My chcemy Boga. Modyfikacja zakładu Pascala

5 1 101

Przeczytałem w sieci wpis blogera, który odnosił się do tegorocznego Marszu Niepodległości i jego przewodniego hasła, które – przypomnijmy – brzmiało: My chcemy Boga! Autor napisał, że jest ateistą, a jednocześnie bez dwóch zdań patriotą i zwolennikiem marszów w ich aktualnej formie, bo jak dotąd opuścił zaledwie dwa z nich. Tegoroczne hasło było jednak dla niego zbyt kontrowersyjne i został w domu. Głos ten odczytałem jako element trwającej od setek lat dyskusji, w której rozważa się problem stosunku między religią, społeczeństwem i państwem.

Przy okazji dyskutowano w sieci na temat czegoś równie długo rozważanego – związku pomiędzy polskością i katolicyzmem. Czy można być prawdziwym Polakiem, nie będąc katolikiem? Gdy zastanowić się nad tym, na myśl przychodzi francuski filozof Błażej Pascal, znany także z osiągnięć w dziedzinach matematyki i fizyki. Geniusz, którego nazwisko nosi jednostka ciśnienia oraz prawo mówiące o ciśnieniu w cieczach. To on właśnie wymyślił narzędzie używane do dziś masowo w szpitalach, czyli strzykawkę. Wielki uczony znany jest ze sformułowania tak zwanego zakładu Pascala.

W wydanym już po jego śmierci dziele zatytułowanym: Myśli, napisał: Skoro trzeba koniecznie wybierać, jeden wybór nie jest z większym uszczerbkiem dla twego rozumu niż drugi. To punkt osądzony. A twoje szczęście? Zważmy zysk i stratę, zakładając się, że Bóg jest. Rozpatrzmy te dwa wypadki: jeśli wygrasz, zyskujesz wszystko, jeśli przegrasz, nie tracisz nic. Zakładaj się tedy, że „jest”, bez wahania.

Zdaniem uczonego nawet jeśli człowiek nie wierzy w Boga, nic nie traci postępując już za życia zgodnie z Dekalogiem, kierując się w życiu etyką chrześcijańską, a może bardzo dużo zyskać po śmierci – życie wieczne! Do niedawna idea zakładu wydawała mi się naciągana. Ale w ciągu ostatnich kilku lat wiele się zmieniło. Nie w mojej wierze w Boga, ale na świecie.

Dwudziesty pierwszy wiek zmienił nasze pojmowanie kilku ważnych pojęć i spraw. Dowiedzieliśmy się między innymi, że „koniec historii” Fukuyamy to bzdura. Okazało się, że wraz z upadkiem sowieckiego komunizmu nie skończył się wcale marksizm, a tylko przeniósł się ze wschodu na zachód i osiedlił we władzach Unii Europejskiej. Wyszło na jaw, że społeczeństwo, które wyrzeka się swej wiary niezwykle łatwo ulega dekadencji i staje się łatwym łupem dla sekt, a także dla agresywnych i niebezpiecznych ideologii takich, jak na przykład islam. Bieżące wydarzenia zmodyfikowały też sens zakładu Pascala. Wedle jego klasycznej wykładni, człowiek niewierzący, postępując zgodnie z wolą Boga, dostosowując do Niego swe ziemskie życie – nawet, jeśli w niego nie wierzył – po śmierci zyskiwał nagrodę. Dziś widzimy wyraźnie, że przyjmowanie zasad chrześcijaństwa jako swoich własnych, nawet bez wiary w Boga, jest warunkiem koniecznym przetrwania społeczeństwa! A więc ta nagroda nie tyczy się już tylko zaświatów! Wypłacana jest – w skali historycznej – nieomalże od razu! A jest nią zdolność przetrwania darowana następnym pokoleniom, wraz z chrześcijańskim wychowaniem!

Dlatego na pytanie: czy można być Polakiem nie będąc katolikiem, należy odpowiedzieć: tak, bo przecież wiara w Boga jest łaską, nie do końca zależną od nas samych, a nasz stosunek do Ojczyzny wręcz przeciwnie, jest naszym wyborem, podlega naszej wolnej woli. Tak! Bez najmniejszych wątpliwości można być patriotą, oddanym ojczyźnie obywatelem Polski, pozostając ateistą. Tylko, że pytanie należy postawić inaczej. Czy istnieją inne – być może lepsze niż te wynikające z chrześcijaństwa zasady, jakimi powinni się kierować Polacy w swym życiu. I na to pytanie należy z całą mocą odpowiedzieć – nie! O ile jeszcze 100 lat temu, na początku dwudziestego wieku, niedowiarkom mogło się wydawać coś przeciwnego, dziś skutki odejścia od wiary są widoczne gołym okiem. Uznanie skuteczności, ale przede wszystkim braku alternatywy dla systemu etycznego wynikającego z chrześcijaństwa, prowadzi nas do wniosku, że ludzie, którzy tę konieczność rozumieją, nawet jeśli sami nie zostali obdarzeni łaską wiary w Boga, nie powinni oburzać się na przywoływanie Jego imienia w sferze publicznej rozumiejąc, że nie ma innego wyjścia, jak zawołać razem z nami: my chcemy Boga!

Bardzo istotny jest sam początek zacytowanego powyżej fragmentu Myśli Pascala: Skoro trzeba koniecznie wybrać… Trzeba wybrać!

Czterysta lat temu Pascal napisał, że trzeba koniecznie wybrać! A dziś tę konieczność wyboru widzimy jak na dłoni. W dwudziestym wieku wydawało się naiwnym, że można się od tego wyboru wykpić. Dziś widzimy, że się nie da. Dziś widzimy skutki wyboru podjętego „chcąc nie chcąc”. Obserwujemy skutki procesów zainicjowanych dziesiątki lat temu. Zlaicyzowane społeczeństwa Europy Zachodniej, odrzuciły Boga, odcięły się od swoich korzeni i padają dziś ofiarą islamu. Dlatego należy się zwrócić do wszystkich niewierzących Polaków, którym na sercu leży dobro Polski, a szczególnie dobro następnych pokoleń Polaków, by nie tylko nie walczyli z religią, ale by pozwolili swoim dzieciom na poznanie Boga, bo może one dostąpią łaski wiary.
Bo tylko tak mają szansę przetrwać.

Tekst ukazał się w dwutygodniku Polska Niepodległa (22.11.2017.)

Może ci się spodobać również Więcej od autora

% Komentarze

  1. goj mówi

    Ja się szczerze zastanawiam, jak można być ateistą w 2017 roku. Jeszcze rozumiem 5-10 lat temu, ale w 2017, kiedy Boga już widać niemal „jak na dłoni”?

    Sam jeszcze niedawno nie wierzyłem, ale tylko przyznanie, że Jahwe (Panie, użyłem Twego imienia, by rozróżnić Cię spośród setek bożków) jednak istnieje pozwala zrozumieć w pełni to, co się teraz dzieje i to, co się będzie działo za chwilę 🙂 Sam marksizm kulturowy bez przyznania, że Bóg istnieje, jest jedynie teorią spiskową.

  2. A.Z. mówi

    Bardzo trafny tekst. Pięknie napisane.

  3. Jarek mówi

    szczerze podziwiam ludzi głęboko wierzących. Z moją wiarą jest powiedzmy to sobie szczerze ciężko. Wychowałem sie w katolickiej tradycyjnej rodzinie. Rodzeństwo babci albo ksieża albo zakonnice. Jeden nawet misjonarz został zabity w Argentynie w latach 70-tych. Od małego do kościoła, na religię jeszcze w salkach katechetycznych bo to jeszcze PRL był a potem w szkole. Chrzest komunia bieżmowanie. Ale nigdy powtarzam nigdy ie czułem nie potrafiłem poczuć tej wiary, nie potrafiłem uwierzyć. Owszem zgadzam się z zasadami dekalogu i stosuję w życiu ale wierzyć nie umiałem nigdy i nie umiem. Ożeniłem się z Mołdawianką- głęboko wierzącą prawoslawną starowierczynią. Przyprawiła mi rogi tłumacząc sie….wolą bożą. Jak więc mam wierzyć jak uwierzyć???
    Przemawia do mnie wiara naszych lechickich przodków. Te poczucie jedności i wielkości nas Słowian to jest dla mnie przekonywujące

    1. Maciej mówi

      No to przekonuje Cię wiara przodków – no to wierzysz czy nie? nie rozumiem co chcesz powiedzieć..

      a żonę kopnij w tyłek – zapłaci jeszcze za zdradę, tak czy inaczej..

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Ta strona wykrozystuje pliki cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close