już $17 mln, aby wyciszyć protesty 260 ofiar.

W powstałym bałaganie republikański kongresmen Ron DeSantis z Florydy zaproponował ustawę ujawniającą członków Kongresu, którzy wydali pieniądze podatników na uciszenie molestowanych kobiet, głównie swoich współpracowniczek. Dodatkowo ustawa ma zobowiązywać molestujących kongresmenów do refundacji  wypłaconych pieniędzy.

Na kongresmenów padł strach, poszła plotka, że wkrótce zostanie opublikowana lista 20-30 kongresmenów oskarżonych o molestowanie – tych, którzy prywatnie ułożyli się ze swoimi ofiarami. Jak tak dalej pójdzie, to w Kongresie może powstać wcale liczna, ale i bardzo przedsiębiorcza Partia Perwertów rekrutująca członków z obydwu dotychczasowych partii.

Tak więc do najpopularniejszej broni masowego rażenia używanej (nie tylko) w polityce – jaką jest rasizm, lub antysemityzm – dołączono nowy paragraf o podobnej sile rażenia: molester, przestępca seksualny!  Sięgnijmy do tych najgłośniejszych i najwybitniejszych aktywistów molestowania kobiet.

Sztandarową postacią na tym polu w ostatnich dekadach jest były prezydent Bill Clinton, którego słynne wyczyny  w tej przestrzeni były jednak ukrywane  przez mainstreamowe  media. Jego cygarowe igraszki w “Oral” Office z młodą stażystką Moniką Lewinsky, jego wykorzystywanie sprawowanych rządowych funkcji na różnych szczeblach do nierzadko agresywnych zalotów (Paula Jones, Kathleen Willey), czy wręcz gwałtów ( Juanita Broaddrick) media w miarę sprawnie zamiatały pod  obszerny dywan, mimochodem niszcząc reputacje ofiar. W trakcie kongresowego impeachmentu lewica głośno wrzeszczała, że charakter nie ma znaczenia, najważniejsza jest dobrze prosperująca gospodarka, a seks to prywatna sprawa prezydenta.

Innym seksualnym lwem był ś.p. senator Ted Kennedy, który (tu okazał się raczej rekinem) jeszcze w 1969 r. razem ze swoją 28-letnią wolontariuszką Mary Jo Kopechne pijany zjechał z mostu na wyspie Chappaquiddick prosto do wody. Ted zdołał sam wydobyć się z zanurzającego się samochodu zostawiając w nim na tylnym siedzeniu dziewczynę. Przez 10 godzin nie powiadomił policji, samochód zauważył następnego dnia przypadkowy kierowca. Oczywiście jako postępowego, “niezmordowanie” walczącego m.in. o prawa kobiet lidera, potraktowano go bardzo “surowo”: dostał 2 miesiące w zawieszeniu, ale to jednak przekreśliło jego szanse na prezydenturę.

Poprzednio pisałem o eksplozjach seksafer w środowisku Hollywood, z których najgłośniejsza była taz Harvey Weinstein. Następnie wysypała się sfora aktorów: Kevin Spacey (gay), Ben Affleck i wcale pokaźna grupa innych. Teraz fala tego niszczącego wirusa wylała się na lewicowe media i polityków. Z publicznej telewizji wyrzucono powszechnie szanowanego nestora Charlie Rose, który miał zwyczaj zapraszać co piękniejsze współpracowniczki do domu i pojawiać się w stroju Adama (mimo, że miał na imię Charlie). Inną gwiazdą TV, która właśnie z łoskotem spadła z firmamentu, był zarabiający ok. $25 mln rocznie 59-letni Matt Lauer (z rodziny rumuńskich Żydów) występujący w Today Show na NBC. Matt miał wiele potrzeb i również szukał swojego raju przybierając strój Adama. Zapraszał w pracy co atrakcyjniejsze koleżanki i zza biurka przyciskiem zamykał drzwi.

Mark Halperin (52 lata), aktywista medialny i polityczny związany ze stacją NBC, stracił swój kontrakt po tym, jak na jaw wyszły oskarżenia od ponad tuzina kobiet z jego miejsca pracy. Można pomyśleć: jak to jest, że duża część tych gwiazd przemysłu filmowego i mediów ma seksualny brud za paznokciami? Czy to po prostu normalne, że wybitni, uzdolnieni ludzie są dewiantami? Wydaje się, że nic podobnego. Ci dewianci mafijnie blokują normalnych twórczych ludzi i dopuszczają do gry jedynie sobie podobnych.

W konkurencji molestowania nie chcieli pozostać w tyle politycy. Senior Demokratów w Kongresie (od 1965 r.) 88-letni czarny, szanowny John Conyers (ze stanu Michigan) poślubił o 35-lat młodszą kobietę, która jednak za oszustwa w 2010 roku trafiła na kilka lat do więzienia. Pełen wigoru Conyers również molestował wiele współpracowniczek, pojawiając się  w swoim kongresowym gabinecie przed Bogu ducha winną niewiastą w majtkach. Oczywiście oświadczył, że to pomówienia, ale przyciśnięty i skonfrontowany ze świadectwami innych kobiet, wreszcie zrezygnował ze stanowiska rekomendując na nie swojego syna.

Na podobnej patelni smaży się sprawa byłego komika, którym jest senator Al Franken ze stanu Minnesota. Znany ze swej uporczywej kampanii wyborczej, gdyż wygrał o włos z republikaninem (Norm Coleman) dopiero po pół roku liczenia głosów (ostatnią partię głosów znaleziono w bagażniku samochodu). Mało atrakcyjny (obleśny) Franken, który również dzielnie walczy o prawa kobiet, został oskarżony o molestowanie przez kilka z nich.  Pojawiły się również wspomagające te zarzuty zdjęcia. Wreszcie do akcji przystąpiło kilka koleżanek-demokratek z Senatu domagając się jego wyrzucenia.  Ociągając się, bez wyrażenia skruchy i bez przyznania się do “błędów”, senator Franken ogłosił, że ustąpi (ale za kilka tygodni). Kilku następnych polityków czeka na medialną obróbkę na dalszym planie w kolejce.

Odejście senatora Frankena nie przyniesie strat Demokratom, gdyż gubernatorem stanu Minnesota jest Demokrata (Mark Dayton) i to on ma  mianować (dotychczasową swoją zastępczynię) Tinę Smith na miejsce Frankena. Natomiast ktokolwiek wygra wybory w 2018 r., będzie zasiadał w Senacie do końca kadencji Frankena, która upływa w 2020 r.

Republikańscy politycy, choć wydają się być mniej “jurni“, również zaznaczyli swoją obecność na tym polu. Wiadomym jest, że w kłopotach znalazło się dwóch republikańskich kongresmenów z Teksasu. Blake Farenthold, który z sekretnego kongresowego funduszu (z pieniędzy podatnika!) wypłacił odszkodowanie za molestowanie jednej ze swoich podwładnych w wysokosci $84 tys. Z kolei kongresmen Joe Barton zabawiał się wysyłaniem swoich nagich zdjęć kobiecie na Facebooku i Twitterze.

Speaker kongresu Paul Ryan zażądał rezygnacji kongresmena z Arizony, którym był Trent Franks, a ten szybko poddał się presji i zrezygnował. Jego przypadek był specyficzny: zwrócił się on do dwóch swoich pracownic z pytaniem, czy nie zechciały by zostać matkami zastępczymi dla jego dziecka.  Żona Franksa nie może mieć dzieci i dziecko, które mają, przyszło na świat właśnie w ten sposób. Kobiety nie były pewne, czy ta propozycja nie oznaczała seksu z kongresmenem, czyli zaszło “brzemienne” w skutkach nieporozumienie.

Według postępowców wiek mężczyzn (?) właśnie się skończył, więc w uroczych zakamarkach miejsc pracy (tym bardziej tam, gdzie szefem jest kobieta) również dochodzi do przypadkowych realizacji pożądań z pozycji władzy. Andrea Ramsey, kandydatka Partii Demokratycznej do Kongresu, wycofała swoją kandydaturę po tym, jak  gazeta Kansas City Star zapytała ją o wyciszony proces sądowy z 2005 r. o molestowanie seksualne wytoczony jej przez podwładnego.

Cała dzisiejsza afera z molestującymi politykami zaczęła się od skoncentrowanego ataku lewicowych mediów i ich środowisk opiniotwórczych na ubiegającego się o pozycję senatora konserwatywnego sędziego ze stanu Alabama. Znienawidzony przez lewicę Roy Moore już wcześniej będąc prezesem Sądu Najwyższego Alabamy zamontował słynną tablicę z 10 przykazaniami, za co stracił pracę (w 2003 r.), ale nie ugiął się odmawiając prawa interwencji federalnego rządu. 10 lat później wpadł w w podobne kłopoty odmawiając uznania małżeństw gejów. Otóż w tym konserwatywnym stanie (ok. 20% więcej republikanów) najpierw zwalczał go establishment Partii Republikańskiej z Waszyngtonu, a jednak w prawyborach Moore zwyciężył. Następnie media ruszyły z całą lawiną kobietm z którymi podobno romansował Moore, kiedy był nieco po trzydziestce. Sęk w tym, że były to panienki od 14 do 18 roku życia.

Wybuchło piekło, słupki poparcia spadły, ale Roy konsekwentnie odmawiał przyznania się do zarzutów molestowania (nikt nie zarzuca mu gwałtu, ale chodzi o różne zaloty wobec nieletnich). Ponownie federalny republikański establishment obciął mu pieniądze i potępił, jednak są ludzie w Alabamie, którzy ciągle wierzą swojemu sędziemu. Po pewnym niezdecydowaniu oficjalnie poparł go też POTUS Trump (chodzi tu o konserwatywny głos w Senacie), a wtedy ugiął się też partyjny establishment. Pojedynek wyborczy z lewicowym kandydatem Demokratów odbył się 12-go grudnia. Sędzia Moore jednak przegrał przy frekwencji ok. 25%, z lewicowym kandydatem Demokratów.  Republikanie już nie wiedzieli komu wierzyć. choć trzeba przyznać, że 30-40 lat temu, szczególnie na południu, były inne niż dzisiaj tradycje i obyczaje. Często dziewczyny wychodziły za mąż wcześnie, ale teraz mierzymy te sytuacje dzisiejszymi normami.

Najwięksi  przegrani w tym charakterystycznym pojedynku to oczywiście niejasno broniący się sędzia Moore, ale i prawicowy lider, do niedawna starszy strateg prezydenta Trumpa, Steve Bannon. To on aktywnie popierał Moore jako konserwatystę, który po zwycięstwie będzie w Senacie głosował na konserwatywne programy właśnie przeciwko kunktatorskiemu establishmentowi.

Zostawmy na chwilę ten świat amerykańskich afer seksualnych i kierując się powiedzeniem Leszka Millera spójrzmy, jak mężczyzna, Donald J. Trump kończy pierwszy rok swojej prezydentury.

Trwa ustawiczne nękanie prezydenta przez zorganizowany polityczny establishment, który przeszedł do totalnej opozycji i jeszcze nie może otrząsnąć się z niespodziewanego zwycięstwa Trumpa. Specjalny prokurator Mueller ze skrzętnie dobranym anty-trumpowskim zespołem lewackich prawników dalej wydaje publiczne pieniądze (ok. $7 mln) i przez rok przewraca kamień na kamieniu w poszukiwaniu dowodów na współpracę Trumpa z Putinem w ostatnich wyborach prezydenckich.  To bardzo zabawne, że śledczy raczej  nie dostrzegają wszędzie walających się dowodów współpracy organizatorów kampanii Hillary Clinton właśnie z Putinem.

Co kilka dni wybucha nowy skandal z kolejnymi informacjami o niebezpiecznej, wprost agenturalnej roli FBI, będącej w ostatnich wyborach na pasku Partii Demokratycznej. Powstała swoista stajnia Augiasza, kiedy doszło do zaawansowanej polityzacji dotąd neutralnej FBI. Administracja Trumpa musi teraz krok po kroku przegonić całą lewacką wierchuszkę FBI, która w ostatnich wyborach zdradziła swoją misję i stała się zbrojnym ramieniem Partii Demokratycznej (pisałem o tym skandalu w swoim ostatnim wpisie). Globlewica powoli traci wiarygodność mimo posiadania totalnej przewagi w mediach.

Zastanawiającym jest, że wyśmiewany i zewsząd zaszczuwany Trump potrafi ciągle wychodzić obronną ręką z kolejnych zasadzek dobrze okopanej totalnej opozycji.  Gospodarka drgnęła w górę, giełda pobiła wszelkie rekordy wzrostu mimo jadu i nienawiści codziennie sączonej przez media i polityków z Partii Demokratycznej.  Właśnie POTUS dał Amerykanom pod choinkę reformę podatków obniżającą świadczenia (koszt ok. $1,5 mld) podatników na rzecz państwa. Obniżająca podatki reforma ma za zadanie rozruszać śpiącą amerykańską gospodarkę i zachęcić ludzi do wysiłku oraz ponoszenia ryzyka obiecując perspektywę sukcesu.

Według Rasmussen Report prezydent Trump cieszy się 44% poparciem głosujących obywateli, a Pierwszą Damę Melanię popiera 54%. Oczywiście marzeniem Demokratów jest impeachment prezydenta Trumpa, ale tu napotykają na problem: aby tego dokonać Demokraci musieliby mieć większość w Kongresie i większość w Senacie, aby uznać Trumpa winnym.

Ostatnio można zaobserwować zbierające się czarne chmury w ONZ w konsekwencji uznania przez Trumpa Jerozolimy za stolicę Izraela. Przypomnijmy, że siedziba ONZ mieści się w Nowym Jorku i USA dotuje ONZ do 22% jej wydatków.  Dla przypomnienia podajmy, że Izrael ogłosił Jerozolimę swoją stolicą w 1950 r. i właśnie tam mieści się parlament i główne instytucje rządowe. Trzeba dodać, że Rosja uznaje istnienie dwóch państw w Palestynie (Izraela i Palestyny) oraz uznaje stolicę Izraela w zachodniej Jerozolimie, a stolicę przyszłego państwa palestyńskiego we wschodniej Jerozolimie.

Podobnie jak prezydent Andrzej Duda w Polsce tak i POTUS Trump gościł Żydów, aby uczcić święto Chanuka. Właśnie wtedy ogłosił deklarację uznającą Jerozolimę stolicą Izraela i zapowiedział stopniowe przeniesienie tam ambasady USA ( z Tel Awiwu). Wokół tego tak ważnego dla Żydów historycznego wydarzenia narosło wiele kontrowersji. Otóż Trump zaprosił m.in. dwóch żydowskich członków Kongresu Lee Zeldina z Nowego Jorku i Davida Kustoffa ze stanu Tennessee i innych popierających go Żydów. Trump nie zaprosił jednak znanych polityków Żydów, którzy go zwalczają i działają na szkodę jego programu “Uczyńmy ponownie Amerykę Wielką”.

Oczywiście administracja Trumpa to koalicja między republikańskim establishmentem, a populistami, którzy przyszli do władzy razem z Trumpem. W tej wewnętrznej walce o wpływy i przyszłość populiści  (Steve Bennon, Sebastian Gorka, Tea party, etc.) nawołują do rozwalenia zasklepionego, skorumpowanego i podatnego na wpływy globalistów establishmentu partii Republikańskiej i żądają jego patriotycznej rekonstrukcji.

Trump jest biznesmenem, ale i nacjonalistą. Ten facet twardo stąpa po amerykańskiej ziemi i o jej interesy zamierza dbać i walczyć: Ameryka First!  Czyli – logicznie biorąc – dla globalistów jest to facet do odstrzelenia. Globlewica z jej banksterskim centrum dowodzenia nie dba o przyszłość państw narodowych i w czasie procesu zdobywania przez nią władzy i kontroli nad światem idea państw narodowych staje się anachronicznym przeżytkiem. A tu pojawia się facet, trybun reprezentujący bunt tych, którzy we wszystkich krajach świata są poddanymi sprytnie uwikłanymi w kolorowe błyskotki i koraliki wielkiej finansjery.

Wiem, to obszerny temat. Podchodzimy tylko do okna, z którego widać zarysy czyhających  niebezpieczeństw. Ale Trump pojawił się w centrum imperium z jego zasobami instrumentalnie używanymi przez banksterów do realizacji swoich planów, których ostatecznym celem jest zbudowanie orwellowskiego imperium z silnym, kontrolującym, diabelskim centrum klasy PANÓW i całą resztą, czyli  poddanymi i niewolnikami. Ci ludzie “nie śpią” i ciągle idą do przodu. Nawet kiedy nam się wydaje, że wygraliśmy, oni tym się nie martwią. To może nawet być w ich planach jako konieczna okrężna droga, leninowski krok do tyłu, aby później wyjść na prostą i dać dwa kroki do przodu.

Jeśli Trump jest nacjonalistą, nawet tylko w pewnych aspektach przywracającym podmiotowość swojemu narodowi, to Polska ma większe szanse, aby swoje starania o przyszłość Rzeczypospolitej móc rozegrać w tym nowym, sprzyjającym klimacie. Nie miejmy jednak złudzeń. Dla Trumpa najważniejsza jest gra na szachownicy, w której Ameryka jest zdolna zachować swoją mocarstwową pozycję. Silne zauważalne są też związki Trumpa z Izraelem. Jego ukochana córka Ivanka rodzi kolejne żydowskie, ortodoksyjne dzieci i nie ma wątpliwości, że interes i bezpieczeństwo Izraela są drogie sercu Trumpa.

Przy dzisiejszym rozwoju stosunków międzynarodowych Polska jest krajem, o który powinna zabiegać Ameryka ze względu na swoje położenie między Rosją, a Niemcami, które razem knują aby wypchnąć USA z Europy. Będąc globalnym mocarstwem Ameryka uwikłana jest w niezliczoną ilość zmagań i prowokacji. Najpoważniejsze wyzwanie nadchodzi z Chin. Polska może być tylko poważnym  sojusznikiem USA w Europie i nasi politycy powinni twardo określić polskie interesy w tym sojuszu. Może szykuje się sojusz USA, GB i Polski?

Martwić może podatność polskich polityków na tworzenie sytuacji, w której w stosunkach z USA, Polska w jakiś dziwny sposób staje się zaczarowanym petentem Izraela, przez którego będziemy porozumiewać się z USA. Ten błąd był przećwiczony już w czasie stanu wojennego w Polsce. Wtedy USA (Reagan) zawierzyły Mossadowi, że pomoże środowiskom opozycyjnym w walczącej Polski. Dziś już  wiemy, jak ta amerykańska pomoc odbiła się czkawką i w rezultacie wsparła  środowiska komunizujących trockistów, którzy tradycyjnie nie chcieli mieć nic wspólnego z suwerenną Rzeczpospolitą Polską i jej aspiracjami. Uczmy się, wyciągajmy wnioski i w obronie interesów Polski bądźmy brutalni.

Miałem napisać tekst o seksaferach w Ameryce, ale obok wymienionych wyżej ważnych spraw nie sposób nie zauważyć tych najważniejszych. Niech te zbliżające się Święta Bożego Narodzenia pozwolą nam Polakom zrozumieć sprawy poważne. Chrystus wzywa do odrodzenia każdego pojedynczego człowieka w nadziei na jego dążenie ku dobru, miłości i wytrwałości w doskonaleniu siebie w walce z istniejącym wewnętrznym i zewnętrznym złem. W przekonaniu, że istnieje szersza perspektywa dobra, szczęśliwości i wiecznej oceny, nagrody za wierność ideałom, które odziedziczyliśmy po przodkach i które mamy obowiązek wzbogacić żarem własnej  miłości do wszystkiego co Boskie i polskie…

Zdrowych, refleksyjnych, rodzinnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia…

Jacek K. Matysiak

Kalifornia, 2017/12/23

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. LucyLucenta mówi

    Dzięki Marku – miło się czytasz !! Mariaż USA z Izraelem uważam za główne zagrożenie dla Polski, którą Żydzi zamierzają oskubać do kości

  2. ala wilk mówi

    Tak właśnie powinno być jak chce lewactwo! To kobieta powinna decydować kto ją może komplementować, całować, dotykać, przytulać i uprawiać z nią seks. Przez tysiąclecia była patologia bo był to handel kobietami – zięć dawał świnię, teść dawał córkę za żonę. Dzięki Sorosowi wreszcie to się kończy! Nie będzie byle brudas wyciągał łap do pięknych kobiet

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Ta strona wykrozystuje pliki cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close