„Kapłan nienawiści” – ksiądz Władysław Gurgacz

Jak dzisiaj skończyłby ksiądz nacjonalista?

1 3 984

W nagonce medialnej był przedstawiany jako „herszt bandy, herszt szajki złodziei i rzezimieszków”. Był znienawidzony, bo szedł z Ewangelią i dobrym słowem do tych, o których zapomniała hierarchia. Mimo niebezpieczeństwa ze strony komunistycznej władzy, która za odprawianie polowych Mszy świętych oraz współpracę z partyzantami groziła karą śmierci oraz niebezpieczeństwa jakim było wydalenia ze stanu kapłańskiego, ks. Gurgacz nie opuścił będących w potrzebie.

Życie księdza Władysława Gurgacza powinno wprawić w zakłopotanie tych wszystkich – zwłaszcza kapłanów – którzy ponad głoszenie Ewangelii wykluczonym ze społeczeństwa, postawili święty spokój i ciepłe posady. Ksiądz Władysław Gurgacz to doskonały symbol wyjścia na „peryferie wiary” o czym bez pardonu, niczym pusty slogan, powtarzają kościelni książęta. Mimo to, z niewielu polskich ambon ks. Gurgacz jest stawiany za przykład do naśladowania. Dlaczego? Czyżby nie wpisywał się w kanony poprawności politycznej czy jak kto woli „politycznej ustępliwości”, która od lat panuje w polskim Kościele? Czyżby sylwetka ks. Gurgacza była tak niewygodna, bo ten szedł ramię w ramię z „bandytami z lasu” – jak przez lata tłukła nam do głów komunistyczna propaganda? Chyba niestety tak, bo coraz rzadziej z kościelnych ambon słychać głos rozsądku, gdzie nie ma miejsca na kompromisy, ale na jasną, chrystusową, a zarazem patriotyczną wykładnię.

Ofiara za Ojczyznę

Ksiądz Władysław Gurgacz, to symbol kapłańskiej odwagi, męstwa i patriotyzmu. Urodził się w 1914 roku w Jabłonicy, położonej między Brzozowem a Krosnem (obecne woj. podkarpackie). Gdy miał 17 lat wstąpił do Towarzystwa Jezusowego w Starej Wsi. Trzy lata przed przyjęciem święceń kapłańskich w 1942 roku, na Jasnej Górze Gurgacz złożył „Akt całkowitej ofiary” za Ojczyznę w potrzebie. Deklarował wówczas: Przyjm, Panie Jezu Chryste ofiarę, jaką Ci dzisiaj składamy, łącząc ją z Twoją Najświętszą Krzyżową Ofiarą. Za grzechy Ojczyzny mojej: tak za winy narodu całego jako też i jego wodzów przepraszam Cię Panie i błagam zarazem gorąco, byś przyjąć raczył jako zadość uczynienie całkowitą ofiarę z życia mego.

Aktu zawierzenia nigdy nie podeptał. Wiosną 1944 roku, młodego kapłana dopada ciężka choroba. Zmusiło go to do przeprowadzki z Warszawy do Starej Wsi. Można tutaj dopatrywać się działanie Bożej Opatrzności, bo to choroba prawdopodobnie uratowała go przed masakrą, którą jezuitom zgotowali Niemcy w kolegiacie przy Rakowieckiej 2 sierpnia 1944.

Kilka miesięcy później został przeniesiony do Gorlic, gdzie został kapelanem w tamtejszym szpitalu oraz posługiwał Siostrom Służebniczkom. Już wtedy dał się poznać jako kapłan wielkiego serca, zwłaszcza idąc do tych, których wiara podupadła.

Na celowniku

Ks. Gurgacz był bezkompromisowym kaznodzieją. Nie dość, że słynął z wyjątkowej erudycji, to również nie obawiał się krytykować zbrodniczego ustroju komunistycznego, który panoszył się po naszej Ojczyźnie. Tego typu kazania, które początkowo głosił ludności krynickiej, przysporzyły mu zarówno wrogów jak i zwolenników. Świadectwo tego znajdujemy w korespondencji prowadzonej z o. Józefem Pachuckim. W liście z 20 listopada 1947 r. ks. Gurgacz tak relacjonuje zajście, którego omal nie przypłacił życiem: Było to przed kilkoma tygodniami. Gdy wracałem z kościoła, napadł mnie pijany komendant MO z pobliskiej wioski i bez pytania strzelił z pistoletu. Był jednak niewypał. Skoczył i chwycił mnie za gardło. Zaczęły się tarapaty z pijakiem. Puścił mnie i znowu strzelił – ale tym razem niecelnie. Zawiadomiłem milicję. Przepraszano mnie itd. Obiecywano mi nawet przyprowadzić winowajcę do Ochronki i zmusić do publicznego przeproszenia. Stanowczo sobie to wymówiłem. Proszę mu powiedzieć – oznajmiłem komendantowi – że się nie gniewam, z serca mu daruję… niech się tylko więcej nie upija, bo człowiekowi na jego stanowisku nie wolno tego czynić.

Ksiądz Władysław Gurgacz był człowiekiem wyrozumiałym i nie żywił nienawiści do tych, którzy grozili mu śmiercią za to, że publicznie głosi Chrystusa i prawdę. To jeden z wielu wycinków z życiorysu bohaterskiego kapłana, które świadczą o jego niezłomności w walce z komunistycznym systemem.

Wiosną 1948 roku, pod wpływem nacisków ze strony władzy komunistycznej oraz „zniesmaczonej” kazaniami księdza ludności, ks. Gurgacz został przeniesiony do innej parafii. Czym zaszedł za skórę? Chodziło o kazanie, w którym kapłan zdemaskował prawdziwe oblicze władzy ludowej. Od tego momentu kapłan był na celowniku i został określony mianem „buntowniczego” kapłana o kryptonimie „Jezuita”. Polowanie na księdza zostało rozpoczęte.

Polowanie

W obliczu zagrożenia życia ks. Władysław przystąpił do organizacji podziemnej. Nie pytał o zgodę swoje prowincjała, jedynie go poinformował o swojej decyzji. Oddział pod dowództwem Stanisława Pióry „Emira” zbiera się po raz pierwszy 30 maja 1948 roku. Początkowo na wniosek jezuity, przyjmuje nazwę Pierwszy Podhalański Oddział Partyzantów pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Królowej Różańca Świętego, a później „Żandarmeria”, będąca militarnym członem Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej. Od tego momentu zaczął się epizod leśnego życia kapłana wyklętego.

Ks. Władysław Gurgacz ze Stanisławem Szajną ps. „Orzeł”, wiosna 1949 r.

Ksiądz Gurgacz pełnił funkcję opiekuna duchowego i wykładowcy, nie zaś – jak kłamała bezpieka – wojskowego dowódcy. Tę rolę sprawował Stanisław Pióro. Na potrzeby konspiracyjne, kapłan przyjął pseudonim „Sem” oraz „Ojciec”. Obok codziennej Eucharystii, każdego dnia prowadził żołnierzom wykłady z historii starożytnej, przedmiotów ścisłych, a także filozofii i teologii. Krótko mówiąc, mimo ciągłego niebezpieczeństwa, jakie na nich czyhało w lesie, ks. Gurgacz prowadził formację u podstaw, gdyż wierzył, że otaczający go żołnierze, to przyszłe elity niepodległej Polski. Wyklęci darzyli kapłana ogromnym szacunkiem. Doceniali, że on jako jeden z niewielu spośród księży był gotowy pełnić posługę na każdym kroku opluwanym żołnierzom. Nawet najzacieklejszy wróg ks. Gurgacza, mjr Stanisław Wałach, naczelnik Wydziału III WUBP w Krakowie, który wydał rozkaz aresztowania jezuity, opisując stosunek żołnierzy do swego kapelana, pisał: „Wierzyli mu i patrzyli w niego jak w tęczę…”. Ksiądz Gurgacz zaprowadził do organizacji PPAN wartości katolickie, o czym świadczy chociażby uroczystość przysięgi, podczas której kandydat na partyzanta składał słowa roty: „Przysięgam na zbawienie mej duszy, że będę wiernym Polakiem i katolikiem, będę walczyć z komunizmem i sumiennie wykonywać będę rozkazy przełożonych. Przysięgam zachować tajemnice organizacji”.

Na śmierć pójdę chętnie”

Oddział Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej (Ks. Gurgacz stoi w środku).

2 lipca 1949 roku, w wyniku nieudanej akcji w Krakowie, ks. Gurgacz został aresztowany przez UB. Postawiono mu zarzuty: przynależność do organizacji antypaństwowej, udział w napadach rabunkowych, zagrabianie mienia państwowego i posiadanie broni. Przyznał się do wszystkiego, ale mimo okrutnych tortur, nie wyjawił tajemnic podziemia niepodległościowego. W sprawie kapłana preparowano zarzuty, ubecja sfingowała proces a reżimowe media pisały o „księdzu na czele bandy” oraz że ksiądz „wykorzystując uczucia religijne członków organizacji, siał nienawiść i podżegał do obalenia ustroju Polski Ludowej”. Zakończenie procesu sądowego stworzyło oskarżonym możliwość wypowiedzenia ostatniego słowa. Ksiądz Gurgacz, korzystając z przysługującego mu prawa, rzekł: Jako kapłan i jako Polak jestem niewinny. Nie żałuję tego, co czyniłem. Moje czyny były zgodne z tym, o czym myślą miliony Polaków, tych Polaków, o których obecnym losie zadecydowały bagnety NKWD. Licząc się z możliwością otrzymania wyroku śmierci, powiedział: Na śmierć pójdę chętnie. Cóż to zresztą jest śmierć?… Wierzę, że każda kropla krwi przelanej zrodzi tysiące przeciwników i obróci się wam na zgubę. Dzielny kapłan nie prosił najeźdźców o łaskę, barbarzyńców o litość. Godnie powiedział: Proszę Wysoki Sąd, by nas, skazanych na śmierć, wyprowadzono na egzekucję razem. 13 sierpnia 1949 roku została odczytana sentencja wyroków. Wśród skazanych na karę śmierci, obok Stefana Balickiego, Stanisława Szajny i Michał Żaka, znalazł się Władysław Gurgacz.

Ostatnie próby złamania

Kapłana przewieziono do aresztu na Montelupich w Krakowie. Został umieszczony w osobnej celi. Okrutnymi torturami nadal próbowano go złamać i zmusić do współpracy oraz napisania prośby o ułaskawienie. Pisać do Bieruta? Do agenta NKWD i prezydenta z sowieckiego nadania? Przecież nie można pisać do kogoś, kogo nie uznaje się za legalnego przywódcę polskiego państwa. Bierut nie jest dla mnie oraz dla Polaków prawomocną władzą, lecz powolnym narzędziem Kremla – mówił ks. Gurgacz. W celu złamania kapłana stosowano także inne próby. Podsyłano do jego celi młodą, urodziwą kobietę, która uwodzicielskim głosem zachęcała go do podpisania prośby o ułaskawienie. Kapłan nie dał się złamać. 14 września 1949, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego oraz wigilię Matki Bożej Bolesnej, ks. Władysława Gurgacza, Stanisława Balickiego i Stanisława Szajnę, trzej skazańcy zostali zaprowadzeni na miejsce kaźni. Ich wiara nie ustawała. W drodze śpiewali pieśń „Pod Twoją obronę”. Według relacji świadka dr. Ernesta von Beplego, w momencie wykonywania wyroku, ks. Gurgacz odmówił wiązania sobie oczu i patrzył w twarz komunistycznemu oprawcy. Odwaga i wiara, która biła z oczu kapłana oślepiła zbrodniarza i chybił za pierwszym razem. Drugi strzał był celny i po dostrzeleniu kapłan zmarł.

Co dalej?

Ksiądz Gurgacz był sądzony za patriotyzm, odwagę, miłość do prawdy i Trójjedynego Boga. Był gotowy wypowiedzieć posłuszeństwo swoim przełożonym, jeśli ci zabronią mu stawać w obronie wiary i Ojczyzny. Nie był „bandytą”, ale narodowo-katolickim radykałem, od których obecnie, rękami i nogami odżegnują się wyższe instytucje Kościelne w Polsce.

Władza komunistyczna nienawidziła Gurgacza. Próbowała uderzyć w niego, gdyż wiedziała, że czyniąc to, uderza zarówno w Polskę jak i Kościół. Propaganda pokazywała go jako rzezimieszka, a w rzeczywistości był wybitnym kapłanem i polskim patriotą. Dlaczego zatem o jego sylwetce tak rzadko słyszymy z kościelnych ambon? Czyżby był wyrzutem sumienia dla tych, którzy ponad wszystko umiłowali święty spokój? Dlaczego pozwala się na opluwanie kapłanów, którzy podobnie jak ksiądz Gurgacz, nie przebierając w słowach dobro nazywają dobrem a zło złem? Weźmy to pod rozwagę.

Może ci się spodobać również Więcej od autora

1 komentarz

  1. Michał mówi

    Ten wypadek z komendantem MO, to był chyba w Krynicy Górskiej. Jest tam ulica księdza Gurgacza, a przy nie j kościół, niedaleko dworca PKP.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Ta strona wykrozystuje pliki cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close